< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Litera Prawa vs. "common sense"

12 październik 2008 ·
Są trzy koncepcje podchodzenia do prawa zapisanego w kodeksach państwowych. Pierwsze podejście polega na tym, że "sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie". Innymi słowy: kodeksy sobie, a władza robi, co uważa. Z tym spotykamy się na przykład w dzisiejszej Polsce (nie jest to reguła, ale się spotykamy), nie będę jednak szegółowo w tę metodę wnikał. Drugie podejście: wszystko, czego nie zakazuje litera prawa, jest dozwolone, natomiast to, czego zakazuje, musi być bezwzględnie karane. Na tej zasadzie opiera się w większości prawo rzymskie. Wreszcie trzeci system: zasada "common sense": prawo należy interpretować zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i intencją ustawodawcy, nawet jeśli przeczy to literalnym zapisom. Ten model stosuje np. Wielka Brytania.

Zasadniczo jestem zwolennikiem "common sense". To może nieco dziwić. Na razie silnie postuluję, aby w Polsce stosowano rzymski system. Nie dlatego jednak, że jest lepszy. Po prostu: skoro mamy prawo, które z jednej strony zakazuje zakładów i gier hazardowych, których stawką lub przedmiotem jest czas trwania ludzkiego życia, a z drugiej strony do takich gier hazardowych zmusza (przymus ubezpieczeń emerytalnych) - to jego się nie da traktować żadnym zdrowym rozsądkiem. Pozostaje więc litera prawa jako mniejsze zło.

Ja postuluję natomiast, żeby prawo maksymalnie uprościć, a później jego stosowanie oprzeć na trzech zasadach: zdrowym rozsądku, precedensowości oraz rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego. Zasadniczo przypomina to prawo amerykańskie, nie jestem jednak pewien, czy nie różni się od niego, więc rozwinę na przykładzie.

Mamy w naszym nowym, prostym prawie, zapis: "kradzież jest zakazana". Wbrew pozorom trudno jest takie prawo traktować literalnie, ponieważ nie zawsze jest oczywiste, czy mamy do czynienia z kradzieżą, a próbując ją precyzyjnie zdefiniować natykamy się na rafy (kolega, z którym rozmawiałem, postulował "podejmowanie działań zmniejszających czyjś obecny lub przyszły stan posiadania bez jego zgody" - i niniejszym zakazał pojawiania się na rynku konkurentów dotychczasowym firmom...)

I oto pojawia się człowiek, który wykorzystuje mechanizm oscylatora do wysupływania z banków sporych sum. Nie jest do końca jasne, czy mamy do czynienia z kradzieżą, czy nie. Sprawa trafia więc pod sąd, a sędzia ocenia za pomocą swojego zdrowego rozsądku, po czym są dwie możliwości. Pierwsza, gdy nie uzna się oscylatora za kradzież, jest mało ciekawa - po prostu działanie było legalne - jednak nie oznacza (niech "precedensowość" Państwa nie zmyli), że każdy może sobie "oscylować" - następnego oscylatornika można pozwać, inny sędzia może orzec inaczej. A co jeśli sędzia orzeknie, że jest to kradzież? Wówczas musi jeszcze odpowiedzieć na pytanie: czy sprawa była wątpliwa i precedensowa jednocześnie? Innymi słowy: czy, zdaniem sędziego, oskarżony - zakładając, że zna on kodeksy, dotychczasowe orzecznictwo, oraz ma przeciętny zdrowy rozsądek - powinien był mieć sporą dozę pewności, że jego czyn jest zakazany? Jeśli sędzia uzna, że nie - oskarżonemu nie wymierza się kary, natomiast jednoczesne uznanie jego czynu za zabroniony daje zielone światło do ukarania następnego oskarżonego o to samo lub bardzo podobne (zdaniem sędziego) wykroczenie - w tym tego samego oskarżonego, jeśli nie zaprzestanie swoich działań.

Proszę o konstruktywną krytykę tej propozycji, ponieważ powstała ona jako odpowiedź na utylitarne postulaty dotyczące prawodawstwa. Z grubsza brzmiały one tak: trzeba wymyślić coś, żeby można było sądzić sprawiedliwie ze świadomością, że idealnie precyzyjnego prawa stworzyć się nie da i zawsze trzeba się będzie opierać na ludzkim intelekcie i wyczuciu, a z drugiej strony: trzeba tak konstruować prawo, żeby człowiek przy zachowaniu należytej staranności, bez konieczności wykształcenia prawniczego, mógł na 100% wiedzieć, za co nie zostanie ukarany.

Przy okazji zwracam uawgę, że sędzia musi każdorazowo dobrze wyczuć wagę wykroczenia. Sugerowałbym więc, żeby ustawodawca prawie w ogóle nie wchodził w kompetencje sędziego, na przykład ustalając widełki za poszczególne wykroczenia. Może ustalić, na przykład, że najwyższą karą jest dożywocie, albo kara śmierci, albo kara śmierci kwalifikowana. Nie powinien natomiast pisać, że za kradzież należy się od 3 do 15 lat - bo jeśli sędzia uzna, że oskarżony jest winny kradzieży i musiał o tym wiedzieć, ale z jakiegoś powodu zasługuje tylko na miesiąc więzienia, to warto mu to umożliwić. Różnica między sędzią a legislatorem jest tu między innymi taka, jak między "common sense" a literą prawa - to pierwsze umożliwia potraktowanie każdego, nawet najbardziej wyjątkowego, przypadku indywidualnie, a jednocześnie zgodnie i z prawem, i ze sprawiedliwością. A jeśli sędzia uważa, że należy się za jakąś kradzież miesiąc - to zapewne ma bardzo ważny powód i legislator powinien zaufać, że sędzia dogłębnie wniknął w konkretny przypadek.

 

1 komentarz
zaganiacz
zaganiacz - Superbojownik   |  rok i 4 miesiące temu  |  
nie wiem co rozumiesz przez "system rzymski". bo prawo rzymskie nie było jakimś odrębnym systemem, a jedynie zbiorem, dośc przypadkowym zresztą i wynikającym z ówczesnych relacji cywilnoprawnych, norm obowiązujących przy danych czynnościach prawnych. system chyba powinien kieroważć się jakimiś założeniami charakterystycznymi we wszystkich, albo chociaż większości przypadków. tutaj nie potrafię się dopatrzeć...to po prostu zręby unormowań cywilistycznych.

oscylator. bardziej oszustwo niż kradzież, wg mnie. ale nie w tym rzecz. nie ma takiej opcji, zeby staworzyć prawo, które będzie jasnym wytłumaczeniem wszystkich hipotetycznych sytuacji, jakie mogą się wydarzyć, bo życie i ludzka pomysłowość potrafią płatać figle.
a system sądownictwa w Polsce, zakładający niezawisłość sądu przewiduje sytuację, że podobne casusy mogą być inaczej rozpatrywane przez inne składy sędziowskie. w przypadku wystąpienia takiego zagadnienia prawnego, rozstrzygające będzie orzeczenie SN. oczywiście ono wiąże bezpośrednio w sprawie, która jest zawisła przed sądem, niemniej jednak uchwały SN uznawane są za zasady prawas i sądy, podczas orzekania, muszą mieć je na względzie.
co do widełek-ależ prawo jak najbardziej przewiduje takie sytuacje. są to np.(na przykładzie kradzieży, która powołałeś) uznanie czynu za wykroczenie, a nie występek (inny zakres karalności), uznanie za wypadek mniejszej wagi i odstąpienie od ukarania itd.
common law wcale nie jest takie niezawodne. coś uznane za precedens jest wiążące dla tamtejszego sądu w nanalogicznej sprawie. niemniej, sąd może uznać, ze zaszedł w tym konkretnym przypadku "precedens od precedensu" i wydać odmienne orzeczenie. zakres niezawisłości sędziowskiej,po uwzględnieniu oczywiście różnic w systemach, niewiele różni się wg mnie od systemu kontynentalnego.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi