Na początek przepraszam wszystkich, którym obiecałem na dzisiaj inny temat notki. Ten wydał mi się jednak bardziej na czasie.
Ja rozumiem argumenty ludzi optujących za karą śmierci. Rozumiem, że niektórych może oburzać dożywocie za najcięższe zabójstwa. Ale pewnych rzeczy nie rozumiem.
Przeczytałem niedawno o skazaniu na dożywocie mordercy 7-letniego dziecka. Udowodnienie morderstwa było stosunkowo proste, gdyż sam oskarżony współpracował. Dowiedziałem się o tym rzecz jasna z mediów, przy czym głównie elektronicznych. Jak to bywa, newsy można było komentować. Zajrzałem do komentarzy z czystej nudy - nawet nie z ciekawości, bo nie spodziewałem się, abym mógł zobaczyć tam cokolwiek nowego, czego nie czytałem nigdy pod informacjami o podobnych wydarzeniach. Myliłem się.
Odezwało się mnóstwo głosów za karą śmierci i mnóstwo przeciw. Po odcedzeniu personalnych wycieczek pozostały stare argumenty typu "a jakby to było Twoje dziecko?" ("Twoje" wielką literą to moja zmiana; swoją drogą ciekawe, jak osoba używająca tego argumentu jako głównego proponuje karać rodziców uśmiercających własne latorośle). Tym, co mnie zaskoczyło pozytywnie, był względny spadek zwolenników kwalifikowanej kary śmierci (którzy pewnie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że to się tak nazywa, sądząc z poziomu wypowiedzi; ich przeciwnicy w większości zresztą też nie). Wolę tłumaczyć to sobie tym, że ludzie wreszcie zrozumieli, iż taka kara spowodowałaby, że żaden morderca nie zdecydowałby się na współpracę w zamian za możliwość łagodniejszego wyroku i w efekcie
więcej morderców byłoby
niestraconych. Niejako "na otarcie łez" dla zwolenników KKŚ przyszła pomysłowość jednego z internautów, który zaproponował, że gwoli sprawiedliwości morderca powinien nie tylko zostać zgwałcony i zamordowany tak jak jego ofiara, ale w dodatku powinien - post factum - zostać w ten sposób potraktowany w wieku 7 lat...
Budowanie wehikułów czasu pozostawiam mądrzejszym od siebie. Kompletnie mnie natomiast rozłożył na łopatki inny internauta, który proponuje
karać śmiercią adwokatów broniących morderców. Ten pomysł jest na szczęście tak głupi, iż jego autor został zgnojony nawet przez kilku zwolenników KKŚ; jest jednak jednocześnie tak niebezpieczny, że na wszelki wypadek warto go przytoczyć i wyjaśnić, dlaczego jest on głupi.
Po pierwsze dlatego, że adwokat - choćby bronił Johna Dillingera czy Theodora Kaczynskiego - nie robi niczego niezgodnego z prawem. Po drugie: dlatego, że gdyby to, co robi, było niezgodne z prawem, człowiek straciłby prawo do obrony. Nie oszukujmy się: mało spraw jest oczywistych, a w tych nieoczywistych bardzo często decydujący wpływ jeśli nie na wyrok winny-niewinny, to na wymiar kary mają subtelności - a te zależą od wygadania prawników. W dodatku "oczywistość" sprawy można ocenić dopiero
po wyroku, a więc po rozprawie. Nie wyobrażam sobie zaś w żadnej sytuacji czynu, za który groziłaby kara śmierci z odpowiedzialnością na zasadzie ryzyka.
Po trzecie: człowiek pozbawiony adwokata, żeby mieć równe szanse, powinien zetrzeć się z oskarżycielem pozbawionym prokuratora w sądzie pozbawionym sędziego. Wszyscy powinni mieć taki sam stopień wiedzy prawniczej. Zresztą taki model działa i świetnie funkcjonuje - w piaskownicach. Ale w żadnym poważniejszym miejscu. I wymiar kary też jest niższy.
Po czwarte, należałoby również skazać prokuratora, jeśli oskarżony okaże się niewinny. Problem może być z doborem paragrafu, ale myślę, że na dzień dobry podżeganie do nieuzasadnionego pozbawienia wolności wystarczy. Albo do morderstwa, jeśli wnioskuje o karę śmierci.
Po piąte: wprowadzenie wszystkich powyższych zmian sparaliżowałoby prace sądów. Proszę mi powiedzieć: kto podjąłby się oskarżać, a tym bardziej bronić domniemanych morderców? Przy okazji dostajemy do ręki genialną metodę walki politycznej: oskarżamy opozycjonistę o morderstwo i czekamy, aż niebroniony przez nikogo pójdzie na szafot albo do wrzącego oleju. Ogólnie: całe państwo pada.
Drodzy zwolennicy kary śmierci! Jeśli chcecie argumentować za karą śmierci, to argumentujcie. Ale na litość -
bez przesady!
P.S. Sam jestem zwolennikiem kary śmierci. Ale jestem jednocześnie wielkim przeciwnikiem wszelkiego rodzaju tortur...
Nie jeśli dokonał tak wyrodnego czynu jak gwałt czy morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.
Jednostki nieprzystosowane do systemu należy eliminować jak pasożyta - który nieusunięty z czasem zakazi cały organizm i spowoduje jego zejścia. Mówię tu o zamknięciu
Najsurowsza z kar (wiara wyznawana przez moich przodków i chyba i przeze mnie kłóci się z zadawaniem śmierci drugiemu człowiekowi) winna być dawana jedynie przez sztab ekspertów, nie jednego człowieka w postaci sędziego (myślę to o swego rodzaju trybunale, złożonym z prawników, lekarzy, psychiatrów).
A za gwałt - farmakologiczna sterylizacji (obu płci), nie wiem czemu do tej pory czegoś takiego nie wprowadzono.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą