To, że państwa na takie znieczulenie nie stać, jest bzdurą. Przypominam: nie stać mnie na coś, na co mam za mało pieniędzy. Z czego wynika, że jeśli mnie na coś nie stać, to nie stać mnie również na nic droższego. Jeśli więc państwa nie stać na znieczulenie dla kobiet, to tym bardziej go nie stać np. na pensje dla urzędników państwowych, co wynosi więcej na jednostkę czasu. Albo, jak sądzę, na leczenie chorych na raka. (Tak, jeśli bezrobotny właśnie dostanie 700 złotych miesięcznego zasiłku, to nie oznacza to, że nie stać go na używany laptop za 700 złotych; oznacza to tylko, że jeśli kupi ten laptop, to nie będzie go stać na chleb, a jeśli kupi chleb, to dopiero wtedy nie stać go na laptop).
Gdyby Pani Ewa Kopacz powiedziała uczciwie: państwo nie będzie finansować znieczulenia okołoporodowego, bo wówczas nie byłoby pieniędzy na pensje dla rozrośniętej biurokracji, a rozrośniętą biurokrację państwo uważa za ważniejszą, niż znieczulenie kobiet - to byłoby to przynajmniej uczciwe postawienie sprawy.
Mnie się zresztą bardzo podoba sam koncept! Oczywiście pod warunkiem, że za znieczulenie mojej żony będę mógł zapłacić prywatnie tymi pieniędzmi, które dzisiaj idą na przykład na chemioterapię dla człowieka zarabiającego 500 zł miesięcznie (którego faktycznie na nią nie stać; skoro mimo wszystko z niej korzysta, to znaczy, że żyje ponad stan), które idą na pensje dla posłów, etc. - a niekoniecznie tylko tymi, które mi mimo tych wszystkich danin zostaną.
Bardzo mi się też podoba argument o niezgodności z naturą. Przyklaskuję: państwo z zasady nie powinno finansować działań sprzecznych z naturą (a jest takim działaniem np. hamowanie selekcji naturalnej). Oczywiście, są wyjątki.
Nie rozumiem też internautów, którzy na różnych forach atakowali Panią Kopacz z zupełnie głupiej pozycji, w stylu "to niech baba nie chodzi w tamponach, tylko raz na miesiąc pojawia się z ogromną plamą w kroku, w końcu tak ją natura stworzyła". Analogia jest kompletnie chybiona, ponieważ Pani Kopacz, o ile mi wiadomo, nie dostaje specjalnego dofinansowania na tampony, za które sama płaci... i dokładnie to samo postuluje w odniesieniu do znieczuleń! Nie "zakaz" tylko "prywatna odpłatność".
Bardzo lubię polemiki Komentatorów, ale wolałbym jakichś bardziej rozgarniętych, którzy potrafią przynajmniej przeczytać to, o czym piszę. W notce "Dzieci - pierwsza uwaga ogólna" wyraźnie napisałem: "Co nie znaczy, że nie powinno istnieć żadne vacatio legis na zwiększanie władzy rodzicielskiej. Moim zdaniem powinno - 6 lat, jak na wszystko, o ile nie ma powodów, by było dłuższe." - a tu Komentator mi wyjeżdża, że pomysł vacatio legis 6-letniego na wszystko jest kiepski, jako kontrprzykład podając... urodzenie dziecka. Wyraźnie pisałem, że wtedy powinno wynosić 25 lat. 6 lat to minimum, a nie sztywna wartość.
Drugi przykład. Napisałem "A to, że natura sprzyja najlepiej przystosowanym - uważam za niemalże idealnie sprawiedliwe." i dostałem odpowiedź: "Sprawiedliwe jest, że umięśniony bandzior zatriumfuje nad uczciwym intelektualistą??" Ludzie! Co trudnego jest w zauważeniu słowa "niemalże", które zostało później dokładnie wyjaśnione w tym kontekście? Tutaj już stoi jak wół, ale nie mogę wszystkiego pogrubiać, podkreślać i pisać kursywą, bo będzie nieczytelne, i nic nie będzie wyróżnione. "Niemalże" - bo przypadki negatywnej selekcji najuczciwszych to właśnie dylematy więźnia i te jak najbardziej postuluję prawnie korygować (np. zakazując kradzieży). - wyjaśniłem dalej. Otóż zakaz pobić to też jest rozwiązanie dylematu więźnia. Dylemat brzmi: gdy nie ma zakazu, to każdy racjonalny człowiek rozwija mięśnie, a nie intelekt, ale jeśli wszyscy są racjonalni, to wszyscy tracą, bo każdy korzysta z dorobku czyjegoś intelektu. Sterydy też ktoś wynalazł.
Trochę trudniej może było w tym zdaniu dostrzec podmiot domyślny "ja". Moje poczucie sprawiedliwości może różnić się od innych. Na przykład uważam za niesprawiedliwe, jeśli państwo zabiera choćby o grosz więcej rzutkiemu biznesmenowi, niż kwękającemu bezrobotnemu, chyba że ten biznesmen więcej państwo kosztuje, rzecz jasna. Uważam też, że jeśli umięśniony bandzior zatriumfuje nad uczciwym intelektualistą np. w ringu, to jest to zdecydowanie sprawiedliwe (i słuszne! - wygrywa postępowanie zgodne ze swoją specjalizacją zamiast bycia pseudo-specem od wszystkiego!), i to nawet wtedy, gdy do boksowania się pcha intelektualistę przymus ekonomiczny.
Nie miała to być skrzynka odpowiedzi, tylko apel o czytanie tego, na co się odpowiada. Dlatego reszta kiedy indziej.
test
---------KONIEC demagogii.
tekst
"Czyli w pierwotnej wypowiedzi w ogóle niby nie wynikało, że stawiasz socjalizm w jednym rzędzie ze złodziejstwem?"
Dokładnie tak.
"(...) więc na czym miałaby polegać moja pomyłka?"
Na tym, że tamto zdanie nic nie mówiło, że wiążę jedno i drugie, nie dawało zatem podstaw do wnioskowania w tym temacie. Gdybym powiedział "lubię sepulki i szprągwy", mogłabyś twierdzić, że sepulki i szprągwy mają w moim przekonaniu coś wspólnego, a inna osoba, że nie mają. Ktoś miałby rację (to prawo wyłączonego środka), jednak nadinterpretacją byłoby wnioskować to z mojej wypowiedzi (w dowolną stronę) -- gdyż ona o powiązaniu jednego i drugiego po prostu nie mówi.
"I ten scenariusz jest Twoim zdaniem lepszy, niż wprowadzenie pewnych regulacji prawnych??????"
Nie jest. Nie negowałem zasadności wszystkich regulacji prawnych, lecz zdania "Internet nie potrzebuje oczywiście tak ścisłych regulacji, ale jednak w ogóle bez nich się nie obejdzie". Zdanie to znaczy co innego niż "Internet całkiem bez regulacji prawnych byłby nielepszy".
"Czyżby według Ciebie rozwój Internetu należało określać wartością binarną?
1 - rozwija się
0 - nie rozwija się"
Na pewno można. Internet albo się rozwija, albo się nie rozwija. Trzeciej możliwości nie ma.
"Nie widzisz może potrzeby wprowadzenia nieco szerszego spektrum ocen?"
Nie widzę w naszej dyskusji. Przypominam, że nie zgodziłem się ze zdaniem "Internet nie potrzebuje oczywiście tak ścisłych regulacji, ale jednak w ogóle bez nich się nie obejdzie". Co ma ocena rozwoju do związku prawodawstwa z samym istnieniem?
"Jak zapewne wiesz, rozwój sieci drogowej w Warszawie nie nadąża za wzrostem liczby samochodów.
Czy Twoim zdaniem oznacza to, że równie dobrze dróg w Warszawie mogłoby nie być w ogóle?"
To dowodzi, że w obecnym momencie nowe drogi nie są konieczne dla wzrostu liczby samochodów. Analogicznie nowe regulacje prawne nie są konieczne dla rozwoju Internetu. Drogi moglibyśmy zlikwidować, przez co ruch zmalałby drastycznie i ludzie żyliby inaczej. Podobnie zniesienie uregulowań jakoś zmieniłoby Internet. Niektóre samochody zmieszczą się np. na chodnikach i tu wchodzi w grę semantyka -- chodniki zaczęlibyśmy nazywać drogami, gdyż drogę można zdefiniować jako tor, na którym odbywa się ruch pojazdów. Gdyby zlikwidować przepisy prawne dotyczące Internetu, takie zjawisko nie wystąpi, więc nie wiem, czy analogia jest dobra.
I nigdzie nie napisałem, że brak regulacji to "równie dobrze".
"Rozwój Internetu jest zarówno przyczyną, jak i skutkiem."
Internet ewoluuje w obecności zaborczych państw, więc jakieś sprzężenie zwrotne istnieje. Racja. Jednak jeśli Internet rozwijał się pomimo tego, że prawo nie nadążało z regulowaniem, to ów rozwój mógł być co najwyżej skutkiem innego, wcześniejszego uregulowania -- gdyż skutek następuje zawsze po przyczynie. Z tego wynika, że uregulowanie, które nie nadąża za rozwojem, nie jest konieczne dla rozwoju.
"Fakt, że przyjemnie Ci się dyskutuje z człowiekiem o podobnych Tobie poglądach nie jest wielką sensacją, niezależnie od innych powodów tej przyjemności."
Tam, gdzie się zgadzamy, raczej nie dyskutujemy -- to po prostu jest mało przyjemne. I tutaj, i na Inteligentnej Jeżdzie zdarzało nam się dyskutować na tematy, w których bardzo się różniliśmy (nadal można to przeczytać), i przyjemność odczuwałem właśnie z racji tych innych powodów.
"Czy negujesz prawo państwa to używania jego (państwa) własności w dowolny (zgodny z prawem) sposób?"
Nie. Tyle że ziemniaki w piwnicy, do której mam klucz, uznaję za własność rodzinną, nie państwową; gdy państwo po nie sięgnie, prawdopodobnie dam odpór. Przypuszczam, że w świetle Twoich poglądów jestem takim samym potencjalnym złodziejem, jak socjalista w świetle moich.
"Czy zgadzasz się, że wszelkie uiszczane przez Ciebie podatki stają się własnością państwa?"
De facto -- tak, stają się. Zgadzam się, ale chyba nie z Tobą (zaraz to rozwinę). Tak samo własnością rozbójnika staje się torebka wzięta po przyłożeniu noża do szyi, albo auto zagarnięte jako okup za porwanego. Nie biurokratycznie, oczywiście, ale realnie, gdyż wtedy to złoczyńca decyduje o zastosowaniu, przeznaczeniu i przyszłości przedmiotu, a dotychczasowy właściciel nie ma nic do gadania. Podatki to też okup, tyle że płacony z góry -- czyli nie po to, żeby wydostać się z uwięzienia, ale żeby tam nie trafić.
Napisałem "zgadzam się, ale chyba nie z Tobą", gdyż własnością państwa stawać się może jedynie coś, co dotychczas własnością państwa nie było; dotychczasowa własność państwa może co najwyżej własnością państwa pozostawać. O ile dobrze kojarzę, byłaś zdania, że wszystko, czym dysponuje obywatel, jest własnością państwa. (Czy kojarzę dobrze?) Zmieniłaś zdanie?
"(...) korzyści, które otrzymujesz od państwa"
Są to korzyści w pojęciu państwa; ja mogę widzieć w nich wartość ujemną, zerową albo choćby mniejszą niż wartości utracone na korzyść państwa. Bardzo wygodnie byłoby mi arbitralnie uznać, że za wydane mi (pod grożbą uwięzienia!) pieniądze otrzymasz korzyści w postaci odchodów zwierząt i odpadów z działki. Że co? że gówno i śmieci? A właściciel kompostowni właśnie tego chciał.
W zasadzie tak działa państwo.
Nie widzę sensu dyskutować na te tematy. Powody mam dwa:
1) Bardzo różnimy się w przynajmniej jednej istotnej definicji.
2) (Powód ważniejszy.) Nie wyobrażam sobie, że przekonasz mnie do zmiany poglądów na socjalizm; mam je dostatecznie ugruntowane. Skoro nie dopuszczam zmiany mojego stanowiska, nieuczciwym byłoby oczekiwać od Ciebie, że w jakikolwiek sposób zmienisz własne.
Czy negujesz prawo państwa do używania jego (państwa) własności w dowolny (zgodny z prawem) sposób?
Powinno oczywiście brzmieć:
Czy negujesz prawo państwa do używania jego (państwa) własności zgodnie w dowolny (zgodny z prawem) sposób?
Czyli w pierwotnej wypowiedzi w ogóle niby nie wynikało, że stawiasz socjalizm w jednym rzędzie ze złodziejstwem? Tylko że to "niewypowiedziane znaczenie" "doszukane" przeze mnie sam niedawno potwierdziłeś, więc na czym miałaby polegać moja pomyłka?
Może umieściłeś je w tym zdaniu podświadomie?
"Gdyby wszelkie prawo przestało obejmować Internet, ten zmieniłby się; być może skurczył do "góra 1000 komputerów" (w to wątpię), ale nie przestałby istnieć."
Ograniczony do 1000 komputerów Internet straciłby 99% swoich (wynikających z powszechności) zalet.
I ten scenariusz jest Twoim zdaniem lepszy, niż wprowadzenie pewnych regulacji prawnych??????
"Regulację rzeki przeprowadza się nie dla istnienia rzeki, ale dla wygody ludzi."
Bingo! Tak samo Internetu nie należy regulować dla dobra Internetu, ale dla dobra ludzi. Pamiętając przy tym, że każda regulacja jest sama w sobie szkodliwa (jako ograniczenie wolności) i potrzebuje usprawiedliwienia w postaci korzyści, które przynosi.
Chociażby z prawa wielkich liczb wynika, że istnieją (wyobrażalne) regulacje, z których korzyść jest większa, niż szkoda.
Oczywiście w omawianym przykładzie jest poważna różnica - Internet bez ludzi by nigdy nie zaistniał, co rzek się raczej nie dotyczy.
"Skoro polska część Internetu rozwija się pomimo tego, że prawo nie nadąża, to znaczy, że prawo jest do tego niekonieczne; przecież gdyby było konieczne, musiałoby zaistnieć wcześniej lub w ostateczności w tym samym momencie."
Czyżby według Ciebie rozwój Internetu należało określać wartością binarną?
1 - rozwija się
0 - nie rozwija się
Nie widzisz może potrzeby wprowadzenia nieco szerszego spektrum ocen? Takiego, który chociaż w pewnym procencie uwzględniłby szybkość rozwoju internetu? Wielkość pozostałego jeszcze pola do rozwoju?
Tak samo prawo - fakt, że nie nadąża za rozwojem internetu bynajmniej nie oznacza, że równie dobrze mogłoby go nie być w ogóle. Oznacza po prostu, że nie spełnia swojego zadania tak dobrze, jak spełniać je powinno.
Posłużę się prostą analogią.
Jak zapewne wiesz, rozwój sieci drogowej w Warszawie nie nadąża za wzrostem liczby samochodów.
Czy Twoim zdaniem oznacza to, że równie dobrze dróg w Warszawie mogłoby nie być w ogóle?
No właśnie.
"Rozwój Internetu jest przyczyną dotyczącego go prawa, nie skutkiem."
Rozwój Internetu jest zarówno przyczyną, jak i skutkiem.
Paradoks jest tylko pozorny. Gdyby nie było Internetu, oczywiście nie powstałyby żadne prawa go regulujące, więc jest przyczyną.
Istnieją (lub mogą zaistnieć) prawa, które wpływają pozytywnie na rozwój Internetu (jak sam stwierdziłeś zgadzając się, że liczba komputerów nieregulowanego Internetu mogłaby się zmniejszyć), więc jest także skutkiem.
"Przyjemnie dyskutuje mi się z Gospodarzem tego bloga..."
Fakt, że przyjemnie Ci się dyskutuje z człowiekiem o podobnych Tobie poglądach nie jest wielką sensacją, niezależnie od innych powodów tej przyjemności.
"Uważam, że socjalizm jest w ogólności oparty na złodziejstwie..."
To oczywiście kwestia podejścia i definicji, a wszelka dyskusja na ten temat raczej jest skazana na niepowodzenie.
Tak więc tylko kilka pytań.
Czy negujesz prawo państwa to używania jego (państwa) własności zgodnie w dowolny (zgodny z prawem) sposób?
W tym do ofiarowania części tej własności wybranym ludziom?
Czy zgadzasz się, że wszelkie uiszczane przez Ciebie podatki stają się własnością państwa?
Czy konieczność płacenia podatków jest dla Ciebie złodziejstwem?
Jeśli tak, to czy także biorąc pod uwagę korzyści, które otrzymujesz od państwa? (licząc także np. chroniące Cię służby mundurowe)
Czy zgadzasz się z tezą, że z (dobrowolnego) faktu bycia przez Ciebie (zakładam, że jesteś pełnoletni) obywatelem polskim wynika istnienie pewnej umowy między Tobą a państwem polskim, na mocy której państwo Ciebie chroni i czasami pomaga, a Ty mu za to płacisz oraz oddajesz pewne usługi?
Jeżeli tak, to na jakiej podstawie uzurpujesz sobie prawo do narzucania państwu zmiany postanowień tejże umowy, jeżeli państwo polskie zawrzeć tej nowej umowy nie chce, nawet jeżeli uważasz te postanowienia niekorzystne dla Ciebie osobiście?
Widzę, że inaczej rozumujemy. Ja staram się konstruować wypowiedż tak, by oddawała wprost i dosłownie to, co chcę powiedzieć. Doszukując się pomiędzy wierszami niewypowiedzianych znaczeń przypisujesz mi to, co stamtąd wywiedziesz Ty -- nie ja.
O Internecie powiedziałem tylko, iż nie zgadzam się, że regulacje prawne są niezbędne do jego istnienia. Na pewno są niezbędne, żeby istniał w dzisiejszej postaci, gdyż do takiej ewoluował w miarę pojawiania się regulacji. Gdyby wszelkie prawo przestało obejmować Internet, ten zmieniłby się; być może skurczył do "góra 1000 komputerów" (w to wątpię), ale nie przestałby istnieć.
Tak samo ruch drogowy by się zmienił: tchórze by nie jeżdzili, ryzykanci pomykaliby szybko w maszynach lekkich, a pozostali wlekli ociężale w pojazdach przypominających czołgi; paliwa też byłyby inne.
Przykład z rzeką zupełnie do mnie nie przemawia. Przypominam, że mówiłem o samym istnieniu, a wielkie rzeki istnieją (lub istniały) nieuregulowane. Takim rzekom (nomen omen) powodzi się nawet lepiej. Powodzie nie ograniczają ich istnienia, a raczej odwrotnie -- rzeka przy powodzi jest szersza, głębsza i potężniejsza, czyli dalsza od zaniku i nieistnienia. Regulację rzeki przeprowadza się nie dla istnienia rzeki, ale dla wygody ludzi.
Jeszcze o internecie (wracam do miejsca, gdzie pierwszy raz podniosłaś temat). Piszesz: "Nawet dziś polskie prawo nie nadąża za rozwojem internetu". Skoro polska część Internetu rozwija się pomimo tego, że prawo nie nadąża, to znaczy, że prawo jest do tego niekonieczne; przecież gdyby było konieczne, musiałoby zaistnieć wcześniej lub w ostateczności w tym samym momencie. Rozwój Internetu jest przyczyną dotyczącego go prawa, nie skutkiem.
"Wyjaśnienia dla kretynów i KoXa"
Czy czułbym się urażony? W ogólnym przypadku: nie. Obecnie uczysz mnie interpretować to tak, żebym mógł być urażony -- to znaczy: poznaję Twoją reakcję na podobne zestawienie i pozwala mi to zgadnąć, co mogłaś mieć na myśli tworząc powyższe. Innymi słowy: na przykładzie "złodziejstwa i socjalizmu" wiem już, jak Ty byś to odczytała na moim miejscu, zatem prawdopodobne jest, że z taką myślą to układałaś. Teraz wyobraż sobie, że piszę frazę "wyjaśnienia dla ludzi i kobiet". Przypuszczam, że większość kobiet odczytałaby, iż uważam, że kobiety to nie ludzie. Więc może chciałaś powiedzieć, że KoX to nie kretyn?
Nie lubię takich zgadywanek w merytorycznej dyskusji. Przyjemnie dyskutuje mi się z Gospodarzem tego bloga między innymi z tego powodu, że obaj staramy się precyzować wypowiedzi i nie zgadujemy, co drugi miał na myśli, tylko czytamy, co napisał -- z dokładnością niemalże (aha!) do każdego słowa.
"Cieszę się, że sprostowałeś moją pomyłkę i wyjaśniłeś, że wcale nie twierdzisz, jakoby złodziejstwo i socjalizm były powiązane."
Nie twierdziłem. Nie twierdziłem też, że złodziejstwo i socjalizm nie są powiązane. Ściśle rzecz biorąc do tej pory nie powiedziałem o tym nic. Powiem teraz.
Stawiam sprawę jasno i uczciwie: Uważam, że socjalizm jest w ogólności oparty na złodziejstwie (wyjątek stanowi utopia, w której wszyscy dobrowolnie dzielą się dobrami i pracą, i która praktycznie nigdy nie występuje w skali kraju, a co najwyżej na szczeblu rodziny). Prawdopodobnie się z tym nie zgodzisz, ponieważ inaczej widzisz własność, o czym pisałaś pod inną notką; napisałem zaraz potem, co o tym sądzę. Zabieranie przymusem uważam za złodziejstwo z definicji złodziejstwa (korzystającej z innej niż Twoja definicji własności), tak jak z definicji herezji uważam protestantów za heretyków.
komentarz: ROTFL
uwaga do komentarza: w swoim niemowlęctwie także i ruch samochodowy nie był regulowany. Czy to też empirycznie dowodzi, że także teraz, kiedy na świecie istnieją setki milionów pojazdów, ruch drogowy nie wymaga regulacji prawnych??
Wybacz, ale nie dowiodłeś niczego.
Mały strumyk nie grozi wielką powodzią, więc rzadko trzeba go regulować. Wielkie rzeki - z czym się przecież zgodzisz - trzeba regulować prawie zawsze.
No, chyba że wolisz powódż? Setki ofiar? Straty idące w miliony?
Konkretyzując - dopóki Internet(te góra 1000 komputerów) był używany tylko przez wojsko USA, regulacje prawne faktycznie nie były konieczne. Kiedy "wszedł pod strzechy", urósł i nowe przepisy stały się niezbędne.
"...jakieś powiązanie złodziejstwa i socjalizmu"
KoX, udajesz, czy naprawdę nie pojmujesz?
Czy tytułem "Wyjaśnienia dla kretynów i KoXa" czułbyś się urażony? Rozumiem, że nie, skoro można to zdanie rozbić na dwa całkiem zgodne ze stanem faktycznym i nikogo nie urażające zdania, prawda?
Powiązanie "wyłowiłam", ponieważ znam Twoje i kretynów poglądy a na ogół wymienianie z użyciem spójnika 'i' oznacza, iż mówca uważa wymieniane sprawy za powiązane.
Cieszę się, że sprostowałeś moją pomyłkę i wyjaśniłeś, że wcale nie twierdzisz, jakoby złodziejstwo i socjalizm były powiązane.
Na koniec zapewniam, że zwrot "kretyn i KoX" został przeze mnie użyty w Twoim rozumieniu tego sformułowania, czyli w żaden sposób nie oznacza, iż uważam Ciebie za stojącego "w jednym rzędzie z kretynami", tak jak Twoja wypowiedż sama w sobie w żaden sposób nie sugeruje, jakobyś uważał złodziejstwo i socjalizm za powiązane.
Mam nadzieję, że to wyjaśnienie zniweczy wszelkie urazy, jakie mógłbyś (niesłusznie) powziąć po przeczytaniu tego komentarza.
"ja też lubię wolność.
Ba - wręcz uwielbiam."
Do tej pory odniosłem wrażenie, że Twoje uwielbienie wolności objawia się to w podobny sposób jak umiłowanie sroki do błyskotek -- poprzez chęć zabierania ich innym.
"Internet nie potrzebuje oczywiście tak ścisłych regulacji, ale jednak w ogóle bez nich się nie obejdzie."
Przypominam, że mówimy o regulacjach prawnych. Nie twierdzę, że jestem przeciw wszystkim, jednak z powyższym się stanowczo nie zgadzam. Internet do istnienia nie potrzebuje regulacji prawnych, a tylko regulacji (specyfikacji) technicznych, które zazwyczaj są bardzo ścisłe. W przypadku każdego z wymienionych problemów był czas, gdy prawo tego nie regulowało, a Internet istniał. To empirycznie dowodzi, że Internet nie wymaga regulacji prawnych.
"I nie stawiaj w jednym rzędzie złodziejstwa z socjalizmem"
Użyłem tych słów w jednym zdaniu, w którym krótko wyraziłem pogląd, że powszechnie akceptowane jest złodziejstwo _i_ powszechnie akceptowany jest socjalizm (dokładnie tak uważam). Gdybym napisał, że powszechnie akceptowany jest socjalizm i podział doby na 24 godziny (też tak uważam), to czy powiedziałabyś, że stawiam je w jednym rzędzie? Jeśli tak, to odpowiedz proszę: co ma socjalizm do podziału doby? Jeśli nie, to dlaczego w identycznej sytuacji wyłowiłaś jakieś powiązanie złodziejstwa i socjalizmu?
...zupełnie jakby takowe istniało.
Ba - wręcz uwielbiam.
Ale niekiedy nadmiar wolności jest cholernie szkodliwy.
Wyobraż sobie, że anulowano kodeks drogowy.
W końcu wolność! Ale czy zmiana na lepsze?
Chyba nie.
Internet nie potrzebuje oczywiście tak ścisłych regulacji, ale jednak w ogóle bez nich się nie obejdzie.
Cyber-bullying, cyber-squatting, spam, cracking, piractwo komputerowe i setki innych problemów większych i mniejszych, których rynek sam zadowalająco i sprawiedliwie nie rozstrzygnie.
I nie stawiaj w jednym rzędzie złodziejstwa z socjalizmem, skoro my nie wymieniamy jednym tchem kapitalizmu i ludobójstwa.
To jest leniwe, powierzchowne podejście, niegodne poważnej dyskusji.
Bardzo fajnie rzuca się takimi tekstami, gdy powszechnie akceptowane jest złodziejstwo i socjalizm.
Zajrzyj na HP. Charakterek dużo więcej funduszy na wózek zdobył od ludzi pomagających dobrowolnie, niż za pośrednictwem niegospodarnego państwa "wspaniałomyślnie" dzielącego się haraczem ściągniętym z obywateli. Ja wierzę, że w ogólności ludzi nie trzeba przymuszać do pomocy bliżniemu. Słyszałem tezę, że każdy sądzi według siebie; na mnie się sprawdza.
:Mistrzyni_Gry
To, że państwo powinno regulować od razu wszystko (w tym Internet), może jest oczywiste dla Ciebie, ale nie jest dla mnie, który cenię wolność.
:pietshaq
(Nieco z przymróżeniem oka:)
W przyszłości w miejsce "niemalże" pisz "w prawie wszystkich przypadkach".
Ty lepiej zdrowiej szybko, bo widzę, że choroba, "anonimowość" internetu i krytyka razem wzięte powodują, że przekraczasz trochę granice kultury wypowiedzi. Nawet gdyby pominąć braki faktyczne. Ale skoro taka Twa wola, pozwól, że w tym komentarzu także i ja przyciszę trochę mojego wewnętrznego moderatora, abyś mógł zastanowić się, czy dyskusja w tym tonie bardziej Ci odpowiada.
Pozostałych komentatorów z góry przepraszam.
W sprawie vacatio legis przyznaję się do błędu niezajrzenia do wpisu "Dzieci - pierwsza uwaga ogólna" przed skomentowaniem wpisu "Różności", co doprowadziło mnie do błędnego wniosku, jakoby Autor chciał ograniczyć czas trwania vacatio legis także od góry.
Za co niniejszym deprekuję.
Nie zmieniając oczywiście zdania na temat absurdalności jakiegokolwiek masowego ograniczenia vacatio legis.
Obecnie świat pędzi do przodu w niespotykanym dotąd tempie, corocznie pojawiają się nowe technologie, które wywierają olbrzymi wpływ na nasze codzienne życie.
Pamiętacie jeszcze świat bez internetu? Ja nie. :-)
A przecież do Polski zawitał marne 17 lat temu.
(...) portal powstał u nas dopiero w 1995 roku!!
Nawet dziś polskie prawo nie nadąża za rozwojem internetu - chociażby internetowe apteki, hazard, kwestia praw autorskich - w tych kwestiach prawo jest nie tyle złe, co po prostu przestarzałe.
A teraz wyobrażcie sobie, że polskie prawodawstwo przejmuje w 1993 roku nawet dość rozgarnięty, ale czasem zadziwiająco naiwny człowiek, który postanawia wprowadzić co najmniej 6-letnie vacatio legis na wszystkie akty prawne.
Ustawy dotyczące internetu wejdą w życie w roku 1999??? Przecież 6 lat to dla Internetu cała epoka!
Jeszcze co do obiecanych braków faktycznych:
Ot, chociażby taka "niemalże idealna sprawiedliwość".
Odnoszę wrażenie, że zdaniem Autora skoro zabezpieczył się on słówkiem "niemalże", to może sobie pozwolić na pełną swobodę w oddalaniu się od ideału tejże sprawiedliwości.
Jeżeli coś jest fundamentem sprawiedliwości, jeżeli piszę wyrażnie:
NIE MOŻE BYĆ MOWY O SPRAWIEDLIWOŚCI BEZ MORALNOŚCI! (tym razem dla ułatwienia wielkimi literami)
to mimo mojego pewnego nierozgarnięcia spodziewam się, że zostanie to przez chociażby przeciętnie rozgarniętego czytelnika zrozumiane jako mój stanowczy sprzeciw wobec uznania reguły naturalnego doboru za "niemalże idealnie sprawiedliwą".
Być może rzeczywiście właściwsza była pewna taryfa ulgowa wobec czytających moje komentarze, więc wyłożę mój pogląd w sposób przystępniejszy:
Skoro zgodnie z regułą naturalnego doboru mafioso zatriumfuje w większości życiowych scenariuszy nad człowiekiem uczciwym (lecz niewiele znaczącym), skoro zgodnie z w/w regułą silny może odebrać słabszemu jego własność, to nie uważam jej za "niemalże idealnie sprawiedliwą".
Ponieważ (moim zdaniem) reguła naturalnego doboru jest niezależna od moralności, a (moim zdaniem) nie może być mowy o sprawiedliwości bez moralności.
Zauważona także przez Autora dziura w "idealności" sprawiedliwości jest zbyt wielka, żeby słówko-wytrych "niemalże" wystarczyło na jej wypełnienie (znowu - moim zdaniem). Natomiast skutecznie egzekwowany zakaz wymuszania przez silniejszych na słabszych pożądanych (przez silniejszych) zachowań całkowicie tę regułę wypacza.
Przykład - spadający samolot, w środku słabeusz ze spadochronem i mięśniak bez spadochronu, wierzący w regułę naturalnego doboru.
Zgodnie z regułą paker trzepnie słabego w ucho, zabierze spadochron, wyskoczy i prawdopodobnie przeżyje. Ponieważ jest lepiej przystosowany (silniejszy), co w danej sytuacji było pożądaną cechą. Zgodnie ze sprawiedliwością mięśniak usiądzie cichutko w kąciku i zacznie rozmawiać z Buddą, podczas gdy słabeusz, jako właściciel spadochronu, wyskoczy i prawdopodobnie przeżyje.
Takich przykładów naprawdę jest wiele.
A to jest tylko ta najbardziej narzucająca się dziura, bardzo prawdopodobne, że jest ich więcej, może nawet gorszych?
Karaluch wie, co oznacza "To jest korzystne"
Rozumie, że trutka zabija.
Ale czy wie, co oznacza "To jest złe"?
Dla dowcipnisiów - naprawdę nie chodzi mi o złe żarcie.
Bardzo fajnie rzuca się takimi tekstami gdy jest się pieknym, młodym i zdrowym. Pamiętaj, że nie zawsze tak będzie
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą