< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Skrzynka kontaktowa

5 kwiecień 2008 ·
Kolejny tydzień z głowy. Czas na ulubiony dla jestem_wrr cykl w moim blogu. (Klawiaturze nie ma co współczuć - akurat skrzynki powstają na wiele podejść i na różnych klawiaturach).

salival i margot zarzucili mojej próbie wytłumaczenia asertywności, że była niegrzeczna i agresywna. Często w liceum byłem niegrzeczny, nawet chamski - miało to ten skutek uboczny, że gdy nie byłem, różnica okazywała się kolosalna. Akurat wtedy nie byłem, powiedziałem to poważnym, nielekceważącym tonem. Zresztą wychowawczyni nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, co w mojej wypowiedzi było nieasertywnego - może Państwo potrafią? O ile mi wiadomo, asertywność to sztuka odmowy nawet pod wpływem dużego nacisku. Motorem odmowy ma być niezgoda odmawiającego na coś. Kluczem jest moim zdaniem to, że to odmawiający - i nikt inny! - dokonuje oceny, czy odmówić, czy nie. Oczywiście można odmawiać mniej i bardziej taktownie - być może powinienem był powiedzieć: "Nie, dziękuję, nie chcę tego tłumaczyć" - bardzo grzecznie.

"Niestety, nie możemy dostosować trybu lekcji do każdego ucznia, w dobie tak masowego szkolnictwa to po prostu niemożliwe." - pisze margot. Zgadzam się, tylko za czym albo przeciwko czemu jest to argument? Jak dla mnie - przeciwko masowemu szkolnictwu!

Richiter zapytał: "Mam pytanie. Jest państwo X. Państwo X to państwo totalitarne, kontrola obywateli, propaganda, ucisk, skrytobójstwa władzy itp. praktytki znane z różnego rodzaju dyktatur. Państwo Y - państwo demokratyczne, przeprowadza interwencję wojskową w państwie X celem wprowadzenia demokracji. Początkowo tylko niewielka grupka obywateli popiera agresorów, ale z czasem obywatele odkrywają zalety wprowadzonego ustroju i zaczynajągo popierać na tyle gorliwie, że w końcu zdecydowana większość popiera przyniesioną 'nowinkę' i to na jakiej drodze to się odbyło. Czy interwencja była słuszna z obiektywnego punktu widzenia?" - i przyznam, że trochę mnie to pytanie zdziwiło.

Prosta odpowiedź brzmi: nie, przy czym gdyby w pytaniu zastąpić słowo "słuszna" słowem "niesłuszna", odpowiedź nadal brzmiałaby: nie. Po prostu w takiej sprawie nie istnieje coś takiego jak obiektywny punkt widzenia (chyba, że ktoś potrafi go wskazać i przekonać mnie, że jest on rzeczywiście obiektywny!). Natomiast tym, co najbardziej mnie zdziwiło, jest sama konstrukcja problemu. Niezależnie od jakości demokracji jako ustroju pytanie większości, czy demokracja jest dobra, to nonsens z co najmniej trzech poniższych powodów:

1. Bo równie dobrze można zapytać dowolnego innego władcę, czy ustrój, w którym ma władzę, jest dobry. Można spytać Aleksandra Łukaszenkę, czy faktycznie panująca na Białorusi "łukaszenkokracja" jest dobra - tylko co obiektywnego wynika z odpowiedzi?

2. Bo większość może powiedzieć "TAK". Wówczas konstruuję na papierze ustrój zwany "antydemokracją", czyli rządy mniejszości, w którym zawsze postępuje się zgodnie z najmniej popieraną opcją. Następnie biorę dwa założenia:
a) demokracja jest dobra
b) antydemokracja jest dobra
i zauważam, że to, iż większość jest za demokracją, utwierdza mnie równie mocno w każdym z tych założeń.

3. Bo większość może powiedzieć "NIE" i wtedy mamy albo antynomię kłamcy, albo zapętlenie ustrojowe. Wyobraźmy sobie mini-państwo, w którym są trzej obywatele. Kowalski i Wiśniewski optują za dyktaturą Nowaka, zaś Nowak za demokracją. Który ustrój jest tam obiektywnie dobry?

Jeszcze jeden przykład. Chiny są najszybciej rozwijającą się gospodarką świata. Załóżmy, że władza chińska dochodzi do wniosku, że to właśnie jest najważniejsze dla ludzi, oraz że jest to zasługa ustroju chińskiego - w związku z czym Chiny biorą taką Polskę, w której jest inny ustrój i dużo wolniejsze tempo rozwoju gospodarczego, najeżdżają na Polskę swoją armią, podbijają nas i wymuszają zmianę ustroju na chiński - wszystko dla naszego dobra. I rzeczywiście - za jakiś niedługi czas mamy w Polsce chiński ustrój, chińskie tempo rozwoju gospodarczego, a przeciętny Polak żyje tak, jak obecnie przeciętny Chińczyk. Czy była to słuszna interwencja? Chińskie władze bez wątpienia powiedzą, że tak, zwłaszcza, że takie samo zdanie będą zapewne mieli ludzie rządzący Polską (ale ci nowi!). Czy coś z tego wynika? A czym to się różni od interwencji w Iraku i Afganistanie?

W odpowiedzi na tę samą notkę LordKaftan wytknął mi, że zarzucając Autorowi listu brak konkretów sam trochę ich przeoczyłem. Jest kwestią interpretacji, co jest konkretem, a co nie jest - jednak LordKaftan ma słuszność - przeoczyłem albo zaklasyfikowałem niektóre informacje jako niekonkretne błędnie. Natomiast najprawdopodobniej nie jest prawdą, iż brak konkretów to efekt skrócenia listu przez Redakcję "Angory", która ma dobry zwyczaj wstawiania w takich miejscach wielokropków w nawiasach - w liście nie pada ani jeden. Naturalnie Autor mógł brać pod uwagę wielkość łamów i autocenzurować list (choć bywało, że ukazywały się listy nawet trzykrotnie dłuższe), jednak jeśli to zrobił, to zostawił dość kiepskie fragmenty.

Słusznie też Bojownik wytknął mi, że najpierw zarzuciłem listowi niekonkretność, a potem polemizowałem z samymi tezami. Rzeczywiście, zrobiłem dwa w jednym. Cóż, straciłem jeden dodatkowy temat na notkę, będę musiał się troszkę bardziej wysilić szukając innych :-)

AdlerPL napisał: "Nie zgadzam się z samodyscypliną społeczeństwa. Jeżeli by usunąć z drogi ograniczenia prędkości, nie wierzę by ludzie sami zaczęli przestrzegać przepisów.". Kwestia, co oznacza "przestrzeganie przepisów", gdy nie ma ograniczeń, jest drugorzędna. Problemem jest coś innego: to, że ludzie nie przestrzegają ograniczeń, mimo że one są. A skoro nie przestrzegają prawnych ograniczeń prędkości, to z jakiego powodu uważają, że będą przestrzegać prawnych ograniczeń dotyczących foliówek, i w związku z tym domagają się, żeby takie ograniczenia na nich nałożono?

"Tradycyjnie - trzeba sobie zadać pytanie, jaki jest całościowy koszt (dosłownie i w przenośni) tradycyjnej reklamówki i "ekologicznej". Czyli jak dalece produkcja "ekologicznej" torebki zniszczy to, co ma chronić czyli tzw. środowisko... Szczególnie w porównaniu ze zwykłą torebką." - pisze Dziobas. Zgadzam się, choć taki koszt może być bardzo trudno oszacować. Na początku zacznijmy wymagać od ekologów jednej małej konsekwencji. Albo popieramy zastąpienie foliowych toreb papierowymi (co zwiększa zużycie papieru), albo je potępiamy - bo zwiększając zużycie papieru zwiększamy wycinkę lasów.

jakubfk_test_account (czy to ta sama osoba, co jakubfk?) pisze:
"Byles ostatnio w ikei?
Oni postapili "niedemokratycznie" i pozbawili klientow foliowek. Mozna sobie _KUPIC_ u nich papierowa. Wielkimi napisami sie chwala, ze posadza za kase z nich ilestam drzew. Mniejsza o to.
Klucz jest taki, ze jak trzeba za cos zaplacic to ludzie zaczynaja podchodzic do tego racjonajmniej. Nie biora 10 torebek na kazda rzecz osobno, tylko jedna wieksza (sa rozne rozmiary dostepne) itp.
Ale najwaznijeszy w calej tej zabawie jest uzyty material. Bo widzisz fajnie, ze uzywasz swoich foliowek dwa razy. Twoje pra pra pra pra wnuki za 400 lat z pewnoscia sie uciesza ze beda mialy problem przez jeszcze 100 lat z rzecza ktorej ty uzyles AZ dwa raz a nie raz jak inni...
Wiem, ze ekologia jest zaladowana po dziurki w nosie idiotyzmami. Wiem ze czesto hasla gloszone przez tzw ekologow sa skrajnie nieekologiczne. Ale wiem tez, ze plastiki sa problemem, a ograniczanie nie jest rozwiazaniem problemu. Rozwiazaniem jest dopiero rezygnacja wszedzie tam gdzie to tylko jest mozliwe. Nawet za cene lekkiego uposledzenia wygody. Chyba ze wreszcie faktycznie nauczymy sie sensownie foliowki przetwarzac do ponownego uzycia. Bo na razie laduja na wysypiskach uzywane jako worki na smieci.
"
Bojownik ma trochę racji, ale z częścią jego wypowiedzi się nie zgadzam.

IKEA nie postąpiła "niedemokratycznie", tylko "kapitalistycznie". Demokracja jest ustrojem obowiązującym państwo polskie, a nie firmę IKEA. Posunięcie było podobne do wycofania świerszczyków z "EMPIK"-ów - w nadziei, że na dłuższą metę przyniesie koncernowi zyski. Jeśli się to opłaci, za jej przykładem pójdą inni. Być może za jakiś czas nigdzie nie będę mógł dostać ani kupić foliówki z tego samego powodu, dla którego obecnie nie mogę kupić psiego smalcu - jest za mały popyt, żeby podaż się opłacała. W każdym razie wolę wierzyć, że jedno i drugie byłoby efektem działania mechanizmów wolnorynkowych, a nie jakiegokolwiek odgórnego zakazu prawnego.

Jest jeszcze drobna nieścisłość w rozumowaniu. Zakaz rozdawania za darmo nieekologicznych materiałów nie eliminuje problemu - on go tylko ogranicza. Skoro ograniczenie problemu nie jest jego rozwiązaniem, to jak rozumiem należy całkowicie zakazać używania foliówek, bo np. wprowadzenie nakazu, aby były sprzedawane nie taniej niż po 100 zł za sztukę problemu nie rozwiąże, tylko drastycznie ograniczy?

jakubfk trochę mnie zagiął pytaniem: "W kwestii formalnej: jestes absolutnie pewien ze w tym kraju zakazane jest spozywanie alkoholu przez nieletnich? O ile ja sie orientuje to zakazana jest sprzedaz. Jesli natomiast prawny opiekun kupi i poda wspomniana lampke szampana to tez jest karane?!". Szukając odpowiedzi na nie znalazłem następujący dokument:
http://www.radalegislacyjna.gov.pl/pliki/RL-0303-41a_07_us.pdf
Jest to projekt zmian w tzw. kodeksie nieletnich. Według nich artykuł 43 ustęp 1a miałby otrzymać następujące brzmienie:
"Kto sprzedaje lub podaje napój alkoholowy małoletniemu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku." (wytłuszczenie moje).
Natomiast nie wiem, jaki jest status prawny tego dokumentu i będę wdzięczny, gdy jakiś prawnik się wypowie.

Nathell podesłał link do ciekawego tekstu między innymi o obywatelskim nieposłuszeństwie:
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html
Autor dostrzega wady obecnego systemu i chociaż nawet nie rozważa ewentualności, że główną ich przyczyną może być po prostu ustrój demokratyczny, a nie "detale wykończeniowe" - to cały tekst jest ogólnie dość dobrą ilustracją tematu.

jakubfk propozycję dożywiania dzieci w szkołach kwituje następująco: "Dziekuje, postoje. Wiem ze dzieci trzeba dozywiac. I wiem ze ludzi trzeba lecyc. Daje kase na pajacyk i na wosp. Wydaja pieniadze znacznie sensowniej niz RP." Też chętnie postoję, bo jakubfk ma stuprocentową rację, kto sensowniej wydaje pieniądze. Proponuję przyjrzeć się następującym faktom:
1. Na WOŚP nikt nie ma obowiązku płacić ani grosza.
2. Jeśli WOŚP upadnie, nie ma żadnej gwarancji, że cokolwiek powstanie w zamian.
3. Jeśli Jurek Owsiak będzie źle wydawał pieniądze WOŚP, nawet w dobrej wierze, może w skrajnym przypadku pójść za to do więzienia i odpowiadać własnym majątkiem, przynajmniej w części.
Widać już, dlaczego WOŚP musi wydawać pieniądze sensowniej niż RP?

Warto też zapoznać się z komentarzem, jaki zamieściła AyA_Mrau:
"Zaczyna mi się zdawać, że moje liceum (będące zresztą częścią zespołu szkół wraz z podstawówką i gimnazjum) chyba w jakimś innym kraju stało pod tym względem ;). Dodatkowej kasy nie pobierali a jakoś było ich stać na utrzymanie wszystkiego w dobrej kondycji, sensowne wyposażenie szkoły i do tego wszystkiego na oferowanie kanapek (chleb jakieś smarowidło) za darmo każdemu uczniowi, któremu głód doskwierał - nie ważne czy z biednej rodziny czy zapomniał, czy z domu wziął za mało.
Poza tym osobom z biedniejszych rodzin przysługiwało swojego rodzaju stypendium (chociaż to już chyba z wyższych szczebli niż szkoła ale jednak), które poza różnymi rzeczami potrzebnymi do szkoły zawierało również kartę na obiady.
Możliwe, że jest to odosobniony przypadek, ale jednak jakoś da się takie rzeczy zorganizować z tej kasy co już jest (szkołę już skończyłam, ale z tego co mi wiadomo jeszcze w zeszłym roku nadal wszystko dobrze się toczyło, więc pewnie wciąż jest nieżle).
"

Jak więc widać - da się! Przy okazji byłbym wdzięczny za dokładne opisanie, jak to się udało zrobić, a zwłaszcza co to jest "ta kasa, co już jest"? Czy to było w ramach dotowania szkół przez gminę, czy z Komitetu Rodzicielskiego, a może z innego źródła?

Na osobną uwagę zasługuje komentarz zajaca dotyczący telewizji publicznej.
"Media państwowe, które pokazywałyby elitarne gadające głowy, rzeczywiście nie miałyby szansy na wolnym rynku, bo nikt (no, prawie nikt) by ich nie oglądał. Nie mniej, są potrzebne, by zgrywały opinie widza z opiniami elit. Przepraszam, jakiego widza? Tego, co go nie ma?! Lub jest jak na lekarstwo?
I na tym można by polemikę z artykułem zakończyć.
"

Niezupełnie się zgodzę z ostatnim zdaniem. Są ludzie uważający, że nawet dla tysiąca osób w całej Polsce warto utrzymywać elitarną telewizję publiczną za pieniądze milionów i wówczas polemikę warto dociągnąć do miejsca, w którym się im pokaże, że nie osiąga to założonego przez nich celu. Jacek Żakowski sam się niejako podłożył w artykule stwierdzeniem, iż celem tym jest uzdrowienie jakości demokratycznych (a więc opartych na ilości) wyborów. Nie zawsze jednak orędownik telewizji publicznej odwołuje się akurat do tego.

"Żle bym się jednak czuł, gdybym nie wyraził szacunku dla p. Żakowskiego. Mianowicie napisał wprost, że chodzi po prostu o prymitywną indoktrynację. Ot, chce, by on, i jego koledzy mieli do dyspozycji tubę propagandową za państwowe pieniądze. Bo na własną ich nie stać, albo nie chce im się wyłożyć."

Pragnę zauważyć, że "Polityka" jest nie najgorszą tubą propagandową. Ekonomicznie raczej świetnie sobie radzi, zresztą w którymś artykule około dwóch lat temu sam Pan Żakowski przyznał, że wpada w trzeci próg podatkowy. Nie sądzę, żeby mu się drastycznie pogorszyło. Co z efektem propagandowym, trudno mi ocenić (nigdzie w numerze nie znalazłem informacji o nakładzie, ale może niedokładnie szukałem). Wydaje mi się jednak, że wpływ opiniotwórczy na Polaków ma porównywalny z telewizją publiczną, choć sporo mniejszy niż komercyjne. Może więc po prostu nie chce pozostać sama na placu boju?

"Co zaś się tyczy "elit": kto decyduje do przynależności do takowych? Poza tym zdania intelektualistów na różne kwestie są, i to zawsze, podzielone. W którym więc kierunku należy indoktrynować te biedne masy?"

Jest to bardzo dobre pytanie. Moim zdaniem tego się zrobić nie da z tych samych powodów, dla których nie da się ustalić, który ustrój jest najlepszy, pytając o to ludzi. Można jednak przyjąć, że o przynależności do elity świadczy jakiś czynnik, który spełnia parę warunków: jest odporny na różne interpretacje wartości i często idzie w parze z cechami pożądanymi u włodarza. Moglibyśmy w ten sposób dojść do wniosku, że optymalna jest np. plutokracja (rządy najbogatszych). Wiem, że nie każdy bogaty jest mądry i temu właśnie zawdzięcza bogactwo, podobnie jak nie każdy pełnoletni jest mądry. Nie chodzi tu natomiast o spór ustrojowy tylko o to, że nawet o wprowadzeniu plutokracji ktoś musi zdecydować.

Najbardziej wiadygodnie wyglądałby jakiś ustrój, w którym o prawie władzy decydują jakieś sensownie sformułowane i mierzalne czynniki, przy czym wprowadzić musiałby go ktoś, kto w wyniku transformacji traci władzę. Wtedy można podejrzewać obiektywizm.
 

3 komentarze
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Zink - Superbojownik   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
Co do różnicy pomiędzy teoretyczną interwencją Chin w Polsce a interwencją USA w Iraku - jest zasadnicza różnica: Interwencja w Iraku ma na celu (w każdym razie tak się wydaje) powstrzymanie bezsensownego zabijania ludzi, co jest dużo bardziej moralnie słuszne, niż interwencja w celu nawet znacznego poprawienia dobrobytu.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
jenny8 - Superbojowniczka   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
W szkole moich młodych rzecz wygląda następująco: podpisano umowę z Centrum Handlowym w Jankach. Chętne dzieci za zgodą rodziców w weekendy jadą autokarem zapewnionym przez sklep i pakują zakupy, a do puszek zbierają datki np. na dofinansowanie wakacji ubogim kolegom (każda akcja ma inny cel). Szkoła oprócz tego dostaje kasę od sklepu ( no bo gdzie pojadą zrobić zakupy wszystkie babcie, ciocie, wujkowie, a i rodzice wstąpią zobaczyć, jak dziecko sobie radzi). Szkoła przeznacza pieniądze na wycieczki, na dofinansowanie zakupu podręczników i na dożywianie właśnie...
aya_mrau
AyA_Mrau - różowa grzywa   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
Dokładnego wglądu skąd, na co i ile szkoła miała to ja nie posiadam.

Jedno dodatkowe dofinansowanie, o którym mi wiadomo, szło z firmy Vattenfall, ale to konkretnie na rzecz nauczania tzw. podstaw przedsiębiorczości (swoją drogą jeden z bardziej sensownych przedmiotów w szkole).

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi