< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Co zrobić z Chinami?

15 kwiecień 2008 ·
Tytułowe pytanie stawia Jacek Żakowski w "Polityce" nr 14(2648) z 5 kwietnia. Wskazuje na parę problemów, jakie Państwo Środka może nieść dla cywilizacji zachodu. Są to brak poszanowania dla praw człowieka połączony z szybkim wzrostem gospodarczym oraz istotnie zwiększający się udział w zanieczyszczaniu naszej planety.

Główną groźbę dla nas stanowi zdaniem Autora fakt, że jeśli my nie zrobimy czegoś z Chinami, to Chiny zrobią z nami, gdy tylko staną się wystarczająco silne. A to przy bierności zachodu nastąpi niedługo. Nie jest wykluczone, że tak się stanie - na tym polega polityka mocarstwowa. Dlaczego jednak Jacek Żakowski uparcie pyta, co zrobić z Chinami - a nie ze sobą?

Pierwsza kwestia to prawa człowieka. Autor słusznie zauważa, że Chiny nie są jedynym szybko rozwijającym się państwem, gdzie te prawa - przynajmniej takie, jak je pojmuje zachód - są łamane. Dorzuca jeszcze Malezję, Rosję i Wietnam. Ja bym wspomniał jeszcze o Chile. Jakoś tak jest, że gdy gospodarką rządzi kapitalizm (a więc nie ma "prawa człowieka" np. do minimum biologicznego, jeśli sam go sobie nie zapewni), to kraj rozwija się szybko - nawet jeśli ten kapitalizm w danym kraju nie przedostaje się do hermetycznego świata polityki. Niewykluczone więc, że praw człowieka i tempa rozwoju nie da się ze sobą pogodzić. Europa nie wyobraża sobie rezygnacji z pierwszego, więc chce wymóc na Chinach rezygnację z drugiego.

Zapewne gdyby wszystkie kraje świata respektowały prawa człowieka, to światowy rozwój gospodarczy by przyspieszył. Wystarczy jednak jeden "łamistrajk" - i wówczas to on jest na uprzywilejowanej pozycji względem reszty. Analogicznie w drugą stronę: gdyby wszędzie postawiono na kapitalizm, to na świecie mniej ludzi umierałoby z głodu, natomiast jeden socjalistyczny kraj może doprowadzić do wzrostu umieralności w ościennych kapitalizmach. Jest to klasyczny dylemat więźnia. Na skalę jednego państwa rozwiązywalny odgórnym przepisem (np. zakazem kradzieży - bo gdyby go nie było, obywatele byliby uwikłani właśnie w dylemat więźnia). Na skalę świata nierozwiązywalny, dopóki nie istnieje państwo światowe.

Zauważyć przy tym warto, że implikacji nie ma w drugą stronę, a rezygnacja z praw człowieka nie przeradza się automatycznie w bogactwo, czego dowodzą Białoruś i Wenezuela. Rzecz bowiem nie tyle w prawach człowieka - ile w kapitalizmie, a więc w socjalnych prawach człowieka. "Łamaniem praw człowieka" nazywa się np. karę śmierci, tymczasem gdyby w Chinach zastąpiono ją dożywociem (ale kapitalistycznym: więzień musi się utrzymać własnym sumptem albo umrzeć z głodu), sytuacja gospodarcza nie zmieniłaby się.

Kolejne zagrożenie, jakie Autor widzi, to ekologia. Każdy, kto korzysta ze zdobyczy cywilizacyjnych takich jak samochód czy energia elektryczna, obciąża Ziemię. Jedna czwarta Chińczyków ma do nich dostęp, co generuje smog nad Los Angeles. Być może Ziemia jest w stanie wytrzymać jedynie obciążenie generowane, na przykład, przez półtora miliarda ludzi korzystających z dobrodziejstw cywilizacji. Natomiast nawet jeśli tak jest, to władze Chin mają pełne prawo dążyć do tego, by było to półtora miliarda Chińczyków. W kategoriach europejskich mają do tego nie tylko prawo, ale i obowiązek.

Oczywiście wszystko ma dwie strony. Zachód dużo mówi i nic nie robi. Chiny posiadają 80% obligacji Stanów Zjednoczonych. Sprzedając je hurtem mogłyby rzucić USA na kolana. Czemu tego nie robią? Odpowiedź jest banalna - bo za USA poleciałby cały świat, również Chiny. Żeby mieć wzrost, muszą przecież mieć komu sprzedać spodnie wyprodukowane za głodową pensję. Oczywiście zachodowi, którego "prawa człowieka" wpędziły w socjalizm, a ten w biedę powodującą, że ludzi nie stać na kupno spodni czy komputerów wyłącznie produkowanych z poszanowaniem praw człowieka.

Na zakończenie proponuję bajkę własnego autorstwa.



Dawno, dawno temu żyli sobie rycerze i organizowali między sobą turnieje. Trenowali po 8 godzin dziennie po 5 dni w tygodniu, żeby być w formie, regularnie się pojedynkowali, zarabiali na kibicach i dbali o swoje konie.

Po jakimś czasie pojawili się nie wiadomo skąd rycerze spod znaku Smoka. Nikt im nie dorównywał w kunszcie walki. Wyprzedzali wszystkich o mile. Stara gwardia początkowo usiłowała nowych ignorować, ale gdy okazało się, że kibice chcą im płacić więcej, postanowili zgłębić ich sekret. Okazało się, że trenują po 16 godzin na dobę 7 dni w tygodniu i nie dbają o konie, a dodatkowo piją kawę.

Ponieważ starym rycerzom nie mieściło się w głowie niedbanie o konie, które zdążyli już pokochać, a ćwiczyć 16 godzin dziennie im się nie chciało, postanowili zacząć od kawy. Okazało się, że to nic nie daje. Nie poprawia bowiem wyników treningów - tylko umożliwia ćwiczenie 16 godzin na dobę zamiast 8.

Starzy rycerze ogłosili więc, że jedynie słuszną metodą jest ćwiczenie 8 godzin na dobę, 5 dni w tygodniu, bez męczenia koni, a kawę uznano za niedozwolony środek dopingujący. Na wszelki wypadek wzywali do bojkotowania turniejów organizowanych przez rycerzy spod znaku Smoka, choć kibice mieli tam lepszą jakość pojedynków za niższą cenę biletów.

Starzy rycerze natomiast twierdzili, że tylko oni trenują słusznie. Podnieśli jedynie stawki za bilety, żeby stać ich było na sprowadzanie co jakiś czas nauczyciela spod znaku Smoka i zapłacenie mu za trening...
 

1 komentarz
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
LordKaftan - Superbojownik   |  rok i 11 miesięcy temu  |  
Dziwi mnie Twoje zdanie na temat praw człowieka.
Albo inaczej-dziwi mnie przykład, który podałeś. Czy prawo do wolności słowa jest prawem socjalistycznym? Czy prawo do uczciwego procesu też powoduje spowolnienie wzrostu gospodarczego?
Mieszasz dwa pojęcia: prawo nie jest obowiązkiem. Jednym z praw człowieka jest prawo do wypoczynku, ale to nie oznacza, że dana osoba MUSI mieć wolne weekendy, czy też pracować 8h dziennie. I to widać w takich krajach jak Finlandia, Korea Południowa-tam ludzie pracują więcej niż w innych państwach (np. Francja czy nawet Chiny). Mimo to, pod względem bogactwa Finladnia nie dorasta Chinom do pięt. Ale powodem tego jest raczej różnica w populacji.
I właśnie tu leży pies pogrzebany-Chiny zawdzięczają swój wzrost gospodarczy niskimi płacami (jak na standardy europejskie-wszak dla chinczyków to może być sporo kasy) i nieprzebranymi zastępami siły roboczej.
Prawa człowieka nie mają tutaj za dużo do powiedzenia.

Co do ekologii-słusznie zauważyłeś, że Chiny mają prawo do "dominacji" (jakoś zabrakło mi słowa) na ziemi. Problem w tym, że jak dalej będą tyle śmieci produkować to z chińczyków niewiele zostanie. Ponadto-w sprawach ekologii trzeba jednak patrzeć globalnie. Gospodarka gospodarką, ale jak wytruje się nabywców dóbr to gospodarka padnie. Poza tym-jakie prawo mają Chiny do interferowania w zdrowie mieszkańców innych państw?? Oczywiście można się zapytać-Dlaczego inne państwa starają się narzucić Chinom prawa człowieka??
Jest jednak różnica-Chiny praw człowieka nie przyjmują (notabene również zgodnie z prawem człowieka do samostanowienia), a zanieczyszczenia emitują. Czyli narzucają swoją wolę innym państwom.
Polityka mocarstwowa-na pewno, ale inni moga sie przed tym bronić.

Na koniec warto powiedzieć, że to nie socjalizm sprawił, że Ciny są silne. To kapitalizm-redukcja kosztów, walka o konsumenta, etc. sprawił że tyle rzeczy produkuje się w Państwie Środka. Gdyby na zachodzie dominował socjalizm (czyli poniekąd zatrzymanie zakładów pracy w kraju) to by Chiny nie rozwijały sie tak szybko.

A co do bajeczki-według mnie lepsza jest taka wersja:
Starzy rycerze, w mocnych zbrojach, twardych tarczach, ostrych mieczach i mocarnych prawicach nieopatrznie pokazali chłopom jak należy walczyć. Po kilkunastu latach, gdy rycerze z wiekiem osłabli chłopi, uzbrojeni w widły, kosy, w lichych kaftanach (;)) uderzyli na wielkich wojowników. Ci walczyli jak mogli-dzięki swojemu doświadczeniu, technice i oprzyrządowaniu długo odpierali ataki. Setki chłopów legły w tej walce, ale wciąż zbliżali się nowi, chłopska armia zdawała sie nie mieć kresu. Tak więc rycerze zostali pokonani samą przytłaczająca siłą armii wroga.
Co dowodzi starej prawdy-"I rycerz d*pa gdy wrogów kupa"

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi