"Więcej wolności to więcej odpowiedzialności" jest hasłem dość mocno liberalnym i prawicowym. Niemniej generał Wojciech Jaruzelski był swego czasu święcie przekonany, że jest ono socjalistyczne. Wspomina o tym na swoim blogu Janusz Korwin-Mikke, przy okazji tłumacząc wojskową logikę, jaka mogła stać za rozumowaniem generała:
Przesłanka numer jeden: zdaniem generała socjalizm to coś dobrego.
Przesłanka numer dwa: to hasło jest słuszne.
Wniosek: to hasło jest socjalistyczne.
(Wyjaśnienie logiki za JKM).
Przypomniało mi się to, bo w sejmie toczy się debata, czy należy zakazać kandydowania przestępcom i którym konkretnie. Słyszałem głosy, iż to przecież sprzeczne ze standardami demokracji (a więc niedemokratyczne?), żeby przestępca sprawował władzę w imieniu Polaków. Załóżmy na moment, że głosicielowi tego twierdzenia nie chodzi o eliminację przeciwników politycznych, tylko naprawdę tak uważa. Prześledźmy logikę:
Przesłanka numer jeden: zdaniem głosiciela demokracja to coś dobrego.
Przesłanka numer dwa: dopuszczenie do władzy przestępcy jest złe.
Wniosek: dopuszczenie do władzy przestępcy jest niedemokratyczne.
Zadziwiające:
niedemokratyczność nie ma nic wspólnego z wolą większości! Przyznam, że mnie osobiście bardzo długo zajęłoby wpadanie na równie nowatorski pomysł.
W tej sprawie interesujące jest również zdanie Marka Safjana (bodajże z wywiadu dla "Gazety Wyborczej", cytuję z pamięci): wyborcy polscy nie mają w zwyczaju interesować się kandydatami, na których głosują, więc pewne tego typu regulacje są słuszne i konieczne. Powiało grozą, jeśli taki autorytet wie, iż wyborcy nie mają w zwyczaju interesować się kandydatami i nie zdaje sobie sprawy, że w związku z tym należałoby rozważać odebranie im prawa głosu, a nie kandydatom prawa wybieralności. Przecież wynik takich wyborów jest niemal równie sensowny, co wynik losowego wyboru posłów.
Oczywiście nic dziwnego, że obecni posłowie w tej sytuacji walczą, żeby znaleźć się w worze, z którego będzie się losować, a także, żeby w tym worze znalazło się jak najmniej innych ludzi. Posłowie wbrew pozorom (a pozory te to ich różne socjalistyczne pomysły) umieją liczyć.
Teraz będzie jeszcze "zabawniej". PiS zapowiedział poparcie ustawy pod warunkiem dodania zakazu kandydowania również dla byłych funkcjonariuszy SB. Zakaz kandydowania może w ogólności wynikać z różnych rzeczy (np. gdyby zakazano kandydowania milionerom mógłbym sądzić, że jest to zabezpieczenie przeciwko dostosowywaniu przez nich prawa do swoich interesów), niemniej ta ustawa wyraźnie utożsamia ów zakaz z karą. Tu dla odmiany mamy absurd prawny: PiS chce karać legalnych przedstawicieli legalnej władzy legalnego państwa.
Przypominam, że w latach 70-tych XX wieku legalność władz PRL-u była uznawana przez niemal wszystkie kraje świata (o ile pamiętam, były dwa wyjątki). Ciekawostką "na czasie" jest fakt, że zapewne nawet połowa tych krajów nie uznaje dziś legalności władz Tybetu, nie mówiąc już o mniej "trendy" grupach bezpaństwowych, jak Palestyna czy Kraj Basków. Bo o Kaszubii czy Ślęży to jestem wręcz przekonany, że w ponad połowie tych krajów w ogóle nie słyszano.
Gdyby prezydentem, premierem, czy nawet posłem w Polsce został zgodnie z wolą trzech czwartych narodu na przykład Henryk Moruś, można byłoby naturalnie długo dyskutować nad tym, czy był to wybór
słuszny. Natomiast nad tym, czy był
demokratyczny, nie ma dyskusji z definicji! Był albo nie był, a jedynym kryterium jest ilość ludzi, którzy takiego wyboru dokonali! Co w tym jest dziwnego?
Doszły mnie słuchy, że są problemy z dodawaniem komentarzy do mojego bloga. Ja wczoraj miałem podobny przy komentowaniu profilu, nie jest to niestety zależne ode mnie. Przepraszam wszystkich Czytelników za kłopoty, zostały zgłoszone samemu Wielebnemu Ojcu Prowadzącemu.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą