zaganiacz: "system sądownictwa w Polsce, zakładający niezawisłość sądu przewiduje sytuację, że podobne casusy mogą być inaczej rozpatrywane przez inne składy sędziowskie. w przypadku wystąpienia takiego zagadnienia prawnego, rozstrzygające będzie orzeczenie SN. oczywiście ono wiąże bezpośrednio w sprawie, która jest zawisła przed sądem, niemniej jednak uchwały SN uznawane są za zasady prawas i sądy, podczas orzekania, muszą mieć je na względzie."
Niekoniecznie, jeśli odrzucimy koncepcję SN. Kiedyś pisałem (i podtrzymuję), że uważam jednoinstancyjność za całkiem niezły pomysł. Oczywiście, gdy pojawią się nowe dowody i wyjdą na jaw nowe fakty, można się odwołać... do ponownego rozpatrzenia nowej już nieco sprawy przez sąd pierwszej i jedynej instancji.
"co do widełek-ależ prawo jak najbardziej przewiduje takie sytuacje. są to np.(na przykładzie kradzieży, która powołałeś) uznanie czynu za wykroczenie, a nie występek (inny zakres karalności), uznanie za wypadek mniejszej wagi i odstąpienie od ukarania itd."
Jasne, natomiast ja postulowałem, żeby prawo przewidywało jedne widełki za wszystkie rodzaje czynów zabronionych - bo jeśli sędzia uważa, że czyn Kowalskiego, który pobił sąsiada ze skutkiem śmiertelnym, jest mniejszym złem, niż czyn Nowaka, który ukradł z oczyszczalni ścieków jakiś kawałek metalu wart 200 złotych, przez co wytruło się pół miasta, to powinien móc łupnąć adekwatne kary, a nie: być związany przepisami, które jako najniższą karę za pobicie ze skutkiem śmiertelnym przewidują więcej lat, niż jako najwyższą karę za kradzież mienia o wartości 200 złotych.
"common law wcale nie jest takie niezawodne. coś uznane za precedens jest wiążące dla tamtejszego sądu w nanalogicznej sprawie."
Dlatego proponowałem pewną modyfikację "common law", która zawiera się z grubsza w następującym postulacie: ukarać można człowieka za popełniony czyn tylko wtedy, gdy czyn ten był w oczywisty sposób zabroniony przez prawo, albo gdy dotychczasowe orzecznictwo wskazywało na to, że może być za taki uznany. "Można" nie oznacza "trzeba", bo przypadki bywają bardzo różne i bardzo złożone; wyobrażam sobie na przykład sytuację, w której człowiek musi wybrać między zabiciem jednego innego człowieka, a skazaniem na śmierć tysiąca innych ludzi - i warto, żeby sędzia miał tu furtkę nawet do uniewinnienia. Natomiast stąd zrodził się pomysł, że można jednocześnie orzec, że czyn popełniony przez oskarżonego jest zabroniony, i uniewinnić oskarżonego na tej podstawie, że sprawa była precedensowa i miał on pełne prawo tego nie wiedzieć.
"kwestia pewności co do prawa i przesadnie długiego vacatio legis jest nieracjonalna. w żadnym przypadku. bo jesli miałaby niby być taka w przypadku władzy rodzicielskiej, to dlaczego by nie w przypadku odsetek ustawowych?"
Nie wiem, dlaczego by nie - co do zasady powiedziałbym, że tak. Jeśli przepis mówi "odsetki ustawowe wynoszą 13% rocznie", to zmiana tego przepisu powinna wejść w życie po 6 latach, właśnie z powodów, które podałem. Gdyby mówił "odsetki ustawowe wynoszą między 1 a 100% rocznie; dokładną wysokość na każdy dzień podaje, z dokładnością do jednego procenta, wylosowany w danym dniu mieszkaniec Jasła", to zmiana tego przepisu też powinna wejść w życie po 6 latach od jej przyklepania - choć odsetki, naturalnie, zmieniałyby się dzień w dzień, ale może i na tym ktoś potrafi zarobić?
A co do szczegółów: nasze prawo jest tragiczne, a vacatio legis to nawet nie pryszcz, tylko ledwie widoczne znamię na sempiternie w porównaniu z wieloma innymi kwiatkami. Gdybym dostał władzę ustawodawczą, najpierw zmieniłbym całą resztę przepisów, z którymi się nie zgadzam, a dopiero na samym końcu, gdy weszłyby w życie - ten o vacatio legis. W końcu nie chciałbym utrudniać roboty sobie, tylko moim ewentualnym przeciwnikom, gdyby chcieli przywrócić poprzedni stan. Co nie oznacza, że nie zrobiliby tego - tyle, że musieliby poczekać albo działać nielegalnie. Pewnie zrobiliby to drugie: tak często pokazują, gdzie mają ustawy (i nawet konstytucje) pisane przez siebie, że nie widzę powodu, dla którego mieliby nagle zacząć szanować ustawy pisane przez innych.
LordKaftan: "Ta notka ma taki sens, jak stwierdzenie, że kryminały* są przyczyną morderstw.
*albo filmy, albo gry komputerowe, albo opowieści dziadków o wojnie"
To o notce, w której pisałem, że znęcanie się nad zwierzętami to w dużej części efekt medialnego nagłośnienia takich przypadków.
Cóż, słyszałem istotnie o przypadkach, kiedy morderca tłumaczył, że inspirację czerpał z książki, niemniej pragnę poddać pod rozwagę parę powodów, dla których analogia mnie nie przekonuje.
1. Ilu ludzi dowie się o konkretnym wydarzeniu, jeśli opowiada o nim dziadek, ilu z filmu, ilu z gry, ilu z kryminału - a ilu z "Faktu" czy "Super Expressu"?
2. W kryminałach najczęściej nie podpowiada się ludziom nowych metod. Inwencja dobrego autora idzie raczej w kierunku walki umysłów detektywa i mordercy. Przeczytałem wszystkie kryminały Agathy Christie, a jest ich - jeśli liczyć opowiadania również na sztuki - ponad setka. Nie liczyłem, ile różnych sposobów morderstw tam było, ale raczej mniej niż dziesięć.
3. Co więcej, takie sposoby najczęściej nie przekraczają wyobraźni przeciętnego człowieka. Tymczasem nawet tu, na HP, czytałem komentarze normalnych bez wątpienia ludzi, że "im by nigdy w życiu do głowy nie przyszło, że w ogóle można coś takiego zrobić". No, to teraz dzięki usłużnym mediom już przyszło.
4. Ludzie normalni jednak inaczej traktują nawet bardzo realistyczną fikcję literacką, a inaczej doniesienie oparte na faktach. Istotne jest przy tym nie to, co zdarzyło się naprawdę, lecz to, co się ludziom mówi. Gdyby media opisujące takie przypadki zastrzegały, że opisują fikcję, miałbym znacznie mniejsze pretensje.
A poza tym: można znaleźć i coś na obronę tej analogii. Rzeczywiście, jeśli film lub gra zanadto epatuje okrucieństwem, to może wywołać równie wielkie szkody. Między innymi dlatego są restrykcje dotyczące wieku przy takich grach i filmach, a także - przy filmach - czasu emisji. A jak twórca przesadzi z "inwencją", to tytuł zdejmuje się całkowicie. "Fakt" epatuje okładką z większości kiosków, a przeczytać go może dowolny smarkacz o dowolnej porze. I jakoś nikt nie domaga się zakazu publikowania zbyt drastycznych informacji, albo ograniczeń: wiekowych, czasowych, etc.
Przyznam, że nie pojmuję, dlaczego.
P.S. Uczepiłem się akurat "Faktu", bo on bardzo często właśnie o takich sprawach pisze, w dodatku ubarwiając przekaz. W konkretnym przypadku przeczytałem w innym medium o okrucieństwie wobec zwierząt. Nie wymieniam jego nazwy, bo uważam, że jeśli dzięki temu kilka osób nie dotrze do tego artykułu, to osiągnę większy zysk, niż gdybym w oczach kilkudziesięciu osób napiętnował tytuł.
"Ilu ludzi dowie się o konkretnym wydarzeniu, jeśli opowiada o nim dziadek, ilu z filmu, (...) - a ilu z "Faktu" czy "Super Expressu"?"
No tak, zastanówmy się.
Ilu ludzi czytuje "prasę śmieciową", a ilu ogląda filmy bazujące na faktach?
Biorąc pod uwagę tylko tych, którzy średnio chociaż z raz w tygodniu robią jedno albo drugie, czy to nie jest dość drastyczna różnica na korzyść filmu?
Nie wiem, czy Autor czytuje tabloidy, ale w/w filmy ogląda na pewno.
"W kryminałach najczęściej nie podpowiada się ludziom nowych metod."
???
Obawiam się, że te walczące umysły używają w tej walce całkiem namacalnych środków, pomysłów i sposobów.
A wiele z tych środków mimo fikcyjności filmów jest na tyle realistycznych, że stanowią świetną pożywkę dla kryminalistów i nie tylko.
Z przykładów - chociażby sławny film "Wielki napad na pociąg", który niedługo póżniej został w Anglii skopiowany w "realu", co zainteresowani mogą sprawdzić szukając "Napad stulecia", chociażby w Wikipedii.
PS: Akurat bardziej od tabloidów "winne" są czasopisma rodzaju "Detektywa", którego jednak Autor, mimo krytyki wobec "ubarwionych" opisów zbrodni czytuje regularnie.
"Jeśli przepis mówi "odsetki ustawowe wynoszą 13% rocznie", to zmiana tego przepisu powinna wejść w życie po 6 latach, właśnie z powodów, które podałem."
(A czemu akurat po 6 latach?)
Tak długie vacatio legis odbiera prawu możliwość bycia elastycznym.
Jak wiedzą darwiniści:
"It is not the strongest of the species that survives, nor the most intelligent, but rather the one most adaptable to change."
Prawo nie jest w stanie być doskonałe, ale powinno (co niestety faktycznie trudno w Polsce zaobserwować) dążyć do doskonałości. Nałożenie mu takiego biurokratycznego kagańca spowoduje, że prawo po pewnym czasie przestanie przystawać do rzeczywistości, odebrana mu zostanie możliwość reagowania na pojawiające się nowe problemy, jak i poprawiania swoich dawnych pomyłek.
Zauważcie, że przecież ludzie często muszą podejmować decyzje, bazując na obecnym, ułomnym stanie wiedzy, podczas gdy znając przyszłość zadecydowali by zupełnie inaczej.
Przykładowo - wielu Amerykanów (i nie tylko) nie zaciągnęło by kredytów hipotecznych, gdyby wiedzieli, jak bardzo spadnie wartość nieruchomości.
I co zrobić - wprowadzić vacatio legis na wszelkie zmiany stóp procentowych? Na zmiany miesięcznych rat przy spłacaniu kredytu? Na ceny nieruchomości?
Nie sądzę.
Taki Kowalski przykładowo zaciąga kredyt ze zmienną stopą procentową, na którego raty jeszcze go stać, tymczasem stopy procentowe rosną, raty rosną - i Kowalski wraz z rodziną tracą dach nad głową, bo nie są w stanie zapłacić. I co na to Autor radzi? Wprowadzić to vacatio legis na zmiany stóp procentowych?
Fakt, Kowalski wiedział, że stopy procentowe mogą ulec zmianie, tak samo, jak wiedział, że przepisy dotyczące wychowania dzieci mogą ulec zmianie.
Nie sądzę, żeby należało ograniczać wolność reprezentantów obywateli polskich we wprowadzaniu zmian w przepisach, z wyjątkiem jakichś szczególnych kwestii, gdzie jest to konkretnie uzasadnione.
Prawo nie jest stałą, i każdy Kowalski o tym wie. Państwo powinno informować z wyprzedzeniem o planowanych zmianach w przepisach, ale jest absurdalne i szkodliwe, aby cały kraj miał ponosić szkody z powodu przepisu, którego z powodu horrendalnie długiego vacatio legis nie można zmienić.
Nie wszystko można przewidzieć, więc skoro wiadomo, że w okręcie prawa będą dziury, państwo MUSI się zaopatrzyć w narzędzia, za pomocą których te dziury będzie mogło załatać szybko, a nie po cierpliwym odczekaniu w nadziei, że statek nie zatonie.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą