< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Rozmnażanie się w interesie społecznym

14 kwiecień 2008 ·
Nie tak dawno przeczytałem wywiad (niestety, nie pamiętam już, przez kogo przeprowadzony) z Tadeuszem Cymańskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości. Wywiad dotykał różnych tematów, nie obyło się bez stwierdzenia, że zdaniem posła Cymańskiego rozmnażanie się obywateli leży w interesie społeczeństwa.

Zdanie to jest truizmem. Wiadomo, jak długo, a raczej: jak krótko będzie żyć nierozmnażające się społeczeństwo. Oczywiście pozostaje pytanie, czy i w jaki sposób premiować obywateli przyczyniających się do tego rozmnażania za pomocą mechanizmów socjalnych. Ja twierdzę, że nie. Pan poseł ma inne zdanie i o to nie można mieć do niego pretensji.

Zdaniem posła Cymańskiego właśnie dlatego nie ma jego zgody na małżeństwa homoseksualne, które uzyskiwałyby analogiczne prawa ekonomiczne, co małżeństwa heteroseksualne. Chodzi tutaj o prawo do wspólnego rozliczania się z podatku i prawo do ustawowego dziedziczenia oraz do nieopodatkowanych darowizn. Poseł twierdzi, że wszystkie te prawa są przywilejami, które "normalnym" małżonkom się należą za wkład w rozmnażanie się społeczeństwa, natomiast homoseksualistom nie. Słusznie też poseł zauważył, że nie wszystkie małżeństwa mają dzieci, natomiast wiadomo, że para homoseksualna dzieci mieć w ogóle nie będzie.

Pan poseł Cymański wielokrotnie dawał dowody, że potrafi logicznie, racjonalnie i przewidująco myśleć (na przykład wtedy, gdy wygrał partię szachów z dającym w Warszawie symultanę byłym mistrzem świata Anatolijem Karpowem). Trochę dziwi więc brak konsekwencji w myśleniu politycznym. Godny pożałowania jest los wielu dzieci, które są efektem nadmiernego rozmnożenia się w stosunku do możliwości lub chęci rodziców. Pytanie, czy lepiej żeby ich wcale nie było, może nie być na miejscu. Wiadomo natomiast, że najlepiej, jeśli ktoś zapewni im życie lepsze niż w domach dziecka.

Logiczne byłoby więc stwierdzenie, że parze - niezależnie od tego, kto ją tworzy - pozwalamy na ulgi pod warunkiem, że wychowuje dziecko. Obojętne: własne czy przysposobione. Tylko wówczas, żeby zachować równość wobec prawa, należałoby pozwolić parom homoseksualnym na adopcję. (Swoją drogą ciekawe pytanie: czy adopcja dziecka z domu dziecka przez parę homoseksualistów raczej poprawia, czy pogarsza jego los?). To nie przyszło panu posłowi do głowy, a przynajmniej nie przeszło przez gardło.

Jeśli zaś problem leży w samym rozmnażaniu się - proszę bardzo, pan poseł może mieć i takie poglądy. Oczekuję wówczas, że na równi z homoseksualistami zacznie (zarówno werbalnie, jak i legislacyjnie w miarę swoich możliwości) potępiać księży katolickich. Albo np. takie konsekrowane dziewice, jak ta, o której ostatnio zrobiło się głośno za sprawą "Gazety Wyborczej".

Notabene: na temat tej dziewicy wypowiedział się na swoim blogu były poseł Wojciech Wierzejski, wychwalając jej postawę. Trochę to dziwi w wykonaniu jednej z czołowych postaci ugrupowania zawierającego słowo "rodzina" w nazwie. Niemniej nigdy nie słyszałem, by Wojciech Wierzejski atakował homoseksualistów akurat za nierozmnażanie się, a to oznacza, że w tym przypadku wykazał większą konsekwencję od posła Cymańskiego. Aż wstyd bierze, kto może być logiczniejszy od szachisty z pierwszą kategorią...

Linki:
http://wierzejski.blog.onet.pl/2,ID309189447,index.html - notka W. Wierzejskiego
http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,5089477.html - artykuł w "Gazecie Wyborczej"
 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi