< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Garść odpowiedzi

19 styczeń 2009 ·
Mistrzyni_Gry bardzo słusznie podlinkowuje pod notką "Beta test poprawności politycznej" swój komentarz do znacznie starszej notki. Proszę, żeby wszyscy Komentatorzy komentujący notki dawne tak robili. Co to jest notka "dawna", to kwestia zdrowego rozsądku - ja sugeruję, aby link podawać zawsze, jeśli notka jest starsza niż dwa tygodnie albo nie jest jedną z ostatnich dziewięciu notek w momencie wysyłania komentarza. Inaczej mogę po prostu odpowiedzi nie przeczytać.

Mistrzyni_Gry: "Jaki byłby początkowy zakres świadczeń socjalnych i w jakiej kolejności byłyby wycofywane?

Wychodzę z dwóch założeń:
- Każdy człowiek ma prawo do życia, a jeśli nie jest go w stanie sam wyegzekwować, rolą i obowiązkiem(!) państwa jest mu w tym pomóc.
- Niepracowanie nie powinno być bardziej opłacalne od pracy.
"

Wolałbym te założenia w odwrotnej kolejności, ale załóżmy, że niech będzie. Co do pierwszego, to ciekawią mnie rzeczy następujące. Po pierwsze: czy samobójcę traktujemy jak kogoś, kto nie jest w stanie, czy kto nie chce egzekwować swojego prawa, a jeśli jak kogoś, kto nie chce, to czy to szanujemy? Po drugie, najważniejsze: jak odróżniamy człowieka, który nie jest w stanie, od takiego, który udaje, że nie jest w stanie?

A co do drugiego, to mierzyć opłacalność można na wiele sposobów (za godzinę? za miesiąc?), ale mam prośbę do Mistrzyni_Gry o odpowiedź na co najmniej jedno, dowolnie wybrane, z dwóch poniższych pytań (zakładamy, że przyczyna, dla której Wiśniewski w ogóle nie pracuje, nie jest znana):

A) Wiśniewski nie pracuje w ogóle. Jak zapewnić, żeby nie było to bardziej opłacalne od pracy, którą wykonuję ja - przez całą minutę w miesiącu, otrzymując za nią - a, zaszalejmy - pięć złotych brutto?

B) Pracuję mało, a Wiśniewski nie pracuje wcale. Do jakiej wartości "mało" to, żeby Wiśniewskiemu bardziej opłacało się jego niepracowanie, niż mnie moje pracowanie, jest słuszne i skąd ta słuszność wynika?

I jeszcze jedno pytanie. Siedzi sobie stu biedaków na państwowym garnuszku w hali jakiegoś ośrodka. Przychodzi bogacz i mówi: zapewnię utrzymanie na wysokim poziomie każdemu, kto przynajmniej raz w tygodniu publicznie się zeszmaci do takiego stopnia, że odrze go to całkowicie z godności - i z niczego innego. Zakładam, że każdy z biedaków fizycznie jest w stanie temu podołać - nie ma tam na przykład kompletnie sparaliżowanych - tyle, że część nie chce. Czy traktujemy ich jako takich, którzy rzeczywiście nie są w stanie wyegzekwować swojego prawa do życia? Przecież zaoferowano im taką możliwość nie przekraczającą ich własnych fizycznych możliwości; odrzucili ją dobrowolnie.

"W miarę możliwości ten darmowy pakiet powinien być rozszerzany lub zmniejszany, ale wersja podstawowa jest na tyle skromna, że konieczność rezygnacji z niej jest moim zdaniem w zasadzie równoważna z bankructwem państwa lub bezrobociem sięgającym 50%."

Początek sporo wyjaśnia: okazuje się, że państwo może być dowolnie socjalne, a to, ile się człowiekowi należy za darmo, zależy od tego, jak produktywni są inni ludzie. Trochę dziwne wydaje mi się rozumowanie, w myśl którego na przykład darmowa edukacja może należeć się w Polsce za sam fakt istnienia, a nie należeć w Bangladeszu. Natomiast: bankructwo państwa na pewno nie grozi od braku socjalu; czy Chiny w ciągu ostatnich paru tysięcy lat zbankrutowały? Bezrobocie sięgające 50% - być może (choć twierdzę, że jest odwrotnie: gdy socjalu nie ma, to idą do pracy wszystkie nieroby, które udawały do tej pory niezdolnych, a nie idą tylko faktycznie niezdolni, zwłaszcza, że pracodawcy w takich warunkach chętniej zatrudniają), tyle tylko, że - w związku z ostatnią swoją notką - chciałbym wyjaśnić termin bezrobocie. Bo moim zdaniem samo w sobie jest czymś korzystnym (co lepsze: gdy wyżywienie dla dziesięciu osób jest owocem pracy ośmiu, czy identycznym owocem efektywniejszej pracy czterech?)

"Jakkolwiek pięknie jest nakarmić głodujące od trzech dni dziecko, czy nie lepiej jest, jeśli wszystkie dzieci są najedzone, a w charakterze dobrego uczynku możesz mu na przykład kupić upragnioną piłkę do gry w koszykówkę???"

Mogę - pomijając fakt, że ideologicznie wolałbym do gry w piłkę nożną - ale znacznie lepszym uczynkiem jest uratowanie komuś życia w momencie, gdy zależy to całkowicie i wyłącznie od dobroczyńcy, niż zapewnienie komuś dobrej zabawy w analogicznych warunkach. Porównywanie uratowania życia z daniem piłki do koszykówki powinno dać taki sam efekt, co porównywanie pozbawienia życia z pozbawieniem piłki do koszykówki, tylko z przeciwnym znakiem. Ja nie uważam, żeby można było jedno podstawić w miejsce drugiego. A jeśli ktoś uważa, że mimo wszystko danie piłki powinno wystarczyć... to niech państwu wystarczy!

"Przykładowo w Polsce - socjal jest (zdaniem Autora) bardzo obszerny, ale czy aż tak trudno jest Autorowi znależć okazję do spełnienia dobrego uczynku?"

Okazję - nie. Możliwości - też nie, choć mam znacznie zaniżone. Natomiast możliwości ludzi, którzy zarabiają wartość swojego utrzymania netto, są zerowe. Wszystkie zostały zeżarte przez różnicę brutto-netto. Poza tym powtarzam: jeśli argument, że mimo wszystko mam jakieś skromne możliwości, ma być wystarczający, to niech będzie - ale w pierwszym rzędzie dla państwa.

"A to ciekawe, bo mam wrażenie, że ówcześni chłopi żyli znacznie biedniej, niż Autor obecnie (w porównaniu do średniej zamożności w społeczeństwie).
Mylę się? A jeśli się nie mylę, to może jednak pańszczyzna nie była taka fajna i Autor jednak nie chciał by się z takim chłopem zamienić?
"

Uczciwie mówiąc: nie wiem i nie wyobrażam sobie, jak porównać stosunek poziomu życia chłopa do średniego poziomu życia z dzisiejszym moim. Nie wiem ani w jakich jednostkach, ani na jakim obszarze mierzyć ten stosunek. Wiem tylko, że zamieniłbym się na ustrój, w którym dzień wolności podatkowej przypada w marcu, natomiast z faktu płacenia podatków nie wynikają dla mnie żadne przywileje socjalne. I zamieniłbym się na ustrój, w którym wysokość obciążenia podatkowego jest niezależna od osiąganego dochodu.

"Przypominam, że feudalizm obowiązywał i upadł w większości państw europejskich, a jednak na ogół nie kończyło się to upadkiem całego państwa.
Czyli wniosek, że upadek państwa był konsekwencją upadku feudalizmu, jest nieuzasadniony, jeśli nie wręcz błędny.
Natomiast jedną z przyczyn upadku państwa faktycznie było powierzenie szlachcie daleko posuniętej władzy ustawodawczej, co moim zdaniem wykazuje tylko tyle, że na demokrację (o ile można tak określić demokrację szlachecką) nie zawsze można sobie pozwolić.
"

Racja - wniosek był błędny. Co prawda stan państwa polskiego pogarszał się konsekwentnie od upadku feudalizmu, ale być może jedno nie ma z drugim związku.

"Takie dobro, że lepiej nie dać go milionowi ludzi, którym przysługuje, niż dać o jednemu za dużo???
Pomijając jakieś teoretyczne wygłupy, nie wyobrażam sobie takiego dobra i dopóki Autor nie poda jakiegoś z życia wziętego przykładu, odpowiadanie przeze mnie na to pytanie mija się z celem.
"

To proszę odpowiedzieć, zmniejszając uprzednio milion do jakiejś sensownej zdaniem Komentatora wielkości - byle wyraźnie większej od jedności. Bardziej chodzi mi o zasadę, niż o konkretne liczby.

""Natomiast zupełnie niedopuszczalne jest zabieranie pieniędzy Kowalskiemu i przeznaczanie ich na finansowanie edukacji ludziom, którzy za 25 lat będą z dziećmi Kowalskiego konkurować na rynku pracy."

Mniej niedopuszczalne, niż nakarmienie za pieniądze Kowalskiego człowieka, który dzięki temu będzie w stanie konkurować na rynku pracy z Kowalskim? Nie widzę znaczącej różnicy.
"

Ja też nie - jedno i drugie jest niedopuszczalne.

"Nawet jeśli przez ocalonego przez socjal Nowaka Kowalski straci pracę.
Nie da się takiego scenariusza wykluczyć nie rezygnując CAŁKOWICIE z socjalu.
"

Wiem. Proszę zgadnąć, co od prawie roku postuluję na tym blogu.

"Podobna (chociaż inna) sytuacja - opłacany z podatków Kowalskiego policjant ratuje nie płacącego podatków Nowaka przed mordercą, a następnie Nowak znajduje pracę (i zaczyna płacić podatki), a ponieważ pracuje lepiej od Kowalskiego, ten wylatuje z roboty.
Jest wspólny mianownik - "złodziejstwo" państwa wobec Kowalskiego na rzecz (pośrednio lub bezpośrednio) Nowaka powoduje, że Kowalski traci pracę.
Co Autor sądzi o dopuszczalności takiej sytuacji?
Gdzie by ustanowił granicę?
"

Ta sytuacja jest w całości niedopuszczalna z uwagi na zaproponowany system podatkowy, w którym najwyraźniej nie ma pogłównego, jest za to podatek dochodowy - a przynajmniej ja wyciągnąłem taki wniosek. Ale załóżmy, że tych uwag o podatkach nie było, bo pytanie o granicę dozwolonej interwencji państwa nadal pozostaje zasadne. Otóż moim zdaniem granica jest tam, gdzie

a) interweniuje się po to, żeby uratować od upadku całe państwo, a nie jakąś - choćby bardzo liczną - grupę obywateli, lub

b) obywateli można podzielić na takie dwa rozłączne zbiory G i G', że interwencja jest opłacalna dla każdego obywatela z grupy G i jednocześnie zniknięcie każdego obywatela z grupy G' z państwa jest dla państwa opłacalne do tego stopnia, że państwo aktywnie dąży do usunięcia tej grupy.

Przykładem a) jest sprawna egzekutywa realizująca prawo stanowione przez legislaturę i wyroki wydawane przez sądownictwo. Bez tego upada zarówno duże, jak i małe państwo, jak i banda typu Janosika - bo po prostu ludzie widzą, że przy niesprawnej egzekutywie prawo wiąże ich w teorii, ale nie w praktyce, zaczynają przestrzegać każdy tylko tej części prawa, którą uważa za słuszną i stosowną w danej chwili, w efekcie szerzy się anarchia.

Przykładem b) jest zakaz kradzieży i morderstw. Grupą G' jest wówczas zbiór złodziei (odpowiednio: morderców), zaś G to wszyscy pozostali obywatele. Nie jest nim zaś np. upaństwowienie służby zdrowia, bo wówczas grupą G' są wszyscy obywatele, którzy nie wyciągają w usługach medycznych większej kasy, niż ładują w podatkach i składkach, ale eliminacja ich wszystkich powoduje, że cały system upada, bo ma wyłącznie beneficjentów.

Przy okazji warto zauważyć, że a) i b) są niekiedy ze sobą związane. Zakaz kradzieży nie jest opłacalny dla nikogo, jeśli państwo nie potrafi go wyegzekwować.

""Więc ja też tak uznaję, bo nie będę z Bogiem polemizował."
Więc mam do dyspozycji niemal niewyczerpane żródło nieodpartych z definicji argumentów? WOW.
"

Tak - pod warunkiem, że nie będą to argumenty za lub przeciw jakiemuś ustrojowi, lecz za lub przeciw tezie, którą chciałem ukazać, że kapitalizm jest prochrześcijański, a socjalizm antychrześcijański - wbrew temu, co niektórzy chcą mi udowodnić.

Natomiast do dowolnego argumentu ustrojowego wziętego z Biblii odniosę się pod jednym warunkiem: osoba używająca tego argumentu zadeklaruje swoje chrześcijaństwo i wskaże wyznanie, z którym się identyfikuje. Dyskusja z ateistą lub innowiercą stawia mnie w przegranej pozycji, bo on niczym nie ryzykuje w swoim mniemaniu bluźniąc, w odróżnieniu ode mnie w moim mniemaniu - dlatego takiej podejmować nie będę od tej pory.

"Stary Testament przewiduje dziesięcinę i pogłówne na świątynię, a Jezus i św. Paweł nakazali płacić podatki obcym władzom rzymskim.
A więc zgodnie z definicją Autora Bóg nie dość, że nakłania do przyzwolenia na kradzież, to jeszcze sam kradzież inspiruje i wprowadza (poprzez wprowadzenie obowiązku podatkowego na cele religijne).
(Oczywiście nie jest to jakiś mój zarzut pod adresem Boga, "ja chcę tylko nazwać rzeczy po imieniu".)
Ale skoro Bóg poprzez natchnionych twórców Pisma Świętego (chyba że religia Autora się w tym aspekcie znacząco różni od katolicyzmu) i nauki Jezusa opowiada się za podatkami jako takimi, to czy Autor na pewno nadal uważa za stosowne je krytykować??
"

1. Obowiązek podatkowy na cele świątynne w Starym Testamencie obowiązywał tylko wierzących. Taki obowiązek mam i ja obecnie, do czego zobowiązuje mnie statut kościoła, z którym się utożsamiam - to znaczy: formalnie go nie mam, bo formalnie nie przystąpiłem do kościoła. Jednakże mogę go w każdej chwili z siebie zdjąć nie ruszając się z miejsca.

2. Nigdzie nie widziałem, żeby Jezus opowiadał się za podatkami jako takimi. Opowiadał się za wypełnianiem litery prawa zamiast niewypełniania tylko dlatego, że ktoś uważa ją za niesłuszną. Ja, przypominam, uważam podobnie: krytykuję system podatkowy, ale płacę podatki zgodnie z literą idiotycznego (bo socjalnego), ale jednak obowiązującego prawa. Gdy się zmieni - będę je płacił zgodnie z literą nowego prawa. A gdyby była ona tak idiotyczna, że odmówiłbym - oczekuję, że egzekutywa zrobi wszystko, żeby prawo wyegzekwować, niezależnie od tego, kto uzna te podatki za niesłuszne. Na przykład: podatek w wysokości 100.000 zł rocznie minus dziesięć procent od dochodu, gdyby obowiązywał, powinien być bezwzględnie egzekwowany przez policję, choć byłby to kretynizm.

Przy okazji: gdyby w Polsce rządziły obce władze rzymskie z niedemokratycznie wybranym cesarzem na czele, płaciłbym im podatki dużo chętniej, niż naszym...

amonwar: "Dopalacze to zło i tu nie ma nad czym się zastanawiać tylko jak najszybciej się tego pozbyć." oraz "Ja chce/chciałbym zapobiec temu żeby moje dzieci żyły w kraju gdzie dragi są dostępne w sklepach"

Doprawdy, wzruszające! Mam jeszcze jeden pomysł: śmiertelne wypadki drogowe to zło i tu nie ma się nad czym zastanawiać, tylko jak najszybciej się tego pozbyć. Ja chcę/chciałbym zapobiec temu, żeby moje dzieci żyły w kraju, gdzie śmiertelne wypadki drogowe się zdarzają. Mam nawet pomysł, jak to zrobić: zdelegalizujmy samochody i inne środki komunikacji. Chętnie posłucham lepszego pomysłu, z tym że to, który jest lepszy, ocenię po tym, który skuteczniej zapobiega śmiertelnym wypadkom drogowym, bo to właśnie jest celem pomysłu.

amonwar nadawałby się świetnie do komitetu organizacyjnego rajdu Dakar, który odwołał jeden z etapów, bo był dla zawodników potencjalnie zbyt niebezpieczny. Zupełnie jakby do rajdu Dakar - i do sklepu z dopalaczami - szli ludzie, których nadrzędnym celem jest bezpieczeństwo, a ryzykować własnym życiem nie zamierzają. Tyle, że niektórzy jednak zamierzają. Jeśli ktoś tego nie szanuje, to traktuje tych zawodników jak bydło. I, prawdę mówiąc, zawodnicy powinni w związku z tym się jak bydło zachować, i zwyczajnie rozszarpać tego, kto zdecydował o odwołaniu niebezpiecznych etapów.

Mistrzyni_Gry: "Czy tu nie chodzi przypadkiem o to, że ci znajomi powiedzieli coś w rodzaju: "Dobrze by było, żeby to rozwiązanie weszło, ale nikt tego nie chce." ?"

Nie, oni wprost pytali: czy jeśli zupełnie nikt nie będzie chciał pomóc biednemu, to nie należy ustawowo zmusić tych wszystkich nieczułych? Więc ja pytam: jeśli nikt nie chce pomóc, to kto ma chcieć zmuszać? Tylko ten, kto lubi pomagać głównie z cudzego!

"Przecież zgodnie ze słowo-wytrychową(fałszywą) definicją, demagogią można by określić pogląd, że "Bóg nie istnieje". Tak samo zresztą, jak bliżniaczy pogląd(opinię, przekonanie, przeświadczenie), że "Bóg istnieje"."

Nie, zgodnie z definicją, którą podałem, demagogią nie jest sam pogląd, tylko pogląd użyty w konkretnym celu: nieprzyznania się do porażki mimo braku merytorycznych argumentów. Może tak nie jest w istocie; moja obserwacja jest taka, że z zarzutem demagogii w 9 przypadkach na 10 spotykam się od razu wtedy i jednocześnie dopiero wtedy, gdy przeciwnik nie powołuje się na żaden argument poza tym. Jeśli ktoś razem z zarzutem o demagogię podaje argumenty, to zarzut ignoruję, a na argumenty odpowiadam, natomiast jeśli nie, twierdzę, że nie chodzi o argumenty tylko o ideologię. To zresztą bywa przydatne: jeśli ktoś ideologicznie mocno jest przywiązany do jakiegoś zdania, to przekonywanie go argumentami, że to złe, jest strzępieniem języka po próżnicy - tyle, że zamiast pisać o demagogii lepiej byłoby uczciwie powiedzieć: nie przekonasz mnie żadnym argumentem, bo to kwestia ideologii.

Przy okazji: sjp.pl, na który powoływał się Nathell, nie podaje definicji demagogii, ale podaje definicję demagoga: "osoba starająca się uzyskać poparcie społeczne posługując się czczymi obietnicami lub czasem nawet kłamstwem". Na razie demagogami można nazwać co najmniej rządzących w Polsce w ciągu ostatnich dwóch kadencji, bo "czczość" obietnic lub kłamstwo można zweryfikować sprawdzając, ile z nich wprowadzono, a ile w ogóle starano się wprowadzić. Natomiast nazywanie tak kogoś, kto nigdy u władzy nie był, jest niezweryfikowane i może podpadać pod oszczerstwo. Bądź... demagogię ;-)

"Wyobraż sobie że na pogrzebie młodego człowieka podchodzisz do jego zapłakanej matki i mówisz - pani syn był mi winien 100 złotych, poproszę o zwrot. Gdybyś dostał od niej (zasłużenie) w twarz, to naprawdę nie zależy to od prawdziwości lub nie Twoich roszczeń. Ba, być może nawet ta matka nie jest ani demokratką, ani socjalistką, a jakoś i tak Twoje prawdziwe i uzasadnione roszczenia mogą ją z pewnych, być może Ci zrozumiałych powodów, "leciutko zirytować"."

Mogą, owszem - co nie zmienia faktu, że z moich roszczeń tylko ja mogę rezygnować lub odraczać je od momentu, gdy je mam. I nie zmienia faktu, że nadal mam roszczenia o te sto złotych plus zadośćuczynienie za naruszenie nietykalności cielesnej. I najważniejsze - bo jak widzę, potem jest problem ten sam - to, czy moralnie powinienem dopominać się o te pieniądze, a to, czy mam do tego prawo, to dwie zupełnie różne kwestie! Niestety, jeszcze nie przyłapałem Mistrzyni_Gry na komentarzu dowodzącym zrozumienia tej różnicy.

"Inny przykład - Twój kolega wygłasza negatywny (acz prawdziwy) pogląd na temat Twojej żony, kwestionując Twój wybór. Wiem, jaka by była reakcja jeszcze niecałe dwa lata temu, ale może się coś zmieniło, skoro teraz wchodzisz w skórę werysty?"

Kompletny miszlung semantyczny.

1. "Pogląd" nie może być "prawdziwy". Zdanie "w większości, choć nie we wszystkich przypadkach, ratowanie życia człowieka za pieniądze zabrane pod przymusem jego wrogowi jest dopuszczalne" oraz "w większości, choć nie we wszystkich przypadkach, ratowanie życia człowieka za pieniądze zabrane pod przymusem jego wrogowi jest niedopuszczalne" to dwa - sprzeczne wzajemnie - poglądy, natomiast żadne z tych zdań nie jest ani obiektywnie prawdziwe, ani obiektywnie fałszywe.

2. Tym bardziej nie należy ono do kategorii zdań, którym zagwarantowałem, bez względu na wszystko, nietykalność prawną w moim systemie: są to zdania będące prostymi wnioskami z ogólnie dostępnej wiedzy.

3. Prawdziwe lub nie może być co najwyżej zdanie "X ma pogląd Y", gdzie Y to jakiś pogląd, przy czym nadal może być to prosty wniosek z ogólnie dostępnej wiedzy tylko wówczas, gdy X jest osobą publiczną i powszechnie znaną, a jeśli mówi to ktoś inny - to gdy z kontekstu nie wynika, czy ten ktoś się z X zgadza.

4. Nie chowam się jednak za tym zastrzeżeniem, bo poglądów nie umieściłbym w kategorii tajemnic ustawowych, ani tym bardziej umownych, ale...

5. Co innego stawianie pod pręgierzem, co powinno raczej być domeną państwa i kodeksu karnego, a co innego fakt, że kogoś, kto wygłasza negatywne poglądy na temat mojej Żony, mogę nie wpuszczać do domu. To zwyczajne korzystanie z prawa własności...

6. ... które powinienem mieć również w odniesieniu do własnego sklepu, firmy, etc., i to niezależnie od tego, czy ktoś przychodzi tam jako klient, czy jako szukający zatrudnienia, i niezależnie od tego, czy i jak się wytłumaczę (może nie lubię nigdzie u siebie gościć np. nierasistów?)

Reasumując: dwa lata temu i dzisiaj mógłbym powiedzieć takiemu klientowi "won", natomiast nie uruchamiać machinę prawną - a jeżeli, to nie za sam pogląd, tylko za jego skutki. Nie wykluczam wysunięcia roszczenia o odszkodowanie lub zadośćuczynienie za straty moralne i materialne spowodowane takim wystąpieniem. Podobnie, jak wystąpiłbym do kierowcy, który zniszczyłby mi dom, wjeżdżając w niego z prędkością 150 km/h - ale dążyłbym do ukarania go za zniszczenia, a nie za prędkość.

Nathell: "To teraz wróćmy do naszego przypadku człowieka zarabiającego 500 złotych miesięcznie, którego nie stać na chemioterapię. Czy dla niego alternatywę w takim "wyborze" można nazwać "życiem według stanu"?

A czy można nazwać ją w ogóle "życiem"???
"

A czy można było nazwać sytuację, w której człowiek potrzebujący chemioterapii z jakiegoś powodu nie miał do niej dostępu "życiem" np. 300 lat temu? Wiem, że język ewoluuje, ale o ile mi wiadomo, definicja życia nie zmieniła się w ostatnim czasie. Nie sądzę też, żeby zależała od powodów, dla których ktoś nie ma do czegoś dostępu.

Mistrzyni_Gry: "Kolejny przykład problemów powodowanych pseudoanonimowością internetu - cała nasza trójka tu pisząca zna się osobiście z imienia, nazwiska i sposobu trzymania kieliszka, lubimy się i na żywo rozmawiamy ze sobą bardzo kulturalnie, a na necie spieramy się naprawdę ostro. I nie zawsze życzliwie. Trochę to przykre, ale nie ma co chować głowy w piasek. Może właśnie pseudoanonimowość internetu stanowiłaby dobry temat następnej notki?
Chyba że Autor na szczerą krytykę się postanowi obruszyć?
"

"Cała nasza trójka" to pojęcie trochę niejednoznaczne, więc wyjaśniam, że owa trójka to Mistrzyni_Gry, Nathell i ja. Na necie spieram się ostro co do formy - zgoda, między innymi z powodów, o których pisałem (jest to moim zdaniem najlepszy sposób argumentowania - większość rzeczy najlepiej widać na przypadkach skrajnych - ale "na żywo" często nie do przeprowadzania). Natomiast co do treści, to nie przypominam sobie, żebym odżegnywał się na żywo od jakiegoś poglądu głoszonego w necie, wyjąwszy sytuację, w której zwyczajnie zmieniłem zdanie na jakiś temat.

Loodwigh: "(...) jest to pierwszy krok do selekcji rasowej i genetycznej (jak to było z rasą aryjską). Moim zdaniem taka selekcja jest niemoralna."

Niestety, w pewnym zakresie selekcja naturalna jest zwyczajnie konieczna do przetrwania ludzkości. Ludzie znacznie szybciej uodporniliby się na H5N1, gdyby nie przeszkadzać mechanizmowi selekcjonującemu negatywnie nieodporne jednostki. Na szczęście o tyle wyprzedzamy wszystkie inne gatunki - również mikrobów - że możemy sobie na to pozwolić do pewnego stopnia, ale należy pamiętać, że za którymś razem możemy nie mieć czasu. Jeśli w nieskończoność będziemy przeszkadzać selekcji naturalnej (co, w najlepszym razie, spowalnia wzmacnianie gatunku, w najgorszym zaś - zwyczajnie go osłabia), to w końcu jakieś cholerstwo nas wyprzedzi.

fun_boy: "Przeprowadzmy nastepujacy eksperyment: podzielmy zwolennikow socjalizmu i ludzi kochajacych wolnosc (tak socjalisci, Wy nie macie pojecia o wolnosci) na 2 obozy.
Wszystko zaczynamy od zera. Po 10 latach po socjalistach nie bedzie sladu. Czesc umrze z glodu, reszta z tego raju ucieknie.
"

Już próbowałem - socjaliści rzadko podejmują temat. Próbowałem ekspryment myślowy typu: za każdym razem po wprowadzeniu socjalu zmieniamy granicę państwa tak, żeby po jednej stronie byli ci, co dokładają do państwowego wora, po drugiej reszta, i słucham - jak to się utrzyma? Próbowałem pytań o sytuację, w której wszyscy dopłacający wyjeżdżają za granicę. Próbowałem pytań o sytuację, w której mamy stu ludzi zdolnych łącznie wyprodukować tyle dóbr, ile potrzeba do zaspokojenia biologicznych potrzeb dziewięćdziesięciu, przy założeniu, że część nie potrafi produkować niczego, zaś część (malutka) potrafi tyle, żeby jeszcze żyć w jakim takim luksusie ponad zaspokojenie tych potrzeb. Okazuje się, że zdaniem niektórych takie państwa muszą szybko przestać istnieć. Jak to się stało, że niektóre państwa istniały przed wiekami przez tysiące lat, zanim w ogóle wymyślono socjalizm - nie mam pojęcia.

Mistrzyni_Gry: "Czyli jeżeli 90% ludzi antysemitą nazywa (lekko upraszczając) człowieka nie lubiącego żydów/Żydów (co jest prawdą), to "antysemita" w takim właśnie znaczeniu jest według definicji Autora częścią języka, nieprawdaż?"

Jest - i o tym właśnie chciałem podnieść dyskusję. We własnym interesie powinienem przyjąć to do wiadomości, co czynię; inaczej nie będę rozumiał ludzi i nie będę przez nich rozumianym. Jednocześnie źle się czuję w tak nielogicznie skonstruowanym języku, dlatego próbuję to zmienić.

Przypominam o konkursie Blog Roku 2008. Proszę o głosy.
 

12 komentarzy
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  10 miesięcy i 3 godziny temu  |  
:Mistrzyni_Gry

"Dużo wykrzykniów, ale mało treści."
Za to wystarczająco dużo literek 'k'. A wykrzyknik aż jeden.

"Naprawdę nie słyszałeś o (nie mojej) teorii, że wszechświat jest iluzją?"
Słyszałem. Przeraziła mnie w Twojej wypowiedzi wiara, że subiektywny consensus wystarczająco dużej ilości ludzi jest w stanie uczynić mnie nieistniejącym niezależnie od stanu faktycznego i consensusu w kwestii istnienia wszystkiego innego; już pomijam, że niezależnie ode mnie. Czyli możliwa jest sytuacja, że odpowiednim consensusem inni będą istnieć, a ja -- nadal żywy -- przestanę.
I czemuż wymaga się ilości, a nie liczby? Czy chodzi o jakąś masę?

"Jeśli Twoje doznania to tylko halucynacje, to jest nią także matematyka, a więc 2 plus 2 może być równe 5."
Matematyka to nie empiria, ale niezależna od doznań abstrakcja.

""Myślę, więc jestem" - brzmi znajomo?
Nie moje, zapewniam"
Zbędne zapewnienia, bo ja bynajmniej nie posądzam.

"zanim zaczniesz kwestionować moje wypowiedzi jako socjalistyczny(skąd ten pomysł???) bełkot"
Mnie pytasz!? Gdzie napisałem, że socjalistyczny? i że bełkot?

"Po prostu - warto wiedzieć, o czym się pisze, nie sądzisz? Inaczej łatwo się skompromitować."
Tak, Mistrzyni...
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 8 godzin temu  |  
:KoX
Dużo wykrzykniów, ale mało treści.
Naprawdę nie słyszałeś o (nie mojej) teorii, że wszechświat jest iluzją?
Nie oglądałeś Matrixa? :-)
Jeśli Twoje doznania to tylko halucynacje, to jest nią także matematyka, a więc 2 plus 2 może być równe 5.
Mimo że sądziłeś, że (poza mną, jak widzę) tylko Bóg może tego dokonać.
Samo Twoje istnienie też jest pewnym założeniem, nad którym biedziły się pokolenia filozofów.
"Myślę, więc jestem" - brzmi znajomo?
Nie moje, zapewniam :-)

Zgoda, że w codziennym życiu należy zakładać prawdziwość pewnych założeń bez ich dowodzenia, inne podejście jest po prostu niepraktyczne.
Tym niemniej zanim zaczniesz kwestionować moje wypowiedzi jako socjalistyczny(skąd ten pomysł???) bełkot, poczytaj trochę o ludziach, którzy poświęcili wiele lat na opracowanie tych tez.
Po prostu - warto wiedzieć, o czym się pisze, nie sądzisz?
Inaczej łatwo się skompromitować.
A Twoje reductio ad Hitlerum chyba kończy naszą dyskusję w sposób natychmiastowy - co Autor o tym sądzi?
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 8 godzin temu  |  
"czy samobójcę traktujemy jak kogoś, kto nie jest w stanie, czy kto nie chce egzekwować swojego prawa"

Nie chce egzekwować. Co z tym robimy (pytaniem nie jest, czy szanujemy, ale czy zezwalamy), to temat na inną dyskusję.

"jak odróżniamy człowieka, który nie jest w stanie, od takiego, który udaje, że nie jest w stanie"

Z założenia takie udawanie ma być nieopłacalne. Zdarzą się oczywiście tacy, którzy spróbują, ale sądzę, że jest to w większości przypadków do wykrycia (odrzuca "uczciwe" (patrz niżej) oferty pracy, odmawia podniesienia/zmian swoich kwalifikacji, lekarz uznaje go za zdrowego, itp.), a tematem naszej dyskusji są raczej idee, niż szczegóły techniczne.

"A) Wiśniewski nie pracuje w ogóle. Jak zapewnić, żeby nie było to bardziej opłacalne od pracy, którą wykonuję ja - przez całą minutę w miesiącu, otrzymując za nią - a, zaszalejmy - pięć złotych brutto?"

Bardzo prosto - socjal zależy od tego, czy zaspokojone są podstawowe potrzeby człowieka, a nie od faktu, czy pracuje.
Jeśli ze swoich dochodów(5 zł.) i majątku nie byłbyś w stanie ich zaspokoić, także byłbyś na socjalu.
A dodatkowo miałbyś tego piątaka. No, powiedzmy, że 4 złote - socjal powinien być stopniowany i Twój byłby minimalnie mniejszy.

A teraz co do "uczciwej" pracy. Mówi się, że żadna praca nie hańbi i generalnie się z tym zgadzam, ale nie zawsze. Moim zdaniem prostytucja się w tym nie zawiera, prostytucja hańbi - zresztą i prostytutkę, i klienta.
Czy należałoby jej zakazać, czy zalegalizować - nie wiem. Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Ale jeżeli bezrobotna kobieta miała by stracić swoje świadczenia socjalne, ponieważ odmówiła podjęcia pracy jako prostytutka - taka sytuacja jest dla mnie niedopuszczalna.
To by było złe.
Tak samo przykład z tym bogaczem - to, że ktoś odmówił tak hańbiącej pracy, nie może być podstawą do odebrania mu środków do życia. Oczywiście otwiera to niestety "szarą strefę", bo kanały czyścić też mało kto chce, ale szczegóły są do dopracowania, a na razie chodzi o zasadę.

Pamiętajmy, że teoretycznie, zwłaszcza przy dużym szczęściu, każdy "jest w stanie" się utrzymać, ale to nie o to chodzi. Uważam, że tylko w skrajnych, patologicznych przykładach można i należy odbierać biedakowi świadczenia socjalne. Motywacją powinno być przede wszystkim ukazywanie zalet alternatywy - pracy i utrzymywanie socjalu na tak niskim poziomie, żeby większość ludzi uważała ją za bardziej opłacalną.
Lekko poetyzując: Należy tak długo dawać człowiekowi małe rybki i uczyć łowić, aż w końcu będzie w stanie sam złapać szczupaka.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  10 miesięcy i 8 godzin temu  |  
"Zwłaszcza, że nie ma czegoś takiego, jak obiektywna prawda, a co najwyżej subiektywny consensus wystarczająco dużej ilości ludzi, żeby dany pogląd/zdanie/teza/twierdzenie/założenie/rozumowanie zostało uznane za prawdziwe/poprawne."
Mistrzyni_Gry

"Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą."
Joseph Goebbels

Jakże demokratyczne i postępowe!
Widzę, że w świecie Mistrzyni_Gry nawet moje istnienie może być uznane za nieprawdę -- i stanę się nieosobą. Dwa plus dwa obwoła się pięć, dzięki czemu w budżecie wystarczy na wszystko.

Po rozstrzelaniu Berii subskrybenci Wielkiej Encyklopedii Sowieckiej żyletkami wycinali hasło "Beria" i wklejali nadesłane "Beringa Morze" (http://tiny.pl/vrft). Mamy komputery, więc Wielka Encyklopedia Europejska będzie zapewne w formie elektronicznej i do podobnych celów wystarczy mała programowa łatka.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 9 godzin temu  |  
"Obowiązek podatkowy na cele świątynne w Starym Testamencie obowiązywał tylko wierzących."

Ok, ale był to obowiązek dorozumiany, prawda?
Każdy młody Żyd był od małego uważany za wierzącego.
A więc zgodnie z Twoją definicją te podatki, wprowadzone w świętej podobno księdze, były kradzieżą. Czy tak?

"Przy okazji: gdyby w Polsce rządziły obce władze rzymskie z niedemokratycznie wybranym cesarzem na czele, płaciłbym im podatki dużo chętniej, niż naszym..."

A to ciekawe - czemu "wybrany" na ogół przez miecze swoich żołnierzy lub poparcie ojca władca miałby rządzić lepiej, niż nasza władza?
Jakie czynniki Autor uwzględnia?
Przecież nie tylko wysokość płaconych podatków?
Może jednak lepiej płacić więcej i nie ryzykować chociażby znalezienia się na jednej ze sławetnych list proskrypcyjnych?


"czy jeśli zupełnie nikt nie będzie chciał pomóc biednemu..."

Odrobina wyobrażni i dobrej woli.
To zdanie należy rozumieć jako "Nikt spośród mających okazję pomóc. Spośród wiedzących, że temu konkretnemu człowiekowi pomoc jest potrzebna. ", co stanowi tylko niewielki ułamek społeczeństwa.
Nie wyklucza to bynajmniej poparcia społeczeństwa dla pomocy biedakowi z publicznych (czyt. - należących do tegoż społeczeństwa) pieniędzy.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 9 godzin temu  |  
Ech, słowa, słóweczka...
Móc, chcieć, mieć powinność, mieć prawo...
Nie są takie łatwe, okazuje się.
Oto na przykład Autor pisze, że wolność ogranicza ustawa, możliwość ogranicza fizyka i wszystko jest OK.
Ale co w takim razie oznacza "Nie mogę"?
Nie mogę, bo ogranicza mnie fizyka?
Nie mogę, bo ogranicza mnie prawo?
Nie mogę, bo są negatywne konsekwencje?

Nie takie proste, prawda?
Słowa mają wiele znaczeń.
Jak na przykład "mieć prawo". Wydaje się proste, ot zwyczajne odniesienie do kodeksu karnego i czego tam jeszcze, co nasi kochani ustawodawcy spłodzili.
Ale co z prawem moralnym? Kant bełkotał, czy jednak istnieje coś takiego i mówiąc "mam prawo" należy to uwzględniać?
"Nie masz prawa tego robić! To jest złe!" - tak rzadko się to w filmach słyszy?
Ale dobrze, na razie przyjmijmy, że poprzez "mam prawo" rozumiemy kodeks itp.

W przykładzie z pogrzebem, czy skoro Autor ma prawo (niemoralne) zażądać w tak niewłaściwych okolicznościach zwrotu pieniędzy, to jeżeli z tego prawa skorzysta, czy owa kobieta nie ma wtedy poważnych szans na uzyskanie odszkodowania lub zadośćuczynienia za straty moralne? A jeśli ma, to co to za prawo ma Autor, jeśli jego egzekwowanie jest w pewnych okolicznościach karalne?
Mówił prawdę, miał uzasadnione roszczenie, a jednak jest prawdopodobne, że nawet na mocy prawa nie mógł go w wybranym przez siebie momencie wyegzekwować i MUSIAŁ(i to na mocy prawa) ją odroczyć.

Ale odbiegliśmy od tematu dyskusji. Zarzucasz mi, że nie odróżniam prawa od moralności. Tymczasem moja wypowiedż dotyczyła moralności. Moja anegdota opowiadała o zachowaniu niemoralnym. Wypowiedż LordaKaftana o stawianiu Cię pod pręgierzem także nie była spowodowana tym, że Twoja wypowiedż o chemioterapii złamała prawo, ale tym, że była niemoralna. W Twoich "Czy napisałem prawdę..." także nie było odniesień do prawa, tylko podany przez Ciebie przykład prawa dotyczył.
Wszyscy rozmawiamy o moralności, więc skąd zarzut mylenia jej z prawem?
--------------- UWAGA: demagogia!! -----------------
Jeśli odważysz się szczerze i wyczerpująco wytłumaczyć ze swojego błędnego, niesłusznego oskarżenia, to proszę o poparcie wyjaśnienia chociażby jednym cytatem.
--------------- KONIEC demagogii!! -----------------
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 9 godzin temu  |  
"...ale znacznie lepszym uczynkiem jest uratowanie komuś życia w momencie, gdy zależy to całkowicie i wyłącznie od dobroczyńcy, niż zapewnienie komuś dobrej zabawy w analogicznych warunkach."

Bez wątpienia, ale Autor w ten sposób uchyla się od odpowiedzi na moje pytanie.
Nie pytam, co jest lepszym uczynkiem, ale który z dwóch przedstawionych scenariuszy jest lepszy.
Rozumując w ten sposób można by postulować zapoczątkowanie jakiejś ogólnoświatowej klęski żywiołowej, bo ileż wtedy by było możliwości spełniania dobrych uczynków...
Ale moim zdaniem taka apokalipsa to jednak gorszy scenariusz

"Natomiast możliwości ludzi, którzy zarabiają wartość swojego utrzymania netto, są zerowe."

Nie tylko pieniędzmi można spełnić dobry uczynek.
Wiele tu się mówi o dobrych uczynkach, ale słowa są tanie.
Ilu z Was się naprawdę postarało dla dobra innych ludzi? Nie mówię tu o rzuconym okazjonalnie żebrakowi piątaku, ale nie wymagam też poświęcenia na miarę Janiny Ochojskiej.
Kto spośród komentujących tego bloga robi coś dla innych, obcych sobie (przynajmniej z początku) ludzi albo regularnie ( - raz na tydzień), albo jeśli nieregularnie, to jest to odczuwalne wyrzeczenie?
Ale jeśli ktoś ma napisać tylko - gdyby nie złodziejskie państwo, to dawałbym naprawdę dużo - proszę sobie darować. To tylko słowa.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 10 godzin temu  |  
"Natomiast nazywanie tak kogoś, kto nigdy u władzy nie był, jest niezweryfikowane i może podpadać pod oszczerstwo."

Wikipedia:
"Demagogia (gr. demos lud, agogos wiodący, prowadzący) - wpływanie na opinię publiczną poprzez działanie obliczone na łatwy efekt, poklask."


Czyli ktoś, kto próbuje uzyskać poparcie społeczne poprzez działanie obliczone na łatwy efekt, poklask, albo wręcz kłamstwem, jeżeli nigdy nie był u władzy, nie jest demagogiem? Proszę mi wyjaśnić, w jaki sposób bycie u władzy jako warunek bycia demagogiem jest uwzględnione przez którąkolwiek z dwóch tu zamieszczonych definicji, bo doprawdy nie pojmuję...
Przy okazji - jeśli ta "pomyłka" to był zabieg celowy, to był to wręcz książkowy przykład demagogii. I - wbrew uprzednim twierdzeniom Autora - oprócz (zawieszonego) oskarżenia o demagogię mam jak widać także (zamieszczone wyżej) argumenty.

Przy okazji warto zapamiętać, że żródłosłów jakiegoś określenia niekoniecznie determinuje jego znaczenie.
Demagog rozumiany dosłownie oznacza "prowadzący lud", a w żadnej z wspomnianych dwóch definicji o wymogu posiadania władzy nie ma wzmianki.
Także dawne znaczenie jakiegoś słowa nie może być uznawane za obowiązujące - chyba że ktoś twierdzi, że określenie "kobieta" jest obecnie obrażliwe?
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 10 godzin temu  |  
"Pogląd" nie może być "prawdziwy"

To już jest czepialstwo, wiadomo, o co chodzi. Jeśli ktoś nie rozumie, wyjaśniam - uznaję "pogląd" za "prawdziwy" w kontekście przedstawionego scenariusza, jeżeli zarówno ów kolega, jak i Ty uznajecie dane zdanie przedstawione w postaci owego "poglądu" za prawdziwe.
Zwłaszcza, że nie ma czegoś takiego, jak obiektywna prawda, a co najwyżej subiektywny consensus wystarczająco dużej ilości ludzi, żeby dany pogląd/zdanie/teza/twierdzenie/założenie/rozumowanie zostało uznane za prawdziwe/poprawne.
Cały nasz światopogląd, cała wiedza ludzkości została zbudowana na takich założeniach.

"Reasumując: dwa lata temu i dzisiaj mógłbym powiedzieć takiemu klientowi "won", natomiast nie uruchamiać machinę prawną"

Czyli Ty możesz prywatnie powiedzieć won, a LordKaftan nie może prywatnie postawić Cię pod pręgierzem? Przypominam, że przez "może" rozumiesz fizyczną możliwość, a nie prawo.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 11 godzin temu  |  
Nie no, agresywny bojownik kapitalizmu z Aldebarana w najnowszym bojowym statku kosmicznym, grożący spopieleniem połowy planety, jeśli nawet minimalny socjal nie zostanie zlikwidowany, to także przekonujący powód do uznania tegoż socjalu za niemożliwy.
A tak serio, to o co chodzi w pytaniu? Dopuszczam oczywiście możliwość, że jakieś przyczyny "uniemożliwiające" minimalny nawet socjal mogły mi umknąć. Jedną z takich przyczyn, która właśnie mi przyszła do głowy, jest wojna i spowodowane nią bieda i spustoszenie.
Taką wspólną "pierwszą przyczyną" jest na ogół brak zasobów, przez co nie starcza dla wszystkich, a więc dostają przede wszystkim Ci, którzy są najbardziej potrzebni.
Casus Leningradu podczas blokady w okresie II Wojny Światowej.
pietshaq
pietshaq - Szkielet Szachisty   |  10 miesięcy i 12 godzin temu  |  
Teraz jest to bardziej zrozumiałe, natomiast rodzi - w kontekście komentarza żródłowego i słowa "równoważna" - pytanie, czy uważasz, że bakructwo państwa lub bezrobocie rzędu 50% to jedyne okoliczności, przy których minimalny socjal dla wszystkich potrzebujących jest niemożliwy?
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  10 miesięcy i 14 godzin temu  |  
"konieczność rezygnacji z niej jest moim zdaniem w zasadzie równoważna z bankructwem państwa lub bezrobociem sięgającym 50%."

Na razie tylko na gorąco poprawię mały zonk z mojej strony, bo powyższy tekst jest jednak faktycznie nieprecyzyjny. Chodzi w nim o to, że moim zdaniem tylko bankructwo państwa lub bezrobocie sięgające 50% uniemożliwia (czyt. - czyni zbyt kosztownym) oferowanie podstawowego pakietu socjalu wszystkim potrzebującym.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi