< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

O księdzu, co się dziwi

17 marzec 2008 ·
"Mieliśmy już w historii Kościoła sytuacje gdy władza próbowała zabezpieczyć wiarę, działo się to zawsze ze szkodą dla Kościoła. Tam gdzie dobra ustawa ma zastąpić dobrą nowinę mamy sytuację gdy ludzie są zdezorientowani. Od zabezpieczania wiary jest sumienie, a nie zapisy w ustawach" - powiedział w wywiadzie dla Radia Zet ksiądz Kazimierz Sowa. Jego wypowiedzi warto przyjrzeć się odrobinę dokładniej.

Wypowiedź owa była reakcją na stwierdzenie prezydenta Kaczyńskiego w kościele w Łysych, że postanowienia traktatu reformującego, "choćby te związane z rzymską wiarą muszą zostać zabezpieczone tak mocno, jak to w prawie świeckim jest możliwe". Ksiądz Sowa mówi, że jest zdumiony, gdy politycy próbują wchodzić w rolę księży, a gdy biorą się za zabezpieczanie wiary, to nie jest to najlepsza droga.

Ksiądz Sowa ma stuprocentową rację! Niestety, ani on, ani nikt z jego otoczenia nawet się nie zająknie, że wszystkie jego argumenty pozostają równie słuszne, gdy przedstawi się je z drugiej strony!

Obecnie mamy w historii państwa sytuacje, gdy wiara usiłuje zabezpieczyć władzę poprzez ustawy - i dzieje się to ze szkodą dla państwa! Wystarczy wspomnieć o wszystkich przypadkach, kiedy kościół otrzymuje od państwa jakiekolwiek dobra po cenie znacznie zaniżonej, albo wręcz za darmo. Ponieważ z całą pewnością za to, co otrzymuje kościół, ktoś w warunkach wolnego rynku zapłaciłby więcej, niż kościół, a drugą stroną umowy jest państwo, staje się oczywiste, że państwo ponosi szkodę.

"Od zabezpieczania wiary jest sumienie, a nie zapisy w ustawie" - fantastycznie powiedziane! To oznacza, że np. zakaz aborcji nie ma racji bytu w ustawie, bo od zabezpieczenia się przed aborcją jest sumienie każdej kobiety, która się jej poddaje, mężczyzny, który jest ojcem dziecka, a także lekarza, który jej dokonuje - a nie zapisy w ustawie!

A gdy księża usiłują wchodzić w rolę polityków, cóż... Przykład pewnej toruńskiej rozgłośni dobitnie mnie przekonuje, że dobrze się wtedy nie dzieje.

Naturalnie prezydent ma prawo mówić cokolwiek na temat swojej wiary, ale dobrze by było, gdyby mówił to jako wierny, a nie jako prezydent. Podobnie duchowny: niech się wypowiada na temat przepisów, ale nie jako ksiądz, tylko jako obywatel.

Tymczasem mamy do czynienia z jednym z dwojga. Albo księża nie są specjalnie bystrzy i wówczas po prostu nie widzą słonia w pokoju. Albo są bystrzy, być może nawet bardziej, niż nam się wydaje - i próbują zamaskować moralność Kalego.

Tutaj oryginalny artykuł



Z ostatniej chwili: poseł Marek Polak postuluje, by Wielki Piątek był wolny od pracy, nawet kosztem Wielkiego Poniedziałku. Argumentuje to wagą święta. Przyznam szczerze: osobiście, gdybym miał do dyspozycji kalendarz, w którym tylko soboty i niedziele są wolne, i miałbym wybrać sobie jeden dzień z pozostałych, podczas którego nie będę pracował, byłby to Wielki Piątek, bo jest to dla mnie najważniejszy dzień w roku. Ale czy Panu Posłu nie przyszło do głowy zapisać w projekcie, żeby każdy pracownik mógł sobie wybrać, czy nie przyjdzie do pracy w Wielki Piątek, czy w Wielki Poniedziałek? Może w prawosławny Wielki Piątek, a może czternastego marca, bo niewierzący, ale za to czci Einsteina? I czemu Ksiądz Sowa się Panu Polakowi nie dziwi???
 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi