Hipoteza brzmi: Każdą liczbę naturalną większą lub równą 1 można przedstawić jako sumę:
p(1)^n(1) + p(2)^n(2) + ... + p(k)^n(k)
Gdzie ^ to oczywiście znak potęgowania, p(1)...p(k) to wzajemnie różne liczby pierwsze, zaś n(1)...n(k) to również wzajemnie różne liczby całkowite nieujemne.
Ów wymóg wzajemnej różności powoduje problemy ze znajdowaniem rozkładu niektórych liczb (najczęściej dość trudno się znajduje całkowitą wielokrotność co najmniej drugiej potęgi liczby pierwszej, o ile oczywiście nie jest to wyższa potęga tejże liczby pierwszej), niemniej kontrprzykładu nie znalazłem.
Stawiam również hipotezę mocniejszą: Istnieje takie M, że dla każdej liczby naturalnej istnieje jej rozkład do postaci przedstawionej powyżej mający co najwyżej M składników.
Pole do popisu dla matematyków, zwłaszcza świeżych. Ja już mocno zardzewiałem.
Wykładniki mają być wzajemnie różne. W twierdzeniu Richerta sumuje się chyba tylko pierwsze potęgi; czy nie?
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą