W tytule nie ma błędu ortograficznego. Za to, co instytucja mająca strzec porządku w Warszawie robi, zasługuje wyłącznie na pisownię przez małe "s" i małe "m". Chodzi o problem psiarzy na Polu Mokotowskim.
Zacząć może warto od tego, że na Polu Mokotowskim obowiązuje zakaz puszczania psów bez smyczy. Psiarze, jacy są, każdy widzi: notorycznie łamią ten zakaz, gdziekolwiek on jest, bo "piesek musi się wybiegać". Nikogo natomiast nie obchodzi fakt, że codziennie tamtędy chodzę do pracy, nadkładając drogi. Wybieram to miejsce
tylko dlatego, że jest to względnie zielone miejsce,
w którym obowiązuje zakaz puszczania psów bez smyczy! To jest dla mnie najważniejszy argument! Zapewne powinienem w tym momencie zacząć sądzić się z miastem o niewywiązywanie się z umowy, jaką jest Regulamin Pola Mokotowskiego.
Napisałem "z miastem"? To napisałem źle. Miasto robi swoje: wysyła straż miejską do parku. Tylko czy Państwo wiedzą, że owa straż miejska
od pół roku nie ukarała nikogo mandatem za prowadzenie psa bez smyczy? Strażnicy wolą pouczać, gdyż, jak twierdzi rzecznik prasowy straży miejskiej,
większość przyłapanych to ludzie starsi, których nie stać na mandat, a ponieważ nie mają siły trzymać wyrywającego się psa na smyczy, puszczają go wolno!
No ręce mi opadły...
Czy wyobrażają sobie Państwo, że drogówka odstępuje od ukarania mandatem sprawcy kolizji tylko dlatego, że to człowiek starszy, którego nie stać na mandat, a oprócz tego refleks już nie ten i stąd ta kolizja?
Dla mnie sprawa jest prosta: Jak się nie ma warunków (finansowych, fizycznych, emocjonalnych czy jakichkolwiek) do trzymania psa, to się go nie trzyma! Pies potrafi być w nieodpowiedzialnych rękach śmiertelnie niebezpiecznym narzędziem - zupełnie jak samochód. Tłumaczenie strażników byłoby co najwyżej śmieszne - gdyby nie było
tragiczne.
A żeby nie było, że kogoś nie stać na mandat:
oferuję pierwszej osobie, która się do mnie zgłosi z mandatem do 500 zł za sprzeczne z prawem wyprowadzanie psa odkupienie smalcu z tegoż psa za cenę mandatu! Żeby nie było, że kogoś nie stać! Warunek: pies w momencie zabicia ma być zdrowy i niezbyt stary, żeby nie było, że "i tak nie szkoda". No i osoba musi mi udowodnić, że rzeczywiście jej nie stać. Kosztów wytopu smalcu nie zwracam - właściciel i tak zaoszczędzi na karmie.
Nawiasem mówiąc jeden z owych psiarzy sam zaproponował, żeby w ramach Pola Mokotowskiego wydzielić
ogrodzony plac, wewnątrz którego psy mogłyby być puszczane wolno.
I jestem jak najbardziej za tym pomysłem! Oczywiście przy założeniu, że ogrodzenie byłoby wystarczająco mocne i wysokie. Oraz że ludzie pamiętaliby o zamykaniu go.
Oraz że ludzie zaczęliby szanować prawo i puszczać psy wolno tylko tam.
A swoją drogą co Państwo sądzą o
łże-smyczach, które zrobione są z rozciągliwego materiału i zostawiają psu bardzo dużo swobody? Ja wiem - one są ograniczone, to zawsze lepiej, niż pies bez smyczy. Ale
ja się nie czuję bezpiecznie, przy takim psie, bo nie wiem, jaki zasięg ma taka smycz! Może i wpływa to na moje bezpieczeństwo, ale na pewno nie na mój komfort.
I jeszcze jedno pytanie: może mnie nie stać na to, żeby spóźnić się 5 minut do pracy? A czasem muszę, bo chodzę z reguły szybko, tymczasem niekiedy jakiś pies na Polu Mokotowskim uzna to za agresję lub ucieczkę i zmusza mnie do zwolnienia kroku...
II: Jeżeli przepis jest debilny to należy go zmienić - wtedy ja nie będę wchodził do parku (Tylko dla kogo jest park? Tylko dla właścicieli psów?)
III: Wydzielić część parku dla psów i ich ludzi.
IV: W pełni się zgadzam, że pies (podobnie jak Magnum 44, czy Daewoo Matiz) to nie jest zabawka dla każdego - Jak kogoś nie stać na utrzymanie samochodu - to go sprzedaje, tak? Jak ktoś jest chory psychicznie to powinien mieć ograniczone prawo do posiadania broni, itd.
Wybacz, ale tu nie mogę się z Tobą zgodzić. Jestem fanatyczną psiarą zakochaną w olbrzymich sznaucerach i przyznam się do czegoś, co zabrzmi trochę jak herezja:
BARDZO RZADKO przypinałam moim psom smycz. Ale dla każdego z nich komenda "do mnie" i "równaj" była święta.
Nie wrzucajmy wszystkich psów i wszystkich psiarzy do jednego worka...
A co do psów, no cóż to plaga miejska i denerwujące jest to, że wszędzie gdzie jest kawałek trawnika, lub nawet go nie ma to jest obsrane. Powinny być wydzielone miejsca gdzie psy mogą załatwiać swoje potrzeby. I odpowiednie służby by po nich sprzątały, skoro nie można wyegzekwować prostych zakazów.
Pies bez smyczy i kagańca nie powinnien chodzić po otwartym terenie. Sama zostałam raz pogryziona przez psa, nic mu nie robiłam, po prostu sobie szłam. Oczywiście właściciela nie było nawet na tyle w zasięgu żeby się tym zainteresować, a piesek po chwili pobiegł gdzieś merdając radośnie ogonem.
Druga rzecz to wszędzie pozostawiane kupy, nie ważne czy to trawnik, chordnik czy piaskownica na placu zabaw. Jedno wielkie szambo.
W mieście, na osiedlach czy w parkach często odwiedzanych przez psiarzy, powinny być wyznaczone psie toalety i ewentualnie, jeśli jest na to miejsce, solidnie ogrodzony teren do wybiegania psów. Poza tymi miejscami lub jeśli ich po prostu nie ma, powinno się bezwzględnie przestrzegać smyczy, kagańca i sprzątania kup.
A swoją drogą to może też powinni psa odbierać właścicielowi, skoro go nie stać lub sobie z psem nie radzi. Wiem, że to trochę wredne, a schroniska są przepełnione, ale jak ktoś jest oporny to co zrobić.
argumentując "To co że pies? To ma mniej gówniane gówno od człowieka?"
Nieraz przydarzyło mi się biegać wraz z psem u nogi bo właściciel uznał, że może sobie wraz z pieskiem na bieżnie wejść!
Głupota niepojęta!
Dodajmy do tego brak kagańca ("bo pies nie może się wtedy wyszaleć"). A ja nie mogę przejść bo się na mnie szczeka ile sił i się go boje :/
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą