< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Kompromis w sprawie kary śmierci

7 kwiecień 2008 ·
Jestem przeciwnikiem kary śmierci, rozumiem jednak również racje jej zwolenników. Trochę razy próbowałem już znaleźć kompromis między oboma stanowiskami. Za każdym razem sprawa wyglądała świetnie, dopóki nie znalazł się ktoś, kto zasypał moją propozycję całą masą argumentów pokazujących, że jest znakomita, tyle że beznadziejna. Po dzisiejszej notce grozi mi to zapewne po raz kolejny.

Jednym z zarzutów wobec braku kary śmierci jest nierówność mordercy i ofiary. Morderca ma zagwarantowane prawo do życia mimo popełnionej zbrodni podczas, gdy jego ofiara go nie ma, choć mogła być niewinna. Skoro eksponujemy tutaj tak ofiarę i dopominamy się o jej prawa, to może pozwólmy się wypowiedzieć samej... ofierze?!

Mój pomysł wygląda następująco. Każdy człowiek ma prawo zdecydować i poświadczyć aktem notarialnym, jaką maksymalną karę można wymierzyć innemu człowiekowi, jeśli udowodni mu się zamordowanie decydenta z premedytacją. Można przy tym uzależnić wymiar kary od osoby sprawcy, a nawet nie tyle od osoby, co od przynależności do jakiejś grupy. Warunki są takie, żeby było to zdefiniowane jasno i precyzyjnie, zaś zdefiniowana kara nie może być surowsza niż zwykła kara śmierci. Nie ma zaś dolnej granicy - może to być nawet odstąpienie od wymierzenia kary. Taki rodzaj testamentu.

Jeśli po morderstwie okaże się, że ofiara zdefiniowała karę dla mordercy, należy wymierzyć zdefiniowaną karę, w przeciwnym wypadku należy wymierzyć karę śmierci. Tak brzmi zasada generalna.

Przykład. Idę do notariusza. Pierwsze, co robię, to piszę, że jeśli mordercą okaże się mój brat, należy odstąpić od wymierzenia kary - bo z jakiegoś powodu szczególną atencją darzę mojego brata. Drugie, co robię, to jako przeciwnik kary śmierci definiuję, że jeśli mordercą jest ktoś inny, chcę, aby skazano go na dożywocie. Trzecie, co robię, to w swoim dążeniu do utrzymania na świecie jak największej liczby przeciwników kary śmierci oświadczam, że zamiana kary śmierci na dożywocie z punktu drugiego nie dotyczy mordercy, któremu się udowodni, że kiedykolwiek publicznie wyraził poparcie dla kary śmierci. Mamy tu przykład definicji konkretnej osoby oraz przez przynależność do grupy.

Ważna rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę, a którą udało się już przeoczyć jednej osobie, której to proponowałem: to, co napisałem, ma zastosowanie tylko w wypadku, gdy to ja zostanę zamordowany w stosunku do mojego mordercy. Tu nie ma żadnej symetrii! Jeśli to ja zabiję swojego brata, który nic u notariusza nie zdefiniował, idę na stryczek. Podobnie, jak przy morderstwie dowolnego zwolennika kary śmierci, który w ogóle nie musi iść do notariusza - domyślną karą jest wszak kara śmierci.

Wprowadzam naturalnie swoją definicją nierówność wobec prawa. Jest to jednak nierówność tego samego typu, co w przypadku każdego przestępstwa ściganego na wniosek pokrzywdzonego. Jeśli dwa razy padnę ofiarą kradzieży, mam pełne prawo zgłosić dokładnie jedno z tych wydarzeń do organów ścigania - mam nawet prawo kierować się "złymi" pobudkami, na przykład nie kazać ścigać białego złodzieja, a kazać złodzieja-Murzyna. Skoro więc przyjmuje się, że jest to na tyle moja sprawa jako ofiary w przypadku odebrania mienia, czemu nie w przypadku odebrania życia?

Moją sprawą jest też, komu o tym powiem. Nie chodzi w całej sprawie o to, żeby mordercy przestali się bać kary śmierci, tylko o to, żeby jej przeciwnik nie stał się jako ofiara mimowolnym sprawcą jej orzeczenia (o tyle "sprawcą", że gdyby nie on, nie orzeczono by kary śmierci).

Skoro już wspomniałem o kradzieży: nie ma powodu, żeby ograniczać pomysł do morderstw. W istocie można go zastosować przy każdym przestępstwie przeciwko człowiekowi. Ogólna zasada brzmiałaby wówczas tak: jeśli poszkodowanym w wyniku jakiegoś czynu zabronionego jest człowiek, wymierzamy karę przewidzianą przez kodeks karny, jednak pozostawiamy poszkodowanemu prawo dowolnego jej złagodzenia aż do odstąpienia od wymierzenia. Sam kodeks karny może wówczas przewidywać kary dość surowe, natomiast ważna rzecz: dotyczy to tylko czynów, w których poszkodowanym jest człowiek.

Albo ludzie. Z wielością poszkodowanych w ramach jednego czynu nie ma problemu. Można założyć, że wymierzamy najsurowsze z górnych ograniczeń zdefiniowanych przez tych ludzi.

Naturalnie tak "banalny" system byłby podatny na nadużycia - choćby zastraszanie. Można go więc wprowadzić tylko wtedy, gdy wykrywalność przestępstw i egzekwowalność kar będzie bardzo wysoka, a i wówczas ostrożnie. Przyjąłbym zasadę, że najłagodniejszą karą może być ta, jaką ofiara zdefiniowała u notariusza przed momentem popełnienia przestępstwa, oraz że podczas procesu ofiara ma prawo zmienić zdanie na niekorzyść sprawcy (nigdy w drugą stronę!), karząc go surowiej, niż przewidywała jej własna deklaracja w momencie popełnienia przestępstwa, aż do granicy przewidzianej kodeksem. Nie chodzi przecież o to, żeby przestępcom ułatwić planowanie, gdyby przypadkiem wiedzieli, co kto zadeklarował, tylko o to, żeby sądy respektowały fakt, iż niektórzy ludzie na przykład wybaczają.

Bardzo proszę o opinie na ten temat. Zwłaszcza krytyczne: dlaczego pomysł jest "moralnie" czy "społecznie" zły mogę sobie jeszcze wyobrazić i zaakceptować, natomiast nie widzę sytuacji, w której miałby po prostu nie zadziałać albo generować efekty odwrotne od zamierzonych. Jeśli odzew będzie szeroki, nie będę czekał do skrzynek kontaktowych z odpowiedziami, bo uważam, że temat wart jest dyskusji.



Udzielam upomnienia Bojownikowi zajac za złośliwe przekręcenie w komentarzu do wczorajszej notki nicka Bojownika LordKaftan. Następnym razem taki komentarz usunę bez względu na wartość merytoryczną.



Dziękuję Bojownikowi zajac za pomoc w wyszukaniu przekonującej odpowiedzi na pytanie, czy opiekun prawny podający alkohol małoletniemu, którym się opiekuje, łamie prawo. Artykuł 208 kodeksu karnego brzmi:
"Kto rozpija małoletniego, dostarczając mu napoju alkoholowego, ułatwiając jego spożycie lub nakłaniając go do spożycia takiego napoju, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2."
źródło
 

4 komentarze
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
zajac - Superbojownik   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
Co zaś do samego pomysłu- jest ciekawy, ale próbujesz kodeks karny nagiąć do reguł prawa cywilnego. Po prostu sprowadzasz zabójstwo do czegoś w rodzaju wpuszczenia krowy "w szkodę", gdzie poszkodowany (tutaj- ofiara, składająca oświadczenie woli na zaś) może NIE dochodzić sprawiedliwości, jeśli tylko ma taką ochotę.
Problem ze zbrodniami jest cokolwiek inny- ofiara nie jest jedynym poszkodowanym, gdyż fakt popełnienia zbrodni (i większości występków) godzi w porządek publiczny, sieje demoralizację, i sprawia, że obywatel przestaje być pewnym reguł gry, czyli reguł prawa właśnie. Dlatego nie do przyjęcia, moim zdaniem, jest sytuacja, w której oświadczenie woli ofiary może ofiarować sprawcy całkowitą bezkarność. Dobrym rozwiązaniem byłby system (lekko zmodyfikowany, modyfikacje by moi), stosowany... we wczesnym średniowieczu w Polsce. Mianowicie wprowadzić podział na kary publiczne i prywatne.

Było tak: Karę prywatną (główszczyznę) płaciło się rodzinie i w ten sposób wykupić się od odpowiedzialności (rodzina mogła się w świetle prawa mścić). Rodzina mogła główszczyznę przyjąć, albo i nie, podle woli, lub nawet się z mężobójcą pojednać. Dodatkowo jednak ubita osoba mogła być objęta tzw. "mirem monarszym" i tutaj nie było już przebacz- trzeba było zapłacić nawiązkę- która na naszą terminologię wcale nie była nawiązką, tylko zwykłą grzywną. Mirem monarszym byli objęci np. wszyscy podróżujący po drogach królewskich i... wszystkie bez wyjątku kobiety.

Proponuję system następujący: "mir republikański" dla wszystkich. Karą publiczną niech będzie np. 10 lat pozbawienia wolności, bez widełek, bez zawiasów.
Reszta (w tym środek karny- nawiązka) będzie mogła być zastrzeżona jako kara prywatna, przy czym zastrzeżenie kary śmierci niech wyklucza wszystkie pozostałe kary i środki karne. Górne granice grzywien i nawiązek w karach prywatnych niech określa ustawa. W ten sposób nie zostanie naruszona zasada państwa jako stróża porządku, a każdy będzie mógł zadecydować, zgodnie z własnym sumieniem i poczuciem sprawiedliwości, w jakim zakresie ma być chronione jego życie.
System można stosować także do innych przestępstw, po określeniu górnych granic kary prywatnej.
nathell
Nathell - Superbojownik   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
A w ogóle to mam (w ramach głupawki) pomysł, żeby to przetestować na łamach bloga -- na zasadzie: jeśli uznasz, że jakiś komentarz rażąco kogoś obraża i go usuniesz, zaś obrażony stwierdzi, że obrażony się wcale nie poczuł, komentarz zostaje przywrócony. ;)
nathell
Nathell - Superbojownik   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
A mnie pomysł się całkiem podoba, choć niekoniecznie w odniesieniu do kary śmierci (nb. jednym z efektów ubocznych jego wprowadzenia w tym kontekście byłoby usankcjonowanie eutanazji). Natomiast wszelkiego rodzaju BDSM-owcom bardzo ułatwiłby życie, a także (prawie) wszędzie tam, gdzie jedna osoba dopuszcza się czynu zabronionego prawem przeciw drugiej, mimo obopólnej zgody obu osób na taki czyn.

Z drugiej strony, trzeba by to dokładnie przemyśleć, bo niezamierzonych side-effectów mogłoby być dużo (niekoniecznie mówię teraz w kontekście kary śmierci). Na przykład taki scenariusz: osoba A zgłasza, że w przypadku obrabowania przez osobę B ta ostatnia ma uniknąć kary, a osoba B kradnie A xxx zł. W efekcie otrzymujemy dowolnej wysokości darowiznę wolną od podatku.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
LordKaftan - Superbojownik   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
Mam parę zastrzeżeń co do tego pomysłu

1. Jeżeli za zdefiniowaną karę dla mordercy uznamy karę śmierci to poszkodowani będą jej przeciwnicy. To właśnie oni, w trosce o swoje przekonania, będa musieli pójść do notariusza, wydać pieniądze, żeby ten przestępca dostał dożywocie. Ponieważ większość ludzi nie ma czasu, chęci, a często także pieniędzy to taki system byłby de facto zgodą na karę śmierci z nielicznymi wyjątkami.

2. Nie powinno być możliwości do odstąpienia od wymierzenia kary. Obojętnie jakie są nasze przekonania, nie możemy narażać społeczeństwa na negatywne skutki ich przestrzegania. Jeżeli zdecydujemy się takiego mordercę wypuścić, to inne osoby mogą być zagrożone.

3. System ten nie rozwiązuje głównej wady kary śmierci. Nadal może zostać zabita niewinna osoba.

4. W tym punkcie pytanie: Czy osoba, która zadeklaruje, że jej morderca ma zostać zabity ma także wpływ na to, jak ów człowiek zginie? Chodzi tu o stopień humanitaryzmu zadawania śmierci typu stryczek, krzesło elektryczne, trucizna. Myślę, że to również ma wpływa na decyzje podejmowane przy podpisywaniu "cyrografu".

To chyba wszystko, jak coś jeszcze przyjdzie mi do głowy to napiszę. Pozdrawiam

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi