< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Tybetańczycy skazani za zamieszki w Lhasie

6 maj 2008 ·
Przeczytałem niedawno, że chiński sąd skazał na długoletnie więzienie kilkunastu Tybetańczyków oskarżonych o zamieszki w Lhasie. Oskarżeni nie mieli prawa do adwokatów, a całość odbyła się w trybie przyspieszonym i "z ominięciem pełnej procedury sądowej", jak mówi tybetolog Robbie Barnett (podaję za "Gazetą Wyborczą"). Jeśli chodziło o pełną chińską procedurę sądową i jeśli to prawda - o! to jest powód, by głośno protestować!

Chińska procedura sądowa to po prostu jedno ze zobowiązań, jakie chińskie państwo nałożyło samo na siebie. Jeśli się z niego nie wywiązuje, to protest jest jak najbardziej słuszny.

Protestuję przeciwko stawianiu się przez jakiekolwiek państwo ponad zobowiązaniami, jakie samo na siebie przyjęło. Nie może mnie w tym momencie nie obchodzić, że to Chiny i że to daleko. Państwo, które tak postępuje, chyli się ku upadkowi, a czy Chiny upadną, czy nie, może mi rzeczywiście być wszystko jedno. Natomiast dopóki nie będzie widać jasnych syndromów upadku z tego właśnie powodu, inne państwa mogą wziąć to za dobrą monetę. W tym moje. A ja bardzo bym chciał, żeby zobowiązania, które państwo na siebie względem mnie nakłada (samo!), były przez to państwo respektowane.

Protestować powinny również państwa, które mają z Chinami jakiekolwiek umowy lub kontrakty handlowe (w praktyce, jak sądzę, prawie wszystkie). Niedotrzymywanie zobowiązań z premedytacją jest oszustwem. Jeśli zaś mój kontrahent oszukał kogoś, wobec kogo zobowiązania miał, to jaką mam pewność, że nie oszuka mnie? Zatem jeszcze raz protestować, a gdyby to nie przyniosło rezultatów, zerwać umowy z Chinami.

Uwaga techniczna: rezultaty, o których mowa w poprzednim akapicie, to bynajmniej nie wypuszczenie wszystkich Tybetańczyków biorących udział w zamieszkach! Rezultatem powinien być po prostu powtórny proces przebiegający w zgodzie z chińskim prawem.

Wreszcie, protestować bardzo głośno powinni mieszkańcy tych państw, które same nie zaprotestują. Przeciwko swoim własnym państwom! Skoro nie protestują, to znaczy że milcząco aprobują oszustwa pod warunkiem, że oszustem jest państwo, a to jest groźne dla każdego obywatela! Vacatio legis, jakie obywatel winien dać swojemu państwu na taki protest, jest dosyć krótkie. Do tej pory nie słyszałem, żeby na przykład państwo polskie zaprotestowało, a minęło około pół tygodnia od tych wydarzeń. Biorąc pod uwagę tempo, z jakim dyplomacja potrafi działać, nie są to może eony, ale wystarczająco dużo, żeby u mnie rozległ się dzwonek alarmowy. Dlatego jeszcze raz protestuję!

Żeby była jasność: ten protest nie jest ani walką o "prawa człowieka", ani o "wolny Tybet", tylko o "przestrzeganie zobowiązań".
 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi