< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Śledztwa

19 listopad 2008 ·
Mimo sporego ostatnimi czasy zaangażowania w szachy część swoich mocy pakuję w dyskusje intelektualne. Jedną z nich na przykład ostatnio toczyłem na Narzekalni, spierając się z paroma osobami i - o dziwo! - zgadzając się w pełni z LordemKaftanem, z którym niezbyt często mamy wspólne zdanie. Skoro tak, to co jakiś czas będę blogował, żeby Państwo o mnie nie zapomnieli.

"Dziennik" opublikował niedawno listę dziesięciu najgłupszych (zdaniem Autora; zaznaczył, że to subiektywna ocena) śledztw prowadzonych przez prokuratury polskie w ostatnich latach. Kwalifikowały się tylko śledztwa, które - zdaniem Autora zestawienia - delikatnie mówiąc uchybiały powadze prokuratorskiego urzędu, a ponadto nie zakończyły się skazaniem (a jeśli trwają, nie wygląda, jakby miały się zakończyć). Przeleciałem listę pobieżnie, bo o większości spraw miałem pojęcie, ale potem coś przykuło moją uwagę. Oto lista spraw:

1. Nazwanie polskiego prezydenta "kartoflem" przez "Die Tageszeitung". 2. Morderstwo służbowego laptopa Zbigniewa Ziobry 3. Wanna Wassermanna. 4. Publikacja materiałów dotyczących WSI przez "Gazetę Wyborczą" i "Dziennik". 5. Bezdomny lżący Kaczyńskiego. 6. Rysunek internetowy: kacze kupry + tekst "A teraz, kochani wyborcy..." 7. Ron Asmus i tajemnicze spotkania Radosława Sikorskiego. 8. Zapytanie Palikota o problemy alkoholowe prezydenta. 9. Nazwanie prezydenta chamem przez Palikota. 10. Nazwanie prezydenta durniem przez Wałęsę.

To, na co publicysta nie zwrócił uwagi, nie umknęło mojej, mianowicie: na 10 spraw aż 6 toczyło się z paragrafu zakazującego znieważania głowy państwa polskiego.

Lista naturalnie jest subiektywna, jednak gdyby ją przedłużyć, to od ręki przychodzą mi do głowy cztery przykłady, z czego trzy - z tego samego paragrafu. A teraz moje przemyślenia.

Po pierwsze: prosta obserwacja pokazuje, że choć paragraf ów istnieje już od jakiegoś czasu, to śledztw z tego paragrafu nie było aż tylu za żadnej innej kadencji prezydenta w Polsce od 1990 roku. Po drugie: przy tego typu sprawie raczej trudno mówić o niższej bądź wyższej wykrywalności przestępstw. Ten czyn staje się przestępstwem dopiero wtedy, gdy zostanie wykryty (wykrywalność sprawców to zupełnie inna sprawa, ale w tych przypadkach jest duża; kto wie, czy nie stuprocentowa).

Jak dla mnie, wynika z tego jedno z dwojga (lub oba naraz): (A) obecny prezydent jest chętniej lżony niż poprzednicy lub (B) prokuratorzy chętniej niż za poprzedników wszczynają takie sprawy. Moim zdaniem występuje tu współistnienie tych dwóch wniosków.

(A) jest dla mnie w miarę oczywiste. Można się spierać, czy jest to rzeczywiście najgorszy polski prezydent od czasów Jaruzelskiego włącznie (moim zdaniem tak), ale faktem pozostaje, że jego nie lubi najwięcej osób w Polsce. Być może również lubi go najwięcej, ale lżą ci, co nie lubią.

(B) z kolei może wynikać z tego, że od czasu rozpoczęcia prezydentury Lecha Kaczyńskiego czuje się pewien polityczny nacisk PiS na prokuraturę; był on osobliwie silny w latach 2005-2007 (po wyborach część tego nacisku przejęła PO). Być może jest on rzeczywisty, być może tylko odczuwany społecznie, niemniej prokuratorzy mogli - pod wpływem nakazu albo wewnętrznego przekonania - zrobić się bardziej małostkowi. Zresztą małostkowy bywa przecież prezydent, a takie postępowania wszczyna się z urzędu. Napisałem, że być może obecnego prezydenta lubi więcej ludzi, niż poprzednich, bo "kacze kupry" zaczęły karierę prokuratorską od donosu obywatelskiego.

Gdziekolwiek nie tkwiłyby przyczyny, istotna jest inna rzecz. Poszukałem i nie znalazłem od 1989 roku ani jednego przypadku skazania kogoś za lżenie głowy państwa. Na razie są same umorzenia, które trochę ośmieszają prokuraturę, a oprócz tego niemało pieniędzy kosztują podatnika. Zastanawiam się więc, czy taki przepis faktycznie jest potrzebny.

Urzędowi Prezydenta należy się pewna prawna ochrona i pewien szacunek; inaczej grozi nam śmieszność na arenie międzynarodowej (choć nie jestem pewien, czy szacunek należy się każdej osobie, która ten urząd piastuje - acz ja osobiście zacząłem nieco szanować Lecha Kaczyńskiego, odkąd on zaczął szanować irlandzkie weto w kwestii Traktatu Reformującego i skutki, jakie ono niesie zgodnie z literą owego traktatu). Nie wydaje mi się jednak, żeby obecny przepis był dobry, z powodu wadliwości działania.

Postulat: niech prezydent będzie traktowany w tym względzie prawie jak zwykły obywatel. W tym sensie, że sprawa trafia na wokandę tylko wtedy, gdy prezydent osobiście poczuje się urażony i to on poskarży się prokuraturze. Innymi słowy: znika ściganie tego "z urzędu". Jako uprzywilejowanie prezydent, w odróżnieniu od zwykłych obywateli, miałby prawo - poza roszczeniami cywilnymi - domagać się dla obrażającego sankcji karnych w takim wymiarze, w jakim obecnie przewiduje je kodeks karny.

Bo, szczerze pisząc, kto bardziej ośmieszył prezydenta: człowiek, który wypozycjonował jego stronę bardzo wysoko, jeśli wyszukiwało się wg słowa "kutas", czy człowiek, który zdecydował, że sprawa ta została nagłośniona na cały kraj?

 

1 komentarz
margot
margot - Superbojowniczka   |  11 miesięcy i 29 dni temu  |  
Dobrze gada, dać mu wódki :) Dodajmy, że istnieje bardzo cienka granica między posądzeniem o znieważenie prezydenta, a ograniczeniem wolności słowa. Wg mnie, sprawa tego emeryta rozsyłającego zdjęcie kaczych kuprów to raczej to drugie. Nie widzę powodu, aby zniesławienia prezydenta były ścigane z urzędu, przecież mamy być wszyscy równi wobec prawa.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi