Co jakiś czas wybucha awantura - bo trudno to najczęściej nazwać polemiką, a nawet kłótnią - o preambułę jakiegoś aktu prawnego. Na przykład ile było mowy o tym, czy w preambule eurokonstytucji jest odniesienie do chrześcijańskich korzeni Europy. Patrzę, słucham, i nadziwić się nie mogę: po co?
Gdy czytam dla odmiany wyroki sądowe, czy nawet wyroki Trybunału Konstytucyjnego, zawsze widzę, że są one uzasadniane takim czy innym brzmieniem artykułów, paragrafów, ustępów, etc. o podawanych numerach. Ale
nigdy nie spotkałem się z czymś takim: "Trybunał uznał ustawę o blablaniu blablalizatora pseudosportowego za niezgodną z preambułą konstytucji". A Państwo?
Niektóre przepisy, a nawet całe kodeksy, mają tzw. klauzule generalne. Wynika z nich z grubsza zakaz korzystania z litery prawa wbrew intencji ustawodawcy. Tu preambuła mogłaby rzeczywiście być pomocna. Najczęściej poza intencjami ustawodawcy nie mówi ona nic. No, może można czasem wyczytać z niej, z jaką ideologią i jak mocno czuli się związani jej autorzy.
Tyle, że często nie wyjaśnia nawet tego. Co więcej, gdyby miała służyć do tego, raczej słyszałoby się o wyrokach uzasadnianych preambułą właśnie. Tymczasem się nie słyszy. Jeśli się mylę,
bardzo proszę o jakieś odniesienie do kontrprzykładu.
Ale jeśli się nie mylę, to
o co kruszyć kopie?
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą