Rozumowałem mniej więcej tak: są kobiety, które żądają równego traktowania z mężczyznami i są takie, które go nie żądają (tj. albo wprost żądają nierównego traktowania, albo żądają równości tylko na niektórych polach godząc się na nierówność na pozostałych, albo wręcz uważają, że jak wyjdzie, tak wyjdzie). Tym pierwszym nie składałem życzeń wychodząc z założenia, że skoro nie składam ich mężczyznom, to takie nierówne traktowanie byłoby wbrew ich woli (a każdą wolę jednostki staram się respektować przynajmniej tak długo, jak długo dotyczy tylko jej). Wyróżniłem więc te, które chcą się różnić, co też wyszło nie najszczęśliwiej.
Życzenia powinny brzmieć mniej więcej tak, jak brzmiały, natomiast ich adresatkami powinienem był uczynić wszystkie kobiety, które chcą otrzymać ode mnie te życzenia. Co niniejszym, z jednodniowym opóźnieniem, czynię. To nie erystyka: ja naprawdę spotykałem kobiety, które uważały, że składanie im życzeń z okazji Dnia Kobiet im uwłacza, a niektóre wprost mówiły, że to właśnie dlatego, iż jeśli otrzymują coś - choćby życzenia - tylko za to, jakiej są płci, to dowodzi to nierównego traktowania.
Przy okazji chciałbym stanowczo zdementować pogląd, jakobym uważał kobiety za gorsze od mężczyzn. W paru kwestiach istotnie średnio ustępują mężczyznom - na przykład jeśli chodzi o siłę fizyczną - w paru zaś mężczyźni ustępują kobietom - na przykład jeśli chodzi o długość życia. W większości kwestii nawet średnie porównanie płci pokazuje różnice na granicy błędu statystycznego - a już stosowanie tych miar do poszczególnych jednostek zupełnie mija się z celem na poziomie ogólnym. Wystarczy stwierdzić, że ja - jako mężczyzna - już jestem bardziej długowieczny, a do niedawna byłem niewątpliwie mniej silny fizycznie, niż ś.p. Kamila Skolimowska. Zresztą nawet jeśli chodziłoby tylko o siłę fizyczną, stwierdzenie, że kobiety są średnio gorsze od mężczyzn broni się dopiero wtedy, gdy się powie, że duża siła fizyczna to coś dobrego. Ja nigdy czegoś takiego nie twierdziłem, bo znacznie wyżej cenię sobie walory umysłowe, a jeszcze wyżej - umiejętności praktyczne w życiu codziennym, do czego siła Pudziana nie jest koniecznie potrzebna. Jeśli chodzi o znane mi kobiety, to na poziomie walorów umysłowych nie odważyłbym się powiedzieć, że są gorsze od mężczyzn (co prawda mało która gra w szachy albo programuje tak dobrze, jak przeciętny spośród moich kumpli - za to jeśli chodzi o oczytanie, języki obce, czy znajomość ortografii, mężczyźni zostają daleko w tyle). W najbardziej zaś cenionych przeze mnie umiejętnościach praktycznych na co dzień kobiety wyraźnie przodują. Z moich obserwacji wynika więc, że średnio kobiety są lepsze, niż mężczyźni (co nie oznacza, że do konkretnego zadania nie mogą się średnio lepiej nadawać mężczyźni), a do porównania dwóch konkretnych jednostek w ogóle żadnej miary nie można zastosować.
Poza porównaniem konkretnych jednostek, gdzie wariancja może być duża. Znam dziewczynę, która prawdopodobnie rozłożyłaby przy szachownicy w 7 partiach na 10 co najmniej jednego mojego znajomego, licząc tylko tych, którzy grają w turniejach. Niczego to nie zmienia w mojej obserwacji średniej, która z kolei nie spowoduje, że ów facet nagle zacznie z nią wygrywać zamiast przegrywać.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą