Zadziwiające, jak lingwistyka potrafi pomóc w wyjaśnianiu zjawisk. Słowo "liberał" pochodzi od włoskiego
libero - wolny. Przeciwieństwem
libero jest
occupato. A teraz, Panie i Panowie: wolicie być pod rządami liberałów czy okupantów?
P.S. Właśnie zajrzałem na blog Wojciecha Wierzejskiego (nie z uwielbienia, tylko dla podniesienia ciśnienia). Wpis a propos notki jest tu:
http://wierzejski.blog.onet.pl/2,ID317683959,index.html
Najwyraźniej Pan Wierzejski woli być rządzony przez okupantów. Chce, żeby państwo traktowało go jak bydło, któremu nie wolno pozwalać "wejść w szkodę", a co najgorsze, chce, żeby również wszystkich innych tak traktowało.
Ogłaszam plebiscyt otwarty: który z siedmiu argumentów JKM został przez WW skontrowany w najbardziej kretyński sposób? SMS-ów nie ma, nagród też nie ma.
Wszystko sprowadza się do jednego stwierdzenia JKM " Państwo ma pilnować przestrzegania prawa i porządku. To wszystko." No i fajnie. Tylko - co to znaczy "prawo i porządek"? Ktoś to "prawo" stanowi i ma ono jakieś brzmienie. Jeżeli w prawie będzie zakaz palenia marihuany, to ma być, zgodnie z tym, co JKM twierdzi, przestrzegany i wszystkie pozostałe "argumenty" nie mają ŻADNEGO znaczenia. A prawodawca nie musi się tłumaczyć, dlaczego taki zakaz wprowadza (lub nie).
Zauważmy zresztą ciekawą rzecz. JKM w jednym zdaniu powiada, że "Państwo nie jest od tego, aby dbać o dobro obywatela na zasadzie: my wiemy lepiej, co jest dla niego dobre.", po czym w drugim uznaje, że to właśnie państwo ma strzec przestrzegania prawa na właśnie tej zasadzie. Gdyż, jeżeli przestrzeganie prawa ZAWSZE byłoby dobre dla obywatela, każdy by prawa przestrzegał i państwo byłoby zbędne. Znaczy - JKM uznaje, że w pewnych sytuacjach to właśnie państwo wie lepiej, że prawo jest dobre. Nieprawdaż?
Zresztą - powyższe stwierdzenie zakłada milcząco, że czy tak czy siak, ktoś wie lepiej, co jest dobre i to swoje przekonanie narzuca innym - właśnie poprzez stanowienie prawa. W którym może być zawarty zakaz palenia marihuany lub dłubania w nosie i prawodawca w ogóle nie musi się tłumaczyć, skąd on się tam wziął. W odróżnieniu zresztą od państwa, które powinno w jakiś sposób udowodnić, dlaczego czegoś zakazuje...
Dla pana Wierzejskiego i jemu podobnych ideałem państwa jest wielki szpital psychiatryczny z kaftanikami, miękkimi ścianami i bez klamek. Tam nie można zrobić sobie kolejnej krzywdy.
btw. to ja już wole zostać fałszywą u podstaw ofiarą śmiertelną biznesu narkotykowego :C
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą