W niedługim czasie Sejm ma zamiar głosować nad Traktatem Reformującym, zacieśniającym współpracę między Polską a Unią Europejską. Podpisanie dokumentu ma wielu różnych przeciwników. Informuję, że ich manifestacja odbędzie się pod Sejmem w Warszawie 12 marca o godzinie 12.00 i zachęcam do udziału. Sam nie przybędę ze względów zdrowotnych, niestety.
Pragnę tutaj wyjaśnić, że trochę nie podoba mi się sam traktat, jednak mój zdecydowany sprzeciw budzi tak naprawdę coś zupełnie innego. Okazuje się, że zamiast demokracji zaczynamy pomału mieć "demokrację po hiszpańsku". Może można nazwać to "kratokracją", czyli rządami rządzących, co nie jest wbrew pozorom aż tak logiczne, na jakie może wyglądać.
Sejm, wygodnie tłumacząc się wyborami, bardzo długo odżegnywał się od decyzji, czy parafowanie dokumentu ma zatwierdzić sam, czy w drodze referendum. Za skandaliczny uważam fakt, iż uznał, że lepiej będzie parafować samemu
po opublikowaniu wielu sondaży wskazujących na to, że wynik głosowania referendalnego byłby niepewny. Większość sondaży pokazuje tak niewielkie różnice, że mieszczące się w granicach błędu statystycznego.
Sejmowi i rządowi pijarowcy nie próbują na szczęście motywacji, że przy takich sondażach wynik tak ważnego referendum byłby losowy, na co nie można się zgodzić - i bardzo dobrze, bo od takiej argumentacji trafiłby mnie szlag. Wiadomo, że wyniki wyborów ustalają wyborcy, a nie sondażownie, w związku z tym wynik nie byłby
losowy, tylko
niemożliwy do przewidzenia, co akurat wydaje mi się
korzystne. Zaniechanie referendum w takim momencie pokazuje, że rządzący nami, choć wybrani z woli ludu w ustroju demokratycznym, nie pozwalają temu ludowi na głos w obawie, że mógłby być niezgodny z tym, czego chce władza.
Być może nie jest to obiektywnie złe. Stawiam tezę, że przeciętny parlamentarzysta lepiej się nadaje do rządzenia krajem niż przeciętny obywatel z prawem głosu, choć różnica może być niewielka. Niemniej, powtarzając swój wczorajszy argument:
albo władza szanuje wolę ludu, nawet jeśli jest wbrew woli władzy i interesowi państwa i narodu, albo nie nazywajmy systemu demokratycznym.
I przeciwko temu bardzo chętnie bym zaprotestował.
Aż mi się na klawiaturę ciśnie Kongres Wiedeński i Ład Wersalski... ale już nie będę o tym wspominał
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą