< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Dwie opcje

24 luty 2009 ·
Są dwie opcje: albo umowy na opcje zostaną unieważnione, albo nie zostaną. Nie chciało mi się na początku w ogóle o tym pisać, bo sądzę, że każdy dobrze wie, jakie mam zdanie na ten temat. Po namyśle doszedłem jednak do wniosku, że można próbować podsunąć parę analogii, które są do wykorzystania w dyskusjach na ten temat na przykład na forach. Oto sytuacje, do opisu których można powtórzyć większość argumentów przytaczanych za unieważnieniem opcji, naturalnie w celu pokazania, jak bzdurny jest to postulat.

1. Unieważnienie wyników wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Kandydaci też mówili wyborcom co innego, niż wynikło w praktyce, i też kładli nacisk na zyski wyborców związane z ich wybraniem, a nie mówili o ryzyku, jakie się z nim wiąże, ani o zyskach własnych.

2. Unieważnienie umów ubezpieczenia, na których ubezpieczony statystycznie traci, czego dowodem są zyski firm ubezpieczeniowych. Dotyczy to również umów obowiązkowych: ubezpieczenia zdrowotnego, emerytalnego, OC, etc.

3. Unieważnienie umowy o pracę zawartej z kobietą, która z premedytacją zataiła przed pracodawcą zamiar zajścia w ciążę w niedługim czasie po zatrudnieniu. A nawet takiej, która po prostu o takim ryzyku nie powiadomiła lub która robiła wszystko, żeby pracodawca nie mógł (bądź nie miał prawa) wykorzystać tej informacji do podjęcia decyzji, którą uważałby za słuszną ekonomicznie.

4. Unieważnienie umów małżeńskich, nawet jeśli chce tego tylko jedna ze stron. Wystarczy, że druga strona znacząco się zmieniła w stosunku do momentu zawarcia małżeństwa - na przykład się postarzała.

5. Oddanie wszystkim ludziom pieniędzy zainwestowanych w niewygrywające kupony totka. (Że co? Że tego się nie unieważnia, bo na tym zyskało państwo, a nie prywatny bank? Tu się zgina dziób linuksa!)

Sądzę, że tyle na początek wystarczy. Ktoś, kto po tych przykładach nie pojmie, że dobrowolnie zawartych umów, w dodatku w pełni legalnych w momencie ich zawierania, nie można delegalizować tylko z litości nad ludźmi, którzy popełnili błąd (na przykład zatrudniając się w zbyt ryzykownie inwestującej firmie) - nie pojmie tego i po innych przykładach. Trudno. Wszyscy ludzie są ograniczeni. Niektórzy bardziej...

Teraz - wbrew pozorom - z innej beczki. Kupowanie i sprzedawanie opcji nie generuje samo w sobie żadnych strat (pominąwszy koszty obsługi samej umowy), nie wypracowuje też zysków. To po prostu hazard, rodzaj zakładu, czy jak kto chce to nazwać. Suma takiego zakładu jest zerowa: to, co jeden zyskuje, drugi traci. Opcje nie są ani obiektywnie złe, ani obiektywnie dobre, po prostu pokazują, kto miał więcej szczęścia lub lepiej policzył, czasami: kto ma większy wpływ na rzeczywistość (na przykład na kursy walut) i umie to wykorzystać. Suma jest zerowa - ale niektórzy zyskują dużo, inni tracą dużo. Tyle, że ci, co zyskują, siedzą cicho, a ci co tracą, lamentują głośno. Dlatego ogólny sygnał jest taki, że jest to coś złego - i również dlatego ten sygnał należy starannie zignorować.

A piszę to, bo liquiddream napisał:

"Popieram, jako chyba nieliczny Twoje przemyślenia."

Pomijając lapsus językowy ("jako jeden z nielicznych") nie jest to chyba do końca prawda. Moje przemyślenia popiera nie tak mało znowu ludzi, a jest ich coraz więcej - co, oczywiście, w bardzo małym stopniu jest akurat moją zasługą. Bloga czyta sporo osób, które się ze mną zgadzają, dajmy na to, w 85% sytuacji. Tyle, że jak się z czymś nie zgadzają, to często o tym piszą, a jeśli się zgadzają, to nie - bo co mają napisać? "Yes, yes, yes"?? Dlatego też proporcja jest taka, że na jeden komentarz popierający mnie przypada co najmniej pięć negujących - na co zresztą moi popieracze się ujawniają, tyle że w kontekście negowania moich oponentów. Zajrzy Pan na blogi antykapitalistów i proporcja zapewne będzie podobna. Owszem - gdy blog prowadzi znana osoba, rośnie liczba popierających "bo tak" i negujących "bo tak"; rośnie mniej więcej po równo, co proporcję zaburza. Ale niezadowolonych głosów zawsze będzie więcej, co w żaden sposób nie świadczy o rzeczywistych proporcjach.

 

2 komentarze
mzakras
mzakras - Bojownik   |  8 miesięcy i 24 dni temu  |  
A ja mam sprawę do Autora.

Może autor zamiast pokazywać wszystkim o swojej nieomylności; zamiast pisać długie i łzawe notki kończąc je triumfalnym, choć często przejaskrawionym, "HA! Mam was!", napisze coś może bardziej neutralnego.

Nie mam pretensji do Autora, o to, że uważa się za człeka nieomylnego, lecz muszę przyznać jedno, że blog Autora zrobił się niesamowicie męczący. Kiedyś (przed zarejestrowaniem, gdyż zarejestrowałem się tylko by wylać tutaj swoje żale) z przyjemnością wchodziłem na blog Autora, bo Autor pisał rozważnie i poglądy Autora był w pewnym stopniu podobne do moich.

Lecz teraz wchodząc na blog Autora zalewa mnie tylko krew i na myśl przychodzi mi tylko jedno stwierdzenie. "Cóż za zadufany w sobie buc".
nathell
Nathell - Superbojownik   |  8 miesięcy i 25 dni temu  |  
Niezależnie od proporcyj, za określenie "tu się zgina dziób linuksa" masz u mnie piwo :D

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi