< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Geje, Muzułmanie i Murzyni

20 kwiecień 2008 ·
Ha! Nie tak dawno pisałem o epatowaniu odmiennością, a tu parę dni temu w "Gazecie Wyborczej" z 14 kwietnia br. moja Żona odnalazła krótki reportaż, zawierający podsumowanie ankiet przeprowadzonych w szkołach. Wynika z niego, że około połowy uczniów polskich szkół twierdzi, że w ich szkole nie ma gejów ani lesbijek.

Tak na marginesie: "Gazeta Wyborcza" wcale nie jest aż tak nieobiektywna, jak twierdzą liberalne (ale te naprawdę liberalne!) środowiska, jeśli chodzi o podawanie informacji. Jest za to skrajnie nieobiektywna, jeśli chodzi o wybór informacyj niepodawanych.

Ad rem. Różne badania twierdzą, że wśród osób płci męskiej jest 3-7% gejów, a wśród osób płci żeńskiej 3-5% lesbijek. Zakładając nawet, że są to dolne wartości graniczne, w społeczeństwie 3% osób jest orientacji homoseksualnej. Zakładając, że szkoła jest mała (powiedzmy: troszkę większa niż wiejska) i liczy 200 osób: prawdopodobieństwo, że przy przyjętych założeniach w szkole faktycznie nie ma nikogo o orientacji homoseksualnej jest jak jeden do około czterystu pięćdziesięciu. Jest więc wysoce nieprawdopodobne, żeby w konkretnej szkole nie było geja - normą natomiast byłoby, gdyby nie tylko w każdej szkole, ale i w większości klas przynajmniej jeden się znalazł. Lub lesbijka.

Naturalnie demokracja, podobnie jak sondaże, to nie jest dyskusja o faktach, tylko o opiniach. Zatem z wypowiedzi uczniów wynika, że około 50% z nich po prostu nie wie, że w szkole są osoby homoseksualne. Można zapytać "czy w Twojej szkole jest ktoś urodzony pierwszego dnia jakiegoś miesiąca" i odpowiedź zapewne będzie podobna - bo odsetek urodzonych pierwszego dnia miesiąca to też około 3%. Chociaż może będzie zupełnie inna? Ale przecież uczeń nie musi wiedzieć, kto się kiedy urodził, ani jakiej jest orientacji. A czy powinien?

Dobre pytanie. Moim zdaniem niekoniecznie. Powinien jednak mieć świadomość, ilu homoseksualistów liczy społeczeństwo (mniej więcej), a także, jaka jest szansa, że w szkole rzeczywiście nie ma nikogo takiego. Bynajmniej nie z powodów ideologicznych, lecz zwyczajnie dlatego, że jest to część wiedzy, a taką szkoła powinna przekazywać. Nie wiem, jak Państwo, ale ja uważam, że odsetek osób homoseksualnych w społeczeństwie jest co najmniej równie elementarną wiedzą, co data bitwy pod Cedynią - i co najmniej równie przydatną w życiu praktycznym.

A teraz argument przeciw, jeden z ulubionych przez "tolerancyjnych" przeciwników manifestacyj gejowskich. Brzmi on: "ja nie chcę wiedzieć, czy ktoś jest homoseksualistą, heteroseksualistą, czy może woli miłość po hiszpańsku" (przy okazji: nie wiem, co to miłość po hiszpańsku, natomiast właśnie ten przykład słyszałem osobliwie często). Pytanie, czy to jest wystarczający argument za tym, żeby zakazać przedstawicielowi mniejszości ujawniania przed kimś takim, że do tej mniejszości należy. Ja mogę na przykład nie chcieć wiedzieć, czy ktoś jest Muzułmaninem. Albo czy jest Murzynem (sic!).

Właśnie: kogo jest najwięcej w polskim społeczeństwie: Murzynów, Muzułmanów, czy homoseksualistów? Ciekawe też, co powiedziałyby na ten temat sondaże szkolne. Na przykład przeprowadzone wśród tych 50% uczniów.

Aha, oczywiście. Zapewne część z tych osób powiedziałaby, że Murzyni w ich szkole są - bo to od razu widać. Być może część powiedziałaby, że Muzułmanie są. Tego co prawda nie widać, ale tylko dopóty, dopóki gorący wyznawca nie usłyszy wezwania mułły do modlitwy podczas przerwy. A w przypadku co gorliwszych i dociekliwszych nauczycieli - do pierwszych nieobecności na lekcjach jedynie słusznej religii. Ale geje?

Problemem bynajmniej nie jest to, że w szkołach się nie ujawniają. Zwłaszcza w podstawowych, gdzie zapewne odsetek homoseksualistów jest taki sam, jak wszędzie, tyle tylko, że sami zainteresowani mogą tego jeszcze nie wiedzieć. Natomiast jeśli uczeń wychodzi ze szkoły w przekonaniu, że geje nie istnieją - a przynajmniej, że "najprawdopodobniej" nie istnieją w jego szkole - to znaczy, że z instytucji mającej za zadanie propagować wiedzę wynosi on fałszywe informacje o otaczającym go świecie.

I to może stanowić problem. A potem z takich szkół wychodzą tak "wyedukowani" seksualnie obywatele, że w "Familiadzie" na pytanie "co robi bocian" odpowiedzi "przynosi dzieci" udziela 56 na 100 ankietowanych. Nie żartuję! Widziałem to parę lat temu i zrobiło mi się zwyczajnie słabo, gdy do mnie dotarło, co to oznacza.

A Państwu?
 

4 komentarze
mmbad
mmbad - Bojownik   |  rok i 10 miesięcy temu  |  
Zakładając że zgadzam się z tym iż wiedza na temat procentowego udziału homoseksualistów
jest elementarna. Śmiem twierdzić że odsetek ludzi uprawiający miłość
hiszpańską jest większy (w populacji aktywnych seksualnie heteroseksualistów) niż te 3%, a jest to wiedza z tej samej sfery życia człowieka, więc idąc tym tokiem rozumowania wartałoby wiedzieć co to :)
http://www.urbandictionary.com/define.php?term=Spanish Sex

A na poważnie, wątpię że znajomość tej statystyki, a raczej jej brak może w jakikolwiek sposób wpłynąć na dalszy rozwój ucznia. A skoro nie ma wpływu nie jest tak ważna jak twierdzisz.

Familiada to nie 1 z 10, wiedza się nie liczy lecz umiejętność wcielenia się w przeciętnego respondenta - Pana Kowalskiego.

ponawiam zapytanie LordaKaftan'a.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
LordKaftan - Superbojownik   |  rok i 10 miesięcy temu  |  
Tak na marginesie-czy jest jakaś szansa, żeby powiększyć okno komentarza?? Bo w takim małym ciężko wyłapać niefortunne sformułowania :/
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
LordKaftan - Superbojownik   |  rok i 10 miesięcy temu  |  
Troszke ciężko mi jest sie ustosunkować-nie znalazłem w powyższej notce oryginalnego pytania. Zakładam, że brzmiało ono tak:
"Czy w Twojej szkole są osoby homoseksualne?" i trzy odpowiedzi: Tak, Nie, Nie wiem.

Gdyby ktoś mi zadał takie pytanie (przy czym chodziłoby o ludzi na moim roku) to bym odpowiedział: "Pewnie są, ale nikogo takiego nie znam" i wybrałbym odpowiedż... "Nie"
Dlaczego? Otóż-statystyka statystyką, ale rozkład gejów i lesbijek w społeczeństwie nie musi być równomierny w każdej grupie społecznej. Przecież np. w grupie studentów uczelni X liczba homoseksualistów może wynosić 20%, a na uczelni Y 0%. Czy w takim razie osoba z uczelni Y ma prawo twierdzić, że w grupie studentów tej szkoły są geje? Moim zdaniem nie. Jeżeli nie mam żadnego dowodu to nie mogę nic insynuować. Uczniowie szkół z ankiety widocznie też tak stwierdzili.
Pozostaje inna sprawa. Procent homoseksualistów w populacji był badany na grupie obywateli dorosłych. Skąd mamy wiedzieć, że w grupie młodzieży będzie on taki sam? W końcu jest to wiek dojrzewania i dorastania-wiele rzeczy się zmienia. Myślę, że dużo gejów odkryło swoją naturę seksualną dopiero po opuszczeniu szkoły. Oczywiście-to tylko moje przypuszczenia.
Nawiasem mówiąc-szansa 1:450 nie jest dla mnie czymś nieprawdopodobnym. Powiedziałbym nawet, że jest to coś w miarę częstego.

Co do bociana-też bym powiedział, że przynosi dzieci :). A przecież na pytanie "Skąd sie biorą dzieci?" potrafiłbym udzielić bardziej szczegółowej wiedzy niż przeciętny osobnik w naszym społeczeństwie.
Dlaczego więc miałbym udzielać odpowiedzi z pozoru absurdalnej? Dlatego, że bocian w tym pytaniu może zostac odczytany symbolicznie albo dosłownie. W znaczeniu symbolicznym będzie przynosił dzieci i łapał żaby-nazwijmy to stereotypem bociana. W znaczeniu dosłownym będzie to ptak zakładający gniazda na kominach i słupach elektryczny, który je gryzonie.
Które podejście jest właściwe? Oczywiście oba. Które jest popularniejsze-najwidoczniej to pierwsze ;)
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  rok i 10 miesięcy temu  |  
Ciekawa statystyka. Idąc dalej tym samym tropem dochodzimy do oczywistego wniosku, że także w każdym liczącym te 200 osób przedszkolu najprawdopodobniej jest gej/lesbijka. A także - bo jest to przecież logiczny wniosek - w każdym 200-bobasowym żłobku szansa, że żaden z maluchów nie jest ani gejem ani lesbijką wynosi 1/450, czy tak? Czyżby zgubny wpływ Tinky Winky?
Zgodzę się że najprawdpodobniej jest wśród nich PRZYSZŁY gej lub lesbijka, ale nie można autorytatywnie (jeszcze) stwierdzić, że świadomość własnej seksualności oraz jej ukierunkowanie jest określone w momencie poczęcia/narodzin. Moim zdaniem to, czy dana osoba w dojrzałym życiu będzie homo czy hetero (albo bi), jest wypadkową wielu czynników, z których część jest wrodzona, a część wynika ze wpływów środowiska. A ślepe stosowanie statystyk niestety prowadzi do takiego absurdu, jaki widać powyżej.
I najprawdopodobniej ci niby nieuświadomieni uczniowe są bliżej prawdy, niż pietshaq. No hard feelings, I hope :-)

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi