Dyskusje z wieloma ludźmi, czy Zakład Utylizacji Szmalu (w skrócie: ZUS) ma rację bytu, czy nie, nie ma większego sensu. Żadne argumenty nie trafiają do moich oponentów. Żeby im oddać uczciwość: żadne ich argumenty nie trafiają również do mnie. A gdyby spróbować konfrontacji z brutalną rzeczywistością?
Jakaś tam, niezbyt wielka co prawda, część pieniędzy utopionych w ZUS-owskim dziurawym worze wraca do ludzi w formie emerytur. Dożywotnich, dodajmy. Wszystko jest skalkulowane tak, żeby państwo statystycznie znacznie więcej zabierało niż dawało (bo z czego, skoro nie wytwarza niczego?), ale w przypadku pewnych indywiduów wychodzą oni na tym
in plus. A gdyby ich było więcej?
Emeryci - hibernujcie się! Żyć będziecie, i to bardzo długo. Może i kilkaset lat. Przez ten czas państwo musi Wam wypłacać emerytury, które - jak sądzę - dla każdego banku będą wystarczającym zabezpieczeniem kredytu, jaki zapewne większość emerytów musiałaby wziąć, żeby było ich stać na hibernację. Częśćby zapewne również została na post-hibernacyjną przyszłość. Albo choćby dla wnuków.
A całość miałaby przyjemną cechę: ZUS, niezależnie od argumentacyj, padłby kompletnie. Co więcej, nie byłoby dyskusji, czy był to zły model, zły sposób zarządzania, etc., bo
każdą analogiczną emeryturę w ten sposób można byłoby rozwalić. W dodatku byłby efekt śnieżnej kuli: ratowanie ZUS-u podnoszeniem obciążeń, wyjazd obciążanych do różnych Ekwadorów, etc. Aż do przekroczenia masy krytycznej, która w przypadku pazernego państwa raczej nie skończyłaby się na 100%-owym opodatkowaniu.
Oczywiście, skończyłaby się ordynarnym oszustwem ze strony państwa. Okazałoby się, że prawo nie działa wstecz, ale jak państwo chce, to można. I nie wypłacano by emerytur zahibernowanym. Zapewne też znalazłoby się wielu ludzi, którzy poparliby takie postawienie sprawy. Nie tylko z braku szacunku dla prawa, ale też z przeświadczenia, że taki emeryt "oszukuje".
Przepraszam bardzo: czy podejmowanie kroków (choćby dowolnie "technicznych") przedłużających życie, to oszustwo? Bo jeśli tak, to należałoby zabierać emerytury wszystkim chodzącym do lekarza, bez tego przecież w naturalny sposób żyliby krócej. Chociaż, przy stanie polskiej służby zdrowia...
Wiem, wiem, utopia. Ale pomarzyć o zahibernowaniu ZUS-u było warto.
System emerytalny typu ZUSowskiego był wymyślony wówczas, kiedy mało kto dożywał 60-65 lat. I do tego został dostosowany. Pomysłodawca, w innych dziedzinach przewidujący, a może nawet genialny, nie wziął pod uwagę, że średnia długość życia może się zwiększyć i to mocno. Jak widać nawet piękne von przed nazwiskiem Bismarck nie uchroniło przed popełnieniem głupoty.
System, sprawdzający się pięknie dopóty, dopóki jego potencjalni beneficjenci umierali przed skorzystaniem z jego dobrodziejstw (jak nie praca, to wojna i tak w kółko przez kilkadziesiąt lat) zaczął trzeszczeć w szwach już dość dawno, kiedy okazało się, że jednak większość ludzi nie ma ochoty wspierać państw czynem i umierać przed terminem.
Agonię polskiego ZUSu, co urocze, przyspiesza jeszcze totalna pazerność państwa i jego pieczeniarzy. Gdyby pieniądze ZUSu były nienaruszalne, można by ciągnąć ten proceder jeszcze z kilkadziesiąt lat. Jednakowoż zostały już one rozkradzione jako pożyczki na przykład - również przez tych, którzy dłubiąc w nosie na państwowych posadach sądzą, że dzięki okradaniu innych będą mieli zaklepaną jałmużnę emerytalną. Tymczasem swoje emerytury już przejedli - ale to temat raczej na inną okazję.
Tak czy inaczej, ten system wkrótce padnie. Ciekawe tylko z jakim hukiem...
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą