Jeśli to jest zrozumiałe, to teraz proszę sobie na spokojnie poczytać mój blog, zobaczyć, jakie mam zapatrywania polityczne, poczytać program polityczny konkretnych polityków... I przestać się dziwić, że uważam, iż większą stratą dla polityki był wypadek J. Haidera, niż wypadek B. Geremka. Haider był pierwszym człowiekiem od bardzo dawna, który - postulując idee liberalizmu gospodarczego - uzyskał sensowną liczbę mandatów w parlamencie kraju należącego do Wspólnoty Europejskiej, a przy tym politykiem, który był co prawda potwornie k****rwatywny (czego efektem było kilka niezbyt udanych haseł i postulatów), ale jednocześnie prowolnościowym i prawicowym. Profesor Geremek zaś - bez wątpienia przyzwoity człowiek prywatnie (choć osobiście Go nie znałem) - cały czas wierzył w "sprawiedliwość społeczną"...
Dziwić się można co najwyżej, jak się usłyszy, że za jeszcze większą stratę dla polityki uznałbym, gdyby wypadek miał J.M. le Pen. Cóż, dzisiaj powodzenie likwidacji socjalizmu w Polsce znacznie bardziej zależy od tego, jak silni będą przedstawiciele nurtu liberalnego we Francji, niż w Austrii...
Podkreślam dla polityki, bo pewnych wzorców totalitarnego myślenia wyplenić z ludzi nie sposób i spotkałem się już z wnioskowaniem, iż takimi tezami mówię, że mniejszą stratą byłaby dla mnie strata jakiegoś socjalisty z rodziny lub przyjaciół niż prawicowego polityka. Nieprawda - dla mnie byłaby to bardzo duża strata, bo dla mnie osobiście znacznie ważniejsze jest to, czy ktoś jest moim przyjacielem, niż to, czy jest socjalistą. Niewykluczone jednak, że dużo łatwiej pisze się o politykach, których nigdy nie poznałem osobiście...
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą