< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Garść odpowiedzi

25 styczeń 2009 ·

amonwar: "A tak wracając do twojej wypowiedzi, może to faktycznie jest walka z wiatrakami [dążenie do delegalizacji dopalaczy - przyp. pietshaq] i próbuję na siłę uzdrowić świat który sam się wykończy, ale przynajmniej nie będe mogł sobie zarzucić że nie zrobilem nic w tym kierunku"

A zastanowiło Pana to, że uzdrawianie na siłę narkomanów może stać w sprzeczności z uzdrawianiem świata? Narkomani dążą do autodestrukcji - jednak jeśli im się na to pozwoli, to ci, którzy tej autodestrukcji nie ulegną, będą stanowić społeczeństwo zdrowsze, niż wcześniejsze. W mniejszej skali: gdyby człowiek miał w sobie trochę komórek nowotworowych, które z jakiegoś powodu rozpoczęłyby działanie na swoją niekorzyść, czy przeszkadzanie im byłoby uzdrawianiem człowieka? Komórek z pewnością - pytanie, jak bardzo zdrowych i potrzebnych "światowi", w którym żyją...


Wohin: "czysty socjalizm nie istnieje, i nie istniał bo takie społeczeństwo było szybko wyginęło, czystego kapitalizmu z nadzieją wyglądam:]"

"Czysty" kapitalizm też nie może istnieć (choć owszem - kiedyś istniał), jeśli nie chcemy mieć anarchii. Jeżeli godzimy się na wsadzanie złodziei do więzień, to oczywiście można je wszystkie sprywatyzować, ale jakaś odgórna kontrola pewnych norm i ustalenie tych norm być musi, choćby dla zagwarantowania, że spełnią funkcję, dla jakiej zostały powołane. Wszystkiego sprywatyzować się nie da.

P.S. Zapomniałem wspomnieć, że to, czym przed chwilą się wykazałem, też cenię u Komentatorów, tj. atakowanie postulatów, z którymi ktoś się nie zgadza, nawet jeśli pochodzą od kogoś, z kim z reguły ma się zgodność, i jeśli są częścią linii rozumowania, z którą się zgadzamy. Bo ja się zasadniczo z Wohinem zgadzam, również w tym, co zacytowałem.

Mistrzyni_Gry: "W dzisiejszych czasach owszem i zresztą sam to przyznałeś (Mars). A "pechowo" to w dzisiejszych czasach żyjemy."

Ale to nie oznacza, że musimy się godzić na socjalizm. "Pechowo" to żyjemy w chwili, gdy Ziemia od momentu narodzin Jezusa obróciła się dookoła Słońca około 2000 razy, a nie około 1500 albo około 2500 - bo na to rzeczywiście nic nie można poradzić. Natomiast socjal stworzył homo sapiens i Ludzie mogą również cofnąć to działanie. Najwyżej będą mieli dwieście lat historii ludzkości w plecy - większa strata nie grozi.

Podejrzewam też, że gdyby komuś o poglądach Mistrzyni_Gry zadano pytanie, w jakim kraju chciałby żyć, ale zadano je w 1500 roku, to efektem również byłaby odpowiedź, że w zasadzie w żadnym współczesnym. Nie można byłoby co prawda powołać się na żaden przykład historyczny... Niewykluczone, że drogą stawiania takich pytań narodziła się sama koncepcja socjalu.

"Co do sprawy "Religia a podatki", to Żydów obowiązywał także podatek świątynny, wprowadzony chyba bezpośrednio w Starym Testamencie, więc wg wierzących przez Boga. Czy dobrowolny nie wiem - zależy, jak była wówczas rozstrzygana kwestia ichniej apostazji. Tym niemniej domyślnie należało ten podatek płacić, a więc wg definicji Autora z niedawna taki podatek to także była kradzież. I to nie tylko akceptowana przez Boga, ale także przez Niego wprowadzona. A więc?"

Odpowiadam po namyśle. Jeśli poniższa odpowiedź stoi w sprzeczności z czymś, co wcześniej napisałem w tym temacie, proszę przyjąć, że zmieniłem zdanie. A oto ona:

Bóg nie nawołuje do kradzieży, bo kradzież jest zła, a Bóg z definicji nie może nawoływać do rzeczy złych. Nie oznacza to, że gdyby identyczne słowa pochodziły od człowieka, a nie pochodziły od Boga, również nie uznałbym tego za nawoływanie do kradzieży. Bóg nie musi podlegać tym samym prawom, co ludzie - nawet w najbardziej ścisłych, logicznych dziedzinach, i nawet najbardziej ogólnym prawom. Analogicznie: jeśli życie odbiera mi inny człowiek, jest to złe. Jeśli Bóg - nie, bo jako działanie Boga złe być nie może - choć przebieg może mieć identyczny. Tyle mój punkt widzenia. A jeśli komuś jest potrzebny inny punkt widzenia, proszę pytać ateistów. Nawet moja empatia intelektualna ma swoje granice.

KoX: ""Antysemicki" znaczy teraz co innego niż "anty-semicki", a tak być nie powinno."

Nie jestem przekonany, czy nie powinno. Dywizy w końcu po coś do języka wprowadzono. Podobnie, jak "lód" może oznaczać coś innego, niż "lud" - choć bez kontekstu nie da się wychwycić różnicy w słowie mówionym, co w słowie pisanym jest już możliwe.

Swoją drogą: ja osobiście uważam emotikony również za element języka. Przyszło mi to do głowy, bo :) oznacza to samo, co :-) - choć na przykład w moim gadu-gadu inaczej wygląda - i nie jestem pewien, czy tak być "powinno", czy nie.

Mistrzyni_Gry: "Czyli Ty możesz prywatnie powiedzieć won, a LordKaftan nie może prywatnie postawić Cię pod pręgierzem?"

W sensie prawnym (wolności) oczywiście, że tak - pod warunkiem, że mówię won z miejsca, którym mam prawo dysponować, a nie np. z parku publicznego, w którym ktoś mnie obraża. Trzeba rozróżnić: na jakie kary państwo ma monopol, a jakie człowiek może sam wymierzać drugiemu korzystając z prawa własności. Do tych drugich zaliczam tylko te, w przypadku których nie wymagam od karzącego jakiegokolwiek wytłumaczenia się ze swojego postępku, wyjąwszy sytuację, w której narusza to jakąś umowę, jaką zawarł. Wyrzucić kogoś z mojego domu mogę bez powodu, a co do stawiania pod pręgierzem - jeśli Mistrzyni_Gry zgodzi się, że mam prawo bez żadnego powodu postawić go pod pręgierzem "prywatnie", to ja się zgodzę, że LordKaftan ma prawo postawić mnie - również bez powodu, a więc w szczególności z dowolnego powodu. A jeśli nie - to jest to kara będąca częścią kodeksu karnego, której jedną z podstawowych cech jest np. to, że karalne jest samowolne jej wymierzanie.

"Wikipedia:
"Demagogia (gr. demos lud, agogos wiodący, prowadzący) - wpływanie na opinię publiczną poprzez działanie obliczone na łatwy efekt, poklask."
"

No proszę, gdy mi wygodnie jest powołać się na sjp.pl, to okazuje się, że lepsza jest jednak Wikipedia... A tak serio: kto uzyskuje większy poklask? Ten, kto przypadkowemu społeczeństwu mówi, że chce im rozdać, czy ten, kto mówi, że nie będzie rozdawać? Rzeczywiście: z tej definicji nie wynika, że trzeba być u władzy, aby być demagogiem; wynikało to dla mnie z definicji, którą zacytowałem.

"Kto spośród komentujących tego bloga robi coś dla innych, obcych sobie (przynajmniej z początku) ludzi albo regularnie ( - raz na tydzień), albo jeśli nieregularnie, to jest to odczuwalne wyrzeczenie?
Ale jeśli ktoś ma napisać tylko - gdyby nie złodziejskie państwo, to dawałbym naprawdę dużo - proszę sobie darować. To tylko słowa."

Na przykład ja. Owszem, napiszę: robiłbym znacznie więcej żyjąc w drapieżnym kapitalizmie. Jednak robię i dziś. Nie jakiś ogrom, ale nie bałbym się, co odpowiedziałbym Bogu, gdyby mnie akurat zastał przy szampanie i kawiorze i zaczął zadawać pytania. A oprócz tego polecam Bojownikom zapoznanie się z historią Charakterka i z jego stroną: http://wspaniali.pl. Proszę zobaczyć: jak się ma skala i skuteczność pomocy ze strony państwa, które ma takiej pomocy konstytucyjny obowiązek i na ten cel grabi nas z naszych zarobionych pieniędzy do skali i skuteczności pomocy ze strony zwykłych ludzi, którzy niczego nie muszą i pomagają, bo chcą. Nawet nie dla poklasku: zdaje się, że żaden z ofiarodawców z JoeMonstera nie chciał, żeby wymieniać go na stronie.

Aha: jeśli ktoś ma napisać, że dziki kapitalizm jest zły, bo istnieje możliwość, że ludzie by nie pomagali i inni umieraliby z głodu - proszę sobie darować. Dopóki nie mamy dzikiego kapitalizmu - to tylko słowa.

"W przykładzie z pogrzebem, czy skoro Autor ma prawo (niemoralne) zażądać w tak niewłaściwych okolicznościach zwrotu pieniędzy, to jeżeli z tego prawa skorzysta, czy owa kobieta nie ma wtedy poważnych szans na uzyskanie odszkodowania lub zadośćuczynienia za straty moralne? A jeśli ma, to co to za prawo ma Autor, jeśli jego egzekwowanie jest w pewnych okolicznościach karalne?"

Dobre pytanie. "Poważne szanse" zależą od legislacji i od praktyki judykatury. Sensowności trójpodziału władz dowodzi dla mnie m.in. to, że nie znam nikogo, kogo widziałbym w roli dobrego legislatora i dobrego sędziego jednocześnie. Siebie nie widzę w roli dobrego sędziego, a taki byłby tu potrzebny. Jednak uznałbym za bardzo niebezpieczny precedens, gdyby przyznano, że straty moralne, za które należy się zadośćuczynienie, mogą być efektem tylko tego, że ktoś wysuwa swoje uzasadnione prawnie roszczenia. Co innego, gdybym w danym momencie miał możliwość wysunięcia tych roszczeń delikatniej i z niej nie skorzystał. Straty moralne liczyłbym wyłącznie jako różnicę między tym, jaki byłem chamski, a tym, jak najbardziej kulturalnie mogłem to załatwić bez strat własnych. Również czasowych.

Można oczywiście zapisać w kodeksach, że "wysuwanie roszczeń na pogrzebach jest karalne" - tylko proszę o zabezpieczenie przed dłużnikiem, który uciekając przed wierzycielami będzie całe życie spędzał na czyichś pogrzebach.

Odnośnie reductio ad Hitlerum odpowiem osobno, bo temat i casus jest ciekawy i zasługuje na osobne potraktowanie.

LordKaftan: "Nawiasem mówiąc ciekawe jak "wolny rynek" rozwiązałby sprawę braku lekarzy."

Tak samo, jak rozwiązałby np. sprawę braku drewna. A także dowolnych innych dóbr, w których popyt przewyższa podaż, a podaży nie da się zwiększyć natychmiast. Po prostu: na wolnym rynku nie ma sytuacji, w której jest za mało drewna - co najwyżej dla niektórych jest ono za drogie. Radzą sobie za pomocą tańszych, choć mniej pewnych substytutów. Mnóstwo ludzi dawałoby się leczyć znachorom (nie tylko z powodu biedy - niektórzy mają zaufanie do samouków bez tytułów państwowych!). A z czasem przybyłoby lekarzy, bo opłacałoby się zostać lekarzem. To dla "naszych". Bo np. Białorusinom opłacałoby się pracować w Polsce za stawki, jakie wówczas mieliby polscy lekarze...

"student i młody doktór musi być kształcony przez drugiego, doświadczonego, doktóra. Innej możliwości nie ma.
Ciekawe komu zależałoby na wychowywaniu sobie konkurencji?
"

To ciekawe: skąd się wziął pierwszy doktór na świecie? Poza tym komuś jednak zależy na wychowywaniu sobie konkurencji: nauczanie na studiach nie jest obowiązkowe, gdyby lekarze się zmówili, mieliby prawo odmowy prowadzenia wykładów. Poza tym w każdej dziedzinie zdarzają się i samouki, i ludzie, którzy godzą się, żeby na nich eksperymentować. Penicylina nie była testowana przez 10 lat na myszach, zanim eksperymentowano z nią na ludziach, a ci, na których eksperymentowano, nie tylko się na to godzili, ale też chętnie płacili za leczenie niesprawdzonym preparatem. Co po jakimś czasie rozwiązuje problem, że żywność jest dużo tańsza od leków. 95% ceny leku to koszt jego przetestowania, zmarnowania mnóstwa próbek, etc., który musi się producentowi zamortyzować, a nie wytworzenia. Dodać warto, że w takich warunkach trudniej jest wymusić spadek ceny przez wprowadzenie konkurencyjnego medykamentu leczącego to samo.

"Po prostu wątpię, aby wolny rynek w nauczaniu medycyny przyczynił się do wzrostu ilości lekarzy. W najlepszym wypadku zostanie status quo, w najgorszym liczba lekarzy mocno zmaleje."

To zależy, czy lekarzem nazywamy człowieka powodującego, że inni ludzie zdrowieją, czy takiego, który ma dyplom państwowej instytucji, że umie leczyć. Liczba tych drugich istotnie by zmalała. Przy braku państwowych uczelni - do zera.

Mistrzyni_Gry: "A jak się ten wpis ma do:
- zniżek dla tych ze studentów, którzy zarabiają powyżej średniej krajowej
"

Nijak, bo zniżki dla studentów wynikają z faktu, że mają oni średnio mniej pieniędzy, ale nie przekłada się to na średnio większą ilość wolnego czasu - na pewno nie w takim stopniu, jak u emerytów. Ja tylko zwróciłem uwagę, że jeśli zniżka dla kogoś jest pochodną mniejszych pieniędzy, a mniejsze pieniądze pochodną większej ilości wolnego czasu, to ktoś, kto ma mniej czasu, a więcej pieniędzy, równie słusznie powinien płacić więcej, co czekać mniej.

akalino: "Przyznanie zniżki emerytom czy studentom jest więc decyzją jak najbardziej uzasadnioną ekonomicznie. Oczywiście najlepsze byłoby różnicowanie cen dla każdego klienta indywidualnie."

Najlepsze jak najlepsze: w przypadku piekarni koszt skalkulowania takich cen przewyższałby zapewne korzyści, a w przypadku np. ubezpieczeń tak się często robi. Co oznacza, że najlepsze byłoby zostawienie każdemu przedsiębiorcy decyzji i nieingerowanie w nią - nawet jeśli przyzna zniżki np. tylko ludziom zarabiającym powyżej średniej krajowej, albo tylko ludziom białoskórym. Jeśli szanujemy zniżki za studiowanie jako decyzję mającą zdaniem przedsiębiorcy uzasadnienie ekonomiczne, to uszanujmy też za kolor skóry, jeśli przedsiębiorca w to wierzy. Inna sprawa, że ja staram się unikać miejsc, gdzie emeryci mają zniżki (z wyjątkiem osiedlowego sklepiku, gdzie mi jest wygodnie kupować), bo wiem, że przedsiębiorca odbija to sobie na mnie i mógłbym płacić np. o 0,5% mniej, gdyby emeryt nie miał zniżki 5%. Dlatego moja notka dotyczy głównie miejsc, których unikać - przynajmniej w sensie płacenia za funkcjonowanie - nie mogę, jak np. szpitali czy miejskiej komunikacji autobusowej.

Makavcio: "dlaczego ktoś kto 20 lat pracował jako dyrektor huty nie ma otrzymywać większych środków niż cieć z Biedronki, który właśnie zaczął drugi rok pracy?"

Dlatego, że z umów, jakie dobrowolnie zawarli ci dwaj ludzie z tymi, którzy im płacą, tak wynika - tak brzmi jedyna poprawna odpowiedź, jeśli naturalnie z tych umów coś takiego wynika.

"Kolega Pietshaq nie potrafi się zdecydować czy bliżej mu do Marksa i Lenina czy do radykalnych neoklasyków"

Nie wiem, kto to jest "neoklasyk" (konstrukcja tego słowa sugeruje wręcz, że jest ono oksymoronem), ale do losowo wybranej osoby jest mi prawdopodobnie nie dalej, niż do Marksa i Lenina - przynajmniej w kwestiach gospodarczych.

(Tu doczytałem, że moja odpowiedź nie będzie przeczytana przez Komentatora; niemniej konsekwentnie odpowiadam na co ciekawsze uwagi, skoro już zacząłem, bo może inni Czytelnicy są zainteresowani).

"Kolega z tych co w imię "walki z systemem" nosi koszulkę z Che Guevarą wyprodukowaną w Chinach przez ośmioletnie dzieci?"

Nie, kolega z tych, co nosi tanią koszulkę dobrej jakości, a w imię "walki z systemem" sprzeciwia się narastającemu ograniczaniu wolności i swobód obywatelskich, choćby w "słusznych społecznie" intencjach. I na pewno nie z Che Guevarą - jeśli już ktoś chce przywołać postać, która większości kojarzy się jednoznacznie negatywnie, to bliższym strzałem byłby Pinochet. Przynajmniej zniósł przymus ubezpieczeń emerytalnych.

"A tak w ogóle to stawiam dychę, że ten post to tylko zasłona dymna dla przypomnienia o głosowaniu. Głupio było tak sam numer do smsowania wpisać, co nie?"

Nie głupio - wpisywałem go w paru notkach, widnieje w tytule bloga, zresztą podczas głosowania nie podawałem go w każdej notce. Naturaline udowodnić tego nie umiem, natomiast jeśli Komentator mimo wszystko tu zajrzy i uwierzy mi na słowo, to na stronie http://fik.webd.pl/ proszę znaleźć numer konta Fundacji Indywidualnego Kształcenia, na rzecz której zrzekam się wygranej dychy.

 

3 komentarze
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  9 miesięcy i 23 dni temu  |  
"Bóg nie nawołuje do kradzieży, bo kradzież jest zła, a Bóg z definicji nie może nawoływać do rzeczy złych."

No proszę. Dla mnie logicznym wnioskiem z powyższego zdania jest, że skoro Bóg "nawołuje" do pobierania podatków, to podatki jako takie nie są złe. A więc także nie są kradzieżą.
No, ale że to jest trochę zbyt szokujący wniosek, proszę Autora o potwierdzenie moich wniosków lub wskazanie jakiegoś błędu w moim rozumowaniu.
Pamiętając, że nie oceniamy tutaj zachowania Boga, tylko rozważamy, czy podatki są kradzieżą, a niebiańskie na tę kwestię poglądy przynajmniej dla Autora są, o ile wiem, istotne.

"No proszę, gdy mi wygodnie jest powołać się na sjp.pl, to okazuje się, że lepsza jest jednak Wikipedia..."

A więc dobrze, przyjmijmy definicję (aczkolwiek moim zdaniem nie tylko demagog może demagogię uprawiać) z sjp.pl:
"Demagog - osoba starająca się uzyskać poparcie społeczne posługując się czczymi obietnicami lub czasem nawet kłamstwem"

Nadal nie wymaga ona, aby ktoś faktycznie miał jakąkolwiek władzę - wystarczy, że się o nią stara.
Ale to jest rozwodnienie dyskusji, bo tematem jest "demagogia", a więc pewien sposób toczenia dyskusji i dobierania "argumentów", a nie "demagog".
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
LordKaftan - Superbojownik   |  9 miesięcy i 24 dni temu  |  
Wolny rynek w testowaniu leków, wolny dostęp do leków...Bo przecież "znachorzy" czy też "samouki" powinni mieć możliwość wypisywania recept. W końcu nie różnią się niczym od "lekarzy z państwowych uczelni"...
Mam nadzieję, że nie dożyję.

Do tego należy wziąć pod uwagę kwestie prawa. Lekarz (człowiek z dyplomem i powiedzmy LEPem) ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. Znachor nie. W jaki sposób możnaby to uregulować?

Ciekawi mnie też jedno: Czy wymagasz od kierowcy prawa jazdy? Od pilota samolotu licencji na latanie?
Dlaczego więc nie wymagasz podobnego dokumentu od lekarza?

Oczywiście zgodzę się, że ograniczenie usług lekarskich (z powodu kosztów) spowoduje wysyp usług paramedycznych, ale myślałem bardziej o wzroście lekarzy jako osób po studiach.
Import oczywiście też, ale on sam wszystkiego nie załatwi. W Wlk Brytanii 40% lekarzy pochodzi spoza wysp. I nadal mają braki.

Przepraszam za chaos, ale sesja sesja sesja :(
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  9 miesięcy i 24 dni temu  |  
KoX: ""Antysemicki" znaczy teraz co innego niż "anty-semicki", a tak być nie powinno."

pietshaq: "Nie jestem przekonany, czy nie powinno. Dywizy w końcu po coś do języka wprowadzono."

Przyznam, że i ja teraz zwątpiłem. Może powinno, może nie, a na pewno nie chciałbym, żeby czyjaś (w szczególności moja) ocena związała w jakiś sposób użytkowników języka, choć ucieszyłbym się, gdyby w ogólności ludzie konstruowali słowa i wypowiedzi bardziej logicznie i bardziej konsekwentnie niż dotychczas.

Sama argumentacja do mnie nie przemawia. Być może dywizy wprowadzono jako remedium na przypadki niekonsekwencji (ja świadomie użyłem łącznika w tej właśnie funkcji), a nie: niekonsekwencje językowe wprowadzano, bo istniały dywizy na to pozwalające.

Przykład:
-- Zdarza sie, że człowiek zamiast po chlebie pojedzie nożem po palcu, a tak być nie powinno.
-- Nie jestem przekonany, czy nie powinno. Plastry opatrunkowe w końcu po coś wprowadzono.

Być może ludzie mniej uważnie kroją, gdy wiedzą, że w razie czego mają plaster; jednak twierdzenie, że istnienie plastra wpływa na to, czy w istocie powinno się kaleczyć palce czy nie, odbieram jako dziwne. Plastry są konsekwencją bezmyślnego stosowania narzędzia, nie przyczyną; może z dywizami jest tak samo, a może nie.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi