Jakiś czas temu prosiłem Państwa o odpowiedzi na parę pytań w akademickiej sytuacji, w której ktoś miałby zdecydować, w jakiej kolejności ratować ludzkość. Z grubsza odpowiedzi wymagały sięgnięcia w głąb własnego poczucia sprawiedliwości, a sytuację wybrałem akademicką i trudną, bo gdybym był wybrał codzienną, odpowiedzi mogłyby być dyktowane schematami, nad którymi się nie zastanawiamy.
Spróbujmy teraz odpowiedzieć na pozornie prostsze, codzienne pytanie:
jaka kolejność obsługiwania klientów w sklepie jest najbardziej sprawiedliwa? Sytuacja jest tutaj trochę podobna do tamtej akademickiej. "Analogiczna" to może za duże słowo, bo bądź co bądź jak mi się nie spodoba w jednym sklepie, mogę pójść do innego, a i kaliber efektów decyzji mniejszy, ale w każdym razie podobna. No więc?
Spodziewam się, że większość z Państwa odpowie: "taka, w jakiej ustawili się do kasy", być może nawet nie bardzo rozważając inne możliwości. Tak w istocie postępuje się najczęściej, ale w zasadzie... dlaczego?
Napisałem "najczęściej", bo bynajmniej nie zawsze się tak postępuje. Niekiedy są w sklepach tzw. kasy ekspresowe (np. do 10 artykułów), w których osoba, która przyszła do kolejki później, może zostać wcześniej obsłużona, bo inna po prostu tam stanąć nie może. Nie słyszałem jakoś, żeby ktoś protestował, choć jeśli "kto pierwszy ten lepszy" jest kolejnością najbardziej sprawiedliwą, to znaczy, że dowolna inna kolejność nie jest najbardziej sprawiedliwa i pewnie należałoby ją poprawić. (No dobra, ja sam czasem protestowałem - ale nie dlatego, że takie kasy istnieją, tylko dlatego, że nie odsyła się z kwitkiem osób, które chcą w nich kupić np. 11 artykułów, przez co stojąc za nimi czuję się oszukany).
Oczywiście, za zasadą "kto pierwszy ten lepszy" przemawia
intuicyjnie sprawiedliwe "przyszedł wcześniej, niech zostanie obsłużony wcześniej". Natomiast czy zasada np. "kupuje mniej, niech zostanie obsłużony wcześniej" nie jest
intuicyjnie sprawiedliwa? Sam tego nie jestem pewien.
Pragnę zauważyć jedną rzecz. Gdyby dało się przewidzieć, jak długo który klient będzie obsługiwany, to następująca zasada: ilekroć jest wolne miejsce przy kasie, podchodzi ten z oczekujących klientów, który będzie obsługiwany najkrócej daje
optymalne rezultaty, jeśli mierzyć je będziemy łącznym czasem oczekiwania na obsługę przez wszystkich klientów. Można to udowodnić matematycznie, a jak komuś się nie chce, to rozpatrzyć na skrajnym przypadku: jedna kolejka, dwie osoby, jedna na minutę, druga na godzinę obsługi. Dwa przypadki, to proste.
Problem nie tkwi w tym, że taka kolejność jest niesprawiedliwa (mnie się może wydawać sprawiedliwe szybsze obsługiwanie tych, którzy małymi zakupami przyczyniają się do ogólnego zmniejszenia czasu oczekiwania), tylko w tym, że tego czasu przed obsługą nigdy nie znamy. Jednakże zasada "kto ma mniej artykułów, prawdopodobnie będzie obsługiwany krócej", jest dosyć dobrą heurystyką. Pytanie, czy uważają ją Państwo za sprawiedliwą? Oczywiście przy założeniu, że przy identycznej liczbie towarów nadal rozstrzyga "kto pierwszy, ten lepszy".
Oczywiście podstawowe wady ona ma. Na przykład trudność praktyczną szeregowania klientów, bo mało kto wie dokładnie, ile artykułów kupuje w dużym sklepie. Nie ma to jednak nic wspólnego ze sprawiedliwością. Argumentem za niesprawiedliwością tej zasady, dość mocnym zresztą, jest fakt, iż teoretycznie osoba mająca dużo artykułów może w kolejce stać
nieskończenie długo. Co prawda nikt jej nie broni
w skończonym czasie zrobić zakupów po jednym artykule...
Z punktu widzenia hipermarketu taka zasada byłaby oczywiście strzałem w stopę, bo przecież hipermarket nie chce faworyzować kupujących mniej, tylko kupujących więcej. Niemniej przykład podaję pod rozwagę, bo może się okazać, że poczucie sprawiedliwości, jak się zastanowić, wcale nie jest aż takie oczywiste.
Można na przykład spróbować jeszcze innego uszeregowania klientów. Wyobrażam sobie, że np. na 50 kas 45 działa jak zwykle, a w pozostałych pięciu obsługa jest płatna odpowiednio 1, 2, 3, 4 i 5 złotych. Prawdopodobnie wygeneruje to sytuację, w której klient będzie mógł kupić sobie szybszą obsługę, najprawdopodobniej też tym szybszą, im więcej zapłaci. A czy to Państwa zdaniem byłoby sprawiedliwe?
Na zakończenie może mój osąd: moim zdaniem "sprawiedliwa" jest taka kolejność, jaką sobie wymyśli sklep. Jak chce faworyzować np. kobiety w ciąży, jego sprawa,
jeśli chce je odsuwać na sam koniec kolejki - także! Żaden oczywiście tak nie zrobi, bo bardzo szybko straciłby klientów, ale to już kwestia czysto wolnorynkowa. Chwilowo wolny rynek (mam nadzieję, że wolny rynek) zdefiniował sprawiedliwość, jako "kto pierwszy, ten lepszy z pewnymi przywilejami dla mało kupujących", i niech mu będzie. Jeśli kiedykolwiek zdefiniuje dowolnie inaczej, niech działa.
A w ogóle pytanie, czy ważniejsze dobro jednostki, czy sumaryczny koszt ogólny, na co dzień pojawia się częściej. Wyobraźmy sobie autobus. Gdy ma ruszać z przystanku X, jest w nim 60 osób, szacunkowo drugie tyle czeka na trasie, żeby do niego wsiąść. Kierowca widzi, że ktoś jeszcze biegnie i potrzebuje 10 sekund, a następny autobus tej linii jest za 10 minut. Co lepsze: stracić 10 minut jednego człowieka, czy po 10 sekund 120 osobom, czyli łącznie 20 minut?
Pomysł z płaceniem za konkretne stanowisko kasowe jest ciekawy. Od siebie dodam nieco inny: płaci się osobie bezpośrednio wcześniejszej za zamianę miejsc, przy czym kwota zależy jedynie od dwójki zainteresowanych. Ma to takie zalety, że nie wpływa na czas obsługi innych (sic!), a zastosowanie nie wymaga żadnych odgórnych regulacji. Lubię takie sytuacje.
Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że zaistnieje problem w postaci cwaniaczka, który strasząc pełnym koszykiem zarabia na przepuszczaniu coraz to nowych osób. Ktoś, kto tylko udaje, że ma zamiar coś kupić, i ma z tego przychód, może być odebrany jako nieuczciwy. Jest wszakże na takiego prosty sposób: nie zamieniać się. Jeśli cwaniak nie ma zamiaru kupywać zawartości koszyka, wycofa się i nie zajmie czasu kasjerce; jeśli ma, jest normalnym klientem, zaś sytuacja przerodzi się w kolejkę FIFO, którą znamy i powszechnie akceptujemy.
Mimo prostoty, taki handel miejscem w kolejce jest w sklepach praktycznie niespotykany, mimo że w niczym nie narusza wolnego rynku. Albo koszt zawiązania transakcji jest niemniejszy od spodziewanych korzyści, albo ludzie są wytresowani w tworzeniu kolejek FIFO w pewnych sytuacjach. Za drugą możliwością przemawia porównanie zakupów biletów na nadmiernie oblegany autobus w dworcowej kasie i u kierowcy (przez "nadmiernie oblegany" rozumiem taki, iż wiadomo, że miejsc dla wszystkich chętnych nie starczy). W pierwszym przypadku zwyczajowo formuje się kolejka, w drugim mamy niemożebny ścisk przed drzwiami pojazdu. To dowodzi, że obyczaje i przyzwyczajenia mają w kwestii kolejkowania istotny wpływ, więc możliwe, że to one -- a nie wolny rynek -- zdefiniowały sklepową sprawiedliwość, jako "kto pierwszy, ten lepszy z pewnymi przywilejami dla mało kupujących".
Z pewnej strony to dobrze, że miejscem w kolejce rzadko się handluje. Gdyby była to sytuacja powszechna, byłby od tego podatek, a tak w razie naprawdę naglącej potrzeby można próbować kupić sobie lepsze miejsce bez fatygowania fiskusa.