Czy wierzycie w istnienie w realnym świecie Świętego Mikołaja?
Nie, nie wierzę.
A jakimś zadziwiającym przypadkiem nie wierzycie - czy uważacie, że wasza niewiara jest racjonalna?
Jest racjonalna, ponieważ zdanie "istnieje Święty Mikołaj" jest weryfikowalne, przynajmniej jeśli rozumiemy to utylitarnie ("istnieje taki Święty Mikołaj, który przynosi prezenty znikąd").
Natomiast gdyby pytanie było nie o Świętego Mikołaja, a o niewidzialne krasnoludki, to: nie, nie byłaby to racjonalna niewiara. A ściślej: byłaby tak samo (nie)racjonalna, to wiara w ich istnienie. Podobnie rzecz by się miała, gdyby pytanie dotyczyło dowolnego Świętego Mikołaja - niekoniecznie takiego, który przynosi prezenty komukolwiek.
Jeżeli tak - czy jest ona bardziej racjonalna od wiary tych ludzi(a jacyś istnieją, aczkolwiek być może mają lat 5), którzy wierzą w Jego istnienie?
Najprawdopodobniej jest to ten sam poziom racjonalności. Dorosły człowiek, podkładając prezent, ma silną przesłankę za tym, że Święty Mikołaj nie istnieje, a inne prezenty podkładają inni ludzie. Dziecko jest pozbawione tej informacji - jego wiara w istnienie Świętego Mikołaja jest racjonalna na gruncie tej wiedzy, którą posiada.
A istnienia (bądż nieistnienia) żadnego z nich dowieść się nie da.
Moim zdaniem jest to zdanie fałszywe. Istnienie Świętego Mikołaja przynoszącego prezenty jest dowodliwe - dowodem mógłby być dowolny prezent, którego żaden człowiek nie mógł podłożyć. Jego nieistnienie jest niedowodliwe, niemniej przemawia za nim bardzo silna przesłanka, której nie ma przy rozważaniu o Bogu. Jest nim właśnie dowodliwość istnienia.
Ogólnie: brak dowodu na istnienie to jeszcze nie dowód na nieistnienie - niemniej jest sensowną przesłanką, gdy wiemy, że dowód na istnienie jest możliwy, natomiast nic nie mówi, gdy wiemy, że dowód na istnienie jest niemożliwy.
Ja sądzę, że Boga nie ma, ale dopuszczam możliwość, że mogę się mylić.
Czy jakakolwiek głęboko wierząca osoba jest w stanie zdobyć się na analogiczne zdanie?
Ja się zdobyłem w cytowanej notce. Ja wiem, że to, iż Bóg nie istnieje, jest możliwe - ja tylko nie wierzę, żeby akurat ta możliwość była prawdziwa.
Dla wierzących mam jeszcze ostatnie pytanie - o tym, że Bóg istnieje, głośniej mówi Wam głowa czy serce?
Dobre pytanie. Mi mówi cały świat dookoła, a nie ja sam. Niemniej w potocznym rozumieniu: serce. Konkretniej: istnienie Boga lub jego nieistnienie to kwestia pozanaukowa (w tym sensie, że zdanie "wierzę w Boga" i zdanie "nie wierzę w Boga" są nienaukowe). Dlatego zresztą jest to kwestia wiary: głowa mówi mi o tym, co wiem, a jeśli coś wiem, to nie potrzebuję wierzyć. I dlatego jestem przeciwny mieszaniu Boga do polityki i uzasadnianiu nakazami bądź zakazami pochodzącymi od jakiegokolwiek bóstwa jakiegokolwiek przepisu.
"Istnienie Świętego Mikołaja przynoszącego prezenty jest dowodliwe - dowodem mógłby być dowolny prezent, którego żaden człowiek nie mógł podłożyć."
Przy milczącym założeniu, że żaden nieczłowiek (nie licząc ŚM) się podkładaniem prezentów nie zajmuje, albo że "magicznie" pojawiający się prezent jest przesłanką za istnieniem ŚM niezależnie od możliwości istnienia podkładającyh prezenty nieludzi.
Coś na zasadzie zauważenia szarego słonia jako racjonalnej przesłanki za czernią wszystkich kruków, czyli zdanie logicznie poprawne, praktycznie bezużyteczne.
Ale ok, bazując na tej logice napiszę analogiczne zdanie:
Istnienie Boga czyniącego cuda jest dowodliwe - dowodem mogłoby być dowolne wydarzenie (nienaturalne), którego żaden człowiek nie mógł uczynić.
Czy to znaczy, że (wg Autora) istnienie Boga jest dowodliwe?
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą