Zacznijmy od samej nazwy ustroju. Jest to nazwa (a) złożona ze słów pochodzenia greckiego i (b) mówiąca tylko o tym, kto ma władzę, nie zaś o tym, jak ją sprawuje. (1) Jak brzmiałaby utworzona według tych samych reguł nazwa ustroju, w którym rządzi większość mająca w dupie prawa mniejszości? Odpowiedzi typu "demokracja totalitarna" nie są poprawne, ponieważ nie są zbudowane według tych samych reguł - naruszają regułę (b)...
Cały czas wierzę w dobre intencje zwolenników. Skoro używają jakichś pojęć, zwłaszcza niezbyt dla mnie jasnych, jak np. "prawa mniejszości", zamiast znacznie jaśniejszego "prawa obywatelskie" (czyli zbiór tego, do czego mają prawo wszyscy obywatele), to najwidoczniej nie po to, żeby zaciemnić sprawę i dopuścić się (świadomego lub nie) oszustwa semantycznego, tylko z konieczności, ponieważ "prawa mniejszości" i "prawa obywatelskie" nie oznaczają tych samych praw. (2) Proszę podać przykład elementu różniącego zbiór praw mniejszości i praw wszystkich obywateli. A gdyby to było za trudne, to może podsunę przykład: (3) W jaki sposób w demokratycznej Polsce większość zwolenników bezpieczeństwa szanuje prawa mniejszości aktywnych zawodowo zwolenników wolności i ryzyka, w tym ryzyka przymierania głodem na emeryturze z powodu nieodłożenia na nią niczego lub umierania na różne choroby z powodu nieposiadania środków na leczenie ani polisy ubezpieczeniowej w tym celu?
Zapewne usłyszę, że to zły przykład ((4) Dlaczego?), ale powinienem popatrzeć na zakazy dyskryminacji gejów, Murzynów, Żydów, etc. OK. Zwolennikiem zakazu dyskryminacji nie jestem, o ile nie dotyczy on wyłącznie państwa, ale niech będzie. (5) Według jakiego klucza ustala się, jakie prawa i których mniejszości szanuje rządząca większość? oraz (6) Gdyby okazało się, że większość jest przeciwna szanowaniu jakiegoś elementarnego prawa mniejszości - na przykład prawa gejów do życia - to istnienie czy nieistnienie tego prawa byłoby bardziej demokratyczne?
Słyszy się parcie rządzącej większości na poszanowanie nie tylko niemających nic do gadania mniejszości (Tak: NIC. Mniejszość około 300 ortodoksyjnych żydów w Polsce nie ma szansy praktycznego przeważenia szali żadnego ogólnokrajowego głosowania, nawet jeśli będzie ona jednomyślna, a naród podzielony), ale również niemających nic do gadania dzieci i zwierząt. W co bardziej skretyniałych demokracjach również roślin. Z grubsza mamy tu klucz, według którego ten, kto ma władzę, dba o zapewnienie praw tych, którzy jej nie mają i muszą się podporządkować. (7) Dlaczego ten mechanizm działa? oraz (8) Czy nie lepsza wobec tego byłaby monarchia (nie: anarchia, w której nikt nie ma władzy, w związku z czym każdy ma jej po trochu, a poza tym mechanizm zapewniania jakichś praw działa raczej tylko wtedy, gdy ma je kto zapewnić), w której znacznie więcej osób nie ma władzy, więc zgodnie z tym mechanizmem znacznie więcej osób miałoby zapewnione swoje prawa? lub (9) Z jakiego powodu ten mechanizm ma działać tylko w demokracji, a w innych ustrojach nie?, a także (10) Czy ten mechanizm przestałby działać na zwierzęta, gdybyśmy rozszerzyli demokrację i pozwolili głosować również kilkuletnim dziecom? Jeśli tak, to (11) Z jakiego powodu? oraz (12) Jak ustalono granicę, do której on działa? Jeśli zaś nie, to (13) Czemu nie pozwalamy kilkuletnim dzieciom głosować? Bo byłyby wyłączone spod ochronnego mechanizmu? W takim razie (14) Czemu pozwalamy głosować na przykład niepełnosprawnym fizycznie, którzy też powinni podlegać podobnemu mechanizmowi ochrony, co dzieci? (A jeśli ktoś uważa, że nie powinni, to (15) Dlaczego?)
Nie prowadzę bloga na onecie, bloogu, ani innych tego typu miejscach, bo tam pod podobnym wpisem zaroiłoby się od bluzgów pozbawionych konkretów. Na onecie siedzi przypadkowe społeczeństwo, w dodatku o średniej inteligencji mniejszej, niż średnia krajowa, bo obowiązujący tam poziom odstręcza raczej inteligentnych niż debili. Na JoeMonsterze siedzą z reguły ludzie na poziomie, których inteligencję cenię. Dlatego zamiast bluzgania typu "z kimś, kto w ogóle śmie zadawać takie pytania, jak (6) lub (14), nie należy nawet dyskutować" (plus wulgaryzmy średnio co drugie i pół słowo), proszę o konkretne odpowiedzi na pytania - niekoniecznie na wszystkie. Może się czegoś dowiem. Najbardziej rzeczowe odpowiedzi opublikuję, nawet jeśli nie będę się z nimi zgadzał, a ich Autorzy bardzo zyskają w moich oczach na sensowności przy okazji czytania i odpowiadania na komentarze do przyszłych wpisów.
(1) Tak samo...
(2) Nie ma czegos takiego :-) prawo mniejszosci jest prawem obywatelskim, bo jesli postanowie o konwersji na Zyda, dotycza mnie prawa tej mniejszosci.
(3) Maja nas w dupie. Informacja dlaczego, ogol nie moze patrzyc na zdychajacych ludzi, czuje sie przez to zle, a nie chce finansowac leczenia tych ludzi z wlasnej kieszeni, dlatego przymusza do obowiazkowego ubezpieczenia, tym samym nie pozwala na zerowanie na wlasnym dobrym sercu (szantaz emocjonalny) bodajze nazywa sie to prewencja :) Moim zdaniem (choc niechetny ubezpieczeniu) maja do tego prawo, dopoki przyznajemy ze rzadzi wiekszosc. Poszanowanie praw mniejszosci = mozecie miec te prawa ktore nie koliduja z prawami wiekszosci.
(5) Na podstawie tego co postanowi szanowac wiekszosc (a raczej tej wiekszosci przedstawiciele) a czego nie - patrz punkt 3
(6) Istnienie tego prawa byloby bardziej demokratyczne choc niezgodne z podstawowymi prawami czlowieka, no ale przeciez prawo mowiloby wtedy ze gej to nie czlowiek.
(7) Widze tu bledne zalozenie iz prawa mniejszosci to jakies parytety dla tych mniejszosci wzgledem ogolu, moim zdaniem to tylko tyle co napisalem w punkcie (3), dajemy wam prawo do... gdyz uwazamy iz nie kooliduje z prawem wiekszosci (przynajmniej tak moim zdaniem to powinno wygladac i mysle ze w zalorzeniu tworcow "z poszanowaniem wartosci mniejszosci" tez)
(8)Pytanie do Ciebie: co gorsze?
To ze ogol bedzie mial prawa innych niz ogolu w d... cz ze jedna osoba bedzie miala prawa wszystkich oprocz siebie w d?
(9) przeciez nikt nie zabroni monarsze szanowac praw mniejszosci wiec nie rozumiem pytania.
(10)... i dalej, nie odpowiadam bo bledne zalozenie iz mniejszosci sa pod jakas super ochrona i maja zapewnione lepsze prawa...
Tu jest też odpowiedż na pytanie 2, jak sądzę: osoby z mniejszości narodowych mają prawo do funkcjonowania w obu kulturach, w dwu językach w miejscu prywatnym i publicznym. W języku państwowym i w języku narodowościowym.
Pytanie o głosowanie dzieci i niepełnosprawnych mam za bezczelne palenie głupa. Ale odpowiem w dobrej wierze: dzieci są osobami o umysłach nierozwiniętych wystarczająco, by rozumieć abstrakcje, zależności między wyborem a efektem działań, nie mają jeszcze pełnej odpowiedzialności ani prawnie, ani w sensie zdroworozsądkowym. Co więcej, są w ogromnej zależności od rodziców, więc ich wybory mozna by posądzać o wątłą samodzielność. Dorośli, nawet jeśli niesprawni, mają intelektualną samodzielność i przynajmniej teoretyczną zdolność do rozumienia abstrakcji, do osądu i widzenia relacji między zjawiskami. Ci, którzy z powodu umysłowych bądż psychicznych zaburzeń są w tej materii ograniczeni, zostają wszak pozbawieni sporej części praw obywatelskich, a zatem również możliwości głosowania.
Szukanie w tym jakiegoś perwersyjnego związku między byciem bez prawa do głosu a posiadaniem szczególnej ochrony prawnej wydaje mi się dość marnotrawnym zabijaniem wolnego czasu, łagodnie ujmując.
Pytanie 6 jest oczywiście zgrabne i może prowadzić do paradoksalnych zapętleń. IMHO jest tak: demokracja, jako rządy ludu, (vide grecki żródłosłów) łączy się z ochroną praw człowieka. Owszem, lud en masse pożąda krwi i widowisk nasyconych przemocą, łzami i spermą (w dowolnej konfiguracji), stąd zawsze chętnie uczestniczył w publicznych torturach, egzekucjach i poniżeniach (teraz też uczestniczy, mamy telewizję). Stąd też lud chętnie skazuje, wiesza, obcina głowy i ręce. Natomiast ten sam lud z ochotą przemieszcza się z krajów, gdzie stosowane są praktyki krwawego wymierzania sprawiedliwości (czy niesprawiedliwości, zależy, jak oceniać sądy skazujące na ścięcie za flirt lub utratę dziewictwa przed ślubem) do krajów, gdzie nie ma zbrodni sądowych ani kary śmierci. Owszem, nadal w referendum zagłosuje za karą śmierci, bo chętnie takową obejrzy, ale woli mieszkać tam, gdzie jej nie ma. Jaki stąd wniosek dotyczący preferencji większości i ochrony praw?
Nie mówiąc o tym, że demokracja w swym założeniu ma postulat przestrzegania podstawowych praw ludzi, a najbardziej elementarne jest prawo do niebycia zabitym.
Bo państwowa szkoła kształtuje póżniej? Spodziewam się, że w miarę obniżania wieku, od którego zaczyna się obowiązek szkolny, i w miarę wprowadzania w szkołach postępowych i propagandowych przedmiotów, czynne prawo wyborcze otrzymają coraz młodsi. Takie są widoki na przyszłość. Możliwe, że współistnienie tych tendencji to przypadek, ja jednak podejrzewam, że jest zupełnie odwrotnie.
Czemu odpowiedzi na (5) i (13) nie w jednym komentarzu? Ponieważ napisawszy powyższą odpowiedż uznałem ją za przesadną i nie opublikowałem razem z tamtą. Parę minut póżniej natrafiłem na:
http://nczas.com/numer-biezacy/sommer-unijny-geobbels-propaganda-ue-w-prze
dszkolu/
Hm...
Francuskiego. Obserwacje dowodzą, że górniczy kilof działa jeszcze lepiej.
Co do "14" - jak ja rozumiem, uzasadnieniem dla takiego postawienia sprawy było założenie, że dzieci nie mają dostatecznych zdolności intelektualnych i doświadczenia życiowego by odpowiedzialnie dokonywać demokratycznego wyboru (w odróżnieniu od menela z mózgiem wyżartym przez siarkofruty), natomiast osoba ułomna fizycznie zachowuje sprawność intelektualną (co ciekawe, głuchy, ślepy i sparaliżowany też może głosować, mimo, że zdolności percepcyjne ma upośledzone w stopniu tak ogromnym, że pozyskanie przez niego informacji pozwalających na prawidłowe wykorzystanie możliwości intelektualnych wydaje się być nieprawdopodobne).
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą