Najłatwiej operuje mi się na realnych, własnych przykładach, więc przytoczę dwie swoje opinie. Opinia numer jeden: kolor zielony jest ładniejszy niż kolor czerwony. Opinia numer dwa: Bóg istnieje.
Opinia numer jeden nie jest oparta na żadnych racjonalnych przesłankach choćby z tej prostej przyczyny, że zdanie "kolor zielony jest ładniejszy niż kolor czerwony" nie ma konkretnej wartości logicznej "prawda" lub "fałsz". Nawet gdyby wszyscy ludzie na świecie mieli odmienne zdanie niż ja w tej kwestii, to wcale nie oznacza, że kolor czerwony jest obiektywnie ładniejszy niż zielony. Wyobraża sobie ktoś konstrukcję jakiegoś bellatometru, czy jakkolwiek to nazwać? To tylko oznaczałoby, że mam inny gust niż reszta ludzi. Takie referendum można zresztą przeprowadzić, tyle że powie ono coś o ludziach - zaś zupełnie nic o kolorach.
Niewykluczone zresztą, że istnieją jakieś racjonalne przesłanki za moim gustem. Na przykład kolor zielony może mi się podświadomie kojarzyć z wolnością, a czerwony z niewolą, bo na zielonym świetle mogę iść, a na czerwonym muszę stać. Nie mam jednak zielonego (ani czerwonego, ani bladego, ani szarego...) pojęcia, czy w ogóle da się sprawdzić tę hipotezę, a nawet gdyby ktoś udowodnił jej prawdziwość, to czy ta przesłanka jest racjonalna? Opinie na ten temat mogą być różne...
Teraz opinia numer dwa. Zdanie "Bóg istnieje" nie jest oparte na racjonalnych przesłankach, podobnie jak zdanie "Bóg nie istnieje". Jedno z nich jest prawdziwe, drugie fałszywe, przynajmniej według ludzkiej logiki klasycznej. Nie zmienia to faktu, że nie możemy udowodnić, które. Zdanie "Bóg istnieje" jest niefalsyfikowalne, a dopóki żyjemy - również nieweryfikowalne. Nie zmienia to faktu, że na pytanie "Czy Twoim zdaniem Bóg istnieje" człowiek powinien umieć udzielić odpowiedzi.
Tutaj dygresja. Niedawno na Inteligentnej Jeździe dyskutant napisał, że dla niego dowodem na nieistnienie Boga jest brak dowodów na jego istnienie, a skoro uważam inaczej, to zapytał, czy wierzę również w krasnoludki. Zarówno pytanie, jak i podejście jest głupie w tym kontekście. Pytanie o krasnoludki jest głupie dlatego, że zdanie "krasnoludki istnieją" jest co prawda niefalsyfikowalne, ale jest weryfikowalne. Racjonalne jest więc niewierzenie w krasnoludki z następującym podejściem: "jeśli krasnoludki rzeczywiście istnieją, to będzie się to dało udowodnić przez okazanie egzemplarza". Oczywiście przy założeniu, że pytanie nie dotyczyło duchów krasnoludków... Zaś podejście jest głupie dlatego, że ów dyskutant człowiekowi sprzed dziesięciu wieków udowodniłby identyczną metodą, że atomy nie istnieją, co jest zdaniem oczywiście fałszywym. Koniec dygresji.
Niekiedy opinie warto oczywiście popierać racjonalnymi przesłankami. Jest to jedno z narzędzi, jakimi można się posłużyć, żeby osiągnąć cel, jakim jest przekonanie słuchacza, aby przyjął naszą opinię jako własną. Niekoniecznie jest to najlepsze narzędzie: zależy od opinii i od dyskutanta. Dosyć często staram się stosować to narzędzie, bo zasadniczo zależy mi na przekonywaniu głównie tych dyskutantów, którzy wymagają tej właśnie metody. Niemniej warto zdać sobie sprawę, dlaczego i kiedy można jej nie stosować.
Niekiedy mi się po prostu nie chce, albo - nie bójmy się tego słowa - nie umiem. Zdarza się, że mam na jakiś temat opinię i wydaje się, że powinna być ona oparta na racjonalnych przesłankach, ale mimo wszystko nie potrafię jej oprzeć. Często nie potrafię również oprzeć na racjonalnych przesłankach żadnej opinii stojącej do niej w opozycji i wówczas wybieram jakąś z nieracjonalnych powodów - i chętnie słucham uzasadnień w którąś stronę. Wówczas to ja jestem słuchaczem, którego przekonuje się w jedną lub drugą stronę.
Niekiedy nie zależy mi na tym, żeby przekonać kogoś do jakiejś opinii. Na przykład nie mam większego interesu w tym, żeby przekonywać Czytelników, że kolor zielony jest ładniejszy niż czerwony. Albo uważam, że gra jest niewarta świeczki. Niekiedy zaś, jak w przypadku wiary, podejmuję takie próby; niezbyt często jednak, bo wiedząc o braku racjonalnych przesłanek przyjmuję do wiadomości wysokie ryzyko fiaska. (Choć racjonalne może być samo przekonywanie: niezależnie od tego, czy Bóg istnieje, czy nie, opłaca się, żeby jak najwięcej ludzi w Niego wierzyło).
A czasami stosuję inne metody. Pomijam sytuacje, kiedy ktoś jest uprzedzony i po przeczytaniu tej notki stwierdzi "czerwony jest ładniejszy niż zielony, bo pietshaq mówi odwrotnie" lub "zielony jest ładniejszy niż czerwony, bo pietshaq tak mówi". Niekiedy konkretnego słuchacza można przekonać zupełnie irracjonalną metodą, i to niekoniecznie za pomocą prawdziwych argumentów. Gdybym chciał przekonać do kolorów jakąś babcię moherową, powiedziałbym jej, że taką opinię przeczytałem w którejś encyklice papieża Polaka. Gdybym chciał przekonać do tej opinii przeciętnego Amerykanina, powiedziałbym mu, że ludzi, którzy tak uważają, za inteligentniejszych od reszty populacji uważał Benjamin Franklin. I te pe, i te de. Z racjonalnością nie ma to nic wspólnego, niemniej warto zauważyć, że racjonalne przesłanki to tylko jeden ze środków prowadzących do celu: przekonania dyskutanta. Jeśli taki jest cel.
Bo może być inny, na przykład akademicka dyskusja. Albo intelektualna potyczka. Albo jeszcze inny. Jednakże wówczas najczęściej grono dyskutantów i same założenia dyskusji determinują sensowność takich czy innych działań i metod, a także cele.
Zresztą ja nie chcę przekonywać nikogo, że "UE jest be" - bo potem taki ktoś będzie propagował to zdanie, nawet jeśli UE wprowadzi ustrój i prawo rodem z XIX-wiecznej Ameryki. Chcę natomiast przekonać, że opiekuńczość jest be, socjal jest be, niekonsekwentne prawo jest be, a UE jest opiekuńcza, socjalna i prawnie niekonsekwentna. I chyba nie piszę zdań typu "opiekuńczość jest be" bez dania racji?!
Otóż, czepnę się: opinia "Bóg istnieje" nie jest w zasadzie samą pojedynczą opinią, jednym zdaniem logicznie prawdziwym bądż fałszywym - tylko całym systemem powiązanych ze sobą wzajemnie opinii, założeń, wniosków i często zapętlających się indukcji i dedukcji. W ogólności - w zdaniu "Bóg istnieje" (a nawet "Bóg nie istnieje"!) ten Bóg jest JAKIŚ. Wszechmocny, wszechobecny, dobry bądż złośliwy, albo wyspecjalizowany czy lokalny (w kultach politeistycznych np). A z tego wynika mnóstwo następników, o czym dalej.
Opinia o prymacie estetycznym zieleni (poza skrajnymi zupełnie przypadkami, które - błagam! - odrzućmy na potrzeby rozważań) jest całkiem pojedyncza i nie ma raczej całego rozbudowanego systemu opinii powiązanych.
W praktyce - to ważne dla tej dyskusji - oznacza to, że opinię o zieleni przywołujemy na potrzeby dorażnych wyborów ("ściany machniemy na seledyn, ta cegła mnie doprowadza do szału" lub: "zapomnij, żywego mnie w czerwonym nie zobaczysz"), ale też nie uważamy jej nawet na własny użytek za priorytetową ("cholera, w salonie nie mają tego Volvo zielonego, niech będzie żółty, skoro zielony jest tylko kombajn URSUS...")
Natomiast system opinii typu "Bóg istnieje" ma znacznie większy ciężar i jest używany przy wielu decyzjach - jest to wówczas wręcz decydujący czynnik (np przy wyborach moralnych opartych na wierze).
Wracając do meritum: dobrze by było, żeby przesłanki do opinii typu 2 (teologicznego) miały ciężar poważniejszy, niż dla typu 1 (kolorystycznego) - bo więcej z nich wynika. Dodatkowo, ponieważ opinie typu 2 tworzą tak naprawdę względnie spójne systemy logiczne (lub paralogiczne) - warto przy ich tworzeniu stosować w miarę porządne narzędzia, zwłaszcza, że owe systemy generują również opinię: Dobrze, jeśli jak najwięcej ludzi podziela mój pogląd.
Podsumowując: im bardziej rozbudowany system opinii współzależnych, wniosków, nakazów i życiowych wskazówek kryje się pod danym twierdzeniem, tym bardziej warto mieć to twierdzenie przemyślane i zracjonalizowane. Czy będzie to telogia, czy będzie to teoria o wyższości konkretnych gatunków bądż systemów ekonomicznych - warto wiedzieć, CO się uważa ;)
Rozwinę moją uwagę.
Są opinie i są opinie. Niektóre z nich są czysto subiektywne, jak na przykład "zielony jest ładniejszy niż czerwony". Takich opinii faktycznie nie trzeba popierać żadnymi racjonalnymi przesłankami i nie zmniejsza to ich mocy.
Opinia "Bóg istnieje" jest zupełnie innej natury.
Chociażby dlatego, że ludzie Kościoła (zapewne nie tylko katolickiego) uważają za wskazane wspierać tą opinię racjonalnymi przesłankami i "dowodami".
Przykładowo - w procesie kanonizacji wymagane jest stwierdzenie czynienia cudów za wstawiennictwem danego potencjalnego świętego. Każdy taki dobrze "dowiedziony", mocno związany z jakąś religią cud jest moim(i nie tylko) zdaniem co najmniej mocną, racjonalną przesłanką za istnieniem Boga.
Aczkolwiek niekoniecznie dowodem - mogło zajść jakieś naturalne zjawisko, którego jeszcze nie rozumiemy, mogli także ten cud spreparować kosmici, itp.
Tym niemniej jest mnóstwo racjonalnych przesłanek za "opinią", iż "Bóg istnieje"(a także przeciwko) i wielu ludzi uważa za uzasadnione szukanie kolejnych.
Ta opinia bardzo się różni w swojej naturze od opinii o kolorach, gdyż nie opiera się tak ściśle na subiektywnym GUŚCIE jednego człowieka. Ani nawet na guście wielu ludzi.
Nie jestem na razie w stanie sprecyzować granicy pomiędzy jedną a drugą grupą opinii, ale mam nadzieję, że Komentatorzy i Autor zgodzą się ze mną, że istnieje wyrażna różnica.
Opinie z tej drugiej grupy moim zdaniem POWINNY być poparte racjonalnymi przesłankami, chociażby dlatego, że każda taka przesłanka wzmacnia siłę takiej opinii i czyni ją bardziej znaczącą i przekonywującą, podczas gdy brak takich przesłanek czyni opinię (np. "Bo UE jest be") bezużytecznym mydleniem oczy.
Gdyż wbrew subiektywnemu brzmieniu be-owatość UE nie jest tylko kwestią gustu, do czego przekonuje także ostatni paragraf wpisu Autora.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą