Niekiedy mam problem ze zrozumieniem Mistrzyni_Gry. Na jej pytanie, czy uważam, że jest choć 5% szans na to, aby w ciągu najbliższych 10 lat UE wprowadziła zakaz stosowania filtrów antyspamowych odpowiedziałem, że nie, bo nie sądzę, aby UE wykazała się taką konsekwencją w działaniu. Na co pada uwaga: "Co wy wszyscy macie z tymi argumentami klasy "bo UE jest be." ??"
Drogi Komentatorze! Uważam, że UE jest "be". Ideologicznie wartości tego zdania może być tyle, ilu oceniających. Merytorycznie natomiast jest to bardzo dobre zdanie jak na wniosek z dyskusji. Bardzo kiepskie, jak na argument w dyskusji, wyjąwszy sytuację, gdy najpierw jest wnioskiem, a potem - jako wniosek - argumentem. A także - bardzo dobre jako opinia. Opinie różnią się od argumentów między innymi tym, że nie muszą mieć racjonalnego uzasadnienia! Mistrzyni_Gry pyta, co uważam, więc odpowiadam, co uważam! Co w tym złego?
Nawiasem pisząc: wielokrotnie Komentator ten dawał do zrozumienia, że brak konsekwencji w prawodawstwie nie jest jeszcze niczym złym sam z siebie. Skoro tak, to dlaczego moje stwierdzenie, że legislatorzy europejscy konsekwentni nie są, odbierane jest przez tegoż Komentatora jako stwierdzenie wady UE? Jasne, że ja uważam to za wadę, ale żeby Mistrzyni_Gry?!
KoX: "Moim zdaniem jest logicznie niemożliwe, żeby z sensownych założeń wyciągnąć absurdalne wnioski."
Jest to możliwe. Absurdalne wnioski świadczą logicznie o tym, że założenia są bezsensowne lub (niewykluczające) że droga rozumowania jest błędna. Co jest uwagą ogólną, bo w konkretnym przypadku samej drogi wnioskowania nikt nie podważał.
Rudamaupa i Jaiwo zwróciły mi uwagę, że w szkołach wcale nie ma przymusu ubezpieczenia ucznia w firmie wskazanej przez szkołę, a nawet uczeń nie musi być ubezpieczony wcale. Ja informację podałem za doniesieniami prasowymi. Być może niektóre szkoły wprowadzają przymus ubezpieczenia w firmie wskazanej przez nie, albo przymus w ogóle, dla swoich uczniów. Co samo w sobie nie byłoby niczym złym - ale tylko w sytuacji, gdy robiłyby to wyłącznie szkoły prywatne w warunkach braku obowiązku szkolnego.
LordKaftan i Wohin wdali się w ciekawą dyskusję na temat genezy powstawania socjalizmu na świecie. W samą dyskusję nie chcę się wtrącać - może miałbym do powiedzenia to czy owo, ale końcowy efekt mógłby być gorszy niż aktualny stan. Tylko odpowiedź na jedno pytanie: "czemu kraj, w którym wydatki na ochronę zdrowia są najwyższe na świecie (USA - przyp. pietshaq), znajduje się raczej w środku stawki jesli chodzi o wskażniki zdrowia populcji?"
Bo ludzie w USA są tak bogaci, że mogą sobie pozwolić na wiele nowoczesnych rozrywek, które wcale nie są dobre dla zdrowia. Ludzie są otyli, bo mają co jeść, mają ogromną ilość telewizorów w przeliczeniu na mieszkańca w porównaniu z innymi krajami, mają komputery... A wszystko to mają wkładając w to mniej pracy, niż Japończycy, którzy częściowo są zdrowsi dlatego, że jedzą dużo ryżu niż owoców morza, a częściowo dlatego, że mają mniej czasu na oddawanie się szkodliwym dla zdrowia przyjemnościom. To powód pierwszy.
Drugi powód jest taki, że USA rzeczywiście wydają najwięcej na świecie na ochronę zdrowia, przynajmniej w przeliczeniu na mieszkańca. Tyle, że w USA według moich szacunków z każdego dolara wydanego na ochronę zdrowia (już na ochronę zdrowia, nie na biurokrację stojącą po drodze) jakieś 50-60 centów nie idzie bezpośrednio na ratowanie ofiar konkretnych wypadków czy epidemii, tylko do laboratoriów z nadzieją, że wyprodukują w końcu lek na AIDS czy na raka. To są wydatki ponoszone, ale o przyzerowej jak na razie stopie zwrotu mierzonej zdrowiem obywateli.
A trzeci powód jest taki, że pieniądz nie zawsze przekłada się na jakość. Można na przykład pytać: czemu firma, w której wydatki na produkcję oprogramowania są najwyższe na świecie (Microsoft, choć być może niedługo Google), znajduje się w środku stawki jeśli chodzi o ich jakość, a pod wieloma względami lepsze są bardzo niskobudżetowe linuksy?
ArTuRRoS: Tak, chcę zmieniać systemu tak, jak zmienia się przeważnie cycki, ale nie przez powiększanie pomocy socjalnej, tylko przez doprowadzenie do sytuacji, w której nikt nie może zmusić kobiety do powiększenia swoich cycków, a kobieta, która się na to zdecyduje, nie może nikogo zmusić do tego, żeby za tę operację zapłacił.
Wohin: "szanowny kolega chce powiększać cycki których nie dotyka:> jakby nie patrzeć nie jest to rozsądne postępowanie:]"
A, niekoniecznie! Milioner, który daje sto tysięcy na dom dziecka, może postępować racjonalnie. Wystarczy, że powie, że jego satysfakcja z dania tych pieniędzy jest większa, niż z ich posiadania. Jest to zachowanie racjonalne nawet wtedy, gdy milioner był w sytuacji przymusu ekonomicznego: brak tej darowizny spowodowałby niechęć społeczną i spadek jego dochodów o pół miliona rocznie. Co pokazuje dwie rzeczy: pierwsza, że przymus ekonomiczny nie jest wytłumaczeniem, a druga, że nikt poza milionerem nie może się wypowiadać na temat tego, czy ten wydatek był racjonalny, czy nie. Dlatego nikt nie powinien takich działań ani zabraniać, ani wymuszać prawnie.
Na koniec trzy rzeczy, które w ostatnich dniach slyszałem od PO, a PiS tego nie robił:
* zmniejszenie progresji i wysokości podatku dochodowego
* obowiązkowa, płatna rejestracja producentów i dystrybutorów foliowych opakowań
* obowiązkowe ubezpieczenie (przynajmniej niektórych) od klęsk żywiołowych
Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale w ostatnim miesiącu jest 2:1 dla PiS.
Albo inaczej-może ludzie w Europie są jeszcze bogatsi niż w USA i stać ich na produkty, które mniej szkodzą?
Ponadto, pierwszy raz służe argument, że im człowiek więcej przebywa w pracy tym jest zdrowszy. Zawsze na odwrót było.
Punkt drugi-prosiłbym o żródło. Bo w moim rozumieniu ochrona zdrowia to ochrona zdrowia, a nie badania naukowe.
BTW największa w Europie i 3 na świecie firma farmaceutyczna wydaje na poszukiwanie nowych leków 4 miliardy dolarów rocznie. (Przynajmniej tak mówili w reklamówkach ;) ). Sugerujesz, że amerykanie ze swoich ubezpieczeń wydają kilkaset razy więcej na te badania?
Punkt trzeci-właśnie o taka odpowiedż mi chodziło. Zgadzam się z tym całkowicie.
Tylko wiesz co to oznacza?
Oznacza to, że prywatna służba zdrowia marnotrawi pieniądze bardziej niż państwowa. Więc chyba stoi w sprzeczności z Twoimi poglądami mówiącymi, że prywatny przedsiębiorca zawsze będzie lepiej zarządzał pieniędzmi.
(Dla formalności oświadczam wprost, że przyjmuję poprawność modus tollendo tollens.)
Jak wyciągać wnioski bez pewności bądż założenia poprawności drogi rozumowania?
Chodzi mi o to, że albo droga rozumowania jest dla rozumującego poprawna jako pewnik i wtedy absurdalne wnioski muszą wskazywać na bezsensowne założenia (ponieważ pewnik jest z definicji prawdziwy!), albo droga rozumowania pewnikiem nie jest i wtedy jest elementem zbioru założeń (choć to często się przemilcza). Tak czy siak absurdalne wnioski podważają sensowność założeń.
Nie potrafię naprędce wyrazić tego ściśle, lecz czuję opór przed nazwaniem "wyciąganiem wniosków" procesu, gdy droga rozumowania jest aksjomatycznie lub z założenia fałszywa. Można założyć fałszywość pewnej drogi rozumowania i wyciągać z tego wnioski, ale tylko na podstawie innej drogi rozumowania (prawdziwej z aksjomatu lub z założenia).
Faktycznie nie jest to argument merytoryczny, a jedynie opinia. Ale czy nawet opinie nie powinny być oparte o jakieś racjonalne przesłanki? Jeżeli nie są, takie zdanie jest kolejnym klonem wypowiedzi "Bo UE jest be", które to opinie, jako nic nie wnoszące, niezbyt mnie interesują. Cytując: "Tylko proszę o inne argumenty, niż "Bo UE jest be"". Ponadto, nawet na be-owatość UE chlubiący się racjonalnością dyskutant powinien być w stanie podać jakieś argumenty. Chyba że za tą opinią Autora żadne merytoryczne argumenty ani racjonalne przesłanki nie przemawiają?
"wielokrotnie Komentator ten (moi) dawał do zrozumienia, że brak konsekwencji w prawodawstwie nie jest jeszcze niczym złym sam z siebie. Skoro tak, to dlaczego moje stwierdzenie, że legislatorzy europejscy konsekwentni nie są, odbierane jest przez tegoż Komentatora jako stwierdzenie wady UE?"
W tamtej mojej wypowiedzi nie ma stwierdzenia, że ewentualną niekonsekwencję UE uważam za wadę. Natomiast "stwierdzenie wady" jest określeniem subiektywnym. Różne osoby mogą różne cechy uważać za wadę. Stwierdzenie Autora, że UE nie jest konsekwentne, jest w oczach tegoż Autora stwierdzeniem wady. I o to mi właśnie chodziło.
Ogólnie odbieram tę wypowiedż tak, że na moją prośbę o merytoryczne argumenty, Autor odpowiedział subiektywną opinią, której wartość merytoryczna była niemal idealnie zbieżna z bezużytecznym argumentem/płytką opinią "Bo UE jest be".
Musze jeszcze wyprostować pewną niepochlebną opinię Autora na mój temat.
Moim zdaniem brak konsekwencji jest zazwyczaj wadą!
Jednak nie jest wadą dyskwalifikującą np. system prawny.
A już na pewno nie można ślepo "konsekwentnie" działać na co dzień. Przede wszystkim dlatego, że nie wszystkie konsekwencje można przewidzieć, a nie wszystkie konsekwencje są akceptowalne.
Przykład z bloga - Autor zarzucił swoje wizje drapieżnego kapitalizmu z powodu nieprzewidzianej przez niego konsekwencji - dozwolenia na bezkarne zabijanie ludzi, których nie stać finansowo na ochronę ze strony państwa. (Piszę z pamięci, więc proszę o łagodne potraktowanie ewentualnego przeinaczenia)
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą