< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Niemieccy bracia Donalda Tuska

17 wrzesień 2008 ·
Ostatnich parę występów pokazało, że Donald Tusk to nie jest "liberał", tylko "liberał społeczny" - przy czym słowo "społeczny" należy czytać tak, jak w zwrocie "sprawiedliwość społeczna", czyli jak przeczenie, które raz na ileś razy może przypadkiem nie działać, a raz na ileś razy zmieniać materię na coś zupełnie niezwiązanego z liberalizmem lub nieliberalizmem. Okazuje się jednak, że oprócz domniemanego dziadka w Wehrmachcie ma braci w "liberalizmie społecznym" w Niemczech.

Szef niemieckiej Lewicy Oskar Lafontaine zażądał wywłaszczenia właścicieli grupy Schaeffler, która dostarcza części dla przemysłu motoryzacyjnego i ogólnie stanowi majątek wart miliardy euro skupiony w ręku jednej rodziny. Lafontaine uważa, że tak duży majątek jest niezgodny z konstytucją... bo nie. Żaden człowiek nie jest w stanie w ciągu swojego życia zgromadzić dziesięciu miliardów euro w sposób zgodny z konstytucją - to "dowód" niekonstytucyjności majątku właścicieli grupy podany przez Lafontaine'a.

Zastanawiam się, czy to naprawdę tak ciężki kretyn, czy tylko udaje. Przecież (przy wyjątkowym szczęściu - to fakt) taką sumę nie tylko w ciągu życia, ale w jeden wieczór można wygrać w co większym kasynie. Jak się pójdzie tam mając sto euro w kieszeni i za każdym razem postawi całą sumę na właściwy jeden numer w ruletce. Zadanie dla gimnazjalisty: policzyć, ile razy potrzeba mieć takiego farta. Mało to prawdopodobne, to fakt, ale trafienie szóstki w totka jest również mało prawdopodobne, a jednak zdarza się średnio dwóm osobom w tygodniu w Polsce. Zresztą już Arystoteles zauważył, że jest wielce prawdopodobne, iż zdarzy się coś nieprawdopodobnego. To wynika z prawa wielkich liczb.

Podejrzane byłoby dopiero, gdyby wszyscy mieli "po równo" po dziesięć miliardów euro. To rzeczywiście byłoby czymś, czemu należałoby się dokładnie przyjrzeć.

Gra na ruletce nie jest, zdaje się, sprzeczna z konstytucją. I długo nie będzie, dopóki złodziejskie państwa będą ciągnęły z niej ogromne profity. W większości krajów podatek, jaki płaci organizator gier losowych, przekracza 40% zysków (nie dotyczy sytuacji, gdy organizatorem jest państwo, rzecz jasna), a do tego dochodzą przeogromne koszty licencji. A bądź co bądź gry są tak skalkulowane, że na dłuższą metę kasyno zawsze jest do przodu.

Normalnie nie przejmowałbym się tym, co rodzi się pod czaszkami komunistów zza zachodniej tym razem granicy. Niestety, gdy nie chodzi o karanie pedofilów, to polscy politycy chętnie przejmują zagraniczne przepisy, tłumacząc to tak, że "w innych krajach tak jest". Oczywiście te, przy których ludziom na stołkach łatwiej się nakraść.

 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi