< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Socjalistom od serca

27 kwiecień 2008 ·
Ludziom myślącym podobnie jak ja socjaliści zarzucają niekiedy, że nie mamy serca. Ostatnio usłyszałem podobny zarzut: iż myślę tylko portfelem i kartą kredytową. Pomyślałem trochę głową... i doszedłem do kolejnej już wewnętrznej sprzeczności w socjalizmie.

Socjalista naturalnie musi uważać, że jestem człowiekiem bez serca. Dlatego cieszy się, gdy jestem zmuszany do oddawania części swojego dochodu na biednych. Gdyby uważał mnie za człowieka "z sercem", który dałby biednemu na chleb dobrowolnie, nie byłoby przecież potrzeby zabierania mi pod przymusem na ten cel nawet grosza.

Z drugiej jednak strony, socjalista nie ma prawa mi zarzucać, że jestem bez serca - bo to właśnie dzięki niemu i jemu podobnym nie ma okazji, by się o tym przekonać. Skoro mamy państwo opiekuńcze, to ja wiem, że z założenia zabiera mi się tyle, żeby dla wszystkich wystarczyło. Jeśli nie wystarcza, nie jest to moja wina, nawet gdy z własnej woli nie daję ani grosza dodatkowego. (Nawiasem: z tego samego powodu oczywiście również kapitalista ani nikt inny nie może mi tego zarzucać).

Natomiast gdyby mi łaskawie pozwolono się wykazać, gdyby ode mnie zależało, czy jakiś biedak przeżyje, czy umrze z głodu, i gdybym skazał go na głodową śmierć - o! to dopiero wtedy można byłoby mówić, że jestem bez serca.

Piszę od serca, bo i serce mam. Biedakom, których spotykam, najczęściej pomagam, zdając sobie sprawę, iż to jest dodatek do tego, co państwo im zabiera. Ktoś mógłby spytać: to dlaczego mi przeszkadza, jak mi zabierają, skoro i tak daję więcej. Otóż przeszkadza.

Po pierwsze dlatego, że gros pieniędzy, które mi się zabiera, nie idzie na żadne szczytne cele, tylko zwyczajnie się marnuje. Państwo nie tylko jest złym alokatorem dóbr, ale również skrajnie niewydajnym, nawet jeśli kieruje je we właściwe miejsca.

Po drugie dlatego, że mógłbym chcieć inaczej je spożytkować. Mógłbym na przykład chcieć wydać wszystko, co mi się zabiera na cele socjalne, na dożywianie dzieci w szkołach, ale nie chcieć dawać ani złotówki na zasiłki dla bezrobotnych.

Po trzecie wreszcie dlatego, że mój sąsiad może serca nie mieć i nie chcieć dawać nikomu nic. Ja mam serce do tego stopnia, że w miarę możliwości wziąłbym na siebie nawet brak serca sąsiada - oczywiście w kapitalizmie, gdzie miałbym z czego to serce mieć aż tak wielkie. Natomiast brak serca mojego sąsiada to jego wolny wybór, który mam obowiązek uszanować.

Najdziwniejszym zaś dla mnie argumentem jest twierdzenie, że moje rozwiązania napotkałyby duży opór społeczny, więc lepiej żeby było tak jak jest. Otóż jest to argument przeciwko socjalowi. Jeśli, powiedzmy, 80% społeczeństwa popiera socjalizm, to znaczy, że nawet w kapitalizmie dzieliliby się oni z biednymi tym, co mają. Skoro chcą do tego przymuszać wszystkich łącznie z sobą, to chyba nieporównanie łatwiej jest przymusić tylko siebie. Dodajmy do tego jeszcze takich prokapitalistów, jak ja, którzy nie tylko rozumieją, że kapitalizm w żaden sposób nie kłóci się z filantropią, ale też są gotowi w tym uczestniczyć. Okaże się, że jakieś 90% społeczeństwa jest gotowa pomagać biednym - a po likwidacji socjalu ma w portfelach przyrost pieniędzy znacznie wyższy, niż to, co do tej pory dostają biedni. Z prostego powodu: znika niewydajny pośrednik! Te 10%, które odmówi, i tak nie zepsuje tej statystyki, nawet jeśli będą to najbogatsi Polacy.

A skoro o tym mowa. Podobno demokracja to rządy większości z poszanowaniem praw mniejszości, w każdym razie tak naucza oficjalny program szkół państwowych. Mam więc pytanie: czy w Polsce większość 90% najbiedniejszych Polaków szanuje prawa mniejszości 10% najbogatszych? I jak to się objawia?

I jeszcze słówko o polityce. W odróżnieniu np. ode mnie polityk ma być prawie bez serca i używać go tylko w ostateczności. Zakładam, że jest dobrym politykiem, który zna się na tym, co robi. Rozum mu podpowiada, że jakieś tam wyjścia są rozsądne, a jakieś nie. Jeśli tych rozsądnych jest więcej niż jedno, to wówczas jest ta "ostateczność", kiedy dogrywkę można przeprowadzić sercem. Jeśli rozsądne jest jedno, to serca o zdanie pytać nie należy. Albo będzie zgodne ze zdaniem rozumu i wówczas pytanie nie miało sensu, albo będzie niezgodne i wówczas głos serca jest nierozsądny.
 

2 komentarze
redxiii
redXIII - Superbojownik   |  rok i 10 miesięcy temu  |  
Podążając za zasadą: "Białe rozprasza, a czarnego nie rozumiem" czytać tej notki nie będę bo mi się nie chce.
Dziękuje za uwage.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  rok i 10 miesięcy temu  |  
Będzie akademicko.

Być może bazujemy na innych definicjach, ale nie zgodzę się z twierdzeniem, że kapitalizm w żaden sposób nie kłóci się z filantropią.

Dla mnie kapitalizm to zarządzanie dobrami posiadanymi przez jednostkę, które maksymalizuje kapitałowy zysk tej jednostki. Filantropia z definicji jest działaniem bezinteresownym, więc jak najbardziej kłóci się z kapitalizmem.

Inną sprawą jest, że filantropia nie kłóci się z wolnością jednostki i prawem własności. Nie mylmy wolności i własności z kapitalizmem. Grupa wolnych właścicieli będących fanatykami socjalizmu może z zachowaniem swych praw zbudować gospodarkę socjalistyczną.

Tam, gdzie panuje wolność i prawo własności, powszechne stają się zachowania kapitalistyczne, gdyż tak się poszczególnym podmiotom opłaca. Jednocześnie każdy ma prawo odejść od maksymalizacji zysku i zostać filantropem.

Ciekawa sprawa, że w przeciwieństwie do socjalistów ludzie, którzy sami siebie określają kapitalistami, nie narzucają innym własnej doktryny gospodarczej. Nie słyszałem, żeby jakiś kapitalista chciał, by wszyscy bezwzględnie i obowiązkowo maksymalizowali swój zysk. Mniejszy zysk jednego to większy drugiego, więc z punktu widzenia kapitalisty dobrze jest, gdy nie wszyscy są kapitalistami. Obowiązkowy kapitalizm, gdzie mógłbym trafić pod sąd przepłaciwszy za buty, obrzydłby mi szybko; nie byłoby w nim wolności ani własności. Jako "zwolennik kapitalizmu" jestem tak naprawdę zwolennikiem wolności dysponowania własnym mieniem. To pozwala być w pewnych sytuacjach kapitalistą, w innych bezinteresownym darczyńcą. Mając to na uwadze można powiedzieć, że bycie filantropem nie kłóci się z byciem zwolennikiem kapitalizmu.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi