< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Demokracja a prawa mniejszości - cz. II + złodziejstwo a socjalizm

15 grudzień 2008 ·
Trochę zdziwił mnie niezbyt wielki odzew pod moją notką z pytaniami dotyczącymi demokracji. Nie wiem, czy były tak trudne, czy też odpowiedzi, jakie się narzucały, były dla wielu (na szczęście: nie dla wszystkich) zwolenników demokracji tak niewygodne. Niejaką rekompensatą jest bardzo wysoki średni poziom odpowiedzi, które zgodnie z obietnicą umieszczam.

1. Jak powinien się nazywać ustrój, którego nazwa zbudowana jest według tych samych reguł, co nazwa "demokracja", a w którym rządzi większość mająca głęboko w dupie prawa mniejszości?

Tak samo - odpowiedział bearserker1 i jest to poprawna odpowiedź. Chyba nawet jedyna poprawna. Co, oczywiście, narzuca kolejne pytanie (1a) Gdy mówimy o ustroju nazywanym "demokracja", to skąd w zasadzie możemy wiedzieć, którą jego odmianę mamy na myśli?

2. Proszę podać przykład elementu różniącego zbiór praw mniejszości i praw wszystkich obywateli.

Tu pojawiły się dwie odpowiedzi: "Niektóre mniejszości same zgłaszają się do bycia pod ochroną - np mniejszości narodowe na terenie jakiegoś kraju zgłaszają postulat, by umożliwić im funkcjonowanie w swojej kulturze i języku również w obszarze publicznym (szkoły i urzędy)." - niq oraz "Nie ma czegos takiego :-) prawo mniejszosci jest prawem obywatelskim, bo jesli postanowie o konwersji na Zyda, dotycza mnie prawa tej mniejszosci." - bearserker1.

Moim zdaniem obie te odpowiedzi są błędne. Pierwsza dlatego, że istotnie - w Jastarni bodajże w urzędach można posługiwać się językiem urzędowym polskim lub kaszubskim (jeśli nie można, to załóżmy na moment, że można, i że to jest zrealizowany postulat) - jednak jeśli do tego dochodzi, to prawo używania języka kaszubskiego na terenie tego urzędu zyskuje nie tylko Kaszub, ale każdy człowiek. Co prawda możliwość mają tylko ci, którzy znają język, przy czym znowuż - nie ze względu na przynależność do narodu kaszubskiego. Druga odpowiedź - pomijając zasadnicze uchybienie o konwersji na Żyda (można się konwertować na żyda małą literą, bo to wyznanie, ale nie można się konwertować na narodowość!) - jest o tyle błędna, że mniejszości mają jednak pewne prawa niedostępne zwykłym obywatelom. Pierwsze z brzegu: prawo Mniejszości Niemieckiej do wprowadzania do sejmu posłów na warunkach liberalniejszych, niż wszystkie polskie kluby i partie.

(5) Według jakiego klucza ustala się, jakie prawa i których mniejszości szanuje rządząca większość?

"Na podstawie tego co postanowi szanowac wiekszosc (a raczej tej wiekszosci przedstawiciele) a czego nie" - bearserker1, oraz "Francuskiego. Obserwacje dowodzą, że górniczy kilof działa jeszcze lepiej" - KoX.

Ta ostatnia odpowiedź jest może mało merytoryczna, a bardzo nasycona jadem, ale po odcedzeniu formy trudno pominąć milczeniem pytanie (5a) Z jakiego powodu prawa mniejszości górników okazały się ważniejsze niż prawa mniejszości pielęgniarek?

(6) Gdyby okazało się, że większość jest przeciwna szanowaniu jakiegoś elementarnego prawa mniejszości - na przykład prawa gejów do życia - to istnienie czy nieistnienie tego prawa byłoby bardziej demokratyczne?

Tutaj padła krótka odpowiedź Peppone obszernie rozwinięta przez niq, której odpowiedzi fragment cytuję: "lud chętnie skazuje, wiesza, obcina głowy i ręce. Natomiast ten sam lud z ochotą przemieszcza się z krajów, gdzie stosowane są praktyki krwawego wymierzania sprawiedliwości (czy niesprawiedliwości, zależy, jak oceniać sądy skazujące na ścięcie za flirt lub utratę dziewictwa przed ślubem) do krajów, gdzie nie ma zbrodni sądowych ani kary śmierci. Owszem, nadal w referendum zagłosuje za karą śmierci, bo chętnie takową obejrzy, ale woli mieszkać tam, gdzie jej nie ma. Jaki stąd wniosek dotyczący preferencji większości i ochrony praw?"

Na początek uwaga merytoryczna: to, gdzie lud chętniej mieszka, trudno jest tak naprawdę zbadać. Strzelam, że znakomita większość populacji Ziemi mieszka po prostu tam, gdzie przytrafiło jej się urodzić, bo zmienić miejsce zamieszkania może ma prawo, a może nie ma, ale często nie ma możliwości, a jeszcze częściej - chęci. Jeszcze trudniej zbadać, z jakiego powodu ludzie przeprowadzają się z kraju do kraju, a różnice najczęściej są znacznie większe, niż tylko maksymalny wymiar kary. Natomiast jeśli tezy niq są prawdziwe, to jest to jeden z najlepszych argumentów przeciwko demokracji, jaki w życiu widziałem.

Po kolei. Człowiek głosuje w referendum za lub przeciwko karze śmierci. Normalny człowiek, jeśli wypowie się za, to znaczy, że chce, aby na terenie, o który zahacza referendum, kara śmierci była. Jeśli nie, to głosuje inaczej, niż chce. W tym momencie nie powinien mieć prawa głosu, i to z czysto demokratycznych powodów: głosy takich ludzi powodują, że wynik wyborów nie jest wolą większości. Zatem, jeśli cały czas wierzymy, że głosuje za, ale woli mieszkać tam, gdzie kary śmierci nie ma, to głosuje z premedytacją planując wyjazd, jeśli głosowanie zakończy się po jego myśli. Decyduje o losie innych w ogóle nie partycypując w tym losie, co gorsza: podkłada im świnię, bo decyduje odwrotnie, niż uważa za słuszne. Przypomina się dowcip: szczyt bezczelności? Zagłosować na PiS i wyjechać z kraju. Tyle, że to jest bardzo słuszna obserwacja!

Mój wniosek: jeśli już musimy mieć demokrację, to wymuśmy chociaż częściową odpowiedzialność za własne głosy. Proponuję następujące ABC:
A) Prawo głosu nie zależy od narodowości, ani obywatelstwa; jedynie od miejsca zamieszkania.
B) Korzystając z prawa głosu należy się zobowiązać do niewyjeżdżania z kraju na stałe przez co najmniej 20 lat (lekko licząc co najmniej tak dalekie konsekwencje ma głos). Wyjazd wcześniejszy jest możliwy pod warunkiem uiszczenia kary umownej w wysokości 150% średniej pensji za pozostały do końca karencji czas.
C) Dla bojących się porażki w głosowaniu: można nie nakładać na siebie obowiązku pozostawania w kraju przez 20 lat w zamian za zrzeczenie się tajności swojego głosu, ale tylko pod warunkiem, że wybrana przez takiego wyborcę opcja przegra głosowanie.

Tak w ogóle to jestem za pełną jawnością głosowania zawsze, ale to inny temat. Oczywiście całe te rozważania mają sens tylko przy założeniu, że pytanie referendalne nie jest manipulacją samą w sobie. Można oczywiście pytać "Czy chcesz, żeby w Polsce można było legalnie powiesić mordercę Twojej rodziny?" i zapewne 90% wyborców odpowie, że tak. Można też pytać "Czy chcesz, żeby w Polsce można było legalnie powiesić Ciebie za zastrzelenie człowieka grożącego śmiercią Twojej rodzinie?" i zapewne 90% wyborców odpowie, że nie. A przecież każde z tych pytań jest pytaniem tak naprawdę o to, czy człowiek chce, żeby pozbawienie życia drugiego człowieka było legalnie karane śmiercią. Zresztą tego typu przykłady można mnożyć.

Jeszcze, gwoli formalności, odpowiedź "Istnienie tego prawa byloby bardziej demokratyczne choc niezgodne z podstawowymi prawami czlowieka, no ale przeciez prawo mowiloby wtedy ze gej to nie czlowiek." - bearserker1, bo jest merytoryczna, choć niepoprawna: przepisy "gej to człowiek" i "geja można zabić" mogą współistnieć; nie mogą jedynie współistnieć z przepisem "żadnego człowieka nie można zabić" bez rozróżnienia rangi ani wyszczególnienia, który z przepisów, jako szczegółowy, uchyla ogólny.

(8) Czy nie lepsza wobec tego byłaby monarchia, w której znacznie więcej osób nie ma władzy, więc zgodnie z tym mechanizmem znacznie więcej osób miałoby zapewnione swoje prawa?

Zadałem to pytanie w kontekście obserwacji, że w demokracjach ci, co mają władzę, dbają o prawa tych, którzy jej nie mają: dzieci, zwierząt, niekiedy roślin. Na to nie padła co prawda odpowiedź, ale padło dobre pytanie: "co gorsze? To ze ogol bedzie mial prawa innych niz ogolu w d... cz ze jedna osoba bedzie miala prawa wszystkich oprocz siebie w d?" - bearserker1. Otóż moim zdaniem nie jest tak, że rządzący mają prawa nierządzących w dupie. Demokraci naprawdę chcą zadbać o prawa zwierząt, tylko najczęściej zabierają się za to tak, że osiągają odwrotny skutek. Natomiast, oczywiście, gdyby w praktyce każdy władca miał głęboko gdzieś prawa tych, którzy władzy nie mają, to gorsza jest monarchia, od demokracji, a jedynym sensownym systemem są wybory bezpośrednie z zasadą liberum veto. To nawet ma przewrotny prawno-matematyczny sens: skoro państwo to umowa społeczna, to do wywiązywania się z niej powinni być zmuszani tylko ci, co ją parafowali, a nie ci, którzy po prostu są, tylko dlatego, że inni parafowali w ich imieniu większością głosów. Tyle, że w ten sposób nie da się rządzić państwem większym, niż dziesięcioosobowe. Przy okazji przypominam, że ja nie jestem monarchistą.

"przeciez nikt nie zabroni monarsze szanowac praw mniejszosci wiec nie rozumiem pytania." - konkluduje też ten sam Komentator w odpowiedzi na pytanie, dlaczego mechanizm ochrony pozbawionych władzy ludzi ma działać tylko w demokracji. Owszem, nikt nie broni, a większość monarchów nawet te prawa szanuje. Moje pytanie było do demokratów, którzy z jakiegoś powodu uważają, że nawet jeśli monarcha będzie miał prawo szanować prawa mniejszości, to na pewno z niego nie skorzysta.

Jeszcze łącznie rozpatrzę dwa pytania:

(13) Czemu nie pozwalamy kilkuletnim dzieciom głosować? Bo byłyby wyłączone spod ochronnego mechanizmu? W takim razie (14) Czemu pozwalamy głosować na przykład niepełnosprawnym fizycznie, którzy też powinni podlegać podobnemu mechanizmowi ochrony, co dzieci?

Odpowiedzi na pierwsze udzielił - dość zgrabnie - KoX: "Bo państwowa szkoła kształtuje póżniej? Spodziewam się, że w miarę obniżania wieku, od którego zaczyna się obowiązek szkolny, i w miarę wprowadzania w szkołach postępowych i propagandowych przedmiotów, czynne prawo wyborcze otrzymają coraz młodsi. Takie są widoki na przyszłość. Możliwe, że współistnienie tych tendencji to przypadek, ja jednak podejrzewam, że jest zupełnie odwrotnie."

Na drugie - Peppone: "jak ja rozumiem, uzasadnieniem dla takiego postawienia sprawy było założenie, że dzieci nie mają dostatecznych zdolności intelektualnych i doświadczenia życiowego by odpowiedzialnie dokonywać demokratycznego wyboru (w odróżnieniu od menela z mózgiem wyżartym przez siarkofruty), natomiast osoba ułomna fizycznie zachowuje sprawność intelektualną (co ciekawe, głuchy, ślepy i sparaliżowany też może głosować, mimo, że zdolności percepcyjne ma upośledzone w stopniu tak ogromnym, że pozyskanie przez niego informacji pozwalających na prawidłowe wykorzystanie możliwości intelektualnych wydaje się być nieprawdopodobne)."

Na oba zaś - niq: "dzieci są osobami o umysłach nierozwiniętych wystarczająco, by rozumieć abstrakcje, zależności między wyborem a efektem działań, nie mają jeszcze pełnej odpowiedzialności ani prawnie, ani w sensie zdroworozsądkowym. Co więcej, są w ogromnej zależności od rodziców, więc ich wybory mozna by posądzać o wątłą samodzielność. Dorośli, nawet jeśli niesprawni, mają intelektualną samodzielność i przynajmniej teoretyczną zdolność do rozumienia abstrakcji, do osądu i widzenia relacji między zjawiskami. Ci, którzy z powodu umysłowych bądż psychicznych zaburzeń są w tej materii ograniczeni, zostają wszak pozbawieni sporej części praw obywatelskich, a zatem również możliwości głosowania."

Generalnie uważam te odpowiedzi za sensowne. Zauważę tylko, że o wątłą samodzielność można posądzać również słuchaczy Radia Maryja, a przynajmniej ja mam mocne podejrzenia, że najbardziej zatwardziali zwolennicy ojca Rydzyka zawsze zagłosują tak, jak on każe, i zawsze jego głos wystarczy za argument. Tu warto rozważyć, czy nie sensowniej byłoby dawać prawo głosu - zamiast takim ludziom i kilkulatkom - wczesnym nastolatkom, którzy jako tako abstrakcyjnie już niekiedy myślą, związki przyczynowo-skutkowe widzą, a często zagłosują inaczej niż rodzice z czystej przekory. To nie ideał, ale i tak postęp w stosunku do ślepego głosowania "za", bo najczęściej trzeba wówczas samemu wybrać jakąś opcję ze wszystkich "nie za".

Jeszcze słów parę o ostatniej notce:

1. Oczywiście przemyciłem parę tez za wyższością kapitalizmu nad socjalizmem, niemniej tytułowa teza "socjalizm jest złodziejstwem" była jedynie antytezą stwierdzenia "socjalizm nie jest złodziejstwem", uważanego przeze mnie po prostu za fałszywe. Inne systemy też są złodziejskie - tyle, że jedne więcej, inne mniej; wszystko zależy od tego, ile człowiek z tego, co wypracuje, ma prawo zatrzymać dla siebie.

2. Państwo bez własności prywatnej może rzeczywiście być jedynym - poza anarchią - systemem bez złodziejstwa, pod warunkiem wszakże, że nie ma w nim żadnej formy obowiązkowych świadczeń na rzecz państwa, takich jak: pańszczyzna, szarwark, nakaz pracy, służba wojskowa, czy cokolwiek. Inaczej jest to maksymalnie złodziejski system, w którym człowiekowi zabiera się 100% tego, co wypracuje, dbając jednocześnie, by to 100% różniło się od zera. Takie państwo jednakże nie może istnieć, bo liczba doktorów Judymów, którym chciałoby się w nim pracować dobrowolnie, byłaby za mała.

3. Feudalizm też nie ustrzegł się od złodziejstwa, co nie zmienia faktu, że był to znakomity ustrój, oczywiście do momentu upadku, w czym walnie pomogło pozwolenie arystokracji na stanowienie prawa. Pańszczyzna też nie była niczym szczególnym: jeden dzień w tygodniu pracowało się na podatek, cztery na siebie. Odpowiednik pańszczyzny mielibyśmy w Polsce przy dniu wolności podatkowej około 12 marca. Chętnie bym się zamienił.

4. Nie zamierzam niczego i nikogo cenzurować. Zresztą od jakiegoś czasu nie mam nawet takiej możliwości, a jak miałem, skorzystałem z niej dwa razy, z czego raz na własnym komentarzu, a oba razy na prośbę Autorów. Zwracam tylko uwagę, że socjalista na tym blogu jest trochę jak (skala inna, analogia podobna) świadkowie Jehowy na osiedlu pełnym ultraortodoksyjnych muzułmanów. Można ich próbować nawracać i podziwiam tych, którzy mają odwagę to robić, natomiast bilans prawdopodobnie wypadnie jakoś około dziesięciu zabitych świadków Jehowy na jednego nawróconego (i zabitego) muzułmanina, co będzie oczywiście nielegalne, ale nie powinno nikogo dziwić. Mój podziw przy tym jest z grubsza proporcjonalny do szansy, że delikwent rzeczywiście straci tam życie. Na blogu grozi co najwyżej szyderczy śmiech.

5. Wolnościowcy stawiają się w odwrotnej sytuacji. Nie wiem, czemu w cudzysłowie - zapewne dlatego, że Komentator myli wolność z możliwością. W bardzo dużym uproszczeniu: wolność = do ograniczenia potrzeba ustaw, możliwość = do ograniczenia potrzeba fizyki. Jestem za tym, żeby państwo nie zapewniało obywatelom dużo możliwości, tylko dużo wolności, którą można spożytkować na zapewnienie sobie możliwości. Ograniczać ją należy rozwiązując dylematy więźnia, albo regulując kwestie, które i tak muszą być jakoś uregulowane, jak - to sprawa drugorzędna. Na przykład: po której stronie ulicy się jeździ. To z punktu widzenia ultraliberała. Ja nie jestem ultraliberałem, zakładam że dla wszystkich powinno być nie tylko wojsko (brak mechanizmu wykluczenia), ogólnodostępna powinna być też policja i sądy, choć tu mechanizm wykluczenia istnieje, ale nie w imię sprawiedliwości społecznej, tylko po to, żeby prawo nie było martwe. Inaczej państwo się rozpada. I jestem za tym, żeby ludzie byli jak najbogatsi, a nie za tym, żeby to bogactwo było jak najbardziej "sprawiedliwie społecznie" podzielone. Przy okazji: "odwrotna sytuacja" może oznaczać furiata, który lata z kałachem, bo jego dziecko umarło na rzadką chorobę, a jego nie było stać na opłacenie leczenia tylko dlatego, że wcześniej musiał zapłacić podatki na leczenie innych, edukację innych, i inne socjalpierdoły. Gdyby kogoś takiego socjalista przekonywał do swojego zdania - jak świadek Jehowy, osobiście i bez broni - nadal bym się z nim nie zgadzał, ale bardzo podziwiał. Daj Boże, żeby jak najwięcej socjalistów przekonywało takich ludzi.

6. Napisałem "Każda kradzież jest zgodna z prawem, o ile prawo stanowi ta sama instytucja, która się tą kradzieżą para. Obojętne, czy jest to pojedyncza osoba-złodziej, czy banda Janosika, czy państwo." i podtrzymuję słowo "obojętne", bo nie odnosi się tu do poglądu, tylko do faktu. Kradzież popełniana przez państwo jest zgodna z prawem stanowionym przez państwo, a kradzież popełniona przez Janosika jest zgodna z prawem stanowionym przez Janosika. Wydawało mi się, że to akurat jest banalne.

 

18 komentarzy
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
:wisz-nu

Przyznaję, miałeś dużo racji, gdy stwierdziłeś, iż nie mam pojęcia, co to jest umowa społeczna. Teraz już pojęcie jakieś mam. Dziękuję!
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
wisz-nu - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
"Zestawiłeś dobrowolną umowę między ludżmi z domniemaną umową społeczną. Ja swierdziłem, że nazywanie tej drugiej "umową" to manipulacja językowa. Wyraziłem zdanie, że ta manipulacja jest na rękę socjalistom."

po pierwsze ta umowa ze strony pracownika z reguly jest jakby "mniej dobrowolna". Bo to pracownik potzebuje pracy, bo pracownikow jest wiecej na rynku pracy niz pracodawcow. Umowa bylaby dobrowolna, gdyby pracownik byl rownorzednym partnerem przy ustalaniu warunkow. A najczesciej dostaje umowe, ktorej nawet nie ma jak negocjowac.

A taka manipulacja jest na reke wszytkim, ktorzy tworza prawo. W kazdym kraju. Bo wyobraz sobie, ze kazdy czlowiek, przy narodzinach musi wlasnorecznie podpisywac umowy z panstwem, zeby prawo go obejmowalo. Ma to sens?

":Przejrzałem artykuł na Wikipedii i uważam, że termin "porozumienie społeczne" jest lepszy."

mozliwe, na socjologii czesciej operowalismy terminem "umowa spoleczna", to mi sie utrwalilo:). I w literaturze tez czesciej sie potyka ten termin.

"Cytat z preambuły mam za nic, gdyż preambuła to tylko piękne słówka; liczą się zaś artykuły. Dodatkowo nie ma tam nic o umowie społecznej, jest natomiast o wolności. Wskaż mi umowę społeczną, która nie ogranicza wolności."

Cytat z preambuly pokazuje, ze USA to byl w sumie jeden z pierwszych krajow, gdzie ludnosc sama stwierdzila, ze zalozy panstwo i ustalila warunki. Alternatywa bylo wywodzenie tego panstwa i wladzy od Boga.
I to jest jeden z pierwszych krajow, gdzie ta umowa spoleczna zostala spisana w formie konstytucji.

Kazda umowa ogranicza wolnosc. Wiec i umowa spoleczna tez. Najczesciej zas zyskiem z rezygnacji z jakiejs czesci wolnosci jest bezpieczenstwo.

" >>wszystkie warunki umowy są wiążące dla każdej ze stron, ponieważ każda ze stron sama określiła te warunki
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
:wisz-nu

Zestawiłeś dobrowolną umowę między ludżmi z domniemaną umową społeczną. Ja swierdziłem, że nazywanie tej drugiej "umową" to manipulacja językowa. Wyraziłem zdanie, że ta manipulacja jest na rękę socjalistom.

Przejrzałem artykuł na Wikipedii i uważam, że termin "porozumienie społeczne" jest lepszy.

Cytat z preambuły mam za nic, gdyż preambuła to tylko piękne słówka; liczą się zaś artykuły. Dodatkowo nie ma tam nic o umowie społecznej, jest natomiast o wolności. Wskaż mi umowę społeczną, która nie ogranicza wolności.

"wszystkie warunki umowy są wiążące dla każdej ze stron, ponieważ każda ze stron sama określiła te warunki"
Nie przypominam sobie, żebym określał jakieś warunki, jednak powszechne jest przekonanie, że mnie również "umowa" obowiązuje. Z tego powodu nie uważam tego za umowę -- mogę akceptować mniej lub bardziej dobrowolnie, lecz nie nazwę tego umową.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
wisz-nu - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
aha, wspominales o Marksie w kontekscie umowy spolecznej:
http://www.polskieradio.pl/nauka/strumiendanych/?id=28974

Tez sie mylisz.
Nie jest to szczegolnie dlugi tekst, ale warto go przeczytac.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
wisz-nu - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
:KoX: "celują w tym właśnie socjaliści."

naprawde nie masz pojecia co to jest umowa spoleczna.

Zwroc uwage, ze najlepszym przykladem umowy spolecznej SA Stany Zjednoczone. Zwroc uwage na tekst preambuly konstytucji USA:
"My, naród Stanów Zjednoczonych, w celu tworzenia doskonalszej unii, ugruntowania sprawiedliwości, zapewnienia spokoju wewnętrznego, umożliwienia wspólnej obrony, popierania ogólnego dobra i zagwarantowania wolności dla nas samych i dla naszych potomków, uchwalamy i ustanawiamy niniejszą Konstytucję Stanów Zjednoczonych Ameryki."

No, jak dla mnie - USA jako wrecz ideal i sybol kapitalizmu - chyba jednak przeczy twojej teorii.
ALe to troche tak jak z tymi, co twierdza, ze Dzien Kobiet, albo Swieto Pracy to tez komunistyczne swieta.

Zreszta poczytaj sobie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Umowa_społeczna

zacytuje Ci pewien fragment:

"Współczesne angloamerykańskie prawo, tak jak europejskie prawo cywilne, opiera się na teorii dobrowolnej umowy, według której wszystkie warunki umowy są wiążące dla każdej ze stron, ponieważ każda ze stron sama określiła te warunki."
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
:wisz-nu
Nie mówię, że coś, co dziś nazywamy umową społeczną, istnieje tylko w obecności socjalizmu. Mówię, że nie jest to umowa. Kiedyś poddaństwa, niewolnictwa i podobnych zależności nikt nie nazywał umową -- i słusznie. Dzisiaj, uważam, świat nie ma takich oporów, a celują w tym właśnie socjaliści.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
wisz-nu - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
:KoX
"Umowa społeczna jest umową tylko z nazwy. To kolejny przykład, jak socjaliści manipulują językiem i zawłaszczają pozytywne pojęcie do swych niecnych celów: dodają słowo "społeczna", a Marks jak zwykle tkwi w szczegółach."
:rotfl

Nie wszystko co ma w sobie slowo spoleczny jest od razu socjalizmem.
Umowa spoleczna utrzymuje istnienie jakiegokolwiek panstwa, utrzymuje w ciaglosci istnienie wszystkich systemow prawnych.

"Jestem zdania, że właściciel firmy może dowolnie dysponować tworzącym firmę majątkiem (na tym polega bycie właścicielem), a w stosunkach z zatrudnionym liczyć się powinna tylko umowa pomiędzy nimi."

fajnie, ale tak na prawde masz niesamowite szczescie, ze zyjesz w kraju, gdzie tego twojego marzenia nie spelniono. Wez sobie porownaj poziom zycia w takich przykladowych Indiach, Indonezji, czy innych panstwach, gdzie wielkie korporacje maja swoje fabryki. I pomysl, jakie sa szanse, ze urodzilbys sie w rodzinie na tyle bogatej, by wychodzic korzystnie na umowie miedzy pracodawca a toba?
I na prawde, poczytaj sobie o Anglii XIXwiecznej, w zlotym wieku ukochanego kapitalizmu.

Bo chyba nie masz pojecia co gloryfikujesz.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Wohin - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
mnie do socjału zniechęcają konkretne sprawy - marnotrawstwo, i CENTRALNE PLANOWANIE. Podstawowa różnica między socjalistą a wolnościowcem jest taka że socjalista wie lepiej od bliżniego swego co dla niego jest lepsze. Socjalista jest dla mnie synonimem 'dobrego człowieka'. Taki dobry człowiek jak najbardziej chciałby kierować cudzym życiem, gdyż wierzy że to on najlepiej wie co dla kogo jest dobre. Chce ograniczać spożycie niezdrowych substancji, nakazuje zapinać pasy, kara narkomanów, wybiera optymalny zestaw lektur. Dobry człowiek nie bierze pod uwagę że może się mylić. Socjalizm jest wielkim zagrożeniem dla wolności człowieka.

Chciałbym podkreślić jedną rzecz. Budowa socjalizmu zawszę pociąga za sobą zamykanie granic. Jakże ciekawe jest to, że ludzie których bolą niedostatki finansowe blokujące dostęp do edukacji ubogim polakom, jakoś nie przeszkadza że nasz kraj jest zamknięty na imigrantów którzy chcieli by posyłać do domu na CHLEB. Chcecie budować socjalny raj i nie wpuszczać do niego przypadkiem biednych z zewnątrz.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
:wisz-nu

Nie wiem, czy dla Ciebie umowa ma znaczenie, lecz wiem, że ludzi honorowych odróżnia od niehonorowych m.in. to, iż pierwsi dotrzymują umów, które zawarli, zaś drudzy niekoniecznie. Umowa społeczna jest umową tylko z nazwy. To kolejny przykład, jak socjaliści manipulują językiem i zawłaszczają pozytywne pojęcie do swych niecnych celów: dodają słowo "społeczna", a Marks jak zwykle tkwi w szczegółach. Szczegółach istotnych, gdyż umowa normalna potrzebuje aktu zawarcia, żeby zaistniała -- nieprzymuszonego podpisu albo deklaracji przy świadkach.
Warto dodać, że Rzeczpospolita Polska "wspaniałomyślnie" chroni obywateli (np. przez prawo pracy, istnienie płacy minimalnej) przed zawieraniem umów uznanych za niekorzystne, a jednocześnie egzekwuje umowę społeczną; zabrania piramid finansowych, a prowadzi Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Jestem zdania, że właściciel firmy może dowolnie dysponować tworzącym firmę majątkiem (na tym polega bycie właścicielem), a w stosunkach z zatrudnionym liczyć się powinna tylko umowa pomiędzy nimi.


:Mistrzyni_Gry

Definicja kradzieży podana przez Pietshaqa (w nowszej notce blogowej) mogłaby być moja, z tym że moja zapewne nie brzmiałaby tak ściśle i uczenie. Pod pietshaqową mogę się podpisać.

"Bogu, co boskie, cesarzowi, co cesarskie"
Nie jestem anarchistą. Uważam, że jakaś nasza władza państwowa ściągająca jakieś podatki jest niezbędna, żeby nie łupiła nas obca władza państwowa lub lokalna władza bandycka (państwo jako nocny stróż). Obcą władzę państwową formalnie można wyrugować rozważając państwo ogólnoświatowe, takiego jednak z powodów cybernetycznych nie chcę (na życzenie mogę to rozwinąć). Niższe podatki uważam za lepsze, do momentu gdy państwo stać jeszcze na skutecznie działające wojsko, policję, sądy, wywiad zagraniczny i minimalny aparat władzy ustawodawczej, dyplomacji i administracji. Podatek pobierany w sytuacji bliskiej takiego minimum nadal byłby kradzieżą w świetle wspomnianej definicji (tak myślę), gdyż przeniesienie własności nie mogłoby być dobrowolne z uwagi na dylemat więżnia: każdemu obywatelowi z osobna opłacałoby się nie płacić, pod warunkiem że dostatecznie wielu innych płaci. W wypadku idealnego minimum wyłamanie się choćby jednego obywatela spowodowałoby upadek systemu. Dokładnie przewidzieć tego nie sposób, całkowicie wyegzekwować także. Podobnie nie da się orzec wyrażnej granicy finansowania, poniżej której wojsko przestałoby spełniać swą funkcję. Z takich powodów konieczna jest pewna niewielka nadmiarowość opodatkowania tworząca rezerwę budżetową na przyszłość i finansująca instytucje nieco na zapas.

W sytuacji bliskiej minimum gotów jestem usprawiedliwić podatki (czyli -- z przyjętej definicji -- nadal kradzież), uznać za najmniejsze zło i nie potępiać. Nie bezwarunkowo, gdyż otwarta pozostaje kwestia, w jaki sposób rozdzielić obciążenia podatkowe na poszczególnych obywateli -- niektórych systemów na pewno bym nie aprobował.

Państwowe wydatki na jakikolwiek socjal uważam za szkodliwe wychodzenie poza minimum i jestem im przeciwny. Bynajmniej nie potępiam pomocy drugiemu człowiekowi, lecz uważam, że powinna być to domena instytucji niepaństwowych (także jednoosobowych -- ludzi dobrej woli), które pozyskują środki pracą własną lub z dobrowolnych wpłat od innych instytucji niepaństwowych. Teoretycznie i państwo mogłoby prowadzić organizację dobroczynną na powyższych zasadach, podejrzewam jednak, iż w praktyce:
a) marnotrawiłoby dużą część dóbr (i z tego powodu ode mnie dobrowolnie dostałoby co najwyżej odbite na ksero z dwóch półdupków zero),
b) wykorzystałoby aparat przymusu i rezerwę budżetową (które -- jak uzasadniłem -- powinny istnieć, acz dla innych celów).
Podejrzenia wywodzę z empirii, odpowiednio z:
a] badań Savasa,
b] obserwacji, że państwu wystarczy dać narzędzie, a ono wcześniej czy póżniej je wykorzysta.


Na koniec dygresyjnie powiem, że w temacie dobroczynności popieram dowolną nienarzucającą się religię, która obiecuje transcendentną nagrodę za dobrowolną realną pomoc drugiemu człowiekowi, a karę za obojętność i karę za krzywdę. Uważam, że biedni (i nie tylko oni) bardziej zyskaliby na powszechności i stosowalności zaleceń takiej wiary (proszę nie mylić z instytucją jakiegoś kościoła) niż na podobnej powszechności państwowego socjalizmu.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
dziedzina - społeczeństwo, gospodarka, oświata,...
Chociaż oczywiście mogło być napisane bardziej jednoznacznie.

"czy nie banda Lenina ewoluowała w rząd ZSRR?"
Owszem, a w międzyczasie stworzyła prawo. Za prawo nie uważam zwyczajnej grożby zbira.

"prawo na Ziemi jest stanowione przez ludzi, przez Radę Galaktyczną, czy może przez coś innego?"
I przez ludzi i przez Radę Galaktyczną. Mogą te prawa być ze sobą w sprzeczności, skoro obszary jurysdykcji się pokrywają. I owszem, egzekutywa także ma znaczenie.
Wydaje mi się, że cały ten nasz spór jest li i jedynie o definicję, rozbija się o określenie zachowania przysłowiowego zakapiora, który z nożem w ręku żąda portfela. Czy on w tej chwili tworzy prawo (wprowadzając przepis, że mój portfel należy się jemu), czy nie.
Jakkolwiek ciekawy spór, to jednak chyba jałowy i bez widoków na rozstrzygnięcie w dyskusji.

"...40, 30 lub 19 procent -- a i tak to złodziejstwo."
Jak rozumiem, masz na myśli podatki i określasz je jako kradzież. Po raz trzeci więc pytam, o jaką definicję kradzieży chodzi.
Nie tą z kodeksu karnego, skoro zgodnie z kodeksem podatki nie są kradzieżą.
Nie tą z siódmego przykazania, skoro Kościół nie potępia podatków jako kradzieży, a może i wręcz przeciwnie? (Bogu, co boskie, cesarzowi, co cesarskie).
Czym jest dla Ciebie kradzież - czy to tak trudne pytanie? I nie proszę o garść przykładów - te już podałeś, ale o definicję kradzieży, pod którą podpadają podatki.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
wisz-nu - Superbojownik   |  rok i 2 miesiące temu  |  
wracajac do tematu:
zgadzams sie w zupelnosci ze stwierdzeniem: "jeśli już musimy mieć demokrację, to wymuśmy chociaż częściową odpowiedzialność za własne głosy. Proponuję następujące ABC:"
tylko jeszcze zaostrzylbym warunki punktu A
"A) Prawo głosu nie zależy od narodowości, ani obywatelstwa; jedynie od miejsca zamieszkania."

Prawo glosu powinno byc uzaleznione od miejsca placenia podatkow. Poniewaz podatnicy utrzymuja wladze, wiec to oni powinni miec prawo wyboru.
I wowczas jesli ktos jakis 15 czy 16-latek pracuje i placi podatki, powinno mu przyslugiwac prawo glosu.

W dodaatku wycielibysmy wszelkich przykladowych polonusow, co to nie maja pojecia co sie w Polsce dzieje, ale glosuja na Walese/Kaczynskiego wspominajac ich dawne zaslugi i i swietojebliwosc w slowach. Bo wybory wsrod polonii zagranicznej robia z tej imprezy farse.
Natomiast jesli ktos mieszka za granica ale placi podatki w Polsce, to w sumie tez powinien miec prawo glosu.

:KoX:
a wiesz, ze kapitalizm jest tez zlodziejstwem?
Wspominalem o tym poprzednio - przykladowo: wiele firm prowadzi sponsoring. A skoro firma wydaje forse na sprawy, ktore nie sluza ani dobru firmy ani jej pracownikow (np. unowoczesnianie sprzetu), to okrada pracownikow z wypracowanych przez nich zyskow. To jest praktycznie tak samo, jakby cie ograbilli pod postacia podatkow.
I nie ma znaczenia, ze taka byla umowa. Bo mieszkajac w danym panstwie tez zgadzasz sie na pewna umowe. Umowe spoleczna. A jedna i druga jest w sumie wymuszona przez silniejszego.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  rok i 3 miesiące temu  |  
:Mistrzyni_Gry

Nie powiedziałem, że "człowiek, który kradnie co drugi dzień" to jedyny przykład. Innym jest kraść tylko z prawych kieszeni lub połowę tego, co się znajdzie; albo nawet mniej niż połowę: 40, 30 lub 19 procent -- a i tak to złodziejstwo.

"lepiej być złodziejem(co niektórzy przypisują socjalistom) czy mordercą(co niektórzy przypisują kapitalistom)?"
Uważam, że lepiej być "mordercą" dla "złodziei" niż "złodziejem" dla "morderców". Uważam też, że najwięksi mordercy w dziejach byli socjalistami, za to najwięksi złodzieje -- socjalistami.

"Czy uważasz za wewnętrznie sprzeczne, żeby jakiś byt (nazwijmy go B) był jednocześnie miłosierny (zgodnie z ludzkim pojmowaniem miłosierdzia) i sprawiedliwy (zgodnie z ludzkim pojmowaniem sprawiedliwości)?"
Nie. Mój Bóg, jako Wszechmogący, może być miłosierny zgodnie z dowolnym pojmowaniem miłosierdzia i sprawiedliwy zgodnie z dowolnym pojmowaniem sprawiedliwości (i zielony, całkowalny,... -- czy nie wyjaśniłem tego?). Może być B. Może być miłosierny socjalistycznie (obdzielać cudzym chlebem) oraz sprawiedliwy społecznie; także postępujący wewnętrznie sprzecznie. Może, ale nie musi; a ja wierzę, że nie jest.

""Banda Lenina" jako banda nie tworzyła prawa, a jedynie wymuszała pewne postępowanie. (...) Rząd ZSRR tworzył (głównie złe) prawo."
Pytanie od laika w dziedzinie historii: czy nie banda Lenina ewoluowała w rząd ZSRR?
Ale przyjmijmy, że jest jak piszesz. Nie zmienia to tezy Pietshaqa, że ten, kto stanowi prawo, jest w stanie kraść de facto i jednocześnie nie kraść de iure.

"istnienie pełnego zestawu zakazów, regulacji i nakazów, obejmującego (mniej lub bardziej ściśle) każdą dziedzinę, powszechnie (przynajmniej oficjalnie) uznawanego (obecnie lub kiedyś) na obszarze jurysdykcji instytucji stanowiącej to prawo i przez tą instytucję (państwo) egzekwowane (niekoniecznie skutecznie, rzecz jasna)."
Auć!!! Pełny zestaw!? Każdą dziedzinę!? Dłubanie w nosie regulowane ustawą i normą? Czy uważasz to za lepsze od prawa nieobejmującego dziedziny dłubania w nosie?

I jak rozpoznać "obszar jurysdykcji"? Przypuśćmy, że Rada Galaktyczna uchwaliła prawo dla całej Drogi Mlecznej, które (w odróżnieniu od ziemskich kodeksów) obejmuje każdą dziedzinę. Jest oczywiście oficjalnie uznawane -- dowolny pozaziemski urzędnik Ci to powie -- lecz akurat na Ziemi jest egzekwowane niekoniecznie skutecznie. Jak uważasz: prawo na Ziemi jest stanowione przez ludzi, przez Radę Galaktyczną, czy może przez coś innego?

To przykład z kosmosu (dosłownie). Bliższe nam jest zagadnienie, kto w ogólności stanowił prawo w Generalnej Guberni w latach 1940-1943: okupant, rząd RP na uchodżstwie, czy jeszcze inny twór? Czy odpowiedż byłaby taka sama, gdyby Niemcy wygrali wojnę?
Moim zdaniem okupant, ponieważ on miał w ogólności znacznie silniejszą egzekutywę.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  rok i 3 miesiące temu  |  
"Banda Lenina" jako banda nie tworzyła prawa, a jedynie wymuszała pewne postępowanie.
Brak było chociaż w miarę spójnej, pełnej kodyfikacji zasad regulujących życie ludzi pod ich władzą.
Rząd ZSRR tworzył (głównie złe) prawo.
Ale pytanie mnie o datę, od której sądzę, że to było już prawo, naprawdę mijałoby się z celem.

Sądzę(!), że wskazówką może być istnienie pełnego zestawu zakazów, regulacji i nakazów, obejmującego (mniej lub bardziej ściśle) każdą dziedzinę, powszechnie (przynajmniej oficjalnie) uznawanego (obecnie lub kiedyś) na obszarze jurysdykcji instytucji stanowiącej to prawo i przez tą instytucję (państwo) egzekwowane (niekoniecznie skutecznie, rzecz jasna).
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  rok i 3 miesiące temu  |  
"przekonanie, że wszystek majątek jest państwowy"

To była tylko hipoteza, a nie mój światopogląd. Nie twierdzę, że tak jest, nie twierdzę, że tak nie jest. Chodziło mi tylko o wywołanie dyskusji na ten temat, którą oczywiście trzeba było podsycić tymi kilkoma argumentami, które skłoniły mnie do rozważenia tej hipotezy. A jako że większość kontrargumentów była emocjonalna, a nie racjonalna, nadal nie mam wyrobionej opinii w tej sprawie.

"...w połowie drogi między uczciwością a złodziejstwem. Z tym że człowiek, który kradnie co drugi dzień, to nadal złodziej."

Zgadza się, to byłby złodziej.
Tylko czy dla Ciebie człowiek w połowie drogi pomiędzy uczciwością a złodziejstwem, to taki, który kradnie co drugi dzień? Dość naiwne podejście.
Moim zdaniem człowiek jest w połowie drogi, jeśli nie można go nazwać ani złodziejem(nawet co drugi dzień), ani człowiekiem uczciwym. Możliwe, że ten człowiek kiedyś popełnił kradzież, ale czy jedna kradzież czyni złodzieja?
(I nie pytaj, czy jeśli nie jedna, to dwie, trzy, czy ile - to naprawdę nie o statystykę chodzi).
A jeśli ta kradzież, to był 7-letni chłopczyk kradnący ze sklepu cukierka? Czyni go to złodziejem na całe życie?
Nie sądzę.
Tak samo człowiek w pół drogi pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem, to nie jest człowiek będący co drugi dzień socjalistą, a co drugi kapitalistą. W poniedziałek protestujący na Wiejskiej przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego, a we wtorek manifestujący swoje poparcie dla tej sprawy.
Chyba że tak właśnie twierdzisz?
A czy lepiej być socjalistą niż kapitalistą, nie wiem. A Ty jak sądzisz, lepiej być złodziejem(co niektórzy przypisują socjalistom) czy mordercą(co niektórzy przypisują kapitalistom)?

"Wierzę, że Bóg jest miłosierny, zaś to, co robi, uważam za sprawiedliwe z definicji. Ludzkie pojmowanie sprawiedliwości nie musi się z tym pokrywać."

Faktycznie, zapewne to, co robi Bóg, jest zgodne z boskim rozumieniem zarówno sprawiedliwości, jak i miłosierdzia. Ale my jesteśmy ludżmi. Tak więc jeśli pytam o to, czy coś uważasz za sprawiedliwe, domyślnie przyjmij, proszę, że chodzi o ludzkie pojmowanie sprawiedliwości. Lub miłosierdzia. Logiczne i dopuszczalne (nawet jeśli oburzy dewotów) jest zdanie: "Ten boski uczynek był niesprawiedliwy." (zgodnie z ludzkim pojmowaniem sprawiedliwości).
Zgodnie z ludzką logiką Bóg nie może stworzyć piórka tak ciężkiego, żeby nie był w stanie go unieść, a następnie je unieść.
I nawet jeśli Boga nasza logika nie obowiązuje, to naprawdę nie o to pytam.
Zapytam jeszcze raz.

Czy uważasz za wewnętrznie sprzeczne, żeby jakiś byt (nazwijmy go B) był jednocześnie miłosierny (zgodnie z ludzkim pojmowaniem miłosierdzia) i sprawiedliwy (zgodnie z ludzkim pojmowaniem sprawiedliwości)?
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  rok i 3 miesiące temu  |  
:Mistrzyni_Gry

"chociaż tylko do czasu, niestety"
Znaczy, po jakimś czasie banda Lenina jednak zaczęła stanowić prawo; przypuszczam, że nienaciągane. Czemu w przypadku Janosika jest to "zbyt naciągane", a w przypadku Lenina nie? Czy chodzi o skalę działań?

"gdzieś w połowie drogi pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem"
Po tym, co przeczytałem (własność!), uważam, że jesteś socjalistką. I zupełnie nie rozumiem, jak można przekonanie, że wszystek majątek jest państwowy, pogodzić z uznaniem prawa każdego człowieka do bogacenia się. Właśnie tu widzę sprzeczność, natomiast w połowie drogi między kapitalizmem a socjalizmem sprzeczności nie widzę, tak jak nie widzę jej w połowie drogi między uczciwością a złodziejstwem. Z tym że człowiek, który kradnie co drugi dzień, to nadal złodziej.

"Czy jest wewnętrznie sprzeczny pogląd, iż Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy?"
Nie dla mnie. Wierzę, że Bóg jest miłosierny, zaś to, co robi, uważam za sprawiedliwe z definicji. Ludzkie pojmowanie sprawiedliwości nie musi się z tym pokrywać. Można wymyślać inne paradoksy, lecz wierzę, że Bóg jako Wszechmogący może być miłosierny i jednocześnie niemiłosierny, zielony, całkowalny, urojony, surowo-nebulowy i mechanosynkretyczno-1,2-transfluorofleksyjnie metazborny; może dzielić przez zero, sepulić, wywrócić się na bierną stronę księżyca 2pi razy na kilogram masy upadłościowej koma durszlak(void), zrozumieć ten bełkot i traktat lizboński (sic!). Niektórych mocy po prostu nie wykorzystuje.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  rok i 3 miesiące temu  |  
"jeden dzień w tygodniu pracowało się na podatek, cztery na siebie."
Co do historii, to jeden dzień pańszczyzny obowiązywał polskiego chłopa jeszcze w XV wieku, ale potem się toto rozrosło do nawet i 10 (osobodni). Naturalna konsekwencja obowiązującego w feudaliżmie rozwarstwienia społeczeństwa - słabi i pozbawieni praw są konsekwentnie coraz bardziej wykorzystywani. Prawo tego zabraniające nie pomoże, bo kto zaprotestuje, jeśli zostanie zmienione?

"Banda Lenina nie stanowi prawa!" - oczywiście że nie (w 1917), chociaż tylko do czasu, niestety. Przy okazji pozwól, że naprostuję Twoje chyba błędne mniemanie na temat moich poglądów: uważam komunizm za zarazę a Lenina, Stalina i całą resztę sowieckiej wierchuszki za zbrodniarzy. Być może moje poglądy wyglądają na socjalistyczne w porównaniu z Twoimi bądż pietshaqowymi, ale naprawdę zgadzam się, że każdy ma prawo do bogacenia się, a człowiek, który pracować nie chce, nie powinien żyć sobie dostatnio(!) na koszt współobywateli.

Sądzę, że moje poglądy umieszczają mnie gdzieś w połowie drogi pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem. A jeśli uważasz to za wewnętrznie sprzeczne, proszę (także Autora) o odpowiedż na jedno pytanie (o ile jesteś wierzący).

Czy jest wewnętrznie sprzeczny pogląd, iż Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy?
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  rok i 3 miesiące temu  |  
"jeden dzień w tygodniu pracowało się na podatek, cztery na siebie."
Nie czuję się mocny w historii, ale w liczeniu na palcach trochę tak. Z jakiego powodu cztery a nie pięć?


:Mistrzyni_Gry

Rozumując po Twojemu dochodzę do wniosku, że nie ma czegoś takiego jak prawo stanowione przez Janosika, gdyż nie ma Janosika. Tym niemniej gdyby był, mogłoby być; a gdyby było, kradzież popełniona przez Janosika byłaby zgodna z prawem stanowionym przez Janosika.

Według Ciebie "banda Janosika nie stanowi prawa". To zaskakująco konserwatywne podejście. Ciekaw jestem, czy w 1917 roku konsekwentnie krzyknęłabyś: -- Banda lenina nie stanowi prawa!

Myślę, że dobrze jest przyjąć, iż prawo stanowi ten, czyja egzekutywa działa w praktyce. W małej skali znaczy to, że czasami w ciemnym parku prawo stanowi nie państwo, lecz człowiek lokalnie silniejszy -- jeśli ów zdoła ujść prokuratorowi; w dużej skali pozwala nazwać prawem regulacje poprzewrotowe.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  rok i 3 miesiące temu  |  
Znowu demagogia, dobrodzieju?
Czy naprawdę tylko wygodne dla Ciebie wytłumaczenia niewielkiej ilości odpowiedzi uważasz za prawdopodobne?
Czy może po prostu chcesz kogoś sprowokować do odpowiedzi?

"Kradzież popełniana przez państwo jest zgodna z prawem stanowionym przez państwo, a kradzież popełniona przez Janosika jest zgodna z prawem stanowionym przez Janosika."

Tylko że banda Janosika nie stanowi prawa! Pewnie, można przyjąć definicję, że skoro banda Janosika kradnie zgodnie z jakimś wzorcem, to ten wzorzec jest prawem, ale to już jest zbyt naciągane. A jeżeli banda Janosika nie stanowi prawa, to zdanie "kradzież popełniona przez Janosika jest zgodna z prawem stanowionym przez Janosika" nie jest prawdziwe, skoro nie ma czegoś takiego jak prawo stanowione przez Janosika. Szpila za szpilę - dla informatyka powinno być to banalne :-)

ad. 1a)
Po nazwie, która moim zdaniem nie musi być taka sama. Może i 2000 lat temu demokracja oznaczała po prostu rządy ludu, czyli rządy większości, ale do dzisiejszych czasów pojęcie to ewoluowało i nabawiło się przymiotników. I dlatego ustrój, w którym rządząca większość nie dba o prawa mniejszości to owszem, są rządy większości, ale już nie demokracja (bez przymiotników) w dzisiejszym tego słowa znaczeniu.
Najpowszechniejszą formą demokracji jest demokracja parlamentarna, w której na ogół uznawane są szczególne prawa mniejszości (bez precyzowania, jakie i komu, chodzi o zasadę). Dlatego też jeżeli ktoś używa zwrotu demokracja, to na ogół ma na myśli tą właśnie, najpopularniejszą jej odmianę.

A jeżeli chodzi o Twoje 1a pytanie:
Ty jesteś człowiekiem i Twoja żona jest człowiekiem. Jeżeli ktoś mówi "człowiek", to skąd wiesz, które z Was ma na myśli?

Nadal czekam na definicję kradzieży, pod którą podpadają podatki.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi