(Uwaga analogiczna jak w poprzedniej notce. 1. Nie twierdzę, że możemy się obyć bez socjalu i proszę mi tego w klawiaturę ani w usta nie wkładać. 2. Proszę nie podważać samego założenia w temacie).
... to moim zdaniem w niczym to nie przeszkadza. A konkretnie: znakomita większość argumentów przeciwników takiego stanowiska nie trzyma się kupy.
Argument pierwszy, bardzo często powtarzany: to godzi w wolność kobiet, które w praktyce w warunkach kompletnie wolnego rynku mają utrudniony dostęp do miejsc pracy oraz często muszą godzić się na pracę za pensję niższą, niż mężczyzna na tym samym stanowisku.
Jest to zdanie fałszywe, ponieważ pracodawca w chwili obecnej płaci kobiecie mniej ze względu na zwiększone ryzyko związane z jej zatrudnieniem. Czysto finansowe, to o którym pisałem wczoraj. Dokładnie to samo robi ubezpieczyciel, żądając od mężczyzny wyższej stawki ubezpieczenia na życie.
Słyszę jakieś protesty? Jeśli ryzyko będzie identyczne (a w warunkach wolnego rynku, kiedy pracodawca nie musi płacić ani za jedną nieprzepracowaną sekundę i ma prawo mieć głęboko w pięciu literach powód jej nieprzepracowania, ryzyko jest identyczne), to proponowana płaca za oczekiwany identyczny efekt prawdopodobnie będzie taka sama. Albo będzie zależała od tego, ile konkretny pracownik wynegocjuje z konkretnym pracodawcą - a przypominam, że większość badań wskazuje, iż
kobiety są lepszymi negocjatorami!
Dla naszych lubujących się w ideologizowaniu włodarzy mam jeszcze jeden argument przeciwko "równości płac", tym razem biblijny. Przypowieść o robotnikach w winnicy. Przypominam: każdy dostał po talarze, chociaż część przepracowała cały dzień, a część znacznie mniej. Każdy dostał tyle, na ile sam się umówił. Jeśli Jezus to pochwala, to ja przyjmuję bez dodatkowych argumentów, że tak właśnie wygląda sprawiedliwość.
A "utrudniony dostęp do miejsc pracy" nie jest ograniczeniem wolności kobiet - tak jak nie był ograniczeniem wolności właścicieli niewolników, którzy tylko dlatego nie mieli gdzie pracować, bo wszystkie miejsca pracy zajmowali niewolnicy i to oni musieli wyprodukować tyle dóbr, żeby i dla nich, i dla właścicieli starczyło. W dodatku właściciel miał priorytet!
Porażające jest natomiast to, jak wiele osób jest gotowych w imię "wolności wyboru" pracujących na etatach kobiet poświęcić wolność pracodawców i przedsiębiorców. Mam pytanie. Wyobraźmy sobie dwa państwa, które różnią się tylko następująco. W pierwszym z nich ani jedna kobieta nie jest zatrudniona na etacie, w drugim nie istnieje ani jeden przedsiębiorca oferujący zatrudnienie. Które z tych państw ma zdaniem Państwa większe szanse przetrwania?
To poświęcanie czyjej wolności w imię wolności drugiej strony jest dla państwa - a więc dla nas wszystkich - korzystniejsze?
Notabene: jeszcze bardziej ograniczona jest wolność ludzi niemających rąk, nóg, mających za to pustkę w głowie. Im też żaden pracodawca nie oferuje zatrudnienia.
I co?
Argument drugi: jeśli pozwolimy pracodawcom dyskryminować kobiety, to będą oni kobiety dyskryminować.
Jak już wczoraj pisałem: jeśli będą ku temu obiektywne, ekonomiczne przesłanki, to oczywiście że będą! A zakazywanie im tego byłoby wówczas zmuszaniem ich do działania na własną szkodę (w przypadku spółek akcyjnych: do okradania własnych akcjonariuszy). A jeśli takich przesłanek nie będzie, to dyskryminujący szybko wypadną z obiegu drogą selekcji naturalnej, bo ci bez uprzedzeń osiągną lepsze wyniki.
Poza tym najszerszą grupę pracodawców stanowią konsumenci, bez których pracy nie mieliby na przykład handlarze różnej maści. Nikt z rządzących tego nie zauważa, więc nikomu jeszcze na szczęście nie przyszło do głowy, żeby konsumentom zakazywać dyskryminacji - a czy konsument dyskryminuje kobiety? Jeden na iluś może i tak, może woleć dać zarobić mężczyźnie. Nie wiem, jak Państwo, ale ja najchętniej daję zarobić temu, kto sprzedaje mi najtaniej i najlepsze towary lub usługi, a płeć, kolor skóry, czy orientacja tego, kto na tym zarobi, ma małe znaczenie. No dobra, czasem nie kupuję na przykład u tych, którzy sponsorują muzea - ale nie tylko po to, żeby zniechęcić do sponsoringu muzeów. Również dlatego, że najczęściej cena jest wyższa, bo ktoś musi za sponsorowanie muzeum zapłacić...
Argument trzeci: pracodawcom się opłaca, żeby kobiety rodziły dzieci, bo te dzieci będą później pracować na emerytury pracodawców. Ten argument najmocniej przewraca mi trzewia. Pracodawca najczęściej wie, że jego emerytura ma szansę być wysoka tylko wtedy, gdy firma przyniesie odpowiednio duży zysk (a więc nie będzie narażona na straty typu płacenie komuś, kto nie pracuje), a on ten duży zysk sam odłoży na emeryturę, bo państwo robi to źle. Jak pracodawca tego nie wie, to znaczy, że ma kłopoty z liczeniem na poziomie gimnazjum, i najczęściej szybko wypada z rynku.
Nawet jeśli z niego nie wypada, a twierdzi, że potrzebne są dzieci, aby pracować na jego emeryturę, to przecież nikt nie broni pracodawcy mieć własnych dzieci! Tylu, ilu potrzebuje do pracowania na tę swoją emeryturę.
Jak to jest, że im dłużej istnieją systemy emerytalne, tym mniej chętnie ludzie rodzą dzieci, które w założeniu mają pracować na ich emerytury?
Tak więc jeśli ktoś odpowie tym argumentem, proszę mówić: świetnie, to oprócz likwidacji socjalnych przywilejów dla ciężarnych w miejscu pracy zlikwidujmy państwowe emerytury! Dwie pieczenie na jednym ogniu!
Argument czwarty: bo to prowadzi do sytuacji, w której kobieta jest finansowo zależna od męża. Otóż niekoniecznie. Ciężarna i dzieciata jest rzeczywiście zależna, a alimenty (skutecznie ściągane!) powinny istnieć właśnie dlatego, że dziecko noszone i rodzone przez kobietę jest dzieckiem kobiety i mężczyzny. Odpowiedzialność też musi leżeć po obu stronach.
Natomiast jeśli któraś nie chce podążać taką drogą, to nikt jej nie broni zakładać własnej firmy. A ja absolutnie bym jej nie zabraniał również podpisania u pracodawcy zobowiązania do niezajścia w ciążę pod groźbą jakiejś horrendalnej kary umownej - oczywiście nie zabraniałbym, gdybym miał gwarancję, że ta umowa będzie dla obu stron wiążąca, i gdyby którakolwiek ze stron chciała się z niej wymigać, to druga będzie mogła użyć aparatu państwowego, żeby wymusić jej przestrzeganie.
To tyle, jeśli nie musimy mieć socjalu.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą