Jakiś czas temu miała miejsce na blogu dyskusja, czy KoX napisał, że socjalizm jest złodziejstwem, czy nie napisał, tylko Mistrzyni_Gry się tak wydawało... Moim zdaniem nie napisał, ale napisał na tyle niejednoznacznie, że można to było tak odebrać na gruncie potocznej mowy. Nie o to mi chodziło. Ja na wszelki wypadek napiszę wprost: moim zdaniem socjalizm jest złodziejstwem. Wynika to rzecz jasna z przyjętej przeze mnie definicji złodziejstwa i ludziom wolno sądzić inaczej. Akceptuję nawet to, że te inne tezy głoszą na moim blogu. Jednak z uwagi na profil mojego bloga stanowczo protestuję przeciwko protestowaniu tu przeciwko stawianiu w jednym rzędzie socjalizmu ze złodziejstwem - i dodam, że nie jest to symetryczne dla kapitalizmu (z jakąkolwiek negatywną cechą), ponieważ ten blog jest skrajnie antysocjalistyczny.
Skoro już jestem przy temacie: rozwijać tezy drobiazgowo nie zamierzam. Większość argumentów jest obu stronom dyskusji doskonale znana, zresztą są one naprawdę bardzo proste do wymyślenia. Średnio inteligentny gimnazjalista to potrafi, i to niezależnie od tego, jaki ma pogląd. Skupię się na paru trochę trudniejszych punktach.
1. Każda kradzież jest zgodna z prawem, o ile prawo stanowi ta sama instytucja, która się tą kradzieżą para. Obojętne, czy jest to pojedyncza osoba-złodziej, czy banda Janosika, czy państwo.
2. Okraść złodzieja jest znacznie trudniej, niż okraść zwykłego szaraczka, w związku z tym w interesie każdej parającej się tym instytucji jest, aby jak najmniej majątku było w rękach złodziei. Prawie każda instytucja uzurpująca sobie prawo do kradzieży uzurpuje sobie również na nią monopol, i to też nie powinno nikogo dziwić.
3. To, że ktoś uznaje zdolność jednych instytucji (np. państwa) do stanowienia prawa, a innych (np. bandy Janosika) nie, to jego prywatna sprawa. Nie zmienia to jednak pojęć. Kradzieżą jest pewien fakt, a nie to, kto jaki stan prawny uznaje.
4. To, czy doszło do kradzieży, nie ma nic wspólnego z przeznaczeniem ukradzionego mienia. Kradzież pieniędzy po to, żeby za nie pójść na dziwki, jest tak samo kradzieżą, jak kradzież tych samych pieniędzy, żeby za nie wykarmić głodujące dzieci.
5. "Tak samo" nie oznacza "taką samą". Jeśli jakikolwiek socjalista uczciwie mi powie, że socjalizm jest to wprawdzie kradzież, ale kradzież w słusznej sprawie, jestem gotowy z nim podyskutować poważnie, tym bardziej, że...
6. Podatek pogłówny na wojsko, policję, sądownictwo i minimalną administrację też jest kradzieżą, mimo że państwo nie mogłoby bez tego w ogóle funkcjonować. W ogólności: państwo jakieś podatki pobierać musi, jednak tworząc prawo należy pamiętać, że - wyjąwszy mandaty, grzywny, odszkodowania, zadośćuczynienia i inne obciążenia majątkowe dla konkretnych osób za konkretne czyny - wszystkie daniny dzielą się na dobrowolne, złe i bardzo złe.
7. Główny mój zarzut wobec socjalu to nie to, że socjalizm to złodziejstwo. Ja chcę tylko nazywać rzeczy po imieniu. Znacznie bardziej mierżą mnie niektóre mechanizmy redystrybucji. Złodziejstwo na dożywianie głodnych dzieci jestem w stanie usprawiedliwić (głodnych dorosłych - znacznie mniej). Natomiast zupełnie niedopuszczalne jest zabieranie pieniędzy Kowalskiemu i przeznaczanie ich na finansowanie edukacji ludziom, którzy za 25 lat będą z dziećmi Kowalskiego konkurować na rynku pracy.
Pan ma ziemię, chłop zgadza się ją mu uprawiać w zamian za co dostaje część ziemi pana w dzierżawę i może sobie z niej pobierać zyski. Nie widzę, tu żadnego opodatkowania, co najwyżej zależność osobistą.
Nie mniej powtarzam jeszcze raz - socjalizm nie może być złodziejstwem bo socjalizm zakłada brak czegoś takiego jak własność prywatna. Skoro nie ma własności prywatnej to co tu opodatkowywać? Nieroztropnie Pietshaq przytacza argumenty przeciwko kapitalizmowi a za socjalizmem. Bo na podstawie tych wywodów można wyciągnąć prosty wniosek - jest własność prywatna muszą być podatki i musi być złodziejstwo, nie ma własności prywatnej - nie ma podatków jest pięknie.
Kwestią do zastanowienia jest więc teraz kwestia co jest lepsze - osobista zależność człowieka czy jego opodatkowanie?
No i w końcu jeśli ktoś uważa państwo za coś naturalnego (a jest ku temu sporo przesłanek) tak jak to, że woda paruje, drzewa rosną do góry a trawa jest zielona to wówczas jak można udowodnić, że podatki to złodziejstwo? Mówienie o złodziejstwie miałoby wówczas taki sam sens jak mówienie o zbrodni przeciwko owczości dokonywanej przez wilki.
Poproszę o definicję kradzieży, zgodnie z którą podatki są kradzieżą, mimo istnienia umowy o wzajemnych świadczeniach pomiędzy państwem a obywatelem.
ad. 1. Bardzo nie obojętne. Stanowienie prawa jest zgodnie z powszechnym consensusem jednym z przywilejów państwa, a nie osoby prywatnej bądż bandy Janosika. I w odróżnieniu od faktów naukowych, gdzie liczą się dowody, a nie opinia większości, o tym, kto ma przywilej stanowienia prawa właśnie większość (upraszczając) decyduje.
:Richiter - kudos! A skoro zgodnie z definicją Autora wszystkie możliwe formy rządów (jako wymagających podatków) są złodziejskie, to stwierdzenie "socjalizm jest złodziejstwem" jakkolwiek by było chwytliwe, jest po prostu bezużyteczne.
Ponieważ: "kapitalizm jest złodziejstwem", "teokracja jest złodziejstwem", "faszyzm" jest złodziejstwem itd. Równie dobrze można by jako tytuł tego artykułu dać "2 2=x" i potem odpowiednio sobie zdefiniować 2, , =, x.
Poza tym Autor chyba myli pojęcia. Jeśli przychodzi do mnie bandyta, zabiera portfel i wychodzi - to jest kradzież. Natomiast jeśli informuje mnie, że raz do roku mam mu płacić 1000 złotych, albo dostanę w czapę - to jest wymuszenie.
Jeszcze odnosząc się do komentarzy: państwo często musi dokonywać trudnego wyboru pomiędzy decyzjami, z których każda kogoś krzywdzi. Każda na ogół powoduje jakieś dobro za cenę jakiegoś zła.
Pewnie, że miło by było, gdyby nie było podatków, ale weżcie się KoX z resztą zastanówcie, za jaką cenę? Chyba nie sądzicie, że likwidacja podatków miałaby same zalety i żadnych wad??? Zabieranie ludziom zarobionych przez nich pieniędzy jest złe, ale dopuszczanie do tego, żeby wielu ludzi żyło na skraju nędzy, albo wręcz umierało z głodu (vide Sudan) jest gorsze.
Po prostu.
Zadaniem państwa jest ogólnie pojęty dobrobyt jego obywateli.
Za skrajnie naiwne uważam poglądy, że jeżeli w jakimś państwie ŚREDNI dochód na głowę jest wyższy, to takie państwo lepiej o ten dobrobyt dba. Jeżeli 10% obywateli to bogacze, którzy mogą sobie pozwolić na praktycznie wszystko, 30% to ogólnie pojęta klasa średnia, której głód i bezdomność nie grożą, a 60% ledwo przeżywa(albo i nie) z miesiąca na miesiąc, to takie państwo radzi sobie cholernie kiepsko.
Pewnie, ludzie powinni dawać sobie radę sami, ale państwo ma obowiązek dać im szansę. Bo po prostu od tego właśnie jest. Każdy sobie bez żadnych obowiązków wobec innych (ani żadnych praw, bo kto miałby obowiązek wymuszać ich egzekwowanie?), to jest po prostu anarchia. A wtedy zjemy się żywcem, pewnie nawet zanim wchłoną nas inni.
Tworzymy pewną wspólnotę, a z tego wynika prosty fakt, że każdy z członków tej wspólnoty ma obowiązek część swoich sił i środków oddać w razie konieczności do dyspozycji wspólnoty, na przykład w formie podatków.
Z definicji wspólnoty.
Komu się te warunki nie podobają, może przejść pod jurysdykcję innej wspólnoty.
A że nie tak prosto jest się wyłączyć spod jurysdykcji wszystkich wspólnot - pech, ale Ziemia okazała się po prostu zbyt mała a ludzkość zbyt zaborcza.
Tak że Ci, którzy nie połączyli się w wystarczająco silne wspólnoty, po prostu wyginęli lub zostali wchłonięci.
Pamiętajcie, czego nauczyli się na własnej skórze Francuzi i Brytyjczycy podczas II Wojny Światowej - czasami jednak opłaca się umrzeć za Gdańsk.
PS: I stanowczo protestuję przeciwko stanowczym protestom przeciwko protestowaniu przeciwko stawianiu w jednym rzędzie socjalizmu ze złodziejstwem.
A tak serio, to czyżby Autor zamierzał wprowadzić na tym blogu cenzurę wobec niewygodnych dla siebie poglądów?
I to nie co do formy (pewna kultura obowiązuje), ale co do treści?
Jeśli tak, to nie widzę możliwości kontynuowania jakiejkolwiek dyskusji.
--------------------------------------------------------
Arguing in the Internet is like running in the Special Olympics.
Even if you win, you're still retarded.
Socjalizm zakłada likwidację prywatnej własności, wszystko należy do państwa, a przynajmniej to co nazywa się 'narzędziami produkcji'. Można więc być zatrudnionym tylko w państwowym przedsiębiorstwie, uprawiać tylko państwową ziemię, kupować tylko w państwowych sklepach - bo państwo to jedyny pracodawca. Skoro więc państwo ma wszystko powinno jak przedsiębiostwo wypracowywać zyski, z tych zysków pokrywać wszelkie koszty i wypłacać pensję swoim 'pracownikom' - podatki są niepotrzebne.
Może nie jest to zbyt wydajne, może to jest państwo totalne, ale za to jest sprawiedliwe bo nie pobiera podatków - jak więc widać socjalizm stanowi zaprzeczenie państwa bandyckiego którym jest państwo kapitalistyczne, którego istotą są podatki.
Czy to nie nazbyt groteskowa ironia?
Tak naprawdę idąc takim tokiem rozumowania jakiekolwiek heteronomiczne normy są bandyckie, są złodziejstwem i rozbojem w biały dzień. I idąc dalej - to tylko zwierzęta są naprawdę wolne (i to jeszcze tylko te które nie żyją w żadnych stadach).
Poza tym... z tego co wiem nie ma czegoś takiego jak obowiązek przynależności do państwa. Zawsze można sobie zostać apatrydą i wybrać spokojnie gdzie chce się żyć, gdzie jest najkorzystaniej etc. Jeśli ktoś uważa, że państwo go okrada to niech wystąpi z tej organizacji i tyle (to tak jakby adwokat biadolił, że korporacja nakłada na niego obowiązek płacenia składki członkowskiej i nazywał to złodziejstwem - nikt nie ma przymusu bycia adwokatem).
Nepotyzm.... brrr...
Straszne słowo, które oznacza brak wiedzy, umiejętności, kumoterstwo, drożyznę. Wolę być "okradany" na państwową edukację i leczenie niż płacić rodzinnym mafiom.
I nie chodzi o myślenie typu: "bo biedny może wynależć lek na raka". Ja po prostu widzę jaki poziom reprezentują ci, którzy płacą za studia i ci którzy nie płacą (chodzi o mój kierunek i o wiekszośc ludzi).
Przeraża mnie to tym bardziej, że często słowo "nepotyzm" samo ciśnie się na usta.
Chciałem też zauważyć, że nawet nie zbliżyłeś się do postawienia się w sytuacji innej osoby.
Inwestowanie-jak masz z czego, a nie zawsze możesz zmienić pracę. Choćby z powodu opieki nad chorym dzieckiem albo matką.
Polisy? Jeśli edukacja dziecka nie pochłania zbyt dużo Twoich pieniędzy. Wiadomo-musi byc konkurencyjny na rynku pracy.
Zaczynasz wcześniej zarabiać? A może, niestety, z powodu choroby musisz przerwać pracę?
Życie jest pełne niespodzianek, nie wszystkie są miłe.
Apropo punktu siedzenia: "Syty głodnego nie zrozumie"
W panstwach, gdzie sie tego wszystkiego nie stosuje, ludnosc zyje duzo gorzej. Za wyjatkiem kilku najbogatszych.
Ale zwroccie uwage na taki szczegol, ze te panstwa tak na prawde sa zagrozeniem dla reszty swiata, chocby z 2 powodow:
- stanowia wylegarnie nowych chorob,
- no i klania sie stara prawda - jak ktos nie ma nic do stracenia, moze wszystko zyskac, stad tak latwo wybuchlo np. powstanie Jakuba Szeli.
A co do okradania nas przez panstwo poprzez podatki... Jakos nie widze wiekszej roznicy, miedzy tym, ze panstwo z moich ciezko zarobionych pieniedzy finansuje Opere Narodowa, w ktorej nie obejrze ani jednej sztuki, a tym, ze firma w ktorej pracuje finansuje jakas druzyne pilkarska, kiedy mnie futbol nie interesuje.
Tak czy tak, mozna rzec, ze jestem okradany.
Wszystkim, co tak chwala kapitalizm w czystej postaci zalecalbym przeczytac na poczatek "Ziemie obiecana" Reymonta, lub chociaz film obejrzec. Bo wieksza czesc ludzkosci z tego wyrosla.
Bo czysty kapitalizm, to nic innego, jak prawo naturalne (prawo dzungli).
I choc nie nalezy przeginac ze uprawnieniami socjalnymi, to jednak powinno sie je choc w ograniczonym stopniu (zeby ludziom sie chcialo pracowac) utrzymywac.
W sumie wychodzi to taniej.
I jak to Tuwim napisal:
"(...)kto ma dom swój, stragan czy sklep,
Ten może spokojnie chrapać,
Póki nędzarze mają ten chleb,
Żeby w nim noże zatapiać!!"
http://o-chlebie.republika.pl/tuwim.html
Ad. 7.
Myślę, że Autor nie zabroniłby Kowalskiemu dobrowolnie dotować dzieci Nowaka (ja bym nie zabronił). Jeśli Kowalski uzna, że -- jak postulujesz -- taki manewr mu się opłaci, to dla Kowalskiego droga wolna! Ale choćby nawet inwestycja miała Kowalskiemu przynieść pierdyliard procent zysku w trzy lata, zmuszanie do niej jest nie w porządku.
Twoje rozumowanie przypomina spekulacje pod hasłem "a może biedak kształcony przez państwo wynajdzie lek na...", które tu kiedyś były.
Zupełnie nie widzę sensu w Twoich poglądach na konkurencję. Ja na miejscu Kowalskiego swój nepotyczny interes widziałbym w zmniejszaniu konkurencji w branży moich dzieci poprzez wyparcie młodych Nowaków, a w żadnym wypadku Kowalskich; na miejscu Nowaka także, tyle że poprzez monopolizację przez Nowaczątka. Dopiero na miejscu Wiśniewskiego, który będzie nabywał produkty lub usługi od młodych Nowaków i Kowalskich, lub zbywał im swoje produkty lub usługi, chciałbym większej konkurencji na ich polu.
"dlaczego "wolnościowcy" nigdy nie stawiają się w sytuacji odwrotnej, w sytuacji osoby, która np. nie może pozwolić sobie na leczenie czy też na edukację swoich dzieci"
Oj, chyba stawiają się jak najbardziej, i to dużo wcześniej niż inni -- zawczasu pracują, oszczędzają, inwestują, może kupują polisę, a w ostateczności proszą o pomoc -- a nie: żądają "bo się należy".
"Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia."
Oczywiście. Złodziej i jego ofiara widzą kradzież zupełnie odmiennie. Niestety w socjalizmie najwięksi złodzieje bynajmniej nie mają punktu siedzenia -- nie siedzą.
Ad. 3-Takie troche anarchistyczne myślenie. Swoją drogą, jest to niezły argument pro-demokratyczny. Bardziej szanuje się władzę, którą samemu sie wybrało niż jakiegoś Janosika, który najwyższym władcą sam się ogłosił.
Ad. 4-z punktu widzenia prawa to prawda. Jednak z punktu MOJEJ moralności to bzdura
Ad. 7
A czy dopuszczalne jest (z punktu widzenia Kowalskiego) finansowanie jego leczenia, na które inaczej nie mógłby sobie pozwolić? W końcu-Kowalski na tym zarabia. A jak zarabia to nikt go nie okrada. Pamiętaj też, że nie znasz ani dnia ani godziny, w której możesz stać się takim Kowalskim (nikomu tego nie życzę!)
A co z sytuacją, w której Kowalski wydaje z podatków więcej na edukację niż płaciłby z własnej kieszeni? Nie dość, że traci pieniądzę to jeszcze jego dzieci będą miały większa konkurencję. Złodziejstwo? Niekoniecznie.
Wszak większa konkurencja oznacza niższe ceny i wyższą jakość usług. Możliwe, że gdyby obliczyć całość kosztów to Kowalski na dotowaniu edukacji innych by jednak zarabiał.
I taka uwaga na koniec. W punkcie 7 widać pewien schemat myślenia "wolnościowca"-"Teraz tracę, a gdyby był wolny rynek to bym nie tracił i byłbym na szczycie". Zawsze mnie to zastanawiało-dlaczego "wolnościowcy" nigdy nie stawiają się w sytuacji odwrotnej, w sytuacji osoby, która np. nie może pozwolić sobie na leczenie czy też na edukację swoich dzieci. Zawsze jest myślenie "My sobie poradzimy"
A nawet dobrej partii nie potrafią założyć.
Dygresja na koniec: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą