"Metro" jest jedną z gazet, która zaczęła zbierać podpisy pod obywatelskim projektem zakazu używania reklamówek foliowych w sklepach. Projekt ma oczywiście podłoże ekologiczne, co w tym przypadku jeszcze nie oznacza, że jest zły. Samo ograniczenie używania foliowych toreb uważam za słuszne, ale projektu nie poprę.
Swoje uważanie za słuszne manifestuję między innymi w ten sposób, że staram się zawsze brać minimalną liczbę reklamówek, jaka mi jest potrzebna, co niekiedy oznacza zero, ale nie zawsze. Oprócz tego każdą z nich wykorzystuję co najmniej dwukrotnie: raz na zakupy i raz na śmieci, zamiast wyrzucać je po samych zakupach jako zużyty śmieć. Wysoce niewygodnie żyłoby mi się jednak, gdybym był całkiem pozbawiony tych reklamówek.
Ekologiczna argumentacja, że nasza planeta odetchnie, gdy ograniczymy zużycie, jest naturalnie słuszna. Należy jednak zwrócić uwagę na pewien detal: czy większość obywateli jest za zakazem, czy przeciw? Jeśli przeciw - to jego wprowadzenie jest niedemokratyczne. Jeśli za - nic nie stoi na przeszkodzie, aby sami nałożyli na siebie takie zakazy, niezależnie od legislacji. Jeśli sama Polska jest na skalę świata kroplą w morzu, to większość stanowi ponad pół kropli - zawsze lepsze to niż nic.
A jeśli miłośników całkowitego nieużywania torebek jest np. 90% - tym lepiej! Oznacza to, że ten 10%, do którego ja należę, nawet jeśli nie ogranicza zużycia reklamówek, zrobi najwyżej 10% tej szkody, jaką robimy wszyscy - oczywiście po samozdyscyplinowaniu się.
Z którym chyba jest najtrudniej. Reporter "Metra" opisywał sytuację, w której kupujący z wielkimi, ekologicznymi torbami, pakowali do nich zakupy... uprzednio owinięte foliowymi reklamówkami. Powiedziałbym, że jest to "ekologia społeczna", bo słyszałem już parę razy, jak ktoś do jakiegoś słowa dodawał przymiotnik "społeczny" otrzymując przeciwieństwo pierwotnego słowa.
Problem w szerszym ujęciu jest więc taki, że grupa ludzi, którzy nie potrafią się do czegoś dobrego zmobilizować, jeśli nie mają nad sobą legislacyjnego bata, żąda tego bata - który wisiałby również nade mną, choć
częściowo potrafię się zmobilizować i bez niego. A przy okazji: czy ci sami ludzie, którzy żądają zakazu, a póki go nie ma, biorą reklamówki na potęgę, rzeczywiście tak szanują prawo, żeby na przykład nigdy nie przekraczać na drogach ograniczeń prędkości?
Oni postapili "niedemokratycznie" i pozbawili klientow foliowek. Mozna sobie _KUPIC_ u nich papierowa. Wielkimi napisami sie chwala, ze posadza za kase z nich ilestam drzew. Mniejsza o to.
Klucz jest taki, ze jak trzeba za cos zaplacic to ludzie zaczynaja podchodzic do tego racjonajmniej. Nie biora 10 torebek na kazda rzecz osobno, tylko jedna wieksza (sa rozne rozmiary dostepne) itp.
Ale najwaznijeszy w calej tej zabawie jest uzyty material. Bo widzisz fajnie, ze uzywasz swoich foliowek dwa razy. Twoje pra pra pra pra wnuki za 400 lat z pewnoscia sie uciesza ze beda mialy problem przez jeszcze 100 lat z rzecza ktorej ty uzyles AZ dwa raz a nie raz jak inni...
Wiem, ze ekologia jest zaladowana po dziurki w nosie idiotyzmami. Wiem ze czesto hasla gloszone przez tzw ekologow sa skrajnie nieekologiczne. Ale wiem tez, ze plastiki sa problemem, a ograniczanie nie jest rozwiazaniem problemu. Rozwiazaniem jest dopiero rezygnacja wszedzie tam gdzie to tylko jest mozliwe. Nawet za cene lekkiego uposledzenia wygody. Chyba ze wreszcie faktycznie nauczymy sie sensownie foliowki przetwarzac do ponownego uzycia. Bo na razie laduja na wysypiskach uzywane jako worki na smieci.
Czyżby to miało być tak, jak w tym powiedzonku - "Musimy oszczędzać, choćby nie wiadomo ile by miało to kosztować"?
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą