Nie, dziś nie ma żadnej szczególnej okazji do tego posta. Po prostu ostatnio dużo grałem w szachy, dyskutowałem o szachach i myślałem o szachach. Więc mnie naszło.
Od jakiegoś czasu szachiści zastanawiali się, jak zapobiec "remisowej śmierci" królewskiej gry związanej z coraz lepszym opanowaniem debiutów. Nie było pomysłów. Wtedy nie wiadomo skąd wychynął Fischer i zaproponował rewolucję: szachy Fischera.
Od jakiegoś czasu szachiści zastanawiali się, co zrobić, żeby niedoczasy w końcowej fazie partii nie wypaczały wyników i nie prowadziły do kiepskiego rozgrywania końcówek. Nie było pomysłów. Wtedy nie wiadomo skąd wychynął Fischer i zaproponował rewolucję: tempo Fischera.
Fischer zmarł. Wydaje mi się, że to sygnał od Boga, iż rewolucji w szachach już wystarczy, a teraz należy po prostu zacząć w nie ponownie grać.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą