Oczywiście nie obejmuje to takiej sytuacji. Proces żołnierzy z Nangar Khel mam za skandal, bo żołnierz czy szeregowy funkcjonariusz policji jest od tego, żeby na rozkaz strzelać i na rozkaz przerywać ogień, a nie od tego, żeby zastanawiać się nad słusznością rozkazu. Nie powinien też nigdy odpowiadać karnie za wykonanie rozkazu; powinien za to za niewykonanie, nawet jeśli dostałby rozkaz zastrzelenia własnej matki.
Metafora byłaby trafniejsza, gdybym napisał, że należy ukarać głowę, która była przypięta do strzelającej ręki, a nie tę, która potakiwała z boku. W ogólności o ile uważam, że w przypadku rozkazu całkowitą odpowiedzialność powinien ponosić ten, który rozkaz wydał, o tyle samo podżeganie nie powinno być karalne, jeśli podżegany nie pozostaje w stosunku zależności od podżegacza.
Skoro już piszę notkę:
"Umowa bylaby dobrowolna, gdyby pracownik byl rownorzednym partnerem przy ustalaniu warunkow. A najczesciej dostaje umowe, ktorej nawet nie ma jak negocjowac."
Ale ma prawo jej nie podpisać w ogóle! To jest kluczowa różnica. A poza tym: w kraju nie tyle mniej zsocjalizowanym, co znacznie mniej sfiskalizowanym niż Polska - powiedzmy: z bardzo wysokim podatkiem "pogłównym" dla firm działających dłużej niż trzy lata idącym na cele socjalne, ale skonstruowanym tak, żeby liczyło się go łatwo i żeby koszt poprawnego odprowadzenia złotówki podatku wynosił nie kilkadziesiąt groszy, jak dziś, ale grosz lub dwa, i gdzie firmę można byłoby otworzyć w kwadrans i zamknąć w kwadrans - zaroiłoby się od mikroprzedsiębiorców, którzy wystartowaliby z własnym biznesem za 500 zł. To pracodawcy musieliby wówczas nadskakiwać pracownikom, zwłaszcza pracodawcy korporacyjni, bo znacznie mniej byłoby ludzi chcących pracować na czyimś. Ile osób i za jakie kwoty założyło Google albo Hewlett-Packard? Proszę sprawdzić! Dziś za taką kwotę trudno otworzyć nawet firmę jednoosobową, której właściciel oferuje korepetycje - gdzie kapitał zakładowy potrzebny na cele czysto firmowe jest w momencie startu przyzerowy. Sprowadza się do dwóch ogłoszeń w prasie na krzyż i, powiedzmy, jakichś artykułów biurowych na własne materiały. Dzisiejszy system nie tyle sprzyja biednym, co ułatwia najbogatszym firmom żywot utrudniając potwornie powstawanie im konkurencji. Przez co zresztą pracownicy - również ci, którzy nie lubią ryzyka i z wyboru wolą być pracownikami najemnymi, niż szefami - mają mniejszy wybór, co oczywiście stawia pracodawcę w jeszcze lepszej sytuacji.
Jeszcze raz podkreślam: tu winny jest nie tyle sam socjalizm, lecz fiskalizm. Jest on co prawda niemożliwy bez socjalizmu, ale da się w dużej części zrezygnować tylko z niego. Wysoki podatek liniowy i jednolity VAT byłby znacznie mniejszym złem, niż trudny do liczenia podatek progresywny i zróżnicowany VAT.
"Cytat z preambuly pokazuje, ze USA to byl w sumie jeden z pierwszych krajow, gdzie ludnosc sama stwierdzila, ze zalozy panstwo i ustalila warunki. Alternatywa bylo wywodzenie tego panstwa i wladzy od Boga.
I to jest jeden z pierwszych krajow, gdzie ta umowa spoleczna zostala spisana w formie konstytucji."
Tak, przy czym mam dwie uwagi:
1. USA były kapitalistyczne praktycznie tylko na początku swojego istnienia, gdy obywatele, którzy podlegali temu prawu z powodu narodzin w miejscu, gdzie ono obowiązuje, stanowili marginalny procent tych, którzy podlegali mu z wyboru, wyjeżdżając z Europy. Wówczas - gdzieś do początku XIX wieku - w Europie zaczynał budować się socjalizm, wprowadzono pierwszy na świecie podatek dochodowy od osób fizycznych, podczas gdy w USA nie było Kodeksu Pracy, równouprawnienia, a pracodawca i pracownik mogli umówić się na cokolwiek, na co obie strony się zgadzały, choć pracownik miał w praktyce niewiele do powiedzenia, jeśli chodzi o treść umowy. Robotnicy byli tam, w dzisiejszym rozumieniu, potwornie wyzyskiwani: pracowali niekiedy nawet po 16 godzin na dobę w 6- lub 7-dniowym tygodniu pracy. A z pracy można było wylecieć z minuty na minutę bez uzasadnienia. I, proszę sobie wyobrazić, nie tylko nie wracali do opiekuńczej Europy, ale wręcz namawiali rodziny, aby przyjechały do nich. Może niektórym ludziom nie przeszkadza, jeśli są tak wyzyskiwani, ale w zamian mogą zapewnić życie na niezłym poziomie kilkunastoosobowej (!) rodzinie z jednej pensji?
2. Pragnę też zwrócić uwagę, że sam fakt spisania praw w postaci konstytucji niewiele mówi - na pewno nie mówi tyle, żeby uznać to jednoznacznie za zaletę. Często okazuje się, że im obszerniejszą konstytucję ma kraj, tym gorzej. O ile wiem, jedną z najobszerniejszych konsytucyj była sowiecka. A tak naprawdę zupełnie nieistotne jest to, jak nazwiemy zbiór uchwalonych praw, tylko to, czy te prawa są dobre, i to, czy są egzekwowane.
P.S. Jeśli nie wszyscy zauważyli, wziąłem udział w onetowym konkursie na Blog Roku 2008. Nie, nie namawiam do głosowania na mnie, zresztą jeszcze nie można - uprzedzam tylko lojalnie Komentatorów, że liczba Czytelników tego, co napiszą, ma szansę znacząco wzrosnąć. Uprzedzam, bo sam chciałbym wiedzieć, gdyby "groziło" to jakimś komentarzom, które ja gdziekolwiek umieszczam.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą