< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Czasem muszę poprzeć feministki

26 luty 2009 ·
Dostałem bardzo ważną uwagę od Komentatora mzakras (czy słusznie mi się wydaje, że nick należy czytać od prawej do lewej?). Co prawda nie wydaje mi się, żeby moje poglądy były na dłuższą metę do obrony w sposób "neutralny", ale głos kogoś, kto kiedyś czerpał przyjemność z czytania mojego bloga, a ostatnio tę przyjemność traci, jest dla mnie ważnym sygnałem ostrzegawczym. Spróbuję pisać w bardziej wyważony sposób.

Ad meritum. Feministki wypowiadają się ostatnio głośno przeciwko obowiązkowym badaniom cytologicznym i mammograficznym dla kobiet. Twierdzą, że wolność człowieka jest ważniejsza nawet niż jego zdrowie. Lekarze, co zrozumiałe, mają odmienne zdanie na ten temat (zrozumiałe między innymi dlatego, że kto zarabia na badaniach?). Mam trochę żalu do feministek, że pogrubionym sloganem szafują akurat przy tej okazji, zupełnie go pomijając przy okazji na przykład obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego w ogólności, albo przy okazji bardziej przyziemnych wartości niż zdrowie - na przykład przy okazji portfela. Pracodawcom odmawiają wolności wyboru najbardziej uzasadnionych ekonomicznie kroków, jeśli akurat te kroki dyskryminowałyby kobiety. Nie zmienia to faktu, że feministki mają tutaj rację.

Druga rzecz, której żałuję, to to, że owe feministki, poza wymienionym sloganem, nie rozprawiają się twardo z argumentacją lekarzy - a przecież chyba skoro nie zgadzają się z ich stanowiskiem, to jakieś kontrargumenty mają? Ja je w każdym razie mam. Chciałem nawet zacytować wypowiedź jednego z lekarzy zamieszczoną we wczorajszym "Metrze" i skomentować ją, ale mój e-mail z prośbą o zgodę pozostał bez odpowiedzi. Zamiast cytować, przytoczę jedynie treść najpopularniejszych argumentów lekarskich i moje kontry.

1. Polki same z siebie nie poddają się profilaktycznym badaniom. Gdyby to robiły, można byłoby zostawić to ich uznaniowości.

Odpowiedź: Na tym właśnie polega postulat wolności wyboru, żeby można było wybrać jedno, albo drugie wyjście. Co to za uznaniowość, jeśli mam ją tylko wtedy, gdy "według własnego uznania" wybiorę dokładnie to, co ktoś chce mi podyktować?! Forda "T" można było przynajmniej we własnym garażu przemalować samodzielnie...

2. W krajach skandynawskich dawno nie ma problemu z rakiem szyjki macicy, bo wprowadzono tam obowiązkowe badania, i lekarze z tych krajów muszą przyjeżdżać do Polski, żeby nauczyć się, jak rak wygląda w zaawansowanym stadium.

Odpowiedź: Trochę dziwny wydaje się postulat sprowadzający się do tego, żeby ci lekarze musieli jeszcze dalej jeździć (a może: żeby w ogóle nie mieli dokąd?), żeby się czegoś nauczyć. Zawsze wydawało mi się, że lepiej, jeśli lekarze umieją więcej, niż mniej. Oczywiście: sytuacja, w której żaden lekarz nie widział nigdy zaawansowanego raka szyjki macicy i żadna kobieta na niego nie choruje to ideał (choć przez to pewna grupa lekarzy straci miejsca pracy); jednakże jeśli kilka kobiet zachoruje w społeczeństwie, w którym lekarze tego nie widują, to ich szanse na przeżycie są znacznie mniejsze, niż jeśli zachoruje wiele kobiet, a lekarze umieją to leczyć. Rzadkie choroby zawsze leczy się trudniej. Przyjmuję jednak, że tutaj koszty można uznać za niższe, niż zyski, dlatego ten argument może być słuszny - warto jednak zastanowić się nad aspektem, który poruszyłem.

3. Kobiety nie umieją korzystać z wolności wyboru, czego dowodzi fakt, że bardziej boją się badania, niż śmierci na raka szyjki macicy.

Odpowiedź: Pięknie brzmi, dopóki zapomni się o liczbach. Jeśli się o nich pamięta, to istotnie: być może wiele kobiet bardziej nie tyle się boi, co nie chce uczestniczyć w badaniu (podobno bardzo nieprzyjemnym!), które jest pewne i występuje raz na parę lat, jeśli alternatywą jest śmierć na raka szyjki macicy z prawdopodobieństwem mniejszym, niż jeden promil (bo ileż zgonów na inne choroby przypada na jeden zgon na raka szyjki macicy?!) występująca jednorazowo. Tym bardziej, że pewne są tylko trzy rzeczy: śmierć (na coś), podatki i utrata danych. Nieprzyjemne badania - niekoniecznie.

Zwracam uwagę, że identyczny mechanizm działa w momencie, gdy człowiek w samochodzie przyspiesza. Konsekwencją wolniejszej jazdy jest np. "tylko" późniejsze pojawienie się w pracy, konsekwencją szybszej może być "aż" śmierć. Proporcja skali konsekwencji jest porażająco duża, jednak proporcja skali prawdopodobieństw (naturalnie "liczonych" przez każdego intuicyjnie) najwyraźniej jest jeszcze większa w przeciwną stronę. A minimalnie ryzykować życiem trzeba. Inaczej nie można byłoby zrobić niczego. Przeciąć sobie żyłę można i przy obieraniu kartofli.

4. Badania są tańsze, niż leczenie, a za wszystko płacą podatnicy.

Odpowiedź: Znów przydałyby się dane liczbowe, które by potwierdziły, czy rzeczywiście badanie wszystkich wychodzi taniej, niż leczenie tylko chorych. Jeśli tak, rozwiązaniem jest, oczywiście, zniesienie państwowej służby zdrowia. Inaczej należy zażądać, aby policjanci kontrolowali, czy każdy myje zęby; w stomatologii profilaktyka też jest tańsza, niż leczenie, więc dlaczego wszyscy podatnicy mają cierpieć tylko dlatego, że ktoś nie myje zębów?

Argument ten wygląda osobliwie paradoksalnie, gdy się spojrzy na przewidzianą ustawowo karę za niepoddanie się badaniom: jest to bardzo wysoka grzywna (o ile pamiętam, w jednym z projektów wynosiła do 30.000 złotych). Może więc prostszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zasady, że kobieta, która nie podda się badaniom, nie jest karana grzywną, tylko koniecznością zapłacenia za własne leczenie pod rygorem jego nieotrzymania? Inaczej znowu mamy sytuację, w której analogicznie człowiek nie płaci za leczenie awitaminozy, ale profilaktycznie płaci kary, jeśli nie je warzyw i owoców... A poza tym mam konkretne pytanie: czy jeśli jakaś kobieta nie podda się badaniu, a z powodu jej sytuacji majątkowej nie uda się ściągnąć z niej kary, to w przypadku zachorowania będzie leczona za pieniądze podatników? Zwłaszcza zaś za pieniądze podatniczek poddających się tym nieprzyjemnym badaniom... Tak czy nie?

Jeszcze uwaga ogólna w kwestii tytułu. Zwykle nie zgadzam się z feministkami. Nie przeszkadza mi to w niczym popierać feministek, jeśli akurat uważam, że mają rację. Winston Churchill powiedział kiedyś: "Gdyby Piekło wypowiedziało wojnę Niemcom, Lucyfer byłby moim sprzymierzeńcem". Jest to dosadne, ale co do interpretacji celowościowej się zgadzam: chcę żyć w ustroju liberalnym, natomiast jest mi kompletnie obojętne, kto pomoże mi go zbudować. Pod warunkiem, że jeśli to będzie np. ktoś, kto dzisiaj jest socjalistą, to mnie przekona, iż jest to nawrócony socjalista, a nie socjalista-sabotażysta.

 

5 komentarzy
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
swiss-lady - Bojowniczka   |  4 miesiące i 25 dni temu  |  
Przede wszystkim, bardzo dziękuję Ci w imieniu własnym i tysięcy kobiet za ten wpis. Zająłeś stanowisko, które w naszym kraju w chwili obecnej "niemodne" jest zajmować. Powiesz coś w tonie podobnym do tego co Ty napisałeś, od razu znajdzie się jakiś ginekologiczny faszysta i rozedrze mordę, że jak nie jesteś za (przymusowymi!) badaniami to znaczy, że nie jesteś za życiem, znaczy, ze chcesz żeby Polki umierały. Jest to stanowisko wyjątkowo stronnicze, chamsko i nachalnie promowane przez media jako "jedynie słuszny" sposób myślenia. Każdy, ale to każdy kto wspomina o wadach tych badań, o prawie do decyzji, a nawet o prawie (tak!) do wstydu, nazywany jest ciemnogrodem i wrogiem życia. Niektórzy naprawdę nie dostrzegają, że między _obowiazkiem_ badań, a _zakazem_ badań istnieje właśnie stan pośredni w postaci wolności wyboru. Więc Ci którzy nie są za przymusem, nie muszą być (i nie sądzę by byli) automatycznie za zakazem. Mam wrażenie, że w tym temacie, niestety zaginęła w mediach wolność słowa. Milczy się przede wszystkim o sprawach tak istotnych jak:
1) Szkodliwość badań - mammograficznych w sposób oczywisty z powodu promieniowania [ryzyko zachorowania na raka w przypadku wykonywania badań dostępnym w polsce sprzętem wzrasta z każdym badaniem o 1%] o całkowitej nieprzydatności (nieczytelności wyniku) takich badań w przypadku osob w młodym wieku nie wspominając, cytologicznych - w sposób dyskusyjny - z powodu zbyt częstego lub/i niechlujnego wykonania, może i nieco przesadzam, ale partaczy wśród ginekologów i syfu w ich gabinetach nie brak (a gdy wprowadzi sie przymus to z powodu nadmiernego popytu na takie badania, nawet tacy partacze będą mieli ręce pełne roboty i niezły zarobek). Więc co, proponuje się nam i przedstawia jako wielkie dobrodziejstwo badania które niemal w całości składają sie z wad i zagrożeń... [ale o tym sza!]
2) Wielka "łaska" ze strony państwa, dbałość o nasz dostęp [przymus!] do badań profilaktycznych _nie równa się_ dbałości o nasze wyleczenie. Nikt z rządu nie wypowiedział się w temacie tego jak i za co będziemy leczyć tego wykrytego (choćby we wczesnym stadnium) raka. Mamy być wdzięczni i krzyczeć "hurra" z okazji tego, że ktoś nas do badań przymusza, jednakże czy mamy zapomnieć o tym że "przebadani" nie równa się "zdrowi" tudzież "wyleczeni"?
3) Nie można przymuszać człowieka do niczgeo w przypadku gdy postępując odmiennie [w granicach swojej wolności] szkodzi tylko samemu sobie (przykład - co innego choroby zakaźne).
4) Nie można przymuszać tylko jednej grupy społecznej [kobiet pracujących] do wykonywania tylko jednego rodzaju badań i wmawiać, że to odciąży nie tylko statystyki śmiertelności, ale i nasze podatki (przykład - czemu palenie nie jest zakazane skoro jest przyczyną 90% przypadków raka płuc, czemu jazda z nadmierną prędkością nie grozi mandatem wysokości 30tys zł? wszak wszyscy Ci którzy ummrą i kogoś osierocą bądź sami staną się kalekami tym sposobem także obciążają państwowy socjal).
5) Czemu wreszcie kobiety mają być w jakiś sposób bardziej zdrowotnie zadbane, niż mężczyźni? Dla nas obowiązkowe cytologie i mammografie, a dla męzczyzn co? Może chociaż jakieś badania kardiologiczne czy gastryczne? Z której strony nie spojrzeć (ze strony przychylności bądź przeciwności jakimkolwiek badaniom) wprowadzenie jako jakichkolwiek jako przymusowych, a dodatkowo akurat takich i tylko takich i tylko dla jednej grupy społecznej jest jawną niesprawiedliwością wobec każdej z płci i każdej z wyodrębnionych wg innego kryterium (np. pracujący-niepracujący) grup społecznych.
6) Dlaczego wmawia nam się że "to wstyd zeby wstydzić się"? Czy naturalna skromność, choćby i w temacie badań [intymnych, do jasnej chole.r.y!] była aż tak szkodliwą cechą by tak gorliwie tępić ją w zarodku? Dla wielu osób normy moralne nie przewidują rozbierania się przed kimkolwiek jak tylko partnerem życiowym, i jest to sprawa indywidualna. I nie oceniajmy tu czy to słuszne czy nie, czy mądrze czy nie, bo to juz inna para kaloszy, ale po prostu uznajmy że wolność decyzji czy sie w danej sytuacji wstydzimy czy nie to integralna część wolności osobistej, gwarantowanej konstytucyjnie godności i poszanowania intymności. Chamem jest ten kto piętnuje, że ktoś śmie się wstydzić, i niech sobie sam wywala swoje części intymne na widok w dowolnym miejscu przed dowolną osobą, jeśli mu to nie przeszkadza, ale won od ograniczania wolnosci [nie robienia podobnych rzeczy] przez innych ludzi.
7) Wreszcie - wykywanie raka sutka bądź raka szyjki macicy w takim trybie jak przewidziany w propozycjach niektórych [zboczonych na punkcie ginekologicznym] ministrów prowadzic może (i mam podejrzenia że będzie) do pozbawienia osób u których chorobę tę wykryto prawa do zasiłków czy rent, które jak dotąd - chorując - otrzymywali.
8) Lekarze (jako grupa zawodowa) silnie popierają wprowadzenie przymusu badań postępując tymsamym na przekór podstawowej lekarskiej zasadzie "po pierwsze nie szkodzić" - celowo przemilczając potencjalne a nawet rzeczywiste zagrożenia płynące z ich wykonywania. Czy ktos taki powinien miec prawo nazywać się lekarzem, człowiekiem służącym zdrowiu drugiego człowieka? Nie sądzę. Więc czemu to lekarze tak gorliwie popierają ten przymus? Z 2 prostych przyczyn - po pierwsze zarobią na tym, po drugie - jako że kobiety i tak i tak będą musiały przyjść na badania, lekarze nie będą musieli się starac o kulturę i jakość ich wykonania - wszak przymuszony "klient-pacjent" i tak się zjawi.
To tyle ode mnie. Jeszcze raz dziekuję za odpornosć na propagandę a w konsekwencji poruszenie tego tematu w sposób tak mądry i wyważony. Mam nadzieję, ze o ile będzie się nadal zanosiło na wprowadzenie wspomnianego przymusu, ponownie poruszysz temat zajmując podobne, jak tym razem, stanowisko.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Wohin - Superbojownik   |  rok i 10 dni temu  |  
@LordKaftan:
jak rozumiem ZUS też jest dobrowolny w takim razie;] ciekawa definicja
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
LordKaftan - Superbojownik   |  rok i 12 dni temu  |  
Badanie cytologiczne i mammograficzne będzie częścią pakietu badań okresowych. Innymi słowy badania będą musiały wykonywać kobiety pracujące.

W Polsce nie ma przymusu pracy.

Tak więc, jeżeli jakaś kobieta uważa, że badania mammograficzne i cytologiczne ograniczają jej wolność to niech się zwolni z pracy.
Ciekawe czemu inne badania nie ograniczają wolności?
niq
niq - Bojowniczka   |  rok i 13 dni temu  |  
Po pierwsze - urggghhhhh.
Po drugie, juz merytorycznie: kobieta, która woli uniknąć regularnego, ale krótkotrwałego badania profilaktycznego, bo woli niskie prawdopodobieństwo dłuuugiej, i bardzo bolesnej pod finał choroby? Eeee... Primo - nie wydaje mi się, żeby wiele kobiet naprawdę kalkulowało prawdopodobieństwo z tabelkami w ręku, większość to są te, które:
a) nie wiedzą o badaniach przesiewowych, ich skuteczności i wadze
b) nie mają wiedzy o tym, że cytologia u państwowego lekarza jest darmo i przysługuje im raz na dwa lub trzy lata (co swoją drogą grubo nie wystarcza, bo zdaniem ginekologów maksymalny odstęp między badaniami to rok-półtora) i boją się kosztów
c) mają słaby dostęp do lekarza
d) boją się, wstydzą, nie chcą
Lekiem na to wszystko jest solidna kampania informacyjna prowadzona przez wszystkie rejonowe ośrodki zdrowia, media etc. Wówczas, gdy kobiety będą naprawdę znały fakty i konsekwencje swoich wyborów, będzie można mówić o wolnym wyborze. Nie, nie uważam, że doprowadzanie w kajdanach i na łańcuchu jest elementem kampanii edukacyjnej: człowiek przymuszony siłą do badań, zwłaszcza tak intymnych i raczej niemiłych, zdecydowanie zniechęci i odstraszy. Za to premiowanie regularnych badań - zachęci coraz większą liczbę kobiet do robienia ich w pasującym im terminie w zaprzyjażnionym gabinecie.

Jednocześnie jeśli spytać kobiet, które już zostały zdiagnozowane jako chore, twierdzą one, że żałują, że nie badały się wcześniej regularnie i same zachęcają swoje krewne i znajome do częstych badań. Więc jednak świadomość konsekwencji wyborów znacząco waży na wyborze!

Co do kosztów leczenia: nawet gdyby z powodu jakiegoś kataklizmu nagle padła państwowa służba zdrowia i wszystkie kobiety leczyłyby się same za swoje, skutki i tak poniosłoby całe społeczeństwo, również to zdrowe:
1. Spora część kobiet z zaawansowanym rakiem nie podołałaby samodzielnie kosztom leczenia i zmarła. Ich dzieci "spadłyby" na krewnych, lub, z braku chętnych do opieki - na państwo.
2. Część kobiet leczyłaby się sama, za pieniądze z oszczędności i pożyczki. Pytanie, czy rosnąca spirala kredytów na leczenie nie zrobiłaby gospodarce kuku? Czy banki chciałyby udzielać pożyczek na terapię onkologiczną o umiarkowanie pewnym rezultacie? Owszem, bardzo to godne i sprawiedliwe, że banki dbają o swój pieniądz, ale w takim razie jak mają się leczyć ci, którzy nie mają w skarpecie kilkudziesięciu tysięcy?
3. Osoby chore na kilka miesięcy (czasami dwa lata!) terapii i rehabilitacji są wyłączone z pracy. Ich pracę wykonać musi kto inny, a i one muszą z czegoś żyć - i spłacać kredyty zaciągnięte na leczenie. Żyją więc oszczędniej, zaniżają konsumpcję, często wręcz z powodu oszczędności żyją poniżej zdrowego minimum.
Koszty rozkładają się na innych - bliskich, znajomych, zastępców w pracy... A skutki wcale nie są ekonomicznie lepsze niż w przypadku powszechnych ubezpieczeń i powszechnej służby zdrowia!
mzakras
mzakras - Bojownik   |  rok i 14 dni temu  |  
Drogi Autorze, tak powinno się czytać od prawej do lewej, to jest właśnie nieodłączny element ksywki.

W każdym razie, bardzo mnie cieszy dzisiejsza notka. Dostałem wreszcie więcej informacji, z sugestiami autora co do ich słuszności, bądż nie.

O wiele bardziej odpowiada mi taka forma notek, gdzie Autor nie narzuca swojego zdania innym, a prezentuje swoje zdanie i sugeruje iż jest to zdanie słuszne.

Pozdrawiam Autora i życzę sukcesów na drodze do ustroju liberalnego. Z mniejszym lub większym szczęściem, może to wreszcie zakończy się sukcesem.

***
Jeszcze tylko jedno:

Kilka sytuacji:
1. Kobieta robi badania, które nie stwierdzają raka.
2. Kobieta nie robiła badań, zachorowała na raka. W stadium "do wyleczenia".
3. Kobieta robi badania, które stwierdzają raka. W stadium "do wyleczenia".
4. Kobieta robi badania, które stwierdzają raka. W stadium "nie do wyleczenia".

Teraz.

Kto powinien zapłacić za badania i leczenie w każdym z tych przypadków?

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi