Dziękuję bardzo za otrzymaną przez gadu-gadu informację, że komputer potwierdził prawdziwość mojej hipotezy w wersji słabszej dla liczb do 4000. Oczywiście z liczbami pierwszymi nigdy nic nie wiadomo i wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby jakaś liczba mająca milion cyfr okazała się najmniejszym obaleniem, ale póki co delektuję się uczuciem, że być może jestem odkrywcą. Mało istotnej własności, co prawda.
Nie, główna różnica między dzieckiem a dorosłym nie polega na tym, że dziecko niespecjalnie odda, tylko na tym, że dziecko nie odpowiada karnie ani cywilnie za swoje czyny. Jest dla mnie sprawą drugorzędną, czyja odpowiedź na pytanie "Czy Jasia Kowalskiego wolno bić, jeśli zrobi coś źle, i jak mocno?" jest decydująca, jeśli każdy (np. Jasio Kowalski, rodzic, urzędnik, 300 posłów albo 25 milionów wyborców) udzieli innej - natomiast sprawą pierwszorzędną jest, żeby ta sama osoba lub grupa osób, która ma prawo odpowiedzieć wiążąco na to pytanie, płaciła koszta akcji, gdy Jasio Kowalski zadzwoni z fałszywym alarmem bombowym. I proszę zauważyć, że ja nie odpowiadam na pytanie w cudzysłowie, tylko wybieram "rodzic" z możliwych odpowiedzi w nawiasie.
Nie, nie sugeruję, że lepiej jest produkować mniej bezpieczne auta - choć z punktu widzenia pieszego tak jest. Sugeruję, że skoro w interesie pieszych jest, żeby auta zmuszały kierowców do ostrożnej jazdy, a w interesie kierowców, żeby były jak najbezpieczniejsze dla nich, to popyt, a nie urzędowe normy, powinien determinować bezpieczeństwo tych jeżdżących.
Analogia z małżeństwem zupełnie nietrafna, bo nikt mi nie broni (to znaczy: teraz broniłaby moja Żona, ale na moje własne życzenie; nikt mi nie bronił, gdy byłem kawalerem) bez zawierania małżeństwa zachowywać się tak, jakbym je zawarł. Walczę o wolność. Jeśli będzie mi wolno jeździć samochodem, w którym przekraczając 50 km/h będę ryzykował śmiercią, odczepię się od tematu, nawet gdyby wszyscy inni jeździli (najpewniej dużo droższymi) modelami gwarantującymi przeżycie przy dwóch machach.
Jeśli chodzi o przypadek dwóch kierowców, wariata i bezpiecznego: to, co lepsze - gdy obaj zginą, czy gdy obaj przeżyją - zależy od tego, co się stanie, gdy wariat przeżyje. Gdybym miał gwarancję, że państwo za karę co najmniej utnie mu ręce - tak, żeby już nigdy nikomu na pewno na drodze nie zaszkodził - to lepiej jeśli przeżyją. Natomiast jeśli on za najdalej parę lat znowu wsiądzie za kółko, to statystycznie zginie od tego więcej osób, w dodatku w tej grupie będzie statystycznie procentowo mniej wariatów - i wtedy lepiej, gdyby obaj zginęli. Zdanie podtrzymuję nawet gdyby ktoś zaproponował przypadek, w którym to ja jestem tym bezpiecznym kierowcą.
A to, że natura sprzyja najlepiej przystosowanym - uważam za niemalże idealnie sprawiedliwe. I słuszne - bo jeśli pozwala się działać temu mechanizmowi, to osobnikom zależy na tym, żeby się jak najlepiej przystosowywać, a nie na tym, żeby udawać kwękające matoły, bo takim najłatwiej jest dostać pomoc społeczną. "Niemalże" - bo przypadki negatywnej selekcji najuczciwszych to właśnie dylematy więźnia i te jak najbardziej postuluję prawnie korygować (np. zakazując kradzieży). W poruszanej kwestii nie dopatrzyłem się dylematu więźnia tylko kupy nonsensów (np. konstruowania samochodów wytrzymujących zderzenia przy coraz większych prędkościach oraz nawierzchni pozwalających takowe rozwijać, a następnie zmniejszania dozwolonej prędkości - i cieszenie się, że przez to zmalała liczba ofiar - oraz kładzenia na tych nawierzchniach leżących policjantów).
Jeśli chodzi o filmy, "Fakt" i "Super Express" w kontekście liczb: proszę sobie policzyć tygodniowy nakład gazet i łączną tygodniową oglądalność mordobić. I wziąć poprawkę na to, że filmu, w którym ludzie siekają się na kawałki, nie da się obejrzeć na przykład o godzinie 17.30 - chyba, że z wideo lub DVD.
"Detektyw" rzeczywiście może być jeszcze bardziej winny, niż tabloidy - i właśnie dlatego "Detektyw" jest tylko dla dorosłych. Ponadto: nie epatuje na pierwszej stronie drastycznymi szczegółami (dzięki czemu nie utrwala podprogowego przekonania, że jakaś sytuacja powoli staje się normalna), a ponadto ma dużo niższy nakład. Przy czym "Detektyw" czytany regularnie może dać pozytywne skutki, odwrotne od medialnych, mianowicie: przekonanie, że przestępców w Polsce jest coraz mniej, a nie coraz więcej! Może nie z numeru na numer, ale w ciągu ostatnich pięciu lat bieżąca przestępczość w Polsce znacząco zmniejszyła swoją objętość w tym czasopiśmie, więc coraz obszerniejsze są relacje z Ameryki (które są mniejszym złem, bo zawsze można ludziom mówić, że u nas takich rzeczy nie ma), z przedwojennych procesów, a dodatkowo coraz więcej stron zajmują reklamy. Wreszcie: "Detektyw", w odróżnieniu od "Faktu", "Super Expressu", czy "Śledztwa" (to taki "Fakt" piszący o tym, co "Detektyw"), podaje informacje w miarę sucho. Nie zanudza czytelnika, ale nie pisze tak, żeby zboczeniec, który akurat popiera sprawcę jakiejś zbrodni, walił sobie konia czytając opis.
6 lat dla vacatio legis - jakiś okres trzeba zaproponować, a panuje ogólna zgoda (empirycznie sprawdzona), że dobra inwestycja to taka, która najdalej za 6 lat się zwraca; większość z tych, którym się to nie udaje, nie zwraca się nigdy. Jeśli dziś wymyślę sposób, jak inwestując półtora miliona zarobić dwieście pięćdziesiąt tysięcy rocznie na tym, że w Polsce zabójstwo jest zakazane, to oczekuję, że państwo - niezależnie od tego, jak będzie zmieniać prawo - pozwoli mi przynajmniej te półtora miliona odzyskać, zakładając, że się nie pomyliłem. Czyli: niech przyklepuje legalizację zabójstwa kiedy chce, ale z gwarancją, że nie wejdzie ona w życie wcześniej niż za 6 lat.
"Jak wiedzą darwiniści:
"It is not the strongest of the species that survives, nor the most intelligent, but rather the one most adaptable to change.""
Ktoś, kto twierdzi, że natura jest niesprawiedliwa i należy ją korygować prawnie, nie powinien się na coś takiego powoływać. Poza tym dobre inwestycje zdarzają się również kreacjonistom.
Natomiast 6-letnie vacatio legis powinno dotyczyć tylko aktów prawnych. Nie: umów między ludźmi, umów kredytowych, hipotecznych, czy dowolnych! Tam okres ten powinien być zapisany w umowie! Podstawowa różnica jest taka, że dwustronnej umowy nie może zmienić ot, tak sobie, jedna ze stron w sposób, który automatycznie wiąże drugą, jeśli druga sobie tego nie życzy. Taką możliwość można naturalnie też zapisać w umowie, ale oznacza to, że kiedyś Kowalski dał drugiej stronie prawo do jednostronnej zmiany umowy i zrobił to w sposób bezpośredni, a nie dorozumiany za pomocą innego działania (np. pozostawania w kraju, niezrzekania się obywtelstwa), a ponadto: miał możliwość tego nie robić. (Ważna uwaga: podkreśliłem możliwość, żeby nie mylić jej z prawem. W Polsce każdy ma prawo jeść chleb - a możliwość ma tylko ten, kto ma chleb, lub kogo stać na chleb i znajdzie posiadacza chleba, z którym zawrze umowę kupna-sprzedaży; Więc analogicznie: z Polski ma prawo wyjechać każdy, ale możliwość - niekoniecznie).
Aha - cenię sobie również przytakiwanie moim ideom, bo (a) łatwiej mi wówczas odróżnić notki, z którymi ludzie się zgadzają od tych, których ludzie nie rozumieją - a wiem, że nie jestem wzorem klarownego pisania, oraz (b) to bywa produktywne, na przykład dla mojej idei Mistrzyni_Gry ma znakomitą nazwę "Common law z zasadą precedensu negatywnego" (dziękuję!), na którą bym nie wpadł, a której bym nie przeczytał, gdyby mi nie przytakiwano.
niq: "Otóż, ja wcalę nie twierdzę, że sprawcy przestępstw związanych z przemocą byli jeno leciutko karceni: oni przyznali, że byli lani solidnie (acz niekoniecznie na granicy uszkodzeń ciała).
Proszę zauważyć: w całej populacji dorosłych jest jakiś odsetek (załóżmy, że większy niż 50%, ale mniejszy niż 90%) ludzi, którzy doświadczyli bicia od rodziców, natomiast w populacji przestępców jest to 100%. Czy to nie nasuwa pewnych myśli?"
Owszem, nasuwa - taką mianowicie, że jest to kolejny argument za moją koncepcją, aby prawo wrzuciło solidne lanie, szkodzenie ciału i zdrowiu i inne takie czyny do jednego wora, a brak karcenia i lekkie karcenie do drugiego. Pierwszy byłby oczywiście karalny z uwagi na obecność szkodzenia zdrowiu, drugi oczywiście niekaralny z uwagi na obecność braku karcenia. Może tylko przesunąć granicę? Zapis w stylu "dziecko nie może dostać więcej, niż 50 pasów w ciągu tygodnia, ani więcej, niż 20 pasów w ciągu jednego dnia" nie brzmi wiele głupiej, niż większość zapisów dotyczących czasu pracy w Kodeksie Pracy, a i regulacje wprowadza w znacznie mniejszym stopniu.
Poza tym: wśród przestępców jest większy, niż w populacji, odsetek ludzi, którzy nie wierzą w piekło (co wynika z tego, że część potencjalnych przestępców ze strachu przed piekłem się nimi nie staje, a nie ma odpowiedniego przepływu w drugą stronę) - czy to znaczy, że należy karać za niestraszenie dzieci piekłem za złe czyny?
I, na litość - nie mówiłem o samym biciu! Owszem, twierdzę, że rodzic, który będzie wiedział, że wolno mu uderzyć dziecko pasem, chętniej poświęci mu czas niż taki, który będzie wiedział, że mu nie wolno, i to nawet wtedy, gdy głęboko sobie postanowi nigdy z tego prawa nie korzystać. W skrajnym przypadku: choćby dlatego, że już dziecko dwunastoletnie, jeśli mu odbije, może wyrządzić rodzicowi krzywdę - choćby rzucić kamieniem - a w świetle postulowanych ustaw rodzic nie miałby prawa nawet do obrony koniecznej, która w tym przypadku może być niemożliwa bez naruszania nietykalności cielesnej dziecka.
I zupełnie nie rozumiem, dlaczego tylko staruszek może twierdzić, że dawniej było lepiej, i co ma z tym wspólnego zawód wyuczony/wykonywany.
I wreszcie co do "młodych małżeństw". Obawa przed zniewoleniem ze strony męża, który zarabia, oczywiście istnieje - niestety, również i dziś; większość "osiemnastek" nie zarabia, a jednak może wyjść za mąż i całkowicie uzależnić się od męża zgodnie z podanym scenariuszem. Co więcej, czternastce matka mogłaby tego zabronić (teraz też może, ale nikt jej nie słucha; to znaczy - czternastolatka nie wychodzi za mąż, ale nie dlatego, że matka jej zabroniła), a osiemnastce już nie może. Można uważać to za złe, ale nie walczmy z wiatrakami, inaczej musielibyśmy zakazać wychodzenia za mąż dziewczynie bez stałych dochodów i/lub pokaźnego majątku.
Natomiast co do meritum. Otóż: ja uważam, że małżeństwa powinny móc zawierać wyłącznie osoby dorosłe (a więc: mające prawo decyzji m. in. z kim się żenią), natomiast za dorosłe uznałbym wszystkie osoby od 18. roku życia, przyznając jednocześnie matce prawo zdecydowania, że jej córka dorosła wcześniej, a ojcu w stosunku do syna. Z czego wynika, że matka nie może np. zdecydować, że córka jest wystarczająco dorosła, żeby wyjść za Kowalskiego, a niewystarczająco, żeby wyjść za Nowaka.
Nie powiedziałbym też, że takie uzależnienie finansowe jest czymś złym. Oczywiście pod warunkiem, że obu stronom jest z tym dobrze, ale skoro dojrzała biologicznie i emocjonalnie dziewczyna podejmuje taką decyzję... Zresztą: jest mnóstwo ludzi, którzy są uzależnieni finansowo od ZUS-u (czyli od państwa, które pokazuje, że z ZUS-u wypłaca "po uważaniu" i może w skandaliczny sposób zmniejszać emerytury pewnym grupom, od SB-ków zaczynając), i części z nich nie żyje się źle. Podejrzewam, że dziewczynie żyłoby się średnio jeszcze lepiej, bo średnio mężowi bardziej zależy na żonie, niż rządzącym na emerycie. Sporo dziewcząt zresztą mogłoby czuć powołanie do takiego życia. Niektóre pewnie nie - to byłoby do sprawdzenia tylko wtedy, gdyby żadna przymusowa szkoła nie indoktrynowała ich w żadną ze stron bardziej, niż w przeciwną - ale tutaj zaufałbym matkom. Wreszcie: jeśli matka chce takiego losu dla córki, to jakim prawem możemy twierdzić, że urzędnik wie lepiej?!
Zdanie "Ale jeśli to jest opinia Autora, to trzymajmy kciuki, żeby Autorowa żona się o tym nie dowiedziała, bo Autor będzie przez czas niejaki zmuszony do karmienia dożylnego." jest fantastyczne, zwłaszcza jeśli pisze go po takiej serii komentarzy moja Żona. Oznacza mniej więcej tyle, że karanie cielesne pewnej grupy ludzi za to, że coś niewłaściwego zrobią, uważane jest za immanentnie złe, ale jednocześnie karanie cielesne innej grupy ludzi za to, że coś niewłaściwego powiedzą bywa słuszne... Ogłaszam wśród Komentatorów konkurs otwarty (bez nagród) na zinterpretowanie takiego stanowiska...
I przypominam, że w komentarzach znak "+" nie działa!
W każdym obecnie dostępnym na rynku samochodzie nadmierna prędkość grozi śmiercią w razie wypadku.
Nie ma oczywiście żadnej konkretnej granicy, ale chyba nie o to chodzi.
A skoro popularny "maluch" chyba zakazany nie jest, a strefa zgniotu przy zderzeniu jadącego setką malucha z drzewem kończy się na silniku, to czy przypadkiem postawione przez Autora założenie nie zostało spełnione?
"Natomiast jeśli on za najdalej parę lat znowu wsiądzie za kółko, to statystycznie zginie od tego więcej osób"
Ciekawe rozumowanie. Zgodnie z tą logiką, skoro z powodu zasiąścia za kierownicą ostrożnego kierowcy statystycznie zginie więcej osób, niż gdyby jeżdził tramwajem, to jest to argumentem za co najmniej obcięciem mu rąk, czy nie tak? Przynajmniej przeżyje...
"A to, że natura sprzyja najlepiej przystosowanym - uważam za niemalże idealnie sprawiedliwe."
Sprawiedliwe jest, że umięśniony bandzior zatriumfuje nad uczciwym intelektualistą??
Sprawiedliwe jest, że człowiek, który młodość poświęcił na naukę, zostanie pobity i obrabowany przez zbira, który młodość poświęcił na bójki i awantury? Co mu po sukcesie zawodowym, skoro leży w szpitalu?
Takie rzeczy się zdarzają i są jak najbardziej zgodne z regułami walki o przetrwanie. Silniejszy odbiera słabszemu to, na co ma ochotę.
Czy taki jest wymarzony świat Autora?
Nie może być mowy o sprawiedliwości bez moralności!
A w walce o przetrwanie zgodnie z darwinistycznymi regułami miejsca na moralność po prostu nie ma.
"np. konstruowania samochodów wytrzymujących zderzenia przy coraz większych prędkościach oraz nawierzchni pozwalających takowe rozwijać, a następnie zmniejszania dozwolonej prędkości"
Wyłożę to prosto.
- Coraz szybsze samochody są konstruowane i sprzedawane przez Producentów samochodów.
- Dobrej jakości nawierzchnie (dziury, mimo swoich zapewne licznych zalet, są niechętnie widziane przez społeczeństwo, jako że np. powodują uszkodzenia samochodów) są kładzione na ogół przez Władze Lokalne.
- Ograniczenia prędkości są uchwalane przez Władze Krajowe, a następnie egzekwowane (za pomocą środków dopuszczonych przez władze krajowe) przez władze lokalne.
Jeśli A robi coś niespójnego z czymś, co robi B, to nie jest to niekonsekwencja - A i B mogą mieć po prostu różne priorytety.
- Producenci chcą zarobić, a wyższa prędkość samochodu czyni go bardziej pożądanym przez klientów.
- Władze krajowe chcą ograniczyć śmiertelność na drogach, a jednym z rozsądnych środków jest ograniczenie dopuszczalnej prędkości (chociaż 50 km/h to już przesada)
Gdzie tu niekonsekwencja???
"6 lat dla vacatio legis - jakiś okres trzeba zaproponować"
Owszem - uzależniony od rodzaju zmienianego przepisu. Od tego, jak wielu ludzi będzie faktycznie dotyczył, jak wielu i jak kosztownych będzie wymagał zmian i pewnie z setki innych czynników, które mi na razie nie przychodzą do głowy.
Przepis delegalizujący Debiana (wersja Woody) nie wymaga tak długiego vacatio legis, jak przepis delegalizujący Windowsa.
A sam absurd ustalenia vacatio legis na 6 lat niezależnie od rodzaju przepisu najlepiej wykazuje argument samego Autora o Kowalskim planującym dziecko. Już sobie zaplanował cały proces wychowawczy, a tu mu nagle po marnych 6 latach wszystkie środki wychowawcze władze odbierają - i klops!
A co do emerytur, to sam fakt, że poprzedni ustrój zapewnił bandytom w mundurach wysokie emerytury nie oznacza, że obecny musi to honorować. Przepisy, na mocy których członkowie pewnych grup mają pewne przywileje, mogą całkiem legalnie ulec zmianie.
Mały przykład - jeżeli Jaruzelski zawarł by z ZSRR (po którym dziedziczy Rosja) umowę na okres 50 lat, na mocy której wszyscy obecni i przyszli polscy przywódcy (odpowiednio w tej umowie sprecyzowani) mieliby obowiązek przed zaprzysiężeniem przyjeżdżać do Moskwy i składać hołd aktualnie panującemu przywódcy z Moskwy, to czy obecny rząd mimo zmiany obowiązującego ustroju, konstytucji etc. powinien tę umowę honorować?
(Jeśli Autorowi naprawdę muszą przeszkadzać przeszkody formalne, niech wstawi zamiast ZSRR nawet i Danię i odpowiednio dalej. Mam nadzieję, że wiadomo, o co chodzi w pytaniu.)
Kubuś Puchatek
"Z liczbami pierwszymi nigdy nic nie wiadomo."
pietshaq
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą