Na IJ zarzucono jednemu z moich argumentów, że jest sofistyką. Przywykłem już do tego określenia, podobnie jak do demagogii, i jeszcze paru - z reductio ad Hitlerum włącznie. Niemniej zawsze w takim przypadku mam jedno odczucie: że tak mówiącemu człowiekowi zarówno nie starcza argumentów na kontry, jak i jaj (w wersji unisex: odwagi) na przyznanie się do braku znalezienia kontry. Dlatego ucieka w wygodne słowo "sofistyka", "demagogia", etc. Rzadko bo rzadko, ale zdarza się, że taki zarzut poparty jest solidną kontrą. Wtedy nie mam nic przeciwko oponentowi, może poza jednym: wówczas określenie "sofistyka" zaciemnia obraz i utrudnia dyskusję.
W każdym razie dla mnie ów przytyk był o tyle cenny, że na blogu w tym temacie nikt mi tego jeszcze nie wytknął - co jest wystarczającym powodem, żeby uhonorować Czytelników bloga pierwszeństwem odpowiedzi.
"Istnienie Boga czyniącego cuda jest dowodliwe - dowodem mogłoby być dowolne wydarzenie (nienaturalne), którego żaden człowiek nie mógł uczynić.
Czy to znaczy, że (wg Autora) istnienie Boga jest dowodliwe?"
pyta Mistrzyni_Gry. Krótko mówiąc: nie. Długo mówiąc, trzeba by wrócić do dowodliwości Świętego Mikołaja. Najpierw jednak jedna obserwacja. Skoro trwa spór o to, czy istnienie Świętego Mikołaja i czy istnienie Boga są dowodliwe, to niewątpliwie oznacza to, iż ani jedno, ani drugie nie jest dowiedzione. Warto zauważyć, że jeśli mówimy o jakimkolwiek obiekcie, którego istnienie nie jest dowiedzione, możemy go opisywać jedynie przez cechy, jakie ten obiekt - o ile istnieje - posiada.
Dla mnie "Święty Mikołaj" to istota dająca prezenty ludziom, a niebędąca ani człowiekiem, ani istotą sterowaną przez jakiegokolwiek człowieka lub grupę ludzi (inaczej Świętym Mikołajem mogłaby być np. fundacja). Koniec definicji. Jeśli zobaczę prezent i będę wiedział, że nie mógł go dać żaden człowiek ani żadna firma ani nic kierowanego przez człowieka - to dla mnie znaczy to, że prezent dał Święty Mikołaj. Z definicji. Koniec dowodu. Mogłoby się, rzecz jasna, po jakimś czasie okazać, że ten prezent wręczył Aldebarańczyk Xuxu Qovalsky... Świetnie - w takim razie odpowiadam: z definicji oznacza to, że Xuxu Qovalsky jest Świętym Mikołajem.
Bóg to Istota o niebo (albo i kilka nieb...) bardziej skomplikowana. Jeśli zobaczę jakiś cud, który wygląda na Boski, nie będzie to dowód na istnienie Boga. Proszę spytać dowolnego ateisty. Powinien odpowiedzieć, że to jacyś zaawansowani technicznie Aldebarańczycy dobrali się do treści naszej Biblii i robią nam kawały. A jeśli stwierdzi, że nie, że to jednak Bóg objawił się w tym cudzie... to znaczy, że uważa, iż istnienie Boga jest bardziej prawdopodobne, niż istnienie zaawansowanych technicznie Aldebarańczyków robiących nam kawały. Czyli że prawdopodobieństwo istnienia Boga jest ostro większe od zera. Tylko czy to jeszcze jest ateista? Ja bym go nazwał raczej "agnostykiem".
A jeśli istotnie okaże się, że ten "cud" to kawał Aldebarańczyka, to bynajmniej nie powiem, że to ów Aldebarańczyk jest Bogiem. Od Bytu, który nazywam Bogiem, wymagam nie tylko umiejętności robienia cudów - ale również stworzenia świata, kontroli nad moją duszą, i mnóstwa innych rzeczy składających się na definicję Boga, w którego wierzę. Między innymi: nieistnienia drugiego Bytu o identycznych cechach (bo wierzę w jednego Boga, choć w trzech Osobach). Tego wszystkiego nie udowadnia cud.
Podobnie zresztą, jak zobaczenie szarego słonia nie jest dowodem na to, że wszystkie kruki są czarne. Jest dobrą przesłanką (zdanie "wszystkie kruki są czarne" jest równoważne zdaniu "żaden nieczarny obiekt nie jest krukiem" i szary słoń jest kolejnym obiektem, dla którego to zdanie jest prawdziwe, a zatem przesłanką), ale nie dowodem. Takim mógłby tylko być dowód nieistnienia jakiegokolwiek obiektu, który jest krukiem, a nie jest czarny.
Niewykluczone, że moi Rozmówcy (na blogu: jeden Rozmówca) inaczej definiują zarówno Boga, jak i Świętego Mikołaja. Bywa tak, że ja o zamku w drzwiach, sprawiedliwości i dziadku, a rozmówca o zamku w rozporku, sprawiedliwości społecznej i dziadku do orzechów - i nazywamy takimi samymi lub podobnymi terminami diametralnie różne od siebie obiekty, przez co się wzajemnie nie rozumiemy. Wypadałoby to na początku dyskusji uściślić, czego nie zrobiłem - mea culpa. Niewykluczone, że istnienie Świętego Mikołaja tak, jak definiuje go Mistrzyni_Gry jest niedowodliwe, z kolei dowodliwe jest istnienie istoty, którą Mistrzyni_Gry nazywa "Bóg".
Natomiast istnienie Boga, w którego ja wierzę, dowodliwe nie jest.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą