Szybki, niemały i konkretny odzew skłonił mnie do kontynuacji tematu poza skrzynkami kontaktowymi, jako że jest się do czego odnosić.
LordKaftan:
"
1. Jeżeli za zdefiniowaną karę dla mordercy uznamy karę śmierci to poszkodowani będą jej przeciwnicy. To właśnie oni, w trosce o swoje przekonania, będa musieli pójść do notariusza, wydać pieniądze, żeby ten przestępca dostał dożywocie. Ponieważ większość ludzi nie ma czasu, chęci, a często także pieniędzy to taki system byłby de facto zgodą na karę śmierci z nielicznymi wyjątkami."
Tak! Choć nie jestem pewien nieliczności wyjątków. Ponieważ chcemy jakoś karać morderców ludzi, którzy nie poszli nigdy do notariusza, trzeba się było na coś zdecydować. Zdecydowałem się na karę śmierci jako domyślną, bo:
(a) zwiększa wiarygodność argumentacji jako dążącej do realnego kompromisu w momencie, gdy proponuję to ja - przeciwnik kary śmierci;
(b) domyślna kara niska z możliwością jej podwyższania legitymizowałaby w społeczeństwie poczucie możliwości dodatkowego dokopania oskarżonemu, a ideą jest, żeby kompromis służył
wybaczaniu, a nie
mszczeniu się;
(c) nie chcę, żeby ktoś, kto ma na mnie zlecenie, na wszelki wypadek załatwił mnie w drodze do notariusza, choćbym szedł tam w innym celu niż tylko skazanie go na śmierć.
Jednakże gotów jestem podyskutować z argumentami za inną karą jako domyślną (dożywocie?), tylko proszę, żeby nie była to dyskusja o karze śmierci
sensu stricte.
"
2. Nie powinno być możliwości do odstąpienia od wymierzenia kary. Obojętnie jakie są nasze przekonania, nie możemy narażać społeczeństwa na negatywne skutki ich przestrzegania. Jeżeli zdecydujemy się takiego mordercę wypuścić, to inne osoby mogą być zagrożone."
Problem w tym, że taka możliwość istnieje, tylko wymaga pokombinowania. Przecież jeśli nie mogę powiedzieć
notariuszowi, że mój brat ma nie zostać ukarany, jeśli mnie zabije, to mogę to powiedzieć
bratu. Któregoś dnia on może do mnie zadzwonić: "wiesz, stary, dzisiaj bym cię wykończył, tylko te przepisy...". Więc ja usłużnie popełniam samobójstwo (do którego nie było nawet nakłaniania!), a efekt jest prawie ten sam. Prawie, bo gdyby to był brat, to jemu bardziej niż mnie by zależało, żeby nie zginął nikt poza mną.
"
3. System ten nie rozwiązuje głównej wady kary śmierci. Nadal może zostać zabita niewinna osoba."
Tak. Natomiast system w porównaniu ze zwykłą karą śmierci zwiększa szansę na to, że niewinnie skazana osoba
nie zostanie zabita. Gdy zacietrzewiony zwolennik KŚ mówi, że woli zabić 1000 niewinnych niż pozwolić żyć jednemu mordercy, a zacietrzewiony przeciwnik KŚ mówi, że woli pozwolić żyć 1000 mordercom niż zabić jednego niewinnego, nie pogodzisz ich. Natomiast
kompromis polega na tym, że każda ze stron z czegoś rezygnuje.
"
4. W tym punkcie pytanie: Czy osoba, która zadeklaruje, że jej morderca ma zostać zabity ma także wpływ na to, jak ów człowiek zginie? Chodzi tu o stopień humanitaryzmu zadawania śmierci typu stryczek, krzesło elektryczne, trucizna. Myślę, że to również ma wpływa na decyzje podejmowane przy podpisywaniu "cyrografu"."
Nie. Pisałem, że nie może być surowsza, niż zwykła kara śmierci, a więc np. nie śmierć na torturach. Najczęściej wykonuje się jeden rodzaj kary śmierci na danym terenie i tutaj ani ofiara, ani morderca nie ma nic do gadania. Natomiast jeśli jest więcej rodzajów, mogę nawet mordercy pozwolić wybrać w ramach ostatniego życzenia. Tylko niech dopłaci różnicę w kosztach egzekucji, jeśli nie wybierze najtańszej.
Nathell:
"
A mnie pomysł się całkiem podoba, choć niekoniecznie w odniesieniu do kary śmierci (nb. jednym z efektów ubocznych jego wprowadzenia w tym kontekście byłoby usankcjonowanie eutanazji)."
Tak. Zrobiłoby się to za jednym zamachem. Jestem zwolennikiem legalności eutanazji. Pod warunkiem, że wola eutanowanego (a jak inaczej nazwać osobę, której odbiera się życie na jej własne życzenie?) zostałaby wyrażona w sposób niebudzący wątpliwości. Jeśli człowiek dorosły nie uznany za niepoczytalnego poświadcza taką wolę aktem notarialnym, dla mnie nie budzi to wątpliwości.
"
Natomiast wszelkiego rodzaju BDSM-owcom bardzo ułatwiłby życie, a także (prawie) wszędzie tam, gdzie jedna osoba dopuszcza się czynu zabronionego prawem przeciw drugiej, mimo obopólnej zgody obu osób na taki czyn."
Tak, właśnie o to mi głównie chodziło! Żeby dorosły człowiek mógł powiedzieć, czego chce, nawet jeśli państwo twierdzi, że "wie lepiej".
"
Z drugiej strony, trzeba by to dokładnie przemyśleć, bo niezamierzonych side-effectów mogłoby być dużo (niekoniecznie mówię teraz w kontekście kary śmierci). Na przykład taki scenariusz: osoba A zgłasza, że w przypadku obrabowania przez osobę B ta ostatnia ma uniknąć kary, a osoba B kradnie A xxx zł. W efekcie otrzymujemy dowolnej wysokości darowiznę wolną od podatku."
Nie! Niech Kowalski trzyma na stole 10000 złotych. Przychodzi do niego Wiśniewski. Bierze pieniądze do ręki. Za minutę Kowalski to zauważa i każe odłożyć. Wiśniewski odmawia. Po kolejnej minucie Kowalski mówi, że Wiśniewski zrobi co chce, a on, Kowalski, nie będzie robić nic. Wiśniewski po następnej minucie odkłada pieniądze. Miał je w ręku przez trzy minuty, ale
ani przez pikosekundę nie był ich właścicielem. Gdyby Kowalski na początku dał mu je ze słowami: "masz, potrzymaj" - to też nie byłaby darowizna, tylko użyczenie - i nie
pieniędzy, tylko
banknotów. Jeśli zamiast minut będą dekady,
rozumowanie nie zmienia się ani na jotę!
Natomiast gdyby w tym czasie Wiśniewski zaczął wydawać te pieniądze, to dopóki Kowalski nie oświadczyłby, iż są jego, nie byłoby podstaw do skazania Wiśniewskiego za kradzież. Niezależnie od tego fiskus mógłby zapytać, skąd Wiśniewski te pieniądze ma - i każdy grosz o nieudokumentowanym pochodzeniu opodatkować karnie w wysokości 75%. Z majątku Wiśniewskiego, który nadal byłby obowiązany oddać Kowalskiemu 10000 złotych na jego żądanie.
"
A w ogóle to mam (w ramach głupawki) pomysł, żeby to przetestować na łamach bloga -- na zasadzie: jeśli uznasz, że jakiś komentarz rażąco kogoś obraża i go usuniesz, zaś obrażony stwierdzi, że obrażony się wcale nie poczuł, komentarz zostaje przywrócony. ;)"
Nie, bo przeczy to idei. Ze względu na zastraszanie pisałem, że złagodzenie kary jest możliwe tylko na pisemny wniosek ofiary złożony
przed popełnieniem czynu zabronionego. Mogę przetestować pomysł, że jeśli jakikolwiek Bojownik pozwoli na przekręcanie swojego nicka, zdefiniuje w jaki sposób i komu pozwala, to komentarzy, które to robią, nie usunę - dopóki ów Bojownik nie zmieni zdania. ;-) Poza tym nie wiem, czy mogę przywrócić raz usunięty komentarz...
zajac:
"
Problem ze zbrodniami jest cokolwiek inny- ofiara nie jest jedynym poszkodowanym, gdyż fakt popełnienia zbrodni (i większości występków) godzi w porządek publiczny, sieje demoralizację, i sprawia, że obywatel przestaje być pewnym reguł gry, czyli reguł prawa właśnie."
Obywatel-ofiara
zawsze jest pewien reguł gry, bo to on je doprecyzowuje. Obywatel-przestępca jest pewien nieco mniej precyzyjnych reguł gry, mówiących na przykład tyle: "jeśli zabijesz Nowaka, to możesz nawet iść na stryczek". I w założeniu ma się bać, że przy niesprzyjających wiatrach pójdzie właśnie na stryczek. To też są reguły gry.
"
Dlatego nie do przyjęcia, moim zdaniem, jest sytuacja, w której oświadczenie woli ofiary może ofiarować sprawcy całkowitą bezkarność."
A jeśli matka ciężko pobita przez syna mimo wszystko tak go kocha, że świadomość pobytu syna za kratami przysparza jej dodatkowych cierpień, to jakim prawem mamy zmuszać
ofiarę do dodatkowych katuszy? Mówię przecież o sytuacjach, w których to
ofiara czułaby się pokrzywdzona faktem wymierzenia kary
sprawcy.
"
Proponuję system następujący: "mir republikański" dla wszystkich. Karą publiczną niech będzie np. 10 lat pozbawienia wolności, bez widełek, bez zawiasów.
Reszta (w tym środek karny- nawiązka) będzie mogła być zastrzeżona jako kara prywatna, przy czym zastrzeżenie kary śmierci niech wyklucza wszystkie pozostałe kary i środki karne. Górne granice grzywien i nawiązek w karach prywatnych niech określa ustawa. W ten sposób nie zostanie naruszona zasada państwa jako stróża porządku, a każdy będzie mógł zadecydować, zgodnie z własnym sumieniem i poczuciem sprawiedliwości, w jakim zakresie ma być chronione jego życie.
System można stosować także do innych przestępstw, po określeniu górnych granic kary prywatnej."
Nie wiem, czy Państwo oglądali Bonda pt. "Człowiek ze złotym pistoletem". W pierwszej scenie mamy tam przedstawionego człowieka, który dostaje pieniądze - najpewniej zaliczkę - za wzięcie udziału w "zabawie", polegającej na zmierzeniu się z tytułowym bohaterem w labiryncie pełnym pułapek. Obaj są uzbrojeni (choć jeden z nich musi swoją broń znaleźć) i wygrywa ten, który zabije przeciwnika. Cała konstrukcja wyklucza przypadkowe skrzywdzenie osoby postronnej.
Jeśli dwie dorosłe osoby chcą w ten sposób się bawić,
dlaczego im tego zabraniać? Do kroćset: żołnierze najemni trzepią ogromną kasę za to, że regularnie grają w takie gry, za każdym razem licząc się z tym, iż kolejnej mogą nie przeżyć, dlaczego zwykłym ludziom tego zabronić?
Jeśli zaś chodzi o rozważania
zajaca traktowane jako całość, to skoro przy dużych widełkach kary prywatnej i zerowej karze publicznej obywatel "nie jest pewny reguł prawa" - to skąd ma "być pewny reguł prawa" przy niezerowej karze publicznej i wciąż dużych widełkach kary prywatnej?
Żeby nie było za różowo.
Mojej Żonie nie spodobał się mój pomysł, zwłaszcza w odniesieniu do morderstwa, i podała mi dużo argumentów przeciw. Przytoczę dwa, na które nie znalazłem przekonującej mnie odpowiedzi.
Pierwszy to taki, że system lepiej chroni zawistników kierujących się zasadą "oko za oko" niż ludzi wybaczających, co może być sprzeczne z ogólnym poczuciem sprawiedliwości. Jeśli zaś przytłaczająca większość ludzi uważa prawo za niesprawiedliwe, to nie będzie ono szanowane - to jest zarzut, który nawet wróg demokracji musi poważnie brać pod uwagę! Ponadto w perspektywie kilku pokoleń takie rozwiązanie doprowadzi do biologicznego wytrzebienia przeciwników kary śmierci i zostawi kraj z karą śmierci pełen jej zwolenników. Zwolennik KŚ może uznać to za plus, ja uznaję to za duży krok wstecz. Niemniej jednak abstrahując od subiektywnych odczuć jedno jest pewne: żaden zdrowo myślący przeciwnik kary śmierci nie może uważać tego rozwiązania za "kompromis".
Dualne rozwiązanie polegające na tym, że karzemy śmiercią za zabicie
przeciwnika, a dożywociem za zabicie
zwolennika kary śmierci daje się nawet bronić na gruncie czysto erystycznym - ale i tak jest absurdalne, bo prowadzi do systemu, który nie szanuje
niczyich preferencji jako ofiary.
Drugi, poważniejszy zarzut, jest taki, że w odróżnieniu od zwykłego pisania testamentu, które wymaga wzięcia pod uwagę własnej śmierci i już przez samo to jest nieosiągalne dla wielu osób, napisanie takiego "testamentu" wymaga wzięcia pod uwagę również wielu możliwości własnej nagłej śmierci. Sporo ludzi wolałoby sobie tego nie wyobrażać. Przeciwnik kary śmierci chcący postąpić zgodnie ze swoimi ideałami miałby duże szanse skończyć w psychiatryku. Albo musiałby bić się z myślami, że nie poszedł do notariusza i nie postąpił zgodnie ze swoimi ideałami. W tym ujęciu (to już moja obserwacja) dla wielu przeciwników kary śmierci może to być rozwiązanie
gorsze niż kara śmierci po prostu - bo ten, co nie ma sił psychicznych na pójście do notariusza zapewne lepiej czułby się z własnym sumieniem, gdyby wiedział, że to i tak by nic nie zmieniło.
Dochodzę do wniosku, że w sprawie kary śmierci dobry kompromis jest niemożliwy. Najlepszy wydaje się w tej sytuacji aktualny, polegający na tym, że w niektórych krajach kara śmierci jest, w innych nie ma - a droga w większości jest wolna. Dyskryminuje tylko tych, którzy mieli pecha urodzić się w niewłaściwym kraju, natomiast pecha w życiu się i tak nie uniknie.
Niedawno skazany na
dożywocie jeden z zabójców Krzysztofa Olewnika sam podwyższył swój wyrok do
kary śmierci wieszając się w celi, w czym strażnicy nie zdołali mu przeszkodzić. Rozwiązanie to powinno w pewnym stopniu satysfakcjonować obie strony konfliktu o karę śmierci. Niestety, jego wdrożenie zależy tylko i wyłącznie od dobrej woli skazanych...
wierzę TYLKO w tę funkcję kary). Ot, po prostu jest bezpieczniej, kiedy państwo, które czuwa nad nami nie przebacza, a nasze krzywdy mści srogo. Państwo nie jest od przebaczania, bo kłóci się to z jego naturą aparatu przemocy.
Poza tym, popełniliście byk z prawoznawczego punktu widzenia: wg. koncepcji norm sprzężonych przepis karny składa się z normy sankcjonowanej (np. "obywatelu nie zabijaj") i sankcjonującej (w tym wypadku "sędzio, jeśli kto zabije, temu zasądż czapę"). Obywatel jest adresatem tylko tej pierwszej normy i treść normy sankcjonującej. I jeśli jej nie szanuje (bez względu na to z jakich powodów) to jego problem, bo to on dostanie czapę. Norma sankcjonująca nie ma z "szacunkiem dla prawa" nic wspólnego.
i jeszcze zgryżliwie:
"Ponadto w perspektywie kilku pokoleń takie rozwiązanie doprowadzi do biologicznego wytrzebienia przeciwników kary śmierci i zostawi kraj z karą śmierci pełen jej zwolenników. Zwolennik KŚ może uznać to za plus, ja uznaję to za duży krok wstecz. Niemniej jednak abstrach**ąc od subiektywnych odczuć jedno jest pewne: żaden zdrowo myślący przeciwnik kary śmierci nie może uważać tego rozwiązania za "kompromis"."
1) Dziadek Darwin uśmiecha się z Nieba. Prosta selekcja wskazuje, że zwolennicy są lepiej przystosowani.
2) Tylko dla postępowca lubiącego zmiany dla samych zmian krok w tył nie może być plusem. Podejście równie głupie jak kamienny konserwatyzm, który nie chce zmieniać niczego.
3) A dlaczego nie może? Jest to kompromis, ponieważ przeciwnicy kary śmierci sami wybierają słabszą ochronę. Gdyby po ich totalnym w jakimś kraju wytrzebieniu, jakimś cudem taki znów się narodził, mógłby po prostu wskrzesić chwalebne tradycje wypnijpupstwa.
A drugiego argumentu, szczerze mówiąc, nie rozumiem. Jeśli ma to takiego przeciwnika do obłędu przywodzić, to niech do takiego notariusza pójdzie i pozostanie w zgodzie ze swoimi ideami. Cóż prostszego?
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą