< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Skrzynka kontaktowa

1 marzec 2008 ·
Na wstępie przepraszam za brak chronologii w skrzynce. Braki są nie do uniknięcia, postaram się w zamian cytować Komentatorów, żeby było wiadomo, o co chodzi. Przepraszam też za brak linków, o które pytał Sq_Str8. Wklejanie ich powoduje rozjeżdżanie się okienka na boki i niewygodną edycję, więc tylko wyjątkowo będę to robił w przypadku nieodnoszenia się do materiałów spoza mojego bloga.

morda_w_kubel pisze: "Powinny być wydzielone miejsca gdzie psy mogą załatwiać swoje potrzeby. I odpowiednie służby by po nich sprzątały, skoro nie można wyegzekwować prostych zakazów.". Ma słuszność we wszystkim poza pogrubionym fragmentem. Po pierwsze: nieprzestrzeganie prawa nie może być automatycznie motorem do jego zmiany; najpierw trzeba sprawdzić, czy prawo jest dobre. Jeśli tak, zmusić ludzi do jego przestrzegania. Jeśli nie, znieść złe prawo żeby nie wyrabiać w społeczeństwie braku szacunku dla niego. Po drugie: z jakiego powodu zakaz załatwiania się poza wydzielonymi miejscami ma być łatwiejszy do wyegzekwowania niż nakaz sprzątania kup?

"Sam jestem zwolennikiem kary śmierci. Ale jestem jednocześnie wielkim przeciwnikiem wszelkiego rodzaju tortur." - pisze z kolei pablo_zdw podsumowując tezę, że sterylizacja farmakologiczna gwałcicieli jest torturą. Owszem, jest - psychiczną, podobnie jak kara więzienia czy kara śmierci (proszę się wczuć w skazańca na chwilę przed egzekucją). Przy czym jest to tortura będąca skutkiem ubocznym kary mającej na celu uniemożliwienie sprawcy popełniania przestępstw - i w tym sensie jest usprawiedliwiona. Jeśli chodzi o fizyczny aspekt, to taka sterylizacja jest obecnie całkowicie bezbolesna, w odróżnieniu od kary więzienia. Przypadek kary śmierci jest w tej materii niejasny.

AyA_Mrau pisze: "Tak samo można przywołać historie o policji puszczającej kierowców z ciężką nogą i dobrą gadaną, które mnie drażnią zwłaszcza jeśli są z pełnią dumy opowiadane przez puszczonego." A zauważyłaś, AyU_Mrau, iż jesteś w mniejszości, którą to drażni? Istnieje ogromne społeczne przyzwolenie na łamanie prawa drogowego. Taki kierowca to jest Ktoś! I prawdę mówiąc wcale mnie to nie dziwi. Dopóki mamy kretyńskie ograniczenia prędkości w zupełnie nieuzasadnionych miejscach i smerfy z suszarkami lubujące się w takich właśnie miejscach, trudno wymagać od ludzi szacunku dla prawa. Wbrew pozorom ludzie to nie motłoch i dobrze wiedzą, kiedy ktoś robi z nich durniów - przynajmniej w tej kwestii. Rozwiązanie jest proste: zdjąć większość znaków i bezwzględnie egzekwować przestrzeganie pozostałych. Karać policjantów, którzy od tego odstąpią. I karać drogowców, którzy zapomną po robotach zdjąć ograniczenia. Tylko etap przejściowy jak zwykle będzie trudny.

LordKaftan proponuje kastrację zamiast sterylizacji gwałcicieli. Jest to niewątpliwie lepszy pomysł, gdyż utrudnia ponowne popełnieni gwałtu. Nadal jednak uważam to za zły pomysł z powodu możliwej manipulacji politycznej.

ryan_r wyjaśnia: "ja piszę o farmakologicznym pozbawieniu możliwości dokonania gwałtu". To brzmi bardzo sensownie, przy czym nie jest to sterylizacja, która uniemożliwia rozpłód, a nie stosunek seksualny. Zresztą jest to dokładnie to rozwiązanie, które - jak już pisałem - zaczyna się z niezłym efektem wprowadzać w USA.

"W mojej opinii przestępca nie powinien mieć możliwości popełnienia drugi raz tej samej zbrodni." - dodaje dalej ten sam Bojownik i tym razem absolutnie się nie zgadzam. Główny powód to trudności techniczne: w przypadku gwałtu rzeczywiście remedium będzie kastracja. A co ze złodziejem? Ucinać ręce? A kogoś, kto pomawia? Ucinać język i ręce? Zauważmy: najczęściej im prościej jest popełnić przestępstwo, tym lżejsze ono jest, i jednocześnie tym trudniej zapobiec ponownemu jego popełnieniu. Za bardzo lekkie groziłaby kara śmierci, gdyby chcieć się tego trzymać. A nawiasem mówiąc: gdyby było to technicznie możliwe i łatwe, to dlaczego zapobiegać dopiero drugiemu przestępstwu?

Mnóstwo racji ma z kolei Nathell pisząc: "A mnie się wydaje, że "monopole sportowe" mają bardziej fundamentalne podłoże. Takie mianowicie, że w istotę sportu wpisana jest rywalizacja, a zatem chęć wyłonienia najlepszego: czy to najlepszego klubu, czy najlepszej reprezentacji narodowej na świecie, czy w Europie. Najlepszego. Kropka. Nie ,,najlepszego według federacji ABC czy XYZ''. Fakt istnienia więcej niż jednej federacji automatycznie osłabia wagę bycia najlepszym, bo nigdy nie wiadomo, czy ,,po drugiej stronie barykady'' nie ma czasem lepszego. A zmieniać stron barykady nie można." Mam tylko następujące uwagi:
1. Przykład szachów pokazuje, że można zmieniać strony barykady. Mnóstwo szachistów uczestniczyło w rozgrywkach więcej niż jednej federacji. Przykład boksu, w którym federacja X organizuje mecz między mistrzem federacji Y a mistrzem federacji Z pokazuje nawet więcej: że można uskuteczniać bilokację po różnych stronach różnych barykad.
2. W tenisie jest co prawda jedna federacja, natomiast nie ma mistrza świata i nikomu nie jest potrzebny. Są turnieje i lista rankingowa. Tytuł mistrza świata uważam za niepotrzebny również w piłce nożnej (jeśli mistrz i wicemistrz grali wcześniej w grupie i wynik był odwrotny, to czy sam ten fakt nie osłabia wagi tytułu?). Moim zdaniem model typu ranking + turnieje (które może zorganizować każdy, kto zapewni odpowiednie warunki) jest wystarczający.
3. Czy jest jakieś przeciwwskazanie, aby jeden mistrz Europy był wyłaniany w rozgrywkach organizowanych przez różnych organizatorów (na przykład: cyklicznie co parędziesiąt lat)? Przykładowo: UEFA przyznaje organizację Euro 2012 Polsce i Ukrainie i od tej pory leży ona w gestii federacyj narodowych, a UEFA nie ma już wpływu na nic (poza obsadą).
4. Z jakiego powodu rozbicie tytułu "mistrz świata w piłce nożnej" na "mistrz świata FIFA w piłce nożnej" i "mistrz świata nieFIFA w piłce nożnej" jest gorsze niż rozbicie na "mistrz świata 2002 w piłce nożnej" i "mistrz świata 2006 w piłce nożnej"?

Neovigo sugeruje pisownię "FIDE" zamiast "FIdE" i pokazuje, że sama federacja tak zaleca. O ile wiem, obie są poprawne, a federacja zaleca "FIDE", bo głupie programy typu Word czy OpenOffice, w których powstaje większość oficjalnych dokumentów, automatycznie zmieniają FIdE na kapitaliki.
Przy okazji dziękuję Neovigo za wyjaśnienie zagwozdek językowych, choć absolutnie do mnie nie przemawia zachowywanie akcentu na tej samej sylabie. Pomijając dziwaczne brzmienie "RObilibyśmy BOkami" (od "RObić" i "BOK") co należy zrobić ze słowami, które nie mają formy podstawowej (dżdżami) lub takimi, których forma boczna gubi cały temat formy podstawowej (człowiek-ludzie).

salival słusznie zauważa, iż ludzie potocznie akcentują "matemaTYka" zamiast poprawnego "mateMAtyka". Dowcip polega jednak na czymś innym. Celowo wybrałem narzędnik liczby mnogiej - bo zmienia się tam liczba sylab! I nie wiem, czy ma być "mateMAtykami" (zachowujemy sylabę), "matemaTYkami" (zachowujemy zasadę trzeciej sylaby od końca), czy "matematyKAmi" (zachowujemy się "normalnie" po polsku i zgodnie z N. l. mn. od słowa "matematyk").

mikmiki w komentarzu (mocno nasyconym emocjami, proszę więc wybaczyć niecytowanie, staram się wyekstrahować sens) zwraca uwagę na ważną rzecz: to, że pies lata po ogrodzonym terenie, nie daje gwarancji, że nie przeskoczy płotu. Cóż, tego się raczej nie uniknie. Budując więzienia też oblicza się grubość ścian i krat tak, żeby więzień raczej ich nie rozwalił. A jeśli rozwali i ucieknie? Strażnikom po premii, a za więźniem pogoń. Plus dodatkowa kara w wypadku złapania. Tutaj jest podobnie: jeśli pies ucieknie, należy ukarać solidarnie właściciela, który nie potrafił upilnować psa, oraz inżyniera, który wadliwie zaprojektował ogrodzenie (lub budowlańca, który wadliwie je wykonał). Oczywiście osobną sprawą są "normy". Powinny być tak ustalone, żeby przechodzień miał jednak racjonalne przesłanki, by nie bać się psa, który za nim biega.
Wracając do Dziewczyny Bojownika: zastanawiam się poważnie nad możliwością skierowania oskarżenia wobec właścicieli psa. Zarzut "nienależytej ostrożności" może być mało wiarygodny, dopóki pies faktycznie nie pokona ogrodzenia, ale skoro wygląda na to, iż jest tego bliski, to może da się podciągnąć pod groźby karalne?

jennyB jako jedyna atakuje moje stanowisko w sprawie psów pisząc: "A co z drugą stroną medalu? Myślę tu o ODPOWIEDZIALNYCH właścicielach czworonogów, którzy potrafią naprawdę dużo czasu poświęcić na pracę ze swoim psem? I jeśli jest on karny? Słucha? Też tylko na sznurku?" Mam tylko jedno pytanie: czy jennyB zgodziłaby się na to, żeby autobus, którym jedzie, prowadził kierowca bez prawa jazdy na podstawie jego słownych zapewnień, że jeździć umie? A gdyby był pijany i zapewniał, że w takim stanie też umie jeździć?
Poza tym: niech pies biega bez smyczy tam, gdzie nie ma zakazu! A tam, gdzie jest zakaz, nie - bo ten zakaz może być - i jest - jedynym powodem wyboru przeze mnie tego miejsca i żądam, aby to uszanować. Przypominam: wpis nie atakował psów, ani psiarzy, tylko straż miejską.

jakubfk słusznie zauważa, że nie da się wszystkiego sprywatyzować. Drogi sprywatyzować można. Wbrew pozorom można też mieć najemną służbę celną.
Mało tego. Myliłem się twierdząc kiedyś, że nie można sprywatyzować władzy. W ograniczonym zakresie można.
Ustawodawcza - w sprawach nieuregulowanych niniejszą umową stosuje się przepisy kodeksu cywilnego.
Wykonawca - prywatne agencje ochrony.
Sądownicza - sądy arbitrażowe.
Przy czym wszystkie mogą ingerować tylko w przepisy cywilne, natomiast warto zauważyć, że wyrok Sądu Arbitrażowego wiąże strony, natomiast może być sprzeczny z kodeksem cywilnym.
Jeśli zaś chodzi o ustawę o zamówieniach publicznych, na ustawione przetargi nic się nie poradzi. Chodzi natomiast o to, żeby z powodu biurokratycznych pierdół na papierze nie dało się blokować rzeczywistych inwestycyj. Taką pierdołą niewątpliwie jest różnica 47 zł w przetargu na budowę mostu. Do jakiej kwoty jest pierdoła? Do takiej, o jaką wybrany wykonawca zgodzi się obniżyć koszty w zamian za przyznanie mu przetargu, który bez pomyłki i tak by wygrał.
A co do zadośćuczynienia, to pisałem, że przysługuje ono pozostałym oferentom jedynie w przypadku sądownego uznania ustawienia przetargu (i jest płacone solidarnie przez strony ustawiające przetarg, a w przypadku strony państwowej - przez odpowiedzialnych za to ludzi, a nie Skarb Państwa, przynajmniej w 10%). Natomiast inwestycja "obok" procesu sądowego trwa w najlepsze.

Neovigo i jakubfk dyskutują nad scenariuszem odłączenia od Polski Kaszubów (prędzej dałbym przykład ze Ślązakami, o których roszczeniach państwowotwórczych słyszałem). Rzeczywiście, scenariusz jakubafk jest przygnębiający i brzmi prawdopodobnie. Właśnie dlatego uważam, że jeśli istnieją takie różnice, jak między Polakami a Ślązakami czy Kaszubami, i połączone są z silnymi tendencjami państwowotwórczymi, to oddzielenie się państwa śląskiego od państwa polskiego należy rozstrzygać zanim jakiejś zorganizowanej grupie przyjdzie do głowy rozwiązanie problemu na drodze konfliktu zbrojnego. A w ogóle nie rozumiem, co złego by się stało, gdyby Kaszuby i Śląsk oddzielili się od Polski? Byłyby dwa dodatkowe państwa, w których dałoby się dogadać po polsku. Pierwsi stworzyliby jakąś konkurencję na szeroko pojętym rynku. Drudzy prawdopodobnie by zbankrutowali z powodu braku dotacyj na kopalnie z Warszawy, co per saldo byłoby korzystne dla Polski.

jakubfk - przyczepiłem się UPR, to prawda. Głównie dlatego, że są mi najbliżsi linią programową ze wszystkich partii, a mimo to w dużej części się z nimi nie zgadzam. Natomiast najłatwiej jest budować choćby hipotetyczny program zaczynając od istniejącego, najbliższego mojemu. Nie, nie robię z UPR męczenników. Ja wiem, że ludzie ogólnie nie chcą takich rządzących, jak JKM. Nie wierzę w lansowaną przez JKM teorię umowy z Magdalenki z 1992. Natomiast nie zmienia to faktu, że podczas kampanii wyborczej UPR jako jedyna partia konsekwentnie jest pozbawiana przysługującego jej ustawowo czasu na antenie TVP. Nie zmienia to też faktu, że media manipulują wyborami jak się da. Weźmy debaty Kaczyńskiego, Tuska, i Kwaśniewskiego. Kto z Państwa dzisiaj pamięta z nich coś więcej, niż podprogowy przekaz, że w wyborach liczą się PiS, PO i LiD?
Swoją drogą: gdybym tyle, ile piszę o UPR, pisał o PO (czy choćby LPR lub Samoobronie), raczej nikomu nie przyszłoby do głowy twierdzić, że "strasznie się czepiam". Czy to nie jest dowód na to, jak dziwne i nietypowe wydają się wzmianki o UPR w jakichkolwiek publicznych wypowiedziach?

Neovigo - odwróciłem zwyczajowy porządek, bo uważam go za nielogiczny. Jeśli mam rację, skąd się wziął podział na prawicę i lewicę w sensie ekonomicznym, to w sensie obyczajowym moja klasyfikacja - nawet jeśli jest bez sensu - jest bardziej konsekwentna, niż obecnie obowiązująca klasyfikacja odwrotna. LiD rzeczywiście jest spadkobiercą lewicowych (bo komunistycznych, a więc optujących za antywolnorynkową alokacją dóbr - tylko dlatego lewicowych!) korzeni. Dlatego się kojarzy i dlatego przeciwstawia jej się partie, które się z nią nie zgadzają. Problem w tym, że dziś ekonomicznie prawie wszystkie partie w Polsce się ze sobą zgadzają i promują takie czy inne rozdawnictwo. Zasadnicze różnice są w obyczajowości i to po linii tych różnic nastąpiło w Polsce wykrzywienie w stosunku do pierwotnych pojęć prawica i lewica. Być może słusznie - nie widzę powodu, dla którego na prawo albo na lewo można być tylko w kwestiach ekonomicznych. Tylko że to się nie trzyma kupy. Założono, że partia lewicowa musi być lewicowa w każdym sensie (a jak w takim razie należałoby zaklasyfikować według obecnych norm partię, która byłaby za maksymalnym wolnym rynkiem i zerowym wpływem zasad moralnych na prawodawstwo?). Ja zaś założyłem, że "lewicowość" i "prawicowość" muszą w każdym możliwym sensie wynikać z jakiejś jednej, prostej bazy. Przyjąłem, że jest nią skrócona definicja sprawiedliwości.
 

2 komentarze
jakubfk
jakubfk - Nieśmiały admin   |  2 lata i 11 dni temu  |  
1) Jesli byloby az tyle i w taki sposob o PO i LiD tez bym stwierdzil, ze sie czepiasz. Jesli mowisz o JKM w TVP to nic na ten temat nie moge powiedziec bo TVP praktycznie nie ogladam. W innych telewizjach JKM bylo malo, to fakt. I ja doskonale rozumiem czemu go bylo malo. Dwa powody. Jego partia ma zerowe poparcie we wszystkich wyborach od 10 lat. Z rownym powodzeniem mozna zapraszac do tv przedstawicielki partii kobiet. Jako ciekawostke warto, ale to wszystko. A drugi powod nasowa sie sam jak sie tego czlowieka w tv poslucha. Opowiada takie idiotyzmy i w taki sposob ze czlowiekowi galazki opadaja. Ponawiam co pisalem. JKM da sie czytac. I tyle. Lepiej niech przy pisaniu zostanie. W tv i na zywo sie po prostu nie prezentuje. I mowie to ja - liberal - czlowiek majacy z nim poglady w duzej czesci zbiezne.
Jesli chodzi o przekaz o liczacych sie partiach to ja odworce to nieco i zapytam: a jakie partie oprocz wymienionych PSL jeszcze sie licza? I drugie, wazniejsze, jakie powinny sie liczyc? Moim zdaniem 4-5 liczacych sie partii to i tak za duzo. Model dwupartyjny USA podoba mi sie nieco bardziej.
2) Jesli chodzi o oddzielenie Kaszubow lub Slazakow, to mam wrazenie ze nie zauwazyles najwazniejszego faktu. Problem Kosowa nie jest oparty na oddzielajacej sie grupie etnicznej ktora jest czescia danego terenu od "zawsze". Problem jest w tym ze to grupa naplywowa postanowila oddzielic sobie kolebke innego panstwa od tego panstwa. Stad moj przyklad z mazowszem. Czyli nie tak ze Slazacy maja dosc i oddzielaja sie robiac panstwo Slask tylko przyjezdza stado Chinczykow i robia sobie ChinSlask. Wbrew nam, Slazakom i kupie innych ludzi.
Neovigo wybitnie nie trafil z tym przykladem Kaszubow stad na wejsciu postanowilem to nieco sprostowac ale nie to bylo w mojej wypowiedzi najwazniejsze. Bo Kaszubi czy Ślazacy do swoich terenow maja swiete prawo i faktycznie gdyby sie uparli to nie widze przeszkod (Mimo, ze sam pomysl oddzielenia uwazam za kretynski. Oni na szczescie tez) . W Kosowie sprawa wyglada minimalnie inaczej.
aya_mrau
AyA_Mrau - różowa grzywa   |  2 lata i 11 dni temu  |  
W takim razie można powiedzieć, że to biedni psiarze nie mają gdzie psa wypuścić, żeby ten się wybiegał, a straż miejska byłaby wredna wlepiając im mandaty.
Może to ja jestem skrzywiona, ale nie uważam sytuacji, w której łamanie prawa i wymykanie się od odpowiedzialności, staje się powszechnie akceptowanym powodem do dumy, za pozytywną. Oczywiście można się rozwodzić nad tym, że dane prawo jest złe, lub pewne rzeczy są żle zorganizowane, ale samowolne decydowanie o takich rzeczach sprawia, że w ogóle istnienie prawa zaczyna tracić sens.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi