< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Chcącemu nie dzieje się krzywda - wyjaśnienie

2 wrzesień 2008 ·
Dochodzą mnie słuchy, że są problemy ze zrozumieniem, co oznacza tytułowa zasada, na którą się ciągle powołuję. Nawet rozumiem te problemy, bo sam je na początku miałem. Wyjaśniam więc, jak ja pojmuję ową zasadę. Proszę tylko - gwoli porządku na blogu - zauważyć, że to nie jest polemika na temat poglądów, a na temat znaczenia - i także polemiki na temat słuszności lub niesłuszności w komentarzach nie spodziewam się pod tą notką. Jest wiele innych, pod którymi można się wypowiadać.

Dla mnie zasada ta oznacza tyle, że jeśli dorosły człowiek podejmuje jakąkolwiek decyzję, to należy tę decyzję uszanować poprzez domniemanie, że człowiek ów godzi się na wszystkie konsekwencje, jakie ta decyzja może przynieść. (Niektórzy pytali: A jeśli są szkodliwe dla innych? Odpowiedź: To wówczas należy rozważyć konkretną sytuację i w ważnych sprawach można te decyzje zablokować, bo wówczas krzywda mogłaby się dziać innym. Ale tylko w sprawach ważnych i nie można uczynić z tego reguły; inaczej dojdziemy do paradoksu, w którym nie pozwolimy człowiekowi podjąć decyzji o otwarciu piekarni, bo krzywdzi konkurencję, a także o nieotwieraniu piekarni, bo krzywdzi konsumentów. Drugie ale: zawsze należy pamiętać, żeby chronić przed krzywdą najwyżej innych. Człowieka z wąglikiem należy unieszkodliwić dlatego, żeby nie wytruł połowy kraju, a nie dlatego, żeby nie zarobił na własne dożywocie. Efekt ten sam, ale mentalność bardzo istotna.).

Uszanowanie decyzji odbywa się poprzez niestosowanie żadnych środków przymusu bezpośredniego mających na celu uniemożliwienie człowiekowi wcielenia w życie podjętej decyzji. (Kolejne pytanie: A co jeśli człowiek został postawiony między młotem a kowadłem przez życie lub gangsterów? Odpowiedź: Nawet wówczas nie wolno zmieniać jego decyzji. Zasada polega na całkowitym zaufaniu, że człowiek podjął decyzję najlepszą dla niego, według jego własnej, indywidualnej i - najczęściej - tajnej i dość złożonej funkcji oceny sytuacji. Jeśli gangsterzy mówią mi "pieniądze albo śmierć", to zgodnie z zasadą chronienia innych można ich obezwładnić, żeby mnie nie zatłukli ani nie obrabowali, a nie zabraniać mi wybrać "pieniądze", a nakazać wybrać "śmierć", czy na odwrót. Podobnie z samobójcą, który skacze z powodu długów: można mu zaoferować ich spłatę, jeśli nie skoczy, ale nie zmuszać do przyjęcia tej oferty i jednocześnie do braku skoku. Chyba, że skok skomplikowałby sytuację wierzyciela - wtedy należy rozważyć, czy jest to ważny powód typu "ochrona innych").

Uszanowanie decyzji odbywa się również poprzez dopuszczenie do sytuacji, w której człowiek ponosi całkowitą odpowiedzialność za własne decyzje. (Pytanie: Czy oznacza to, że nie można pomóc człowiekowi, któremu wichura zniszczyła dom? Odpowiedź: Drugi człowiek zawsze może mu pomóc, bo wówczas mamy umowę między dwiema stronami i zgodnie z powyższą zasadą szanujemy tę decyzję, chyba że ktoś trzeci udowodni, że go to krzywdzi. Wtedy rozważamy. Przykład: bardzo bogaty człowiek płaci po powodzi wszystkim tym, którzy nie byli ubezpieczeni. Wyrządza tym samym prawdopodobnie krzywdę ubezpieczycielowi. Osobiście uważam, że to za mało ważny powód, żeby tego zabronić, choć waham się, czy należy uznać powództwo cywilne ubezpieczyciela z tytułu utraconych korzyści. Natomiast państwo powinno temu człowiekowi pomóc w dokładnie takim zakresie, w jakim miał tę pomoc obiecaną prawem w momencie podejmowania decyzji. Na przykład decyzji o nieubezpieczaniu domu. Czyli, cytując jedyny moment, kiedy moim zdaniem Cimoszewicz wygłosił sensowne zdanie zahaczające o gospodarkę, "trzeba się było ubezpieczyć". Co innego, gdyby dzisiaj państwo przyjęło uchwałę, że pomaga wszystkim nieubezpieczonym - i znowu tutaj spodziewałbym się powództwa cywilnego od firm ubezpieczeniowych. Uwaga dla antysocjalistów: nie piszę nigdzie tutaj, że popieram taki socjal, jak cytowana uchwała, ani że go nie popieram. Moje poglądy na ten temat są znane, natomiast istnienie bądź nie takiej uchwały nie ma związku z zasadą "chcącemu nie dzieje się krzywda", o ile nie zostanie skandalicznie uchwalona z mocą wsteczną, jak to było miejsce w 1997. Wolałbym w takiej sytuacji uchwałę z mocą wsteczną, która wszystkim poszkodowanym daje tyle samo pieniędzy, bez względu na to, czy ubezpieczeni byli, czy nie. Ale tylko jako mniejsze zło - bo też łamałoby zapis "chcącemu nie dzieje się krzywda" - w tym momencie "chcącemu mieszkać akurat tam".).

Wreszcie na zakończenie ostatni, istotny aspekt rozumienia zasady: zwolnić od niej może tylko podstęp lub celowe wprowadzenie w błąd (choć to wynika dla mnie z trochę innej zasady, którą też szanuję: "nieznajomość faktów nie szkodzi" - w odróżnieniu od nieznajomości prawa), niezdolność do podejmowania decyzji (choroba psychiczna, uraz, młody wiek). Również wówczas, gdy niezdolność jest niecałkowita (wzmiankowany podstęp) lub chwilowa (na przykład człowiek został zahipnotyzowany wbrew swej woli, a pod wpływem hipnozy podpisał przeniesienie domu na kogoś). Nie zwalniają żadne inne okoliczności, na przykład: wybór mniejszego zła z kilku ogromnych zeł; konsekwencje decyzji, których nie dało się przewidzieć w momencie jej podejmowania; przymus ekonomiczny; etc. (Pytanie: A co jeśli człowiek, mając do wyboru śmierć lub przeniesienie domu na gang, przeniósł ten dom zanim gangsterów złapano? Czy ta decyzja jest skuteczna? Odpowiedź: Jest skuteczna, ale odwracalna zarazem. Powinien istnieć odpowiedni paragraf na zwrot mienia pochodzącego z przestępstwa, w dodatku z nawiązką. Nie zmienia to faktu, że w momencie podejmowania decyzji człowiek, który decyduje się oddać dom, nie może być przez państwo zmuszany, aby zdecydował się umrzeć, i vice versa - w każdym razie przez państwo szanujące tę zasadę).

Od tego momentu piszę po przeczytaniu komentarzy do poprzedniej notki

Mistrzyni_Gry nadal "nie chwyta" zasady - to znaczy, być może już chwyta po poprzednich akapitach. Mieszkając w Polsce dobrowolnie i narzekając na nią nadal postępuję zgodnie z zasadą "chcącemu nie dzieje się krzywda". Złamaniem tej zasady mogłaby być jedna z następujących sytuacji:

a) Ktoś mnie zmusza, abym się z Polski wyprowadził "dla mojego dobra" - wówczas oczywiście ten ktoś łamie zasadę.

b) Ktoś mi zakazuje wyjazdu z Polski albo umożliwia tylko wyjazd, bez możliwości zrzeczenia się formalnych powiązań z Polską - wtedy zasada nie działa, bo nie jestem "chcący", a decyzja o mieszkaniu w Polsce i płaceniu tu podatków nie jest moja.

c) Domagam się odszkodowania za czas, kiedy mieszkałem w Polsce, choć warunek b) nie zachodził - wówczas ja łamię zasadę, i to nawet wtedy, gdy możliwość wyjazdu była czysto teoretyczna, bo w praktyce np. nie miałem na to pieniędzy.

I jeszcze jedno: Mistrzyni_Gry twierdzi, że między moimi narzekaniami na zmiany prosocjalistyczne, a narzekaniami Komentatora na zmiany prokapitalistyczne, jest taka różnica, że Komentator nie uznaje zasady "chcącemu nie dzieje się krzywda". Jeśli tak - to proszę dokładnie wskazać moment, w którym niedziałanie tej zasady przesądza o różnicy - a także, pamiętając, że do tej pory Komentator twierdził, że w momencie, gdy chcącemu może dziać się krzywda, państwo powinno wkroczyć i ją zatrzymać, podać propozycję interwencji państwa.

 

2 komentarze
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  rok i 5 miesięcy temu  |  
(testing - ignore)
PS: I co się dzieje z literą 'ż' (ziet) w komentarzach - u wszystkich jest zmieniana na 'ż'?
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  rok i 6 miesięcy temu  |  
Chyba jednak Autor mnie nie rozumie. Albo Autor nie rozumie, że ja go rozumiem. Albo ja nie rozumiem, że...

Pisząc mową prostą - rozumiem, że ideą zasady "Chcącemu nie dzieje się krzywda" jest domniemanie, że nie należy zakazywać działania, które szkodzi tylko działającemu. Nie zgadzam się z tą zasadą i przy okazji proszę o powstrzymanie się od uwag o palcu i ręce, bo te moje poglądy są od dawna niezmienione. Kompromis jest uzgodnionym przez dwie uprzednio spierające się strony wspólnym stanowiskiem. Kompromisem nie jest USTĘPSTWO, które w swoich poglądach poczynił pietshaq. Nie było też żadnych obietnic ustępstw z mojej strony, co miałoby miejsce w przypadku kompromisu. Między innymi dlatego, że moja wizja ustroju społecznego nie zawierała takich "kwiatków", jak możliwość bezkarnego zabójstwa, co skłoniło pietshaqa do rezygnacji ze skrajnej wersji drapieżnego kapitalizmu.

Moja poprzednia wypowiedż dotyczyła nie tyle słuszności chęci zmian, ale reguły "Chcącemu nie dzieje się krzywda" i pokazania, że nie każda możliwość wyboru jest dobra. Czasem "chcący", czyli pietshaq, także czuje się pokrzywdzony, co stoi w przynajmniej semantycznej sprzeczności z treścią reguły. Jest to też przy okazji argument odnośnie dosłownego traktowania reguł, jeżeli tej sprzeczności wg Autora jednak nie ma.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi