O czym innym miałem zamiar dzisiaj pisać, ale
ten wpis na blogu Janusza Korwina-Mikke zainspirował mnie do poniższej notki. Cóż w tym wpisie jest szczególnego? "Ogólna uwaga", czyli parę spostrzeżeń JKM na temat demokracji i monarchii, z którymi
w większości się zgadzam.
Ogólna uwaga: d***kracja rzeczywiście nie jest "takim złym systemem rządzenia"; jest obrzydliwie średnim systemem rządzenia. Jest to coś podobnego do minimaxu: najlepszy z najgorszych systemów... Dobra monarchia jest o kilka klas lepsza - zła: o kilka klas gorsza. Z tym, że w monarchiach występuje swoista selekcja naturalna (złe giną...) - a d***kracja jest niepoprawna, bo tego "władcy" nie da się wymienić (Tylko śp.Bertold Brecht proponował, by "jeśli naród nie docenia rządu, rząd wybrał sobie inny naród"...) . Co gorsza: w d***kracji występuje równanie w dół.
Tyle na ten temat Janusz Korwin-Mikke. Nieco mącić w głowach może raczej błędne użycie przez niego terminu "minimax", który oznacza ogólny algorytm znajdowania
optymalnej strategii w deterministycznej grze o sumie stałej z pełną informacją - tyle, że tam jest również przeciwnik dążący do podobnego celu.
Zgadzam się natomiast w zupełności z tym, że demokracja jest gdzieś pośrodku między dobrą monarchią a złą monarchią. Tyle tylko, że przy tej selekcji naturalnej złe monarchie giną
wraz z całymi narodami, demokracje zaś - licho, bo licho - ale jakoś przędą i trwają.
Z wymianą suwerena demokracji jest rzeczywiście trudniej niż z wymianą na tronie, niemniej z jakiegoś powodu dojrzałe demokracje (na przykład amerykańska) radzą sobie ogólnie nieco lepiej niż młode (na przykład polska). Być może więc jest jakiś mechanizm powodujący, że z czasem demokratyczny suweren "wymienia" się na lepsze.
Janusz Korwin-Mikke zauważa też, że 99% historii to monarchie. Jest to zdanie prawdziwe, niemniej nie polecam używania go jako argumentu za monarchiami. Przypominam, że 99% historii ludzkości to ludzkość pozbawiona nie tylko Internetu, ale nawet witamin, zaś grubo ponad 99% historii Ziemi to Ziemia pozbawiona ludzkości. Wcale nie oznacza to, że ten 1% jest gorszy.
Ad rem. Dlaczego uważam demokrację za równie potrzebną, co wojsko? Wyobraźmy sobie kraj, w którym jakaś część populacji jest za demokracją podając jako główny powód właśnie bezpieczeństwo (nie będzie tak dobrze, jak w dobrej monarchii, ale nie grozi wyginięcie, które grozi złej monarchii). Reszta jest przeciwko, gotowa ponieść ryzyko. Niech w tym kraju jakaś część populacji z takich samych powodów, co demokraci, będzie za utrzymaniem armii (taniej by było jej nie mieć, bezpieczniej jest ją mieć). Reszta będzie przeciwko, na własne ryzyko i na własny koszt godząc się zorganizować sobie ochronę.
Idealna wolność polegałaby na tym, że wojsko opłacane byłoby tylko przez jego zwolenników i tylko ich chroniło. Analogicznie ideałem byłoby, gdyby demokratycznym regułom podlegali wyłącznie zwolennicy demokracji, zaś monarchistycznym - zwolennicy monarchii.
I oba rozwiązania zawodzą z tego samego powodu:
nie istnieje mechanizm wykluczenia. Decyzja, jaka jest do podjęcia, jest więc tylko jedna: państwo bezpieczne czy państwo ryzykowne? Pierwsze: to demokracja z armią. Drugie: monarchia bez armii. Nie optuję za żadnym konkretnym z nich.
Domagam się tylko konsekwencji w podejmowaniu lub niepodejmowaniu wyżej wymienionego ryzyka.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą