Bojownik ma tylko (uzasadnioną) wątpliwość: "Gdzie przeprowadzisz granicę, jak określisz kiedy "klaps" jest jeszcze wychowawczy, a kiedy to już jest znęcanie?"
A ja mam na to odpowiedź: wykreślmy penalizację klapsów sensu stricte z kodeksu, a zostawmy karanie powodowania uszczerbku na zdrowiu. Jeśli sędzia w oparciu o opinię lekarza uzna, że dziecko uznało w wyniku kary uszczerbku na zdrowiu - to znaczy, że rodzic przesadził. I nie bałbym się, że to sparaliżuje sądy: przypadki wątpliwe to naprawdę marginalna mniejszość wszystkich przypadków bicia dzieci.
Przechodzimy do wątpliwości i pytań niq.
"Jak szanowny Autor zinterpretuje fakt, że wszyscy oskarżeni i osądzeni za bicie, znęcanie się fizyczne (nie za klapsy! nie za trzepnięcie w tyłek! za bicie pięścią, lanie kablem, sznurem, łańcuchem, przypalanie żelazkiem etc uszkodzenia ciała!) przyznawali, że byli bici (mniej lub intensywniej) przez swoich rodziców? Co więcej, dotyczy to również sprawców, którzy nie ograniczyli się z przemocą do swoich bliskich, ale również pobili kogoś na ulicy, stadionie czy w pociągu."
Szanowny Autor zinterpretuje to tak, że w nie tak dawnych czasach prawie wszystkie dzieci, gdy poważnie narozrabiały, były bite przez swoich rodziców, a więc zapewne ci sprawcy również. Nie dopatrywałbym się w tym niczego bardziej niezwykłego, niż na przykład w stwierdzeniu "wszyscy oskarżeni i osądzeni za bicie przyznawali, że urodziły ich kobiety". Oczywiście nie wszystkie dzieci są karane cieleśnie; jednak w niedawnych czasach nigdy nie karane dzieci to na ogół aniołki albo tzw. "szare myszy" - cichutkie, potulne, grzeczniutkie, i to grzeczniutkie nie dlatego, że nie są bite (bo związek przyczynowo-skutkowy jest odwrotny), tylko dlatego, że po prostu takie są. Z takich wyrastają niekiedy przestępcy gospodarczy, czasem szaleńcy wparowujący do szkół z bronią lub wysyłający bomby, ale wątpię, żeby wyrastali z nich sprawcy pobić.
Autor zauważy też, że sprawców pobić widać, natomiast nie widać tych, którzy nigdy nikogo nie pobili tylko dlatego, że w młodym wieku nie zaczęli od kuksańców - a nie zaczęli tylko dlatego, że bali się rodzicielskiego pasa.
Przy okazji: akurat sprawców pobić o to pytano, to wyszła taka statystyka. Ciekawy jestem, czy gdyby spytać o to samo lekarzy, profesorów wyższych uczelni, czy członków Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, nie wyszłoby podobnie: że większość jednak w dzieciństwie była bita...
"A że w tym samym czasie, kiedy pranie dzieci (o ile nie kończyło się zgonem pranego, lub jego pobytem na OIOMie) było dopuszczalne i legalne, jednocześnie też rodzice mieli więcej czasu i chęci na wpajanie pewnych reguł funkcjonowania, stąd też i Autor dostrzegł artefakt statystyczny: w czasach legalnego bicia dzieci były grzeczniejsze."
Tyle, że ja dość dokładnie pokazałem, dlaczego uważam to za konkretną, rzeczywistą zależność, a nie za artefakt statystyczny. Dobrze, że jest podany inny przykład zależności, natomiast przydałoby się jeszcze uzasadnienie, dlaczego zależność "czas i chęci => wychowanie" jest rzeczywista, a zależność "legalne bicie => wychowanie" to artefakt. Natomiast istotnie: w czasach, gdy pracowali głównie mężczyźni, statystyczny rodzic miał więcej czasu dla dziecka, niż dzisiaj. Nie dziwi mnie też, że rodzice mieli więcej chęci wychowywania dzieci wtedy, gdy mieli mniejsze ograniczenia w zakresie tego wychowania. Pragnę zauważyć, że od czasu, gdy sam byłem dzieckiem, wprowadzono trochę przepisów ograniczających swobodę rodzica w wychowaniu dziecka, a czy wprowadzono choć jeden przepis zwiększający tę swobodę? Ja nie potrafię przywołać przykładu, może się mylę. A w porównaniu z tym, co było 50 czy 100 lat temu, różnica jest więcej niż kolosalna.
Natomiast czy obserwacja zaklasyfikowana przez niq jako artefakt statystyczny jest prawdziwa, proponuję popytać nauczycieli z odpowiednio długim stażem.
Dalej padają przykłady innych zależności. Nie chcę pisać, że to artefakty statystyczne, bo a nuż ktoś już czyha z asem w rękawie w postaci wykazania rzeczywistej zależności (tak, jak ja to zrobiłem w notce), a ja chwilowo nie mam kontr. Zresztą te przykłady można skomentować zakładając, że są to zależności rzeczywiste.
"w czasach legalnego bicia dzieci - dzieci były niższe." - no dobrze, a czy to coś złego? Japończycy są średnio niżsi niż Europejczycy, kobiety średnio niższe niż mężczyźni - a kto np. cieszy się lepszym zdrowiem?
Z ciekawostek dodam, że dzieci niższe często są zdrowsze nawet w ramach jednej płci i jednej populacji, choć to już jest artefakt statystyczny: po prostu średnio niższe, a jednocześnie z innych powodów średnio zdrowsze, są dzieci, które rodzą się w drugiej połowie roku, niż w pierwszej.
"W czasach legalnego bicia dzieci (i to bez ograniczeń!) dzieci umierały na awitaminozę, anemię, grypę i różyczkę." - dorośli też, i to nawet wtedy, gdy nie wolno ich było legalnie bić bez ograniczeń. A Chopin umarł (co prawda na jeszcze inną chorobę) dopiero wtedy, gdy już nie wolno go było bić :-)
"W czasach legalnego bicia dzieci czternastolatki wychodziły legalnie za mąż." - a cóż w tym dla odmiany jest złego? Zdarzają się dziewczynki, które już w wieku czternastu lat są wystarczająco dojrzałe biologicznie i emocjonalnie, żeby wyjść za mąż - i z całą pewnością matka wie to lepiej, niż ojciec, a znacznie lepiej, niż ustawodawca. To matki powinny decydować, czy ich córki są już wystarczająco dorosłe.
"W czasach legalnego bicia dzieci średnia wieku oscylowała koło 50 lat( lub 30, jak odpowiednio głębiej sięgnąć)." - dobry argument; już się biorę za postulowanie wprowadzenia w Polsce surowo patriarchalnej kultury - na wzór Japonii, gdzie średnia długość życia jest największa na świecie.
"W czasach legalnego bicia dzieci nikt nie musiał oddawać dziecka do przedszkola ani szkoły." - dla mnie to argument typu: "w czasach, gdy kwestia X była rozwiązana moim zdaniem lepiej, niż obecnie, kwestia Y była również rozwiązana moim zdaniem lepiej, niż obecnie". Nie wiem, do czego ma mnie to przekonać, poza powrotem do tamtych uregulowań, rzecz jasna.
"I tak dalej, ja mogę długo, niech Autor wyciąga wnioski..." - bardzo chętnie, te, które już wyciągnąłem, traktuję wobec tego jako rozgrzewkę.
Opinia Autora o wieku, w jakim dziewczyna dojrzewa, jest tak naprawdę nieistotna; ważne jest, że decyzje o wydaniu córek chce pozostawić matkom. Sam matką nie jest i raczej nie będzie, więc może twierdzić, że i trzylatka nadaje się do życia małżeńskiego, a i tak -- konsekwentnie -- o żadnej nie zdecyduje, bo nawet decyzję w sprawie ewentualnej własnej pozostawiłby żonie (tryb przypuszczający tylko z tego powodu, że najprawdopodobniej i tak państwo się wp***doli). Autorowej żonie tylko się cieszyć z takiego zaufania!
Mam wrażenie, że Autor w tej chwili używa koncepcji jako zarówno wniosku jak i argumentu. Jeśli dojdziemy do wniosku, że ci, którzy byli bici, zostawali grzeczni, bo byli bici, a ci których nie bito, byli rzeczni, bo się bicia bali, to za chwilę będzie konieczne stwierdzenie, że ci których bito, a mimo to nie zgrzecznieli, najwyrażniej byli bici za słabo.
Otóż, ja wcalę nie twierdzę, że sprawcy przestępstw związanych z przemocą byli jeno leciutko karceni: oni przyznali, że byli lani solidnie (acz niekoniecznie na granicy uszkodzeń ciała).
Proszę zauważyć: w całej populacji dorosłych jest jakiś odsetek (załóżmy, że większy niż 50%, ale mniejszy niż 90%) ludzi, którzy doświadczyli bicia od rodziców, natomiast w populacji przestępców jest to 100%. Czy to nie nasuwa pewnych myśli?
Co do tezy, że rodzic któremu wolno lać dziecko, chętniej temu dziecku poświęca czas i z większym entuzjazmem je wychowuje - opadły mi ręce.
Nie chcę sobie nawet wyobrażać rodzica, który czas poświęci potomkowi tylko pod warunkiem, że będzie mógł rozmowę uwieńczyć pasem... Ale tłumacząc rzecz powoli: nie mieszajmy mentalnie dwóch systemów walutowych.
Zależność "czas i opieka wychowawcza => wychowanie" jest o tyle rzeczywista, że jedynie przez przebywanie z dzieckiem, rozmowy, wspólną aktywność jesteśmy w stanie młode gatunku ludzkiego zsocjalizować (czyli wprowadzić w społeczeństwo, nie mówię tu o uczeniu Manifestu Komunistycznego). Samo bicie jest w stanie wytresować awersyjnie, ale nie wpoić pozytywny kodeks moralny - pozytywny w sensie: należy robić to i to, bo negatywny (nie wolno tego i tego) bicie znakomicie wpaja (na dłuższą lub krótszą metę). Młody homo sapiens uczy się zachowań i sposobów rozwiązywania problemów przez obserwację i uczestnictwo w działalności dorosłego. Stąd w czasach, gdy dziecko było wychowywane przez obecnego przy nim, zaangażowanego rodzica, uczyło się w trybie ciągłym. W czasach, gdy rodzic jest obecny przez 3h/dobę, uczenie przebiega raczej w trybie egzaminu, a dziecię uczy się skądinąd, np z telewizora. (na marginesie: opinia że Cartoon Network jest dla dzieci, wydaje mi się równie trafna, co uznanie Tarantino za kino familijne) QED.
A przykłady związków, które Autor pracowicie omawia, podałam jako losowe statystyczne zbieżności bez związku przyczynowo-skutkowego. Pragnę zauważyć natomiast, że ze słów Autora wyziera obecnie staruszek, który twierdzi, że dawniej wszystko było lepiej. Zadziwiające, jak na informatyka, ale to moja prywatna obserwacja.
Natomiast co do tezy, że czternastolatki się nadają do życia małżeńskiego, to mam ochotę komuś coś zrobić.
Jeśli jedna dziewczynka na 1000 w tym wieku jest dojrzała emocjonalnie i fizjologicznie do trwałego związku oraz macierzyństwa, to moje wielkie dla niej gratulacje. Natomiast o ile mi wiadomo, najwyżej jedna na 100000000 jest do życia w małżeństwie dojrzała intelektualnie i ekonomicznie - tzn może pozwolić sobie na życie z mężem na własny rachunek. Inaczej małżeństwo 14-letniego dziecka z dorosłym jak mniemam facetem byłoby formą niewolniczego posiadania i kompletnej zależności, z której rodząc od razu dzieci - dziewczyna ma nikłe szanse się wykopać. Chyba że dochodzimy do wniosku, że kobiety nie muszą ani się kształcić, ani zarabiać swoich pieniędzy, jeno w domu siedzieć, dzieci rodzić (o ile są fizjologicznie dojrzałe) i mężowi obiady podawać - wtedy system działa. Ale jeśli to jest opinia Autora, to trzymajmy kciuki, żeby Autorowa żona się o tym nie dowiedziała, bo Autor będzie przez czas niejaki zmuszony do karmienia dożylnego.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą