< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Odpowiedzi

26 wrzesień 2008 ·

Na naszym podwórku dzieje się mnóstwo rzeczy, w większości niewartych szerszego komentarza. Ściganie Janusza Korwina-Mikke za propagowanie faszyzmu z powodu "hajlującego" gestu pokazanego z pogardą w wybitnie antyfaszystowskim kontekście, alimentacyjne kłótnie wewnątrz PiS (właśnie, miałem któregoś dnia napisać o alimentach w ogóle), czy też kłócenie się przez posłów o 300 złotych na łebka za nieobecność - przecież to zasługuje najwyżej na uśmiech politowania. Trochę szerzej można byłoby wypowiedzieć się o emeryturach SB-ków, ale pozostawię to na razie Panu Jerzemu Urbanowi, bo szalenie spodobało mi się jego podejście, że on osobiście wyrówna generałowi Jaruzelskiemu zabraną mu przez państwo emeryturę w uznaniu jego zasług dla kraju jeszcze z czasów oficerskich (których zapewne wystarczyłoby na kilkudziesięciu posłów dzisiejszego sejmu) - o ile naturalnie generał wyświadczy mu ten zaszczyt i zechce to przyjąć. Napiszę tylko, że obniżanie tych emerytur uważam za niedopuszczalne. Pomijając detale w tej głównej tezie zgadzam się z moją Żoną, Januszem Korwinem-Mikke oraz Jerzym Urbanem jednocześnie - co daje dużo do myślenia, nieprawdaż?


LordKaftan: "Jak "biedni" wymrą bo nie było ich stać na operacje to bogaci umrą z głodu. (sarkazm)"

Nie tylko sarkazm, ale i bzdura (choć często pojawiająca się jako argument). Dlaczego niby mieliby umrzeć, skoro 200 lat temu nikt biednym nie finansował operacji, a bogaci jakoś nie umierali od tego z głodu? Ale nawet gdyby czasy się zmieniły na tyle, że dziś by to groziło, to i tak jest to argument za kapitalizmem. Jeśli bogaty we własnym interesie będzie musiał sfinansować biednym operacje, to to zrobi. A bez hordy pośredniczących w tym urzędników zrobi to znacznie efektywniej, niż dzisiaj.

Mistrzyni_Gry i niq zwracają uwagę na wyraźną różnicę między opinią "zielony jest ładniejszy niż czerwony" a "Bóg istnieje". W zupełności się z tym zgadzam: druga z tych opinii jest dla mnie dużo ważniejsza niż pierwsza - a gdzieś pośrodku leży opinia "UE jest be". Co oznacza tyle, że jeśli moja opinia o UE okaże się sprzeczna z tą o kolorach, to zmienię zdanie na temat kolorów, a jeśli z tą o Bogu - to zmienię zdanie na temat unii. Natomiast nadal twierdzę, że podawanie za opinią rajonalnych argumentów nie zależy od wagi opinii, tylko od tego, jaki cel przyświeca temu, kto tymi argumentami się posługuje. Przy czym zarzut, że mówię "UE jest be" bez dania racji, jest niesłuszny: "UE jest be" to wniosek z wielu moich wcześniejszych przemyśleń, a całej drogi wnioskowania nie przytaczam za każdym razem dokładnie z tych samych powodów, z których gdy w pierwszej klasie na matematyce jakiś wzór wyprowadzę, to w trzeciej z niego korzystam bez wyprowadzenia, z ewentualną adnotacją "było wyprowadzone na lekcji".

Poza tym mam może dziwne podejście do dyskusji. Uważam mianowicie za nieuczciwe dyskutowanie, jeśli ktoś chce przekonać drugą stronę do swoich racji, a sam nie zakłada żadnego marginesu na to, że druga strona być może przekona go do swoich. Dlatego do kapitalizmu przekonuję, bo zostawiam sobie 0,000001% szans, że ktoś mnie przekona, iż kapitalizm jest niesłuszny. Staram się natomiast nie przekonywać nikogo, że Bóg istnieje, bo zostawiam 0% marginesu na przekonanie mnie przez kogoś, że Bóg nie istnieje.

Nieuczciwość przy tym jest tym większa w moim odczuciu, im ważniejszy jest dany temat dla nieuczciwej strony. Dlatego mniej źle wewnętrznie czułbym się przekonując kogoś, że zielony jest ładniejszy niż czerwony (rzecz gustu, więc zostawiam też 0% marginesu; gust, oczywiście, może mi się zmienić, ale wykluczam sytuację, w której stanie się to za pomocą rzeczowego argumentu), niż przekonując kogoś, kto twierdzi przeciwnie, że do ludzi nie wolno strzelać dla zabawy bez ich zgody (na co też zostawiam 0% margines błędu i w związku z tym uważam, że nie mam prawa nikogo, kto twierdzi odwrotnie niż ja, przekonywać), a jeszcze gorzej by było, gdybym przekonywał analogicznie do istnienia Boga, która to kwestia jest dla mnie jeszcze ważniejsza, niż przekonanie, że do ludzi nie wolno strzelać dla zabawy bez ich zgody.

niq pisze również, że opinie teologiczne generują podobne opinie: "Dobrze, jeśli jak najwięcej ludzi podziela mój pogląd." Niektóre tak, inne nie, przy czym jestem w stanie prowadzić racjonalną dyskusję na temat, dlaczego dobrze jest, jeśli większość ludzi wierzy w tego samego Boga, co ja. Na przykład dlatego, że im więcej ludzi naprawdę uważa, że za kradzież będą się smażyć, tym mniej ludzi kradnie. Natomiast tym narzędziem nie przekonam nawet najbardziej racjonalnego ateisty, żeby uwierzył w Boga - mogę co najwyżej przekonać go, że nie powinien wpajać swojej wiary w nieistnienie Boga innym dla dobra ogólnego.

ryan_r: "Nie widzę nic niestosowanego [??? - chyba "niestosownego" - przyp. pietshaq] w odczłowieczeniu przestępcy, który w akcie zbrodni odczłowiecza ofiarę."

No, tu się różnimy. Ja widzę w tym bardzo dużo nie tyle "niestosownego", co "niebezpiecznego". Po pierwsze: jeśli wymierzamy karę na zasadzie "oko za oko, ząb za ząb, odczłowieczenie za odczłowieczenie" - to mówimy, że istotnie nie należy jeść Murzynów, ale pod warunkiem, że Murzyni nie jedzą Polaków. Tymczasem wypadałoby jednak pokazać, że mamy inny system wartości, niż przestępca, i sam fakt, że zrobił coś złego (odczłowieczył) nie jest upoważnieniem do zrobienia tego samego jemu. Nie oznacza to, że nie wolno więzić kogoś, kto więził innych ludzi - oznacza to tyle, że dla takiej kary trzeba znaleźć lepsze uzasadnienie niż "zróbmy mu tak, jak on ofierze".

Po drugie: wszystkie deklaracje praw człowieka mówią, że te prawa są niezbywalne i nienaruszalne. Oznacza to, że człowiek nie może się ich "zrzec" - ani bezpośrednio, ani pośrednio poprzez dokonywanie czynów niegodnych człowieka. Można dyskutować nad sensownością tych praw, ale zawarte są one w mnóstwie umów międzynarodowych parafowanych przez Polskę, a także w Konstytucji, będącej umową między państwem a obywatelem. A umów trzeba dotrzymywać.

Wreszcie: można bez problemu udowodnić, że zwolennicy na przykład przymusu ubezpieczeń czy jazdy w zapiętych pasach to ludzie, którzy chcą być traktowani bardziej jak zwierzęta, niż jak ludzie. Czy to oznacza, że w momencie, gdy ktoś mający na nich taki właśnie pogląd dojdzie do władzy, powinien go użyć i oświadczyć, że od tej pory nie traktuje ich jak ludzi i w związku z tym nie przysługują im prawa człowieka?

Retoryka Donalda Tuska różni się w zatrważająco małym stopniu od retoryki Adolfa Hitlera i Josepha Mengele - i głównie na to chciałem zwrócić uwagę.

"Dla przestępstw ,seksualnych w szczególności, kara powinna być sprawiedliwa i surowa. Naprawdę surowa!"

Oczywiście, że tak - ale kara "sprawiedliwa" to kara zgodna z prawem! Jeśli Konstytucja gwarantuje mi zakaz okaleczania mnie, powinienem móc to odczytać jako gwarancję, że mogę gwałcić i mordować bez ryzyka okaleczenia mnie przez państwo (być może dostanę dożywocie w karcerze i z tym muszę się liczyć, ale gwarancję, że nikt mi oka nie wyłupie w majestacie prawa powinienem mieć). A jeśli ktoś uważa to za niesłuszne, to trzeba zmienić konstytucję. Ja chętnie podpisałbym się pod usunięciem z konstytucji zakazu kar cielesnych, bo np. chłosta drobnych złodziejaszków rozwiązuje dużą część problemu przepełnionych więzień, życia więźnia na koszt podatnika, unikania kary za wykroczenie, i jest trudniejsza do kalkulacji przez samego złodziejaszka. A przy tym wydaje się adekwatna. Tylko najpierw zmieńmy wszystkie akty prawne i wypowiedzmy wszystkie umowy, które nam tego zakazują. W przypadku chemicznej kastracji pedofilów nie jestem przekonany do samej kary (ale nie dlatego, że lituję się nad biednymi, krzywdzonymi pedofilami!), natomiast retoryka, za pomocą której jej zwolennicy usiłują ją przeforsować, budzi moje najwyższe przerażenie. Zupełnie czym innym byłby taki zapis w kodeksie karnym, gdyby nie stał w sprzeczności z zapisami wyższych aktów dotyczących tego, co należy się "człowiekowi" bez używania argumentu, że ktoś z Władzuchny nie uważa pedofila za człowieka. To już przerabialiśmy - ostatnio, zdaje się, na przełomie lat 60-tych i 70-tych w Afryce, kiedy za pomocą tego argumentu usprawiedliwiano polowania na Pigmejów.

"Poseł jest osoba publiczną i z wyboru społecznego ma reprezentować społeczeństwo (najczęściej lokalne) w parlamencie."

To niech społeczeństwo oceni pracę tego posła, w szczególności: czy ustawa, nad którą pracuje i za którą głosuje, jest dobra, czy zła? Jeśli dobra, należą się posłowi słowa uznania. Jeśli zła: słowa potępienia, które przy okazji należą się wszystkim innym posłom pracującym nad tą ustawą i głosującym za. Jakość ustawy naprawdę nie zależy od tego, czy któryś poseł na niej zyskał i ile. W ogóle nie zależy od tego, kto nad nią pracował i kto za nią głosował, tylko jaka jest jej treść i skutki. I tylko z tego powinni być rozliczani jej autorzy i jej poplecznicy - wszyscy!

LordKaftan: "Nie w Europie, ale w USA." [miałby setki procesów karnych australijski lekarz, który dla uratowania życia dziecka podjął niekonwencjonalną medycznie decyzję - przyp. pietshaq]

Być może w USA miałby (choć tam raczej bardziej groziłyby mu cywilne ze strony rodziny), natomiast w Europie uważam, że też miałby.

"Po drugie-zobaczymy czy to życie faktycznie uratował." - a jak? Dziewczynka może umrzeć z powodu powikłań pooperacyjnych związanych lub niezwiązanych z decyzją lekarza, może wpaść pod samochód zanim cokolwiek się wyklaruje, albo umrzeć w wieku 20 lat z powodu słabej wątroby. Żadnego powyższego scenariusza jej nie życzę, natomiast trudno byłoby udowodnić, że nastąpiło to z powodu decyzji lekarza, a już zupełną niemożliwością jest udowodnić, że inna decyzja przyniosłaby lepszy efekt. Na razie jako bezpośredni skutek operacji zaobserwowano poprawienie się stanu zdrowia dziewczynki - do tego stopnia, że podobno jeździ na rowerku, czego wcześniej nie była w stanie zrobić. Też zresztą nie wiadomo, czy bez piłeczki ping-pongowej nie byłoby takiego samego lub lepszego efektu.

Netzach: "Jako jedyne uzasadnienie [ścigania człowieka za zabijanie psów na smalec - przyp. pietshaq] mozna by podac ten artykul ustawy

Art. 33.

3. W przypadku konieczności bezzwłocznego uśmiercenia, w celu zakończenia cierpień zwierzęcia, potrzebę jego uśmiercenia stwierdza lekarz weterynarii, członek Polskiego Związku Łowieckiego, inspektor organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, funkcjonariusz Policji, straży miejskiej lub gminnej, Straży Granicznej, pracownik Służby Leśnej lub Służby Parków Narodowych, strażnik Państwowej Straży Łowieckiej, strażnik łowiecki lub strażnik Państwowej Straży Rybackiej.
"

Nie jestem przekonany. W przypadku uboju w celach konsumpcyjnych raczej nie mamy do czynienia z koniecznością bezzwłocznego uśmiercenia w celu zakończenia cierpień. Nie słyszałem też, żeby wyżej wymienione organy stwierdzały potrzebę zgilotynowania koguta, zanim rolnik weźmie go na rosół, ani o tym, żeby takich rolników ścigano. Ten artykuł stosuje się najczęściej w odniesieniu do zwierzęcej eutanazji, w stosunku do zwierząt chorych lub starych, które z powodu innych przepisów i tak nie nadają się do konsumpcji, i to niezależnie od gatunku.

 

1 komentarz
nathell
Nathell - Superbojownik   |  rok i 5 miesięcy temu  |  
Zgadzasz się z Twoją Żoną, JKM, Jerzym Urbanem i JoaquĂ­nem Navarro-Vallsem jednocześnie. Woot! :)

[ http://tiny.pl/86m3 ]

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi