Tytuł być może powinienem był wziąć w cudzysłów jako cytat, który słyszę nagminnie. Z drugiej strony bloga by nie starczyło, by podpisać ten cytat odpowiednimi nazwiskami (z których większości i tak nie znam), a chyba wypada jeszcze napisać o nim samym co nieco.
Oczywiście słyszę to w sklepach, gdy sprzedawczyniom (częściej je spotykam niż sprzedawców i dlatego używam żeńskiej formy) brakuje drobnych w kasie i obiecują oddać grosik - czasem dwa - "przy okazji". I nieodmiennie mnie to drażni.
Po pierwsze dlatego, że jest to najczęściej efekt tych idiotycznych cen kończących się Bóg wie iloma dziewiątkami. Proszę pójść do któregoś sklepu "ROSSMAN" i wybrać losowo kilkadziesiąt produktów. Prawie na pewno okaże się, że ich łączna cena wyrażona w groszach i ich łączna ilość sumują się do liczby podzielnej przez 10, co jest efektem zakończenia każdej ceny dziewiątką. A potem "nie ma jak wydać". Dodam, że nawet gdyby było jak wydać, to takie ceny i tak mnie irytują, bo czuję, iż ktoś usiłuje mną manipulować, w dodatku w prymitywny sposób.
Po drugie dlatego, że jak "przy okazji" przychodzę specjalnie upomnieć się o grosik, to najczęściej go nie dostaję. Zwłaszcza, gdy przyjdę tylko po ów grosik, nic przy okazji nie kupując. Ale i bez tego.
Po trzecie. Przychodzę do sklepu i mam zapłacić końcówkę, dajmy na to, 8 groszy. Okazuje się, że mam 17 groszy końcówki w kieszeni. Pani bierze dziesięciogroszówkę i "dwa grosiki będzie dłużna", a moja uwaga, że równie dobrze ja mogę być dłużny
tylko jeden grosik to obraza majestatu.
Wypada w tym momencie zaznaczyć, iż są miejsca, w których owe grosiki oddają bez szemrania, a także takie, w których w spornych sytuacjach to klient może być dłużny. Takie długi, jeśli tylko mogę, zawsze spłacam, a do takich miejsc chodzę osobliwie chętnie.
Swoją drogą fascynuje mnie skala zjawiska. Skoro oszuści w bankach potrafili robić miliony przelewając na swoje konta błędy zaokrągleń, to ile można zarobić, gdy na każdej operacji zyskuje się kilkakrotnie więcej? W dodatku jest to dochód niefiskalizowany...
... w odróżnieniu od tego, jak się to robi w Czechach, gdzie niedawno byłem. Ceny tam podawane są, szczerze mówiąc, nie wiem z jaką dokładnością. Widziałem z dokładnością do halerza, ale tylko w kantorach. W marketach jednostką było 10 halerzy, nawet jeśli kupowało się towar cząstkowy, np. wędlinę na wagę. Jednakże
nominałów poniżej 50 halerzy nie ma w obiegu! Nie można się też takimi rozliczać. Wszystkie ceny są zaokrąglane do 50 halerzy w tę stronę, w którą jest bliżej, co odnotowuje się na paragonach fiskalnych!
To mniej więcej tak, jakby w Polsce zostawić obecne ceny, ale wycofać z obiegu nominały 1 i 2 gr. (Nawiasem: 50 halerzy to około 7 groszy, natomiast w Czechach mimo wszystko sporo rzeczy jest tańszych niż w Polsce i realna siła nabywcza 50 halerzy to odpowiednik około 9 groszy; niemniej w Polsce wycofanie pięciogroszówek by nie przeszło, bo gdyby cena wyniosła np. 19,95, to ludzie gotowi byliby się pozabijać o to, w którą stronę zaokrąglić).
Co ciekawe: jeśli zaokrąglenie było na moją korzyść, to zawsze było ono przypisywane do towarów z najwyższym VAT-em, a jeśli na moją niekorzyść - to z najniższym. Sklepy stosowały więc sztuczkę mającą na celu zoptymalizować opodatkowanie, i - jak obliczyłem - w stosunku do sytuacji, w której każde zaokrąglenie brałoby się ze średnim VAT-em, zyskują na tym średnio halerza od paragonu, czyli w skali całego marketu zapewne kilkaset koron dziennie. Jakoś tamtejszemu fiskusowi potrafią nie przeszkadzać takie wybiegi! Wyobrażają sobie Państwo, co by było w Polsce?
Notabene: kiedyś pokutował (nie wiem, czy nadal pokutuje) u nas przepis, w myśl którego przedsiębiorca, który mógł na kilka sposobów rozliczać się z fiskusem, miał
obowiązek wybrać sposób
najbardziej niekorzystny dla siebie.
I jakoś w Czechach
ani razu nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek nie miał wydać. A w Polsce to na tych sklepikarzy, a przede wszystkim na te końcówki cenowe, jedynym remedium wydawałoby się wypuszczenie w obieg dziewięćdziesięciodziewięciogroszówek...
No i denerwuje mnie ta mania cen kończących się na .99 - czemu to tak naprawdę ma służyć? Że niby złudzenie niskiej ceny? Litości... Jeżeli coś kosztuje 49.99 zł, to 1 grosz nie zrobi różnicy.
Na ich obrone powiem że z tego wynika jasno że nie jesteś obiektem zainteresowań sprzedawców którzy stosują tego rodzaju chwyty, Tobą zapewne interesują się inni którzy mają znacznie bardziej wyrafinowane metody ;)
Niestety - target tego rodzaju działań jest dość spory, i działania te są skuteczne.
Mówie niestety ze smutkiem nie dlatego że uważam że ten target to grupa ludzi w jakiś sposób upośledzona, ale dlatego że w Polsce niestety jest nadal mnóstwo osób które z tej czy innej przyczyny liczą te grosze bo muszą...
:Dziobas przykład z wagą jest uzależniony od sklepu w którym kupujesz - waga elektroniczna po położeniu papierka w większości sklepów jest zerowana, i następnie sprzedawczyni na papierek nakłada ważony towar. Słowem dość często nie tracisz nic. :)
Ale co sklep to obyczaj, sam staram się unikać tych w których nie zerują wag, oraz tych w których jak prosze o 10dkg to sprzedawca sekunde póżniej pyta 'czy może być 18?' bo tak mu się nałożyło...
??? Możesz podać żródło?
A co do meritum: nie chodzi tylko o te grosiki. Paczka zapałek - przeciętnie 48 czyli zawsze mniej :( Przy ważeniu sera w plastrach dodajemy wagę papierka. Na wadze mechanicznej by to nie miało znaczenia, na elektronicznej ten jeden dodatkowy gram może dużo zdziałać...