Z powyższego powodu zupełnie nie na miejscu są komentarze, których ideą jest, na przykład, założenie, że chcącemu może jednak dziać się krzywda. To trochę tak, jakbym prowadził wykład na temat praw dynamiki opartych na newtonowskiej fizyce, na co słuchacz oponowałby: "przecież nie masz racji, ponieważ według założeń einsteinowskich...". Według einsteinowskich rzeczywiście mogę nie mieć racji, natomiast przyjmuję inne. Jasne: metoda einsteinowska jest lepsza od newtonowskiej w sensie dokładności uzyskiwanych wyników. Jest za to znacznie gorsza w sensie prostoty. Natomiast co jest istotniejsze w danym przypadku - to już jest przedmiot założenia. Tak samo jak to, czym powinno kierować się państwo w swojej polityce.
Ponadto podważając tę zasadę z powodów, jakie podaje Mistrzyni_Gry (typu: walenie się w głowę post factum i żałowanie) powoduje, że musielibyśmy na przykład oddawać pieniądze za wszystkie losy na loterii, które nie wygrały.
Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym w tym miejscu nie zaznaczył, że Mistrzyni_Gry w swoim komentarzu dotyczącym euroskrzynek bynajmniej nie popełnia czegoś takiego. Czytelnik próbuje użyć modus tollendo tollens i - wychodząc z moich założeń - doprowadza do pewnej sytuacji z nadzieją, że ja uznam tę sytuację za niedopuszczalną i przez to będę zmuszony do korekty założeń. Sytuacja jest następująca: decyzja ojca, aby nie wieszać skrzynki, powoduje odpowiedzialność syna, który nie idzie do wojska, bo nie dostaje wezwania. Niestety, nie jest to sytuacja dla mnie niedopuszczalna.
Rzecz pierwsza. Syn albo jest dorosły, albo nie jest. Jeśli jest, sprawa jest banalnie prosta: mieszkając w mieszkaniu ojca godzi się na mieszkanie w mieszkaniu bez skrzynki, skoro właściciel mieszkania tak sobie życzy. Iść pod most zawsze ma prawo!
Naturalnie pytanie powstaje, co gdy syn dorosły nie jest.
Obserwacja: Jeśli X ma władzę nad Y w zakresie Z, to Y nie ze swojej winy ponosi odpowiedzialność za wszelkie błędy, jakie X popełni, używając tej władzy. To nie postulat, tylko stwierdzenie nieuniknionego faktu (który zresztą wcale nie jest mi na rękę, ale cóż zrobić).
Postulat: Dziecko nie może mieć nad sobą pełni władzy.
Wniosek: Jeśli zgodzimy się z postulatem, to musimy dopuścić do sytuacji, w której dziecko odpowiada za błędy popełnione przez kogoś innego. Sądzę, że w tym momencie kończy się w ramach rozważania, co gdy syn dorosły nie jest, część, w której Mistrzyni_Gry się ze mną zgodzi.
Postulat: Skoro musimy dopuścić do sytuacji, w której dziecko odpowiada za błędy popełnione przez kogoś innego, lepiej jest, jeśli tym kimś jest rodzic dziecka, niż jeśli jest nim urzędnik lub państwo. W znakomitej większości sytuacji to rodzicowi bardziej zależy na tym, żeby tych błędów nie popełnić.
Oczywiście oznacza to przekazanie władzy nad dzieckiem rodzicom. Socjaliści i demokraci nie mogą się z tym pogodzić. Oni konstruują system, w którym urzędnik Kowalski jest wystarczająco kompetentny, żeby zdecydować, czy Wiśniewski ma szczepić swoje dziecko, ale nie jest wystarczająco kompetentny, żeby zdecydować, czy on sam ma szczepić swoje dziecko! Proszę mi pokazać urzędnika, który ma prawo podjąć taką decyzję w odniesieniu do własnego dziecka, nawet jeśli kupa innych urzędników się z nią nie zgodzi! Dla mnie TO jest nie do przyjęcia, i dlatego żadnego systemu, który coś takiego umożliwia, nie uznam za kompromis wart cienia zainteresowania. "Dobudówka" w postaci demokracji jest jeszcze gorsza: dokłada bowiem do systemu Nowaka, który - będąc za mało kompetentny, by decydować, czy szczepić Nowaczątko - okazuje się wystarczająco kompetentny, by ocenić, czy Kowalski podjął właściwą decyzję w stosunku do dziecka Wiśniewskiego. Co dla mnie jest jeszcze bardziej nie do przyjęcia.
Niemniej, cenię, szanuję i popieram takie próby podważenia moich założeń. Ta się nie udała, ale nie ma gwarancji, że żadna się nie uda. Oświadczam, że jeśli któraś się uda, gotów jestem zrezygnować z założenia "chcącemu nie dzieje się krzywda".
Jeszcze jedna uwaga. W każdym odpowiednio dużym państwie i społeczeństwie znajdzie się trochę niebezpiecznych wariatów: takich, którzy tworzą sytuacje zagrażające ludzkiemu życiu nie dlatego, że lubią, tylko dlatego, że nie zdają sobie z tego sprawy. W pełni popieram ochronę innych przed działaniem takiego wariata. Częścią tej ochrony jest nieprzeszkadzanie wariatowi, gdy skrzywdzić chce tylko siebie! Jeśli państwo będzie prewencyjnie zabierać granat każdemu, kto chce się wysadzić nawet na kompletnym odludziu, to taki kretyn uratowany dziewięć razy na pustkowiu zostanie nieupilnowany za dziesiątym razem i wysadzi się w metrze, pociągając za sobą wielu niewinnych ludzi. Lepiej żeby zginął sam.
Come on... Sensowną analogią do nakazu zakładania skrzynek pocztowych byłby w tym przypadku co najwyżej zakaz udziału w loterii. Którego oczywiście nie proponuję, tak jak i nie uważam, że państwo powinno chronić obywatela przed każdą wyobrażalną krzywdą. Nie podoba mi się takie generalizowanie, wyciąganie ogólnych wniosków na podstawie konkretnych przypadków. Jeżeli uważam, że w NIEKTÓRYCH przypadkach państwo powinno chronić obywatela przed jego własną głupotą to nie można na tej podstawie wnioskować, że według mnie państwo powinno "zawsze" chronić obywatela przed jego głupotą. Czy też "na ogół". Niezależnie od wielkości krzywdy będącej efektem tej głupoty i kosztów(nie tylko finansownych) jej zapobieżenia.
Twierdzę ni mniej, ni więcej, tylko:
Chcącemu też MOŻE dziać się krzywda!
I czasem, w pewnych okolicznościach (których nie precyzuję) państwo powinno tego chcącego obywatela powstrzymać.
"A dogmatów się nie podważa ot, tak."
Więc czemu tak często podważasz nasze dogmaty, szanowny Autorze? Czyżby powyższa reguła nie dotyczyła właściciela tego blogu, działała tylko w jedną stronę? Odpowiadając z góry na zarzut, że Autor nie musi (ani nie jest w stanie) znać dogmatów wszystkich czytelników tego bloga - sądzę, że dogmaty najaktywniejszych Komentatorów jednak są Autorowi znane.
Moim zdaniem z niektórymi dogmatami można, a nawet trzeba polemizować. Wiele z nich nie jest prostymi faktami, nie jest prawdami objawionymi, nie jest nawet aksjomatami, ale poglądami WYWODZĄCYMI się z jakichś bardziej podstawowych poglądów ich autora. A skoro istnieje wywód, być może można go podważyć. Być może uda się wykazać fałszywość, wewnętrzną sprzeczność lub chociaż wątpliwość niektórych z założeń wymaganych do przeprowadzenia tego wywodu?
Być może się nie uda, ale - chcę spróbować!
"Państwo powinno odwrócić wzrok i skierować go tam, gdzie dzieją się rzeczy istotne dla państwa"
Życie każdego obywatela jest istotne dla państwa!! Istnieją sprawy ważniejsze od życia pojedynczego obywatela, na przykład uzbrojenie policji(skąd akurat ten przykład?). Ale marne to państwo, które nie jest w stanie jednocześnie zajmować się dwoma sprawami naraz.
Jeżeli państwo może z względnie niewielkim kosztem uratować obywatela przed jego własną głupotą i (zgodnie z życzeniem Autora) nie zaszkodzi to w zauważalny sposób kwestii uzbrojenia policji - to czemu tego nie zrobić? Czemu nie uratować życia ludzkiego? Więcej - jak może porządne, moralne państwo nie uratować człowieka przed śmiercią lub poważnym kalectwem, jeżeli tak mało trzeba, żeby uratować?
A jeżeli moralne argumenty do Autora nie przemawiają, rozważmy argument materialny. Statystycznie rzecz biorąc, każdy dodatkowy obywatel to zysk dla państwa. Poprzez swoją pracę, poprzez podatki, poprzez możliwość powołania go do służby w razie konieczności... Pasożyty
społeczne i "szkodnicy" są z nadmiarem kompensowani przez ludzi pracowitych i geniuszy. Geniusz nie będzie potrzebował ochrony państwa przed własną głupotą?
Ą kątre, właśnie geniusze są nader często tak bardzo upośledzeni życiowo, że bez stałej opieki i ochrony ze strony innych osób po prostu fizycznie nie przetrwają.
"Proszę mi pokazać urzędnika, który ma prawo podjąć taką decyzję w odniesieniu do własnego dziecka, nawet jeśli kupa innych urzędników się z nią nie zgodzi!"
I tu jest właśnie sedno problemu. Urzędnik powinien podejmować decyzje racjonalne, bazując na logicznych przesłankach, a nie emocjonalne, z czym Autor się chyba zgodzi? Natomiast KAŻDA decyzja dotycząca własnego dziecka jest Z DEFINICJI emocjonalna, a przynajmniej bardziej emocjonalna, niż decyzja urzędnika państwowego powinna być. Tak więc wobec własnego dziecka taki człowiek powinien mieć uprawnienia tylko i wyłącznie rodzica, a nie dodatkowo uprawnienia urzędnika państwowego, gdyż wobec własnego dziecka najprawdopodobniej nie będzie w stanie podjąć obiektywnej decyzji. Zwłaszcza, jeżeli trzeba by było wybrać pomiędzy cudzym a własnym dzieckiem.
"Jeśli państwo będzie prewencyjnie zabierać granat każdemu, kto chce się wysadzić nawet na kompletnym odludziu, to taki kretyn uratowany dziewięć razy na pustkowiu zostanie nieupilnowany za dziesiątym razem i wysadzi się w metrze, pociągając za sobą wielu niewinnych ludzi. Lepiej żeby zginął sam."
To prawda. Lepiej, żeby zginął sam. Ale czy nie ma jeszcze lepszego wyjścia? Nie poświęcajmy ludzkiego życia z powodu lenistwa umysłowego i tendencji do szukania najłatwiejszego wyjścia. Najdalej za drugą zabawą z granatem takiego wariata należy zgodnie z definicją wsadzić do pokoju bez klamek i zacząć leczyć. I wilk przeżył i owieczki całe, a czy tak nie jest najlepiej?
Ale wróćmy do skrzynek.
Przyjmijmy, że syn jest dorosły.
Mamy dwa, alternatywne scenariusze.
W pierwszym, państwo nakłada na właściciela domu obowiązek posiadania skrzynki pocztowej.
Przychodzi do syna wezwanie na komisję, syn je odbiera, idzie na komisję i wszystko jest ok, nikomu nie dzieje się krzywda.
Kosztem jest ów OKROPNY przymus posiadania skrzynki pocztowej, ciążący na właścicielu.
W drugim, sytuacja nie jest tak dobra. Wezwania nie docierają, przychodzi organ i synka wsadza za kraty.
Syn iść pod most zawsze ma prawo? Świetnie, ale pod mostem też nie ma skrzynki pocztowej - więc co mu to da?
A nawet gdyby była, to gdzie jest gorszy przymus? Przymus instalowania skrzynki pocztowej, czy przymus mieszkania pod mostem?
Jeszcze mniejsza o wezwanie na komisję wojskową, to można przewidzieć i po prostu do WKU zadzwonić i zapytać, gdzie i kiedy się stawić.
Ale nie wszystkie takie wydarzenia da się przewidzieć, chociażby wezwanie do sądu, ostrzeżenie o wpisie do KRD (częste są pomyłki) itd.
Przez głupią (bo trudno inaczej nazwać pozbycie się skrzynki pocztowej, chyba że ktoś chce zostać pustelnikiem) decyzję jednego człowieka może ucierpieć cała jego rodzina. Nic dziwnego, że państwo, oszacowawszy straty i zyski, nakazuje montowanie skrzynek pocztowych.
I całe szczęście.
Człowiek jest kowalem własnego losu, ale nie zawsze da wykuć dobry los samemu. Czasami przydatna jest pomoc. Czasami(acz oby jak najrzadziej) jest potrzebna, nawet - tak jak narkomanowi - wbrew jego woli.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą