< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Liberał vs. ekolog i coś o absolucie

4 luty 2009 ·
Doszedłem do wniosku, że temat porównania liberała do ekologa w kwestii głoszenia swoich poglądów tam, gdzie może być to ryzykowne, wymaga szerszego omówienia. Zrobiłem to pokrótce w komentarzu, ale warto to moim zdaniem powtórzyć w notce.

Zasadniczo między liberałem i ekologiem są dwie różnice o fundamentalnych rozmiarach.

1. Postulaty liberała zatrzymują się w miejscu, w którym pozwala mu się na życie zgodne z jego stylem życia. Postulaty ekologów idą znacznie dalej. Oni nie chcą jedynie braku zakazu proekologicznego stylu życia - zresztą takich zakazów nie ma prawie nigdzie, gdzie ekologowie protestują - oni chcą zakazać wszystkim życia antyekologicznego. Tymczasem liberałowi jest na ogół wszystko jedno, czy dookoła niego powstają dowolnie duże komuny zrzeszające dowolnie wielu ludzi, a także jak działają - dopóki do żadnej z nich nie jest wcielany siłą.

2. Liberałowi na ogół wystarcza, jeśli spełnienie jego postulatów ograniczy się terytorialnie do miejsca, w którym żyje. Owszem, gdyby cały świat był kapitalistyczny, ludzkość łącznie byłaby znacznie bogatsza, niż gdyby kapitalistyczna była tylko Polska - jednak polskim liberałom to drugie w zasadzie wystarcza. Zresztą sporo z nich to imperialiści: oni chcieliby żyć w kapitalistycznym kraju mającym socjalistycznych sąsiadów, bo wówczas kraj ten w kilkanaście lat stałby się mocarstwem pozbawionym konkurencji. Ja też czułbym się usatysfakcjonowany, gdyby tylko w Polsce wprowadzono liberalne rozwiązania, choć nie mam nic przeciwko temu, żeby były i gdzie indziej. Jeśli jednak krytykuję socjalne rozwiązania w innych krajach, to nie dlatego, żebym był ideologicznym bojownikiem o kapitalizm dla wszystkich, tylko dlatego, że ludzie lubią powielać rozwiązania innych. Więc piszę, których i dlaczego moim zdaniem nie należy powielać.

Żeby całość unaocznić bardziej: gdyby jutro rano Czechy stały się jedynym stricte kapitalistycznym krajem na świecie, zaś Polska - jedynym krajem świata, który nie emituje trujących gazów do atmosfery, to kto Państwa zdaniem byłby bardziej zadowolony: przeciętny czeski liberał czy przeciętny polski ekolog?

Dlatego właśnie polski ekolog ma więcej powodów do agitowania w Londynie, niż polski liberał w Pekinie.

Teraz kwestia prawa. Nie wiem, jak wygląda doktryna ekologiczna w tej kwestii, prawdę mówiąc: nie wiem też, jak wygląda kanoniczna doktryna liberalna, natomiast ja zasadniczo potępiam łamanie prawa tylko dlatego, że się je uważa za niesłuszne, a jeśli dopuszczam - to w formie obywatelskiego nieposłuszeństwa, ale też jestem raczej na nie. Zatem - nie mając większych powodów, żeby w Chinach głosić publicznie poglądy liberalne - mam bardzo ważny powód, żeby ich nie głosić. Owszem, są sytuacje, w których zaaprobowałbym obywatelskie nieposłuszeństwo, a nawet łamanie prawa i celowy brak kary (na zasadzie mniejszego zła) - ale musiałbym w konkretnym przypadku mieć jeszcze ważniejszy powód, żeby to robić. Na pograniczu absolutu - do czego zaraz dojdę.

Liberałowie i ekologowie mają wszelako jedną cechę wspólną: chcą oni, aby postulowane przez nich rozwiązania weszły w życie. Proszę się nie śmiać: to, że jest to logiczne, nie oznacza, że ekologowie nie mogą się za tym opowiadać! Czego jak czego, ale konsekwencji im z pewnością nie brakuje (tzn. niektóre "proekologiczne" ruchy konsekwentnie odpuszczają protesty po tym, jak wysokość łapówkidotacji przekroczy pewną sumę, ale mówmy tu o prawdziwych ekologach, którzy protestują w imię ideologii, a nie własnych kieszeni). W tym celu trzeba zaś przekonać suwerena. W Wielkiej Brytanii, która jest monarchią parlamentarną (a więc w praktyce odmianą demokracji) suwerenem jest lud, dlatego tam publiczne głoszenie poglądów ma sens (dotyczy i ekologów, i liberałów). Nie ma go zaś głoszenie ich w niedemokratycznym kraju - bo i po co, skoro to, czy 20%, czy 80% ludu jest za, nie ma najmniejszego znaczenia? Tam się nie wydziera do ludu, tylko się próbuje przekonać rządzących. Jak się jest takim liberałem, jak ja - chwaląc przy okazji niedemokratyczność.

A teraz coś o absolucie. Zadałem Mistrzyni_Gry w komentarzu do poprzedniej notki dwa pytania:

1. Czy absolutem jest życie dziecka?
2. Co wynika z odpowiedzi TAK lub NIE, jakiej udzielono na pierwsze pytanie? W sensie: jakie powinno się wyciągnąć wnioski z tego, że udzielono akurat tej, a nie przeciwnej odpowiedzi?

Otrzymałem następującą odpowiedź:

"1. Czy absolutem jest życie dziecka?
Moim zdaniem nie. Aczkolwiek jest bardzo ważne.

2. Co wynika z odpowiedzi TAK lub NIE, jakiej udzielono na pierwsze pytanie? W sensie: jakie powinno się wyciągnąć wnioski z tego, że udzielono akurat tej, a nie przeciwnej odpowiedzi?

Odpowiedż na to pytanie wydaje się oczywista, jednak nie wszystko, co oczywiste, należy głosić. Jeśli Autor jest innego zdania, proszę o odpowiedż na powyższe pytania po zmianie fragmentu "dziecka" na "żony Autora".
Wówczas odpowiem.
"

Uwaga ogólna. Odpowiadać pytaniem na pytanie można, choć nie warto z tym przesadzać. Mistrzyni_Gry robi to notorycznie. To znaczy: na niektóre pytania w ogóle nie odpowiada, na niektóre owszem, ale na bardzo dużo odpowiada pytaniem. Wolałbym, żeby szło ono w parze z własną odpowiedzią w przynajmniej połowie z tych przypadków.

Ale odpowiadanie na pytanie tym samym pytaniem, zanim się samemu udzieli odpowiedzi, mam za brak kultury i/lub odwagi. Prawdę mówiąc, mam to za znacznie gorszą praktykę, niż reductio ad Hitlerum, a nie wspominałem o tym jedynie dlatego, że nie spodziewałem się, iż przed Czytelnikami mojego bloga trzeba na podobnej wysokości poprzeczkę wieszać.

Ale skoro nie wspomniałem, sam jestem sobie winien, w związku z czym tym razem - wyjątkowo - odpowiem:

1. TAK, ponieważ uważam, że życie mojej Żony zostało stworzone przez Boga.

2. Oznacza to, że dla mnie życie mojej Żony jest wartością bezwzględnie wyższą, niż cokolwiek, czego nie uważam za absolut.

Zrobiłem swoje, odpowiedziałem. A teraz trzymam Mistrzynię_Gry za słowo. Jego odpowiedź na pierwsze pytanie już padła; a jak brzmi odpowiedź na drugie?

 

2 komentarze
pietshaq
pietshaq - Szkielet Szachisty   |  9 miesięcy i 13 dni temu  |  
"(...)od odpowiedzi się nie uchylam, a jedynie warunkuję ją analogiczną reakcją zadającego pytanie."
Możliwe, ale osobiście stoję na stanowisku, że ten, kto pierwszy zadał pytanie, ma pierwszeństwo w otrzymaniu na nie odpowiedzi. Czasem można je warunkować odpowiedzią na INNE pytanie, ale nie należy z tym przesadzać. Co innego kompletne zignorowanie pytania, które uważam za w pełni dopuszczalne; za dużo pytań jest na przykład po prostu głupich (na tym blogu, chwalić Boga, stosunkowo niewiele).

"(...) pojawia się potencjalny problem zbyt wielu absolutów. Które moim zdaniem powinny być albo równe sobie albo nieporównywalne, podczas gdy w tym przypadku ewidentnie tak nie jest."
Żeby o tym podyskutować dokładniej, musiałbym poznać parę przykładów absolutów z punktu widzenia niewierzącego. Natomiast nigdzie nie twierdziłem, że są zawsze równe albo nieporównywalne, choć istotnie: dla mnie osobiście porównanie dwóch absolutów jest trudniejsze, niż dwóch nieabsolutów. Za to absolutu z nieabsolutem - banalne.

"W definicję Autora wpasowuje się nawet uznanie wszystkiego za absolut, co czyni ją niezbyt użyteczną."
Być może, ale to nie ja zacząłem. Jeśli dobrze rozumiem, w punkt widzenia niewierzącego wraz z definicją, że absolutem nie jest żadne ludzkie dzieło, wpasowuje się uznawanie wszystkiego za NIEABSOLUT, co jest równie bezużyteczne. Operowanie takimi pojęciami ma sens, gdy dysponuje się w miarę deterministycznym algorytmem uznawania każdego obiektu za absolut bądż nieabsolut oraz przynajmniej sporą dozą pewności, że tak zbiór absolutów, jak i nieabsolutów, jest niepusty. Ja nie mam algorytmu, którego deterministyczność by mnie zadowalała, dlatego uważam z takimi pojęciami.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  9 miesięcy i 15 dni temu  |  
WTF?
Nie na wszystkie Autora pytania odpowiadam.
Nie na wszystkie moje pytania Autor odpowiada.
Powodów jest zapewne wiele, ale rezultat analogiczny, więc zanim Autor na mnie zacznie się oburzać, niech wyjmie belkę z własnego oka. Zwłaszcza, że od odpowiedzi się nie uchylam, a jedynie warunkuję ją analogiczną reakcją zadającego pytanie.

A że czasem odpowiadam pytaniem? Oczywiście, po prostu czasami moim zdaniem analogiczne pytanie najlepiej obnaża absurdalność oryginalnego pytania Autora.
Tak samo z propozycjami - przy okazji widzę kolejny absurd - jakoby w krajach niedemokratycznych ludność nie miała żadnego wpływu na władze. Są kraje niedemokratyczne i są kraje niedemokratyczne. Przykładowo - gdyby 95% obywateli Rosji było przeciwko Putinowi, drań zleciałby ze stołka już dawno.
Mimo że Rosja jest krajem demokratycznym tylko formalnie.

Zapowiadana odpowiedż - gdyby w moich rękach leżał wybór pomiędzy życiem dziecka, a innym dobrem (nawet nie absolutnym), to dopuszczam możliwość, że wybiorę to inne dobro, o ile uznam je za wystarczająco ważne.

PS: Jak rozumiem, Autor uważa życie dziecka za absolut?

Jeśli tak, to pojawia się potencjalny problem zbyt wielu absolutów. Które moim zdaniem powinny być albo równe sobie albo nieporównywalne, podczas gdy w tym przypadku ewidentnie tak nie jest.
W definicję Autora wpasowuje się nawet uznanie wszystkiego za absolut, co czyni ją niezbyt użyteczną.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi