Reprywatyzacja wraca. Nie da się ukryć: wraca poważny problem roszczeń reprywatyzacyjnych, z którym państwo polskie może sobie nie poradzić. Więc próbuje się wymyślać rozwiązania. Co jedno - to bardziej jeży włos na głowie.
"
To byłoby to tak: biedni Polacy, a dokładnie potomkowie biednych Polaków, mają zapłacić potomkom bogatych Polaków czy obywateli polskich" - mówił Jarosław Kaczyński. Prawdopodobnie prezes PiS ma rację. Co więcej: jeśli ją ma, uważam, że dobrze się stało, że to powiedział. Państwo niczego nie wytwarza, więc dając komuś musi komuś zabrać.
Bardzo bym chciał, żeby jasne mówienie, komu się zabiera i ile, stało się standardem.
Kaczyński oprócz tego optuje za referendum w sprawie reprywatyzacji. Rzecz jasna chce on z jakiegoś powodu, żeby nie doszła ona do skutku. Nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, jak wypowiedź byłego premiera przełoży się na społeczne myślenie i na wynik takiego referendum. Z drugiej strony Jarosław Kaczyński jest zbyt dobrym taktykiem, żeby to mógł być przypadek.
Donaldu Tusku, jak zwykle, wygląda na bardziej powściągliwego. On spotkał się już z organizacjami żydowskimi zrzeszającymi prawdopodobnych beneficjentów ustawy reprywatyzacyjnej. Obiecał, że co prawda całość będzie rozłożona na lata i obejmie jedynie znikomy procent utraconych majątków, ale dojdzie do skutku.
Zdumiewa mnie fakt, że najrozsądniej w tej sprawie wypowiadają się biskupi. "
Reprywatyzacji nie wolno zaniedbać, a przykazanie "nie kradnij" nie może być przedmiotem referendum" - głosi oświadczenie Episkopatu i zasadniczo się z tym zgadzam (z tym wyjątkiem, że wolałbym odniesienie do zakazu kradzieży z kodeksu karnego, a nie z dekalogu).
Podsumowując: kwestia powinna leżeć tylko w ustaleniu, czy zwrot tego majątku się należy, czy nie. A jeśli tak, to komu. W momencie, gdy na gruncie prawa dojdzie się do wniosku, że owszem, należy zwrócić majątek lub jego równowartość. Nie, jak chciał Donaldu Tusku, w "znikomym procencie" (mówił o 20%-owym ekwiwalencie gotówkowym).
W całości. Wiem, że państwo może tego nie wytrzymać, może się uda wynegocjować rozłożenie tego na wiele dziesiątek lat, ale do cholery:
jest to zobowiązanie państwa, a zobowiązań należy dotrzymywać!
Przy czym zdanie Kaczyńskiego, jeśli jest prawdą, nie przestałoby być prawdziwe od samego zwrotu majątków, i należałoby je głośno mówić: po to, żeby pokazać społeczeństwu, że
należy zabrać biednemu, a oddać bogatemu, jeśli wynika to z prawa własności. A ściślej: zabrać temu, co posiada nienależnie i oddać temu, komu się należy, nie patrząc na to, kto jest biedny, a kto bogaty.
Natomiast pomysł z referendum - to już niemalże zbrodnia. Proszę sobie wyobrazić następującą sytuację: firma X zadłuża się. Następnie zarząd firmy X podlega wymianie i odwraca kierunek polityki firmy o 180°.
Czy ktoś wyobraża sobie, że nowy zarząd firmy X przeprowadza głosowanie, czy należy respektować zobowiązania starego zarządu?
Ja sobie nie wyobrażam - chyba, że firma X jest organizacją z założenia złodziejską. Ale wówczas nie chcę być jej członkiem.
reparacje za szkody wojenne zasądzone od Niemiec (wspaniałomyślnie darowane przez ówczesnego okupanta Polski) oraz 44 lata okupacji i drenażu ekonomicznego są niemożliwe do egzekucji na spadkobiercy ZSRR - Rosji
tradycyjnie też międzynarodowi, albo może właściwiej byłoby powiedzieć ponadnarodowi "bullies" znależli słabiaczka, który jednak coś ma i usiłują wymusić mniej lub bardziej uzasadnione roszczenia
proponuje zrobić tak - przetransferować prawa do naszych roszczeń (nawet ze stratą) i niech się wożą z Rosją i podzielą tym co od niej nachapią
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą